Zabawa w głuchy telefon
 Oceń wpis
   
Dziś parę ciepłych zdań na temat serwisu Książka-telefoniczna.com.
Zacznijcie od przeczytania ciekawego tekstu Bartłomieja Dwornika. Ale wróćcie do mnie!

Sprawa należy do tych raczej śmierdzących. Dowód: "Wszystkie numery pochodzą z książek telefonicznych i są publicznie dostępne. Nie ujawniamy danych osobowych, ponieważ nie podajemy numeru mieszkania. Dane z książek nie są niczyją własnością i na całym świecie można z nich dowolnie korzystać" (to słowa Sebastiana Steca, szefa tego czegoś).

Trudno o większą ignorancję. Nie ma bowiem znaczenia czy jakieś informacje są dostępne w istniejących książkach telefonicznych czy nie, ponieważ dostępność takich danych nie oznacza automatycznej zgody na dalsze przetwarzanie danych osobowych. Pomińmy już przepisy, które mówią kto, kiedy i w jaki sposób może udostępnić nasze dane przedsiębiorcom prowadzącym spisy abonentów (art. 67 prawa telekomunikacyjnego, ze szczególnym uwzględnieniem ust. 2, zgodnie z którym Książka-Telefoniczna powinna mieć stosowne umowy z dostawcami publicznie dostępnych usług telefonicznych).
Po drugie (ciągle zaglądam wyłącznie do prawa telekomunikacyjnego): to, że oznaczenie abonenta nie zawiera numeru domu, w którym zamieszkuje to nic. Zgodnie z art. 169 ust. 2 i ust. 3 abonent powinien zostać poinformowany o pojawieniu się jego danych w spisie lub informacji o numerach oraz o tym, że dane te będą udostępniane w formie elektronicznej, co nie zmienia faktu, iż musi on wyrazić zgodę na zamieszczeniu jego danych identyfikacyjnych w spisie telefonów.

Żadna z osób, których numer pojawił się w serwisie Książka-Telefoniczna nie został powiadomiony o zamieszczeniu jego danych, nie mówiąc już o uzyskaniu jego zgody.
Ba, słyszałem o ludziach, którzy mają numery zastrzeżone (nie ma ich w Tepsianej książce), ale ów cud-niecud się tym nie raczy przejmować!

Ciekawe czy ktoś z Czytelników wpadł na pomysł w jaki sposób można było wymyślić, że skoro nie podaje się numeru domu i mieszkania, to nie dochodzi do ujawnienia danych osobowych? Ja się chwilę nad tym głowiłem i wyszło mi, że doszło do zbitki dwóch norm: art. 169 ust. 1 pkt 3 prawa telekomunikacyjnego, gdzie wyliczanka kończy się właśnie na nazwie miejscowości oraz ulicy, przy której znajduje się zakończenie sieci oraz nieprawidłowo zinterpretowanego art. 6 ust. 3 ustawy o ochronie danych osobowych (ten o nadmiernych kosztach, czasie lub działaniach).
Niektórzy rozumieją go bowiem w taki sposób, że jeśli poda się samo imię i nazwisko oraz miejsce zamieszkania, to nie ma mowy o danych osobowych, ponieważ dane te nie umożliwiają na określenie tożsamości osoby. Moim zaś zdaniem: owszem jeśli mamy do czynienia z osobą "Jan Nowak, Warszawa", to samo przez się rozumie się, że trudno na tej podstawie zidentyfikować owego Nowaka. Ale jeśli dane te odnoszą się do "Adalberta Piernacza ze wsi Łękawa Wielka", to owszem, przecież Piernacza w Łękawie wszyscy będą znali.

Zatem sprawa na tym etapie jest prosta: nie macie umowy z moim operatorem telefonicznym, nie macie mojej zgody na dołączenie mojego numeru do waszej bazy, więc danych tych nie wolno było udostępniać w serwisie.


Pan Stec zapomina o jeszcze jednej wesołej ustawie. Spisy abonentów prowadzone telekomy stanowią bazę danych w rozumieniu przepisów ustawy o ochronie baz danych, zatem można korzystać bez zgody producenta bazy danych wyłącznie w nieistotnej co do jakości lub ilości części zawartości (art. 7 ust. 1 ustawy). Tymczasem zgrabowanie całości informacji - imię, nazwisko, numer telefonu, miejscowość i ulica - z pewnością stanowi korzystanie z istotnej części bazy danych, wymaga przeto zawarcia stosownej umowy. Umowy, której (to chyba oczywiste), Ksiazka-Telefoniczna nie ma. \

Dorzućmy jeszcze ustawę o świadczeniu usług drogą elektroniczną, która nakłada na podmiot świadczący takie usługi pewne obowiązki (m.in. konieczność ustalenia regulaminu, podania siedziby itd.), a robi się całkiem niezła układanka.

