Nic nie będzie
 Oceń wpis
   
Pisze Maciej Dudek o rychłym upadku instytucji praw autorskich (przypomniał mi się niejaki Kononowicz i jego "nic nie będzie"), ale świat idzie dalej w swoją stronę.

pooh§ 1. Kubuś Puchatek już nie lubi korporacji Walt Disneya Co. Ściśle: Disney przegrał proces wytoczony przez firmę Stephen Slesinger o naruszenie warunków umowy licencyjnej.
Okazuje się bowiem, że w 1930 roku Slesinger odkupił od A.A. Milne'a prawa do grubawego niedźwiadka, aby w 1961 r. udzielić Disneyowi zgody na eksploatację komercyjną jego wizerunku. Rychło okazało się, że (dzieci proszę zakryć oczy!) koncern wykorzystuje misia w niecnych celach marketingowych, zarabia mnóstwo kasy na gadżetach i innych zabawkach, a zarobioną w ten sposób kasą (misiek łącznie zarobił prawie 6 mld dolarów w 2002 roku!) nie dzieli się z licencjodawcą.

Jak czytam o takich sprawach to zawsze mam mieszane uczucia; co dopiero jak muszę o nich napisać. Jest dla mnie oczywiste, że pacta sunt servanda, zatem nawet dla najliberalniejszego z libertarian nie ulega wątpliwości, że najgłupsza z umów powinna być wykonywana w sposób zgodny z jej treścią i celem (to w sumie uwaga do Macieja Dudka). Skoro Disney zobowiązał się wykorzystywać Puchatka w sposób określony treścią umowy (my, profesjonaliści mówimy: na polach eksploatacji ;-) ) to niech się nie dziwi, że licencjodawca czeka na pieniądze z tytułu korzystania w inny sposób.

Druzgoczące jest jednak dla mnie wrażenie, że coś mu się pozajączkowało, temu misiu, przez co sprawy idą stanowczo w złym kierunku.
Popatrzmy na to tak: Milne sprzedał prawa do Kubusia w 1930 roku. Nie znam treści umowy zawartej ze Slesingerem, ale obawiam się, że mógł w kontrakcie zobowiązać się do objęcia misia swoistym moratorium (zakaz pisania nowych bajek o Puchatku - być może dlatego mamy tylko dwie książeczki). To pierwszy ból; drugi, że zważywszy na fakt, że ojciec Puchatka zmarł w 1956 roku prawa do jego bajek - a zatem także do wizerunku niedźwiadka (sic!) - wygasną już w 2026 roku.

Do tego momentu każde dziecko, które zechce sobie namalować Kubusia Puchatka, zrobić kukiełkę na drutach czy z gałganków musi uważać, bo może dobrać mu się do tyłka Slesinger albo Walt Disney Co.
Przesadzam? Nieprawda? A to, że pewien Japończyk miał problemy z prawem bo grał na harmonijce ustnej kawałki Beatlesów to może prawda?


§ 2. Nie zdziwię się, jeśli ta sprawa będzie miała koniec na sali sądowej. Anna Walentynowicz poczuła się urażona sposobem przedstawienia jej osoby w filmie "Strajk". Niemieckim filmie, dodajmy. (Ponoć słaby, ale to już inna sprawa.)

Istnieje możliwość, iż nie będzie Niemiec pluł już nam w twarz, a ponieważ niektórzy ludzie ponoć wierzą, że to co pokazuje telewizja dzieje się naprawdę (na tym samym oddechu dodają: telewizja kłamie), pani Walentynowicz żąda wycięcia niektórych scen z filmu, ponieważ część wątków jest niezgodna z prawdą.

ogniem i mieczemZłośliwy felietonista wspomniałby coś o możliwym procesie przed Trybunałem Sprawiedliwości, gdzie Ukraińcy mogliby nas pozwać za sienkiewiczowskie "Ogniem i mieczem", sceptyk dodałby, że skoro postać z filmu nosi inne imię i nazwisko to Anna Walentynowicz nie powinna się aż tak z osobą tą utożsamiać.
Ja powiem, że kompletnie nie czuję takich pretensji. Po pierwsze twórca zawsze ma prawo do swojej interpretacji rzeczywistości (ba, Konstytucja w art. 73 mówi nawet o wolności twórczości artystycznej), po drugie niezwykle trudno będzie uzasadnić powstałą krzywdę i jakąkolwiek wysokość dochodzonego zadośćuczynienia.

