Potyczki sądowe
 Oceń wpis
   
§ 1. Mucha Anna, aktorka (czy ktoś ją zna? bo ja "niebardzo") wygrała sprawę sądową przeciwko dziennikowi o fajnej nazwie "Fakt". Proces, który trwał, warto dodać, pięć lat.

Poszło o to, że "Fakt" opublikował wykonane z ukrycia (jak sądzę) zdjęcia aktorki opalającej się bez ubrania na plaży w Egipcie, co uznała ona - z przyczyn, nie ukrywam, których nie rozumiem - jako kiepski lans i oddała sprawę do sądu. Teraz wydawca pisma będzie musiał zapłacić na jej rzecz 75 tys. złotych, przeprosić na łamach dziennika oraz zaprzestać pisania o prywatnym życiu aktorki.

Redakcja przyjęła ciekawą linię obrony, powołała się bowiem na... prawo do informacji. Tak jakby goły biust Muchy Anny równy był sprawie Rywina albo polowaniu na wieloryby przez japońskich rybaków.

Nie znam akt sprawy i nie mogę się wypowiadać o jej przebiegu, ale nikt nie może mi zabronić poteoretyzować.
Teoretycznie zatem w sprawie musiał mieć zastosowanie art. 81 prawa prasowego, zgodnie z którym:

1. Rozpowszechnianie wizerunku wymaga zezwolenia osoby na nim przedstawionej. W braku wyraźnego zastrzeżenia zezwolenie nie jest wymagane, jeżeli osoba ta otrzymała umówioną zapłatę za pozowanie.

2. Zezwolenia nie wymaga rozpowszechnianie wizerunku:
1) osoby powszechnie znanej, jeżeli wizerunek wykonano w związku z pełnieniem przez nią funkcji publicznych, w szczególności politycznych, społecznych, zawodowych;
2) osoby stanowiącej jedynie szczegół całości takiej jak zgromadzenie, krajobraz, publiczna impreza.

Popatrzmy na istotę sporu od strony Muchy Anny: 1) zgody na rozpowszechnianie zdjęć nie było - jakby była to Axel Springer proces wygrałby w cuglach, 2) Mucha podobno jest osobą powszechnie znaną (dla redaktorów "Faktu" na pewno tak, skoro wysyłają za nią paparazzich), 3) z całą pewnością zdjęcie nie zostało zrobione w związku z pełnieniem funkcji publicznych, nawet jeśli leżała nago w miejscu publicznym, 4) nie widziałem zdjęcia ale jak sądzę nie sposób jej postaci potraktować jako sztafażu wplecionego w krajobraz egipskich plaż...

A skoro doszło do naruszenia praw do wizerunku aktorki, mogła swobodnie sięgnąć po art. 78 ust. 1 prawa autorskiego, na dokładkę dorzucając - tak, tak, niech moje miliony radiosłuchaczy zapamiętają tę lekcję na resztę życia - roszczenie o ochronę dóbr osobistych (art. 23 kc).

Morał z tego taki: dobrem chronionym przez prawo - chciałbym dodać, że z całą surowością chronionym, ale tak niestety nie jest - jest prywatność nawet osób jak najbardziej publicznych. Goła aktorka na plaży, polityczka w papilotach przeglądająca się w zwierciadełku czy sportowiec w ustępie mają takie same prawo do świętego spokoju jak każdy inny Polak-szarak.

Być może sąd poszedł za daleko w zakazie pisania o Annie Musze na przyszłość, przecież art. 54 ust. 2 Konstytucji zakazuje cenzury prewencyjnej "środków społecznego przekazu" (hmm ustawa zasadnicza ma 10 lat a taka redakcja normy trąci mi myszką na dwie wiorsty!) - a czym jest zakaz pisania o czymś w przyszłości, jeśli nie cenzurą prewencyjną?
Tu jest następny problem - wartościowania dóbr prawnie chronionych: na ile ochrona prywatności i godności nawet publicznych osób może uzasadniać stosowanie tego rodzaju zakazów, a na ile gazety (ale i portale internetowe - czy one też są "środkiem społecznego przekazu"?) powinny hamować się, czując nad sobą bat w rodzaju właśnie art. 23 kc czy 81 pr.aut.?


§ 2. Swoje prawnicze historie ma też światek reklamy. Sygnalizuję na zasadzie ciekawostki, nie wiadomo jak sprawa będzie się rozwijać ale warto mieć rękę na pulsie.

