O nieważnej dyrektywie naruszającej prywatność internautów
 Oceń wpis
   

Autentycznie interesujące: Trybunał Sprawiedliwości EU orzekł dziś, że nieważna jest dyrektywa nakładająca na operatorów telekomunikacyjnych obowiązek przechowywania (i udostępniania odpowiednim służbom na ich żądanie) danych związanych z użytkownikami oraz wykonywanymi i odbieranymi połączeniami.

(Dla wtajemniczonych: chodzi o wyrok TSUE w sprawach połączonych C-293/12 i C-594/12 Digital Rights Ireland i Seitlinger i in. dotyczący Dyrektywy 2006/24/WE Parlamentu Europejskiego i Rady
z dnia 15 marca 2006 r. w sprawie zatrzymywania generowanych lub przetwarzanych danych w związku ze świadczeniem ogólnie dostępnych usług łączności elektronicznej lub udostępnianiem publicznych sieci łączności.)

Zgodnie z dyrektywą państwa członkowskie miały ustanowić prawo zobowiązujące przedsiębiorców działających na rynku łączności elektronicznej do gromadzenia określonych danych oraz udostępniania ich odpowiednim organom na ich żądanie. Rzecz dotyczy takich informacji o wykonywanym połączeniu: jak m.in. numery telefonów wywoływanych; nazwisko abonenta; nazwisko użytkownika, któremu przydzielono adres IP; dane użytkowników telefonii internetowej; data i czas połączenia; numery IMSI i IMEI; dane pozwalające na lokalizację urządzeń. Zakazane natomiast -- na gruncie tej dyrektywy -- jest utrwalanie treści komunikatów (czyli podsłuch rozmów, esemesów, korespondencji listelowej). A wszystko to przez nie krócej niż 6 miesięcy i nie dłużej niż przez 2 lata.

W polskim prawie przepisy te zostały przeniesione do ustawy prawo telekomunikacyjne, która po nowelizacji z 2009 roku zmusza operatorów telekomunikacyjnych do "zatrzymywania i przechowywania" na własny koszt oraz udostępniania "uprawnionym podmiotom, a także Służbie Celnej, sądowi i prokuratorowi" danych niezbędnych do (art. 180c ust. 1):

1)   ustalenia zakończenia sieci, telekomunikacyjnego urządzenia końcowego, użytkownika końcowego:
a)  inicjującego połączenie,
b)  do którego kierowane jest połączenie;
2)   określenia:
a)  daty i godziny połączenia oraz czasu jego trwania,
b)  rodzaju połączenia,
c)  lokalizacji telekomunikacyjnego urządzenia końcowego.

Do ustawy wydane zostało rozporządzenie wykonawcze (t.j. Rozporządzenie Ministra Infrastruktury z dnia 28 grudnia 2009 r. w sprawie szczegółowego wykazu danych oraz rodzajów operatorów publicznej sieci telekomunikacyjnej lub dostawców publicznie dostępnych usług telekomunikacyjnych obowiązanych do ich zatrzymywania i przechowywania), które precyzuje, iż dane te obejmują m.in. "współrzędne geograficzne stacji BTS, w obszarze której znajdowało się telekomunikacyjne urządzenie końcowe; azymut, wiązkę i zasięg roboczy anteny stacji BTS", "numer wykorzystywanego portu sieciowego lub adres MAC urządzenia końcowego inicjującego połączenie". Warto poczytać, żeby wiedzieć jaki rodzaj informacji o naszej aktywności sieciowej jest rejestrowany -- a także żeby wiedzieć w oparciu o jakie przepisy organy ścigania i wymiar sprawiedliwości produkuje takie buble (przestałem P.T. Czytelników epatować takimi kwiatkami, bo blogasek stałby się monotonny w tym narzekaniu).