Gdzie jest pies pogrzebany?
No niestety, jest problem, natury, powiedziałbym technicznej. Ze strony się tego nie dowiecie, ale Whois podpowiada, że domenę Ksiazka-Telefoniczna.com zarejestrował na siebie Pan Stec, kogo można odwiedzić w Paryżu, przy 60 Avenue Teophile Gautier, do kogo owszem, można sobie podzwonić (+33684001847), no i na jakiś tam gorzowski numer.

Czy to oznacza, że taki myk - ta niewola awiniońska - daje Panu Stecowi immunitet, że może sobie przepisy te zignorować? Otóż nie: do jego działalności mają zastosowanie zarówno przepisy naszej ustawy o ochronie danych osobowych (art. 3 ust. 2 pkt 2 w zw. z art. 7 pkt 4, tak J. Trelka "Unijny administrator odpowiada inaczej", "Rzepa" 2004/12/23), a zatem przetwarzanie danych polskich abonentów przez podmiot zagraniczny powinno następować z poszanowaniem przepisów polskiej ustawy o ochronie danych osobowych.

W odniesieniu do przepisów o świadczeniu usług drogą elektroniczną ustawa jest nieco bardziej wstrzemięźliwa, jednak od czego są nasze kochane eurodyrektywy (które przecież powinniśmy stosować wprost), a zatem wystarczy sięgnąć do dyrektywy 2000/31/WE z 8 czerwca 2000 r. w sprawie niektórych aspektów prawnych usług społeczeństwa informacyjnego, aby dowiedzieć się, iż Pan Stec - nawet jeśli jest Francuzem - mimo wszystko powinien podać pewne dane dotyczące jego działalności (vide art. 1 ust. 2, art. 2 lit. c), art. 3 ust. 1 oraz cały art. 5).

Bez względu zatem na to, czy serwis jest serwisem francuskim i nadaje z Paryża, czy brytyjskim i nadaje z Londynu, czy też krajowym i mąci wodę z Gorzowa Wielkopolskiego - ma być i tyle. A już o pomyśle, że aby się wypisać z tej śmiesznej książki telefonicznej, trzeba przesłać skan faktury, nie wspomnę. To już żałosna - acz skuteczna, bo kto odważy się takim trutniom posłać swoją fakturę! - próba uniemożliwienia wymiksowania się z tego lewego interesu?


PS na zdjęciach trzy różne żaby polskie, niech się nasz Francuz cieszy. Zdjęcia moje, więc tantiem nikomu płacić nie trzeba. Wy też możecie patrzeć za darmo, Moi Drodzy Czytelnicy.
Komentarze (2)
Zamknąć gębę... - stanowisko... Wikipedia na usługach szatana
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |

bezczelna reklama:

Firma Prawnicza Lege Artis
www.LegeArtis.org

O mnie
Olgierd Rudak
Jesteś na stronie czasopisma internetowego "Lege Artis", które ukazywało się od 17 listopada 2006 r. do 16 maja 2014 r.
Najnowsze komentarze
2017-02-17 12:55
ghjki:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Napisz odstąpienie. To, że nie napisali daty na egzemplarzu pozostawionym w domu, to nie[...]
2017-02-12 06:59
acampora:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
Witam wszystkich, Nazywam się Gina Acampora żywo w USA i mówię jak najszczęśliwszą osobą na[...]
2017-02-05 06:32
Mr Richard:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
Czy potrzebujesz kredytu? Jeśli tak, e-mail: (richardcosmos5@gmail.com) po więcej szczegółów.[...]
2017-01-20 23:33
Mikel Clarrisa:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
Jak mam Bóg wysłał pożyczkodawcy po udaremnione przez chuliganów tutaj w internecie Witam[...]
2017-01-04 11:53
oszukali dziadka:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Dzięki za informacje, bo właśnie 30 grudnia 2016 mój dziadek został oszukany - Joy Energia z[...]