Ekskluzywny wywiad z Wojtkiem Orlińskim
 Oceń wpis
   
Drodzy moi Czytelnicy. Mam dziś dla Was rarytasik jaki mało: wywiad z Wojtkiem Orlińskim, dziennikarzem Gazety Wyborczej, znanym i uznanym blogerem (jego Ekskursje w dyskursie czytam codziennie, nawet jeśli nie ma tam nic nowego).
Zatem zobaczcie o co go zapytałem ekskluzywnie dla Was i co zechciał powiedzieć ekskluzywnie dla Was.
Wszystko oczywiście dotyczy tematów, dla których zaglądacie na "Lege Artis".


Lege Artis: Głośny w świecie blogosfery stał się Twój spór z Rafałem Ziemkiewiczem, który można streścić hasłem "Michnikowszczyzna to nieprawda".

WO w górachWojtek Orliński: Fragment "Michnikowszczyzny" raczej... Nie znam całej książki, znam tylko pasus przeklejony w Usenecie. Zawierał on jednak bezczelne kłamstwa, do zweryfikowania których wystarczy po prostu sięgnięcie po zszywkę.

LA: Co sądzisz o wolności słowa w mediach, czy twórcy powinni być skrępowani przepisami o odpowiedzialności karnej za słowo?

WO: Bardzo odpowiada mi kryterium wypracowane w historycznym werdykcie Sądu Najwyższego USA w sprawie Brandenburg vs Ohio - kryterium "imminent lawless action", czyli nieuchronnego działania bezprawnego.
Rzeczony Brandenburg był działaczem Ku Klux Klanu nawołującym do krwawej zemsty na "Żydach i czarnuchach". Został skazany przez sąd stanowy, ale bronił się pierwszą poprawką i wolnością słowa. Sąd Najwyższy w końcu go uniewinnił uznając, że "hate speech" powinien być ścigany tylko w sytuacjach, w których nie ma szans na to, by odpowiednie państwowe służby zapobiegły aktom przemocy. Czyli napisać "zabić Żydów" sobie można w gazetce, można tak powiedzieć na wiecu; nie wolno tak natomiast krzyknąć w agresywnym tłumie, który mógłby to próbować wcielić w życie zanim przybędzie policja. Jak widać, zgadzam się z kryminalizowaniem słowa tylko w bardzo wyjątkowych sytuacjach, poza tym wszystko powinno być moim zdaniem dozwolone przez prawo karne.
Osobną sprawą jest oczywiście prawo cywilne - uważam, że każdy pomówiony przez czyjeś wolne słowo powinien mieć prostą i szybką drogę do ewentualnej rekompenstaty (w teorii ma ją każdy, w praktyce egzekwowanie bywa trudne, a poza tym panuje u nas rodzaj kulturowej niechęci do takich rozwiązań, co jest moim zdaniem głupie).
Prywatnie ilekroć kogoś nazywam na blogu, Usenecie czy w zawodowej publicystyce "durniem", "nieudacznikiem" czy "kłamcą", zawsze sobie przy tym staram wyobrazić siebie broniącego tych słów w procesie cywilnym. Jeśli czuję, że sprawa byłaby trudna do obrony, wycofuję się przed kliknięciem na "wyślij" czy "zapisz". Byłoby zresztą dobrze, gdyby każdy o tym myślał. Rafale Aleksandrze Ziemkiewiczu, nie boję się dowodzenia swoich zarzutów o kłamstwo w sądzie, bimajfakingest.

LA: Jesteś autorem poczytnego bloga. Czy można powiedzieć, że pozwalasz sobie w nim na więcej, niż pozwoliłaby Tobie redakcja "Gazety"?