A tu dziś: proszę bardzo -- dyrektywa jest nieważna, a to dlatego, że umożliwiając

1) dowiedzenie się, z jaką osobą i za pomocą jakiego środka komunikował się abonent lub zarejestrowany użytkownik,
2) określenie czasu łączności oraz miejsca, z którego łączność ta została nawiązana,
3) ustalenie częstości komunikowania się abonenta lub zarejestrowanego użytkownika z określonymi osobami w danym okresie

w bardzo silny sposób ingerują w prywatność oraz ochronę danych osobowych użytkowników usług telekomunikacyjnych, a to dlatego, że dane te mogą służyć do ustalenia szczegółów prywatnego życia osób, np. ich nawyków, miejsca pobytu, codziennie lub okazyjnie pokonywanych tras, podejmowanych czynności, relacji i środowisk społecznych. I chociaż co do zasady zdaniem Trybunału Sprawiedliwości działanie takie jest słuszne, albowiem podyktowane jest koniecznością ochrony bezpieczeństwa publicznego, to jednak granice wynikające z zasady proporcjonalności zostały przekroczone.

Wśród podniesionych w orzeczeniu zarzutów moją uwagę zwróciła uwaga dotycząca braku obiektywnego kryterium, dzięki któremu właściwe organy miałyby dostęp do zgromadzonych danych wyłącznie do zwalczania najpoważniejszych przestępstw (tj. takich, których ciężar uzasadnia ingerencję w prywatność jednostek). Zamiast tego dyrektywa odsyła do prawa krajowego, a zatem rodzaj tych przestępstw swobodnie mogą określać poszczególne rządy -- tak jak im akurat pasuje (wiedzą o tym choćby polscy dziennikarze, których dane z logowań komórek posłużyły do poszukiwań spraw, które akurat leżały na sercu obowiązującej władzy). Mało tego, dostęp do danych nie podlega żadnej kontroli, czy to sądowej, czy to niezależnego organu administracyjnego. A zezwalając na płynny okres przechowywania danych (6-24 miesięcy) dyrektywa nie sprecyzowała jaki rodzaj danych powinien być jak długo przechowywany (stąd też loguje się wszystkie dane "jak leci", w tym także moje codzienne esemesy namierzające Małżonkę lub przynoszące listę zakupów...)

Dyrektywa, co istotne -- a podkreśla się to w komunikacie prasowym -- przepadła "od zawsze", a wynika to z tego, iż "Trybunał nie ograniczył skutków wyroku w czasie, uznanie nieważności staje się skuteczne z dniem wejścia w życie dyrektywy". Z mojej perspektywy bomba, chociaż szkoda, że zdaniem niektórych z opóźnionym zapłonem: nie dość, że w komunikacie MAC mówi się, że "obecnie trwa analiza wpływu orzeczenia na prawo krajowe w zakresie retencji danych i prawa właściwych organów krajowych do dostępu do takich danych", to jeszcze chyba nieco nietrafna jest wypowiedź Wojciecha Wiewiórkowskiego, iż "nie jest tak, że w momencie, kiedy znika dyrektywa, to znika prawo krajowe. Zniknęło usprawiedliwienie dla jego wprowadzenia".

Mnie się po prostu wydaje, że nie tyle zniknęło usprawiedliwienie, ile po prostu odpadła fundamentalna podstawa stojąca za projektem ustawy, a zatem -- niekoniecznie sięgając nawet do argumentów o prymacie prawa wspólnotowego nad krajowym -- należałoby przyjąć, że przepisy krajowe wydane na podstawie nieważnej-od-zawsze dyrektywy są także nieważne (niekonstytucyjne) od zawsze. W tym celu -- lepiej nie czekać na orzeczenie polskiego Trybunału Konstytucyjnego (który mógłby chyba zresztą wydać je w drodze skargi konstytucyjnej) nasz parlament powinien co najmniej rozważyć celowość ponownej nowelizacji prawa telekomunikacyjnego odkręcającej zmiany z 2009 r.
Inną sprawą będzie teraz los danych już przechowywanych -- skoro nie ma i nie było przesłanki do ich gromadzenia, powinny zostać natychmiast usunięte (a dla bezpieczeństwa operatorów -- zaraz po nowelizacji przepisów). Jeszcze inną sprawą jest zło wyrządzone, czyli te miliony danych, które już przepłynęły, indywidualne rozstrzygnięcia podjęte na podstawie przepisów, które w ogóle nie powinny zaistnieć...