Agencja Young & Rubicam poinformowała, że w najnowszej kampanii Multikina przygotowana przez Takefive (mnie od takich stronek bolą zęby ale jak ktoś lubi to niech klika) wykorzystuje pomysły Y&R przedstawione w czasie zorganizowanego wcześniej przetargu przez Polski Instytut Filmowy.
Zdaniem Pawła Nizieńskiego z Y&R podobieństwo jest tak duże, że nie może być mowy o przypadku. A skoro nie ma przypadku to z pewnością doszło do niedopuszczalnej inspiracji zwanej także plagiatem; tertium non datur.

Oskarżeniom stanowczo dają odpór zarówno Multikino jak i Takefive, wskazując, że koncepcja kampanii urodziła się dawno temu. Mało tego! - Takefive zatrudnia prawników, prawnicy listy piszą, a w nim czytamy, co następuje:

"...pragnę poinformować, że: o ile, wbrew oczywistym faktom, w dalszym ciągu będziecie Państwo rozpowszechniali nieprawdziwe informacje o rzekomym plagiacie jakiego miał dopuścić się mój Mocodawca w stosunku do pomysłów Young & Rubicam, w piątek, 26 stycznia 2007 r. mój Mocodawca będzie zmuszony wystąpić na drogę sądową w celu ochrony swojego dobrego imienia.

Jednocześnie informuję, że każde wykorzystanie przez Państwa pomysłu kampanii reklamowej "zaskakującej zbieżnością myśli kreatywnej" w stosunku do kampanii reklamowej opracowanej przez mojego Mocodawcę jeszcze w kwietniu 2006 roku, spowoduje złożenie przez mojego Mocodawcę kolejnego pozwu wraz z wnioskiem o zabezpieczenie powództwa w postacie wstrzymania wszelkich Państwa działań związanych z tego typu kampanią reklamową."

Chciałoby się załkać po Sienkiewiczowsku: "złapał Kozak Tatarzyna..." albo "kto mieczem wojuje..." ale na moim topprofesjonalnym blogasku nie będę uciekał się do wodosłowia, zatem wyjaśniam rzecz z prawniczego na nasze (tj. Wasze, drogie moje miliony radiosłuchaczy, bo ja akurat rozumiem co napisał mecenas z kancelarii Niedziela, Zieliński i Wspólnicy (bezpłatna reklama).
Otóż zastosowana została stara jak świat technika "reversible cat": proszę nie mówić, że nasza praca jest plagiatem, bo spotkamy się w sądzie, a jeśli przez pomyłkę przedstawicie jakąś kampanię, która jest podobna do naszego indywidualnego pomysłu, to będzie oznaczało, że dopuściliście się plagiatu. Zwykłe odwracanie kota ogonem.

Mnie w treści pisma zainteresował zwrot "złożenie kolejnego pozwu" - tak jakby ten pierwszy już był oczywisty, napisany, może nawet znaczki nalepione... Ale być może w niektórych kancelariach lubią takie groźne miny, nie wiem, nie pracowałem w takich nigdy. I dobrze chyba.


§ 3. Pewnie się Państwo zastanawiacie skąd ci wszyscy prawnicy to wszystko wiedzą? Hmm, no dobrze, postanowiłem uchylić rąbka tajemnicy (wszakże dziś piątek, warto się rozerwać).

Lejdys and dżentlemen, dysis Bond, Dżejms Bond:

Komentarze (9)
Bo ja jestem, proszę państwa, na... Ja chcę do więzienia!
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |

bezczelna reklama:

Firma Prawnicza Lege Artis
www.LegeArtis.org

O mnie
Olgierd Rudak
Jesteś na stronie czasopisma internetowego "Lege Artis", które ukazywało się od 17 listopada 2006 r. do 16 maja 2014 r.
Najnowsze komentarze
2017-05-19 17:26
herk:
88 i 14, liczby przeklęte
kolego, masz powaznie nasrane w bani :) jesli chcesz nam to wmawiac to wypierdalaj do egiptu[...]
2017-05-04 14:33
MĄDRY Z MIASTA:
Dlaczego Citibank zachowuje się jak zwykły phisher?
GŁUPI JASIO(A) ZE WSI, naprawdę jest mi bardzo przykro, że tak po chamsku ludzie traktują twoją[...]
2017-04-08 17:34
MRS VALICIA RENE:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
Cześć... Jesteś my organizacjĘ ... chrześ cijań sskĘ ... utworzonĘ ..., aby pomóc ludziom w[...]
2017-02-17 12:55
ghjki:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Napisz odstąpienie. To, że nie napisali daty na egzemplarzu pozostawionym w domu, to nie[...]
2017-02-12 06:59
acampora:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
Witam wszystkich, Nazywam się Gina Acampora żywo w USA i mówię jak najszczęśliwszą osobą na[...]