blog WOWO: To oczywiste, że pisząc tekst na ten sam temat - dajmy na to, filozofia serialu "Z Archiwum X" - napiszę go inaczej do "Telewizyjnej", inaczej do "kultury" w głównym grzbiecie, inaczej do "Wysokich Obcasów", inaczej do "Dużego Formatu", inaczej do "Świątecznej". A jeszcze inaczej na bloga.
Gdy profesjonalista coś pisze, zawsze zadaje sobie pytanie o docelowego czytelnika - czy ten czytelnik zna słowo takie jak "epistemologiczny", "heurystyczny", "horkheimerowski" czy "hentai". Zakładam np. że czytelnik mojego bloga jest osobą ogólnie bywałą w cyber- i popkulturze, więc wymagam od niego rozumienia słow takich jak właśnie hentai, trollować, goatse, tubgirl, rotflować, winylowa EP-ka, spam, moherkwaker, jutubka itd. W "Świątecznej" nie napisałbym (bez objaśnienia) o "jutubce", ale napisałbym "horkheimerowski", czego już bym nie zrobił w "Telewizyjnej". I tak dalej. Poza tym ogólnie do "Gazety" staram się pisać mniej o sobie, a więcej o temacie artykułu (w końcu zamawiający redaktor płaci nie za mnie tylko za temat); na blogu odwrotnie, tu mogę być osobisty, autolansacyjny, łechtać swoje ego i tak dalej. Jeśli to komuś przeszkadza to przyjmuję to rzecz jasna z pokorą i zrozumieniem, po czym bardzo uprzejmie sugeruję mu przekierowanie strumienia na dev/spaduwa.

LA: A może czujesz się troszkę skrępowany, biorąc pod uwagę, że część Twoich Czytelników może patrzeć na Ciebie jako na przedstawiciela "Gazety"?

WO: Jeśli ktoś ma tym jakiś problem, to to problem tego kogoś, nie mój. Zawsze zresztą miło będzie polemicznie skopać jakiegoś matołersa od "acha, a więc Wyborcza przyznaje się do swojego popierania francuskiej grupy Nouvelle Vague"! - uwielbiam zapach flejma o poranku.

LA: Jesteś znanym miłośnikiem wszystkiego co z jabłuszkowym logo na opakowaniu, czy nie boisz się jednak, że restrykcyjna polityka dotycząca własności intelektualnej Apple (pisałem o tym m.in. tu i tu) może odstraszyć firmie klientów?

WO: To ich zmartwienie w sumie. Jak słusznie zauważyłeś, miłośnikiem to ja jestem wyrobów z logo na opakowaniu. Sama firma to zaś dla mnie taki sam kapitalistyczny koncern jak wszystkie inne - emocjonalnie mógłbym się martwić o Spółdzielnię Pracy imienia Alana Turinga, dawne Apple Inc. Ale czy swoją polityką Apple w końcu strzeli sobie w stopę - to już zmartwienie akcjonariuszy.

LA: Jakie zatem jest Twoje stanowisko jeśli chodzi o DRM? Czy nie sądzisz, że dostawcy muzyki nie piłują w ten sposób gałęzi, na której przecież siedzą?

WO: Możliwe, ale wszelkie dyskusje na ten temat wydają mi się o tyle niekonkretne, że i Ty i ja mamy za mało danych by to oceniać. Racja fonograficznych majorsów jest taka, że koncern typu EMI ma swoje korzyści z utrzymywania w Polsce swojej filii typu Pomaton.
W dniu, w którym iTMS zacznie sprzedawać muzykę bez DRM na cały świat, Pomaton można będzie od razu zamknąć bo straci rację bytu - po cholerę komu polska filia Sony Music, jeśli wszystko ściągasz po necie prosto z centrali.
Majorsi uważają, że straty związane z DRM wyrównują im korzyści związane z Pomatonami wszystkich krajów. Może mają rację, może się mylą, ale tak naprawdę jesteś w stanie to merytorycznie ocenić? Ajdontfakinfynksou. Ja w każdym razie nie jestem.

LA: No i ostatnie pytanie, którego nie mogę sobie odmówić. Dziś Trybunał Konstytucyjny miał wydać wyrok w sprawie znowelizowanej ustawy lustracyjnej, jednak postępowanie odroczył. Czy uważasz, że lustracja dziennikarzy jest niezbędna?

WO: W ogóle jestem przeciwnikiem lustracji, natomiast lustracja dziennikarzy wydaje mi się wyjątkowym idiotyzmem.
Definicja dziennikarza w prawie prasowym jest niejasna i spokojnie spełnia ją np. makler giełdowy komentujący