Moim zdaniem mamy z tego większy ambaras, niż pewnie dziś niejednemu się wydaje. I chowanie głowy w piasek nic nie da. Można też przemyśleć parę spraw przed nadarzającymi się niedługo wyborami do Parlamentu Europejskiego -- zapytać: to jak wy panowie (i panie) pracujecie?

Komentarze (7)
O tym jak dziś zostałem w OFE (to nie prima aprilis)
 Oceń wpis
   

wybór między ZUS a OFEPonieważ tematem dnia jest ZUS czy OFE? -- przypomnijmy, że oto dziś otworzyło się pierwsze "okienko transferowe" dla tych, którzy preferują bezpieczeństwo à la ZUS -- czas chyba na podjęcie jakiejś tam decyzji o modelu dalszego zbierania na emeryturkę.

Zainteresowani złożeniem oświadczenia o pozostaniu w OFE za pośrednictwem serwisu ePUAP mogą zapoznać się z krótką instrukcją w serwisie Echelon.pl

Przypominam, bo chociaż wybór między ZUS i OFE uważam za wybór między dżumą a cholerą -- każdy prawdziwy liberał (którym jestem) powie, że prawdziwy wybór brzmiałby: zamierzam się ubezpieczać "po ichniemu" czy "po swojemu" -- wszystko wskazuje na to, że rządowi zdecydowanie zależy na tym, żeby ludzie "wybrali" ZUS (najlepiej przeoczyli albo zignorowali temat, stąd też chyba brak innych informacji, niż jakieś głupawe reklamy), a zatem warto rządowi zafundować pstryczka w nos (co powie każdy anarchokapitalista, którym jestem ;-)

Więc ja chciałem oświadczyć głośno, wyraźnie i uroczyście, że wyboru dokonałem dziś rano, przez platformę ePUAP (bo tak szybciej i nowocześniej) i oczywiście wybrałem OFE (bo na bezrybiu i rak ryba). Wybór to zarówno emocjonalny, ale i racjonalny -- raz, że nie lubię wkładać wszystkich jajek do jednego koszyczka, a dwa, że jeśli jest w tym element loterii, to jest też szansa, że się wygra. Ludzie puszczają całkiem niezłe pieniądze w totka -- czemu nie zaryzykować paru złotych w OFE?

Nie namawiam, nie reklamuję. OFE nie jest idealne (a zapewne ma więcej wad, niż zalet), natomiast ZUS nie tylko nie jest idealny, ale jest też synonimem wady. Moje stanowisko wynika oczywiście z przyczyn niejako genetycznych dla ZUS, czyli przymusowości ubezpieczenia -- jeśli byłby to dobrowolny wybór, mógłbym wówczas zacząć oceniać jego działalność obiektywnie, może nawet doszukiwać się pozytywnych elementów.

Komentarze (12)
O zapowiedzi radykalnych kroków
 Oceń wpis
   

motto na marzec: "Jeżeli działania Rosji wyjdą poza Krym, to Europa podejmie decyzję o wdrożeniu radykalnych kroków, nawet, jeśli musielibyśmy za to zapłacić gospodarczymi stratami" -- Frank-Walter Steinmeier, niemiecki Minister Spraw Zagranicznych (SPD)


Oto i radykalne stwierdzenie szefa berlińskiego MSZ -- radykalne, bo zaprzeczając zarzutom prowadzenia ustępliwej polityki wobec Putina ("Nie mogę dostrzec w naszej polityce żadnych oznak słabości. Wysyłamy jednoznaczne sygnały, reagujemy szybko i solidarnie") -- Steinmeier powiedział dokładnie to, czego większość się po nim spodziewała: społeczność międzynarodowa zaakceptowała aneksję Krymu przez Rosjan i prosi Putina, by nie szedł po więcej. Nikt nie będzie musiał ginąć za ten półwysep na antypodach Europy. To się może zmienić, jednak dopiero wówczas, "jeżeli działania Rosji wyjdą poza Krym".