Dywagować o diabelskim pomyśle na cenzurowanie twórczości w ogóle mi się nie chce. Może chodzi o to, że nie będzie już takich filmów, "nic nie będzie". A może Czytelnicy pociągną temat w komentarzach?

Wychodzi jednak na to, że producent filmu troszkę się Pani Anny obawia, ponieważ zadeklarował dobrowolną wpłatę na potrzebujący szpital, co stronnicy Walentynowicz skwitowali lakonicznym "czekamy na kolejne gesty dobrej woli". Oj znałem ja pewnego gościa kiedyś, który też w ten sposób próbował funkcjonować. Kto wie o kim mówię już się śmieje, kto nie wie - niech dla swojego dobra pozostanie w niewiedzy.


§ 3. Nie tylko Polak potrafi. Potrafi też były pracownik IBM, który pozwał pracodawcę do sądu żądając odszkodowania za zwolnienie z pracy w wysokości 5 mln dolarów. Wyleciał z pracy - warto dodać - za to, że w pracy skupiał się nie na robocie, ale na oglądaniu pornograficznych stron internetowych.

Ciekawie brzmią zarzuty Jamesa Pacenzy: otóż ma on być uzależniony od seksu po tym jak w 1969 r. zobaczył swojego kolegę ginącego na wojnie w Wietnamie. Jego zdaniem zamiast wypowiedzenia z pracy powinien otrzymać specjalną terapię oraz znaczne odszkodowanie; najlepiej, żeby sfinansował mu to pracodawca, ponieważ koncern IBM jest obrzydliwie przebogaty, więc go stać.

Podziwiam tupet tego pana, zaiste. Biorąc jednak pod uwagę, że tam jest Ameryka - nie będę nawet próbował przewidywać rezultatu procesu. Być może faktycznie okaże się, że oglądanie stron xxx w internecie to choroba, a osoba na nią chora powinna podlegać szczególnej ochronie?

Jeśli tak to naprawdę jesteśmy coraz bliżej kononowiczowskiego stanu totalnej entropii kiedy już nic nie będzie.
Komentarze (7)
Kara za brak rejestracji tytułu... Prawa i obowiązki posiadaczy psów
5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 |

bezczelna reklama:

Firma Prawnicza Lege Artis
www.LegeArtis.org

O mnie
Olgierd Rudak
Jesteś na stronie czasopisma internetowego "Lege Artis", które ukazywało się od 17 listopada 2006 r. do 16 maja 2014 r.
Najnowsze komentarze
2017-05-19 17:26
herk:
88 i 14, liczby przeklęte
kolego, masz powaznie nasrane w bani :) jesli chcesz nam to wmawiac to wypierdalaj do egiptu[...]
2017-05-04 14:33
MĄDRY Z MIASTA:
Dlaczego Citibank zachowuje się jak zwykły phisher?
GŁUPI JASIO(A) ZE WSI, naprawdę jest mi bardzo przykro, że tak po chamsku ludzie traktują twoją[...]
2017-04-08 17:34
MRS VALICIA RENE:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
Cześć... Jesteś my organizacjĘ ... chrześ cijań sskĘ ... utworzonĘ ..., aby pomóc ludziom w[...]
2017-02-17 12:55
ghjki:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Napisz odstąpienie. To, że nie napisali daty na egzemplarzu pozostawionym w domu, to nie[...]
2017-02-12 06:59
acampora:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
Witam wszystkich, Nazywam się Gina Acampora żywo w USA i mówię jak najszczęśliwszą osobą na[...]