W ten sposób Europa załatwiła dwie sprawy jednocześnie: pokazała, że umie się postawić i lepiej z nią nie zadzierać, a równocześnie, że ceni sobie stabilność w polityce międzynarodowej. Takie gładkie wypowiedzi, w której każdy widzi, co chce widzieć -- jest tu przecież zapowiedź radykalnych kroków oraz liczenia się ze stratami! -- są podstawą nowoczesnej dyplomacji, w której zobowiązania (cały czas chodzi mi po głowie porozumienie zawarte w Budapeszcie) znaczą mniej od sondażowych słupków.

Właściwie to nawet trudno się oburzać na prominentnego polityka SPD. Ani to przypływ szczególnej szczerości, ani też szczególnej nieszczerości. Po prostu coś trzeba było powiedzieć, bo sytuacja nieciekawa.


PS obiecuję nie zanudzać już P.T. Czytelników moimi przemyśleniami dotyczącymi rosyjskiej aneksji Krymu. W ogóle ostatnio mniej Was zanudzam :-)

Komentarze (8)
O interesach, które ponoć są stałe
 Oceń wpis
   

przywożę wam pokój .... na KrymieI jeszcze krótka refleksja dotycząca tego, co się dzieje na Krymie -- a raczej tego, co się nie dzieje poza Krymem, w sprawie Krymu.

Okazało się bowiem, że rząd Wielkiej Brytanii wolałby uniknąć sankcji przeciwko Rosji, albowiem te mogą odbić się czkawką w City. Z punktu Ukrainy, którą Putin chce oskubać z Krymu, to jeszcze jeden strzał w plecy -- Moskwa z nikim i niczym się nie liczy, na pewno nie z opinią międzynarodową (jeśli będzie trzeba to ją sobie albo kupi, albo zmanipuluje -- nie od dziś są w tym całkiem nieźli) -- i przyczynek do dyskusji o dotrzymywaniu zobowiązań.

z Memorandum budapesztańskiego (1994):
2. Federacja Rosyjska, Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej oraz Stany Zjednoczone Ameryki potwierdzają swoje zobowiązanie do powstrzymania się od stosowania groźby lub użycia siły przeciw integralności terytorialnej bądź politycznej niezależności Ukrainy, i że żadna broń w ich posiadaniu nigdy nie zostanie użyta przeciw Ukrainie, chyba, że w samoobronie lub w przypadkach zgodnych z Kartą Narodów Zjednoczonych;
3. Federacja Rosyjska, Zjednoczone Królestwo Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej oraz Stany Zjednoczone Ameryki potwierdzają swoje zaangażowanie, zgodnie z zasadami Aktu Końcowego Konferencji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, w powstrzymanie się od przymusów ekonomicznych zmierzających do podporządkowania swoim własnym interesom realizacji przez Ukrainę praw nieodłącznie związanych z jej suwerennością aby w ten sposób osiągnąć korzyści jakiegokolwiek rodzaju;
(Przyznać się też muszę do dużej dozy pesymizmu w sprawie Krymu -- jak się prowadzi politykę imperialną, to naprawdę nie po to, by wycofać się z powodu bliżej nieokreślonych sankcji. Zaś jedyny argument jaki Rosja byłaby w stanie zrozumieć użyty nie zostanie... bo i jak? Bodajbym się mylił, ale Krym już jest ugotowany.)

Rozśmieszyły mnie natomiast uwagi, ponoć całkiem poważne, że trzeba brać przykład z rządu londyńskiego, który zawsze najwyżej stawia swój interes, bo jak zwykli mawiać "Brytania nie ma stałych sojuszy, Brytania ma stałe interesy".

Owszem, ponoć Lord Palmerston miał coś takiego wypowiedzieć, ale boję się, że mógł nie zostać dobrze zrozumiany: na pewno przez naszych komentatorów, a zapewne i przez rząd Camerona (jeśli takie przyświecały mu intencje).

Jeśli bowiem obecny konflikt krymski można przyrównać do rozpychania się hitlerowskich Niemiec w latach 30-tych (anszlus Austrii, Sudety, Czechosłowację wreszcie), to dzisiejsze umizgi Anglików można przyrównać do... umizgów Anglików z 1938 roku ukoronowanym Chamberlainowskim "przywożę wam pokój".
Pewnie wówczas też mówili, że ...sojuszy .... interesy... Stąd też łatwo było rok później powiedzieć, że nie będą ginąć za Gdańsk i poprzestać na dziwnej wojnie. A przecież można było Hitlera, skupionego we wrześniu 1939 r., wziąć w stalowe kleszcze z drugiej strony, zaatakować Zagłębie Ruhry. Pewnie na tamtą chwilę by wystarczało.

Dalsza część tej lekcji historii jest już mniej zabawna. Najpierw w kilkutygodniowej kampanii padła Francja (a to co z niej zostało podjęło całkiem wyraźną współpracę z Berlinem), Anglikom ledwie udało się ewakuować z Dunkierki. Później była Bitwa o Anglię, bombardowania Londynu, doszczętne zniszczenie Coventry... Zaś Francuzi, którym nie chciało się ginąć za Gdańsk, ginęli w Mers el-Kebir, ginęli na Madagaskarze (niezorientowanych naprawdę zachęcam do kliknięcia w te linki, można się zdziwić). A wszystko to dlatego, że po napaści Niemiec na Polskę rządy tamtych państw wybrały chwilowy spokój, który wcale nie dał im pokoju.

Do czego zmierzam? Ano do prostej konstatacji: jeśli Brytania rzeczywiście ma stałe interesy, to jej interesem było nie pozwolić Hitlerowi na zajęcie Czechosłowacji w 1938, a najpóźniej wykonać zobowiązania sojusznicze i podjąć zdecydowaną ofensywę we wrześniu 1939. Choćby dlatego, że dzięki temu uniknęłaby 5 lat wojennej pożogi, bombardowań V-1 i V2, ganiania się z Rommelem między Tunezją a Egiptem -- a być może także upadku Imperium.
W tamtym czasie, podobnie jak teraz, ów własny dobrze pojęty interes wymagał odwagi i zdecydowania -- i działania, które pozornie może być odebrane jako podjęte wyłącznie w cudzej sprawie (co nie jest prawdą).
 

Komentarze (11)
O prawie obalenia władzy, która jest przeciwko ludziom
 Oceń wpis
   

szarża lekkiej brygadyPrzyszło do mnie w ostatnim czasie parę listeli -- szok, że ktoś jeszcze do mnie pisze, że w ogóle się zastanawia co ja o tym wszystkim myślę -- odnośnie sytuacji w republice Ukrainy. Ściśle: czy zdaniem redakcji Lege Artis pucz, w którym obalono prezydenta Janukowycza, był legalny, a zatem czy legalne są nowe władza republiki?

Moja odpowiedź będzie prosta i oczywista, a zdziwić może tylko kogoś, komu pojęcie "prawo" wywołuje skojarzenie wyłącznie ze słowem "przepis" (dzięki czemu żyje w błędnym przekonaniu, że nie ma prawa bez przepisu).
Tak, obalenie tyrana Janukowycza było jak najbardziej legalne, nawet jeśli nastąpiło wbrew obowiązującym w Kijowie wówczas przepisom. Sęk w tym, że nawet jeśli ukraińska konstytucja została złamana, nawet jeśli w ogóle nie przewiduje ona możliwości pozbawienia głowy państwa urzędu (albo jeśli procedura odwołania wygląda całkowicie inaczej) -- górę w takich sytuacjach bierze owa mityczna umowa społeczna (którą wywieść można, może nie do końca za Locke'm, z prawa naturalnego -- prawa oporu przeciwko tyranii).

Przypomnijmy bowiem, że zdaniem Johna Locke ludzie po to zrzekli się części swojej wolności i złożyli ją na ręce władzy, by ta chroniła ich życie, mienie, wolność. Jednak jeśli władza narusza wartości, dla których została powołana, wstępuje w stan wojny z ludem, przeto lud zwolniony jest od obowiązku posłuszeństwa takiej władzy -- i może przeciwko niej wystąpić, aż do jej obalenia.
Dokładnie te same przesłanki pozwalają poddanemu dyktatora dokonać zamachu (na dyktatora, jego pomagierów -- nie na Bogu ducha winnych nieboraków...). Cokolwiek mądrale mówią o Stauffenbergu, dziś inaczej patrzylibyśmy na jego historię, gdyby mu się udało...

Uważam, że dokładnie z taką sytuacją mieliśmy właśnie do czynienia na ulicach Kijowa: legalnie wybrany prezydent podjął działania nielegalne i zbrodnicze (strzelać do ludzi, którzy po prostu czegoś chcą?!) nie istniała zgodna z prawem metoda na powstrzymanie rozlewu krwi. Stąd też całkowicie uprawnione było zawarcie z Janukowyczem porozumienia dla pozoru, a następnie złamanie tego porozumienia -- tylko po to, by pozbyć się go z urzędu.

 

PS dzisiejszy felieton ilustruje "Szarża lekkiej brygady" R.C. Woodeville'a. Z dedykacją dla autora tekstu, którzy rzucił mi się dziś w oczy na Wyborcza.pl, w którym wyłożono jak to Rosja sobie pozyskała Krym, a później Ukrainiec Chruszczow oddał go Ukraińskiej SSR.


PPS "to wina Tuska" -- zasłyszane dziś w internetach w kontekście dwóch buteleczek wyżłopanych przez eurodeputowanego Jacka Protasiewicza na pokładzie aeroplanu, którym udawał się celem piastowania niezwykle ważnej eurogodności. Warto o tym pamiętać 25 maja -- a ja proszę o głos ważny niewybierający.

Komentarze (15)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |

bezczelna reklama:

Firma Prawnicza Lege Artis
www.LegeArtis.org.pl

O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania liberał-kapitalista ;-)
Najnowsze komentarze
2014-04-16 21:42
PZKPWIV:
O tym jak dziś zostałem w OFE (to nie prima aprilis)
Jakiś czas temu mój OFE poinformował mnie, że od 2012 roku nie otrzymuje należnej części mojej[...]
2014-04-11 15:20
b52t:
O nieważnej dyrektywie naruszającej prywatność internautów
najczęściej jest tak, że ustawa w uzasadnieniu lub wprost w ustawie (w przypisie) podaje powód[...]
2014-04-10 15:46
wojakrob:
O tym jak dziś zostałem w OFE (to nie prima aprilis)
Niestety mi nie udało się potwierdzić wniosku ePUAP. Zarówno w ZUS na Litomskiej, jak i w US[...]
2014-04-10 00:32
Pongo:
O nieważnej dyrektywie naruszającej prywatność internautów
Jeśli TSUE powołał się na niezgodność dyrektywy z Kartą Praw Podstawowych, to sytuacja polskiej[...]
2014-04-09 22:21
olgierd:
O nieważnej dyrektywie naruszającej prywatność internautów
Zaraz, zaraz, jeśli mamy nadrzędność prawa wspólnotowego, to łatwo wykazać, że przepisy[...]
2014-04-09 12:36
Zaxxon:
O nieważnej dyrektywie naruszającej prywatność internautów
Oczywiście polskie przepisy nie tracą mocy, bo mimo uchwalenia ich w wyniku wykonywania[...]
2014-04-09 11:10
olgierd:
O nieważnej dyrektywie naruszającej prywatność internautów
@Lech Malinowski: właściwie tak, ale nie do końca tak -- skoro Polska zobowiązała się do[...]
2014-04-09 09:39
kubia:
O nieważnej dyrektywie naruszającej prywatność internautów
prawo nie jest zawieszone w przestrzeni, pojawia się z konkretnych powodów. jeśli wprowadzone[...]
2014-04-09 08:34
Lech Malinowski:
O nieważnej dyrektywie naruszającej prywatność internautów
Nie bardzo rozumiem zarzuty - przepisy albo są złe, niekonstytucyjne, wbrew prawom człowieka,[...]
2014-04-03 21:31
.xxx.:
O tym jak dziś zostałem w OFE (to nie prima aprilis)
A firma na A i mająca w nazwie dwa V przysłała dziś gotowe oświadczenie, które wystarczy[...]
2014-04-03 16:30
OtwieramKontopl:
Alior Bank: mamy regulamin, ale nie mamy procedury...
Serdecznie dzięki za ten wpis, Dobry Człowieku. Tego mi było trzeba. Pozdrawiam, Łukasz
2014-04-03 13:38
olgierd:
O tym jak dziś zostałem w OFE (to nie prima aprilis)
Ten ZUS to jest kompletna kpina. Q.E.D.
2014-04-02 17:12
Jacek23:
O tym jak dziś zostałem w OFE (to nie prima aprilis)
Jesli na stronie ZUS zakladales konto przed 1 kwietnia, to ZUS moze policzyc Ciebie jako[...]
2014-04-02 15:08
olgierd:
O tym jak dziś zostałem w OFE (to nie prima aprilis)
Bo to nie takie proste :) Posiadając ePUAP należy zalogować się na stronie ZUS.pl (w[...]
2014-04-02 10:56
jajaj:
O tym jak dziś zostałem w OFE (to nie prima aprilis)
A jak znalazłeś linka w rejestrze spraw na ePUAP? Bo wyszukiwanie wg słowa OFE - brak wyników,[...]
2014-04-02 10:35
olgierd:
O tym jak dziś zostałem w OFE (to nie prima aprilis)
Niestety, gdzieś trzeba się przejść -- np. do ZUS i wypełnić druczek (albo na pocztę, nadać go[...]
2014-04-02 08:56
a766580:
O tym jak dziś zostałem w OFE (to nie prima aprilis)
A jeśli mam podpis elektroniczny służbowy (pracuję w urzędzie gminy) to mogę niejako załatwiać[...]
2014-04-02 00:07
Jacek23:
O tym jak dziś zostałem w OFE (to nie prima aprilis)
A bez ePUAP co trzeba zrobic? Bo prawde mowiac nie mam czasu na te glupoty z ZUS/OFE ale tez[...]
2014-04-01 20:22
olgierd:
O tym jak dziś zostałem w OFE (to nie prima aprilis)
Generalnie każdy, aczkolwiek raz do jakiegoś urzędu przejść się trzeba -- potwierdzić profil[...]
2014-04-01 14:42
anonim 2:
O tym jak dziś zostałem w OFE (to nie prima aprilis)
A możesz coś więcej o procedurze przez "ePUAP" napisać? Każdy człowiek może to wyklikać? Jak?
2014-04-01 13:15
olgierd:
Wpisy na forum a prawo autorskie
Ale co ma do tego zakaz przetwarzania danych osobowych po zakończeniu korzystania z usługi?[...]
2014-04-01 11:01
kompetentny:
Wpisy na forum a prawo autorskie
Bzdura. Jeżeli bowiem użytkownik podpisywał się pod postami charakterystycznym imieniem i[...]
2014-04-01 06:55
bezpozyczka:
O zapowiedzi radykalnych kroków
Putin podpatrzył jak to się w Polsce robi, mówię o kradzieżach ziemi pod uprawy pod dopłaty[...]
2014-03-29 22:38
poliwęglan:
O zapowiedzi radykalnych kroków
Tak naprawdę nikt nie będzie chciał ginąć za Ukrainę, tak samo jak nikt nie będzie ginął za Tajwan
2014-03-29 17:41
infolinka:
O zapowiedzi radykalnych kroków
Od ponad pięciu stuleci różni władcy łamią sobie zęby o Krym, a jak by się tak wszyscy po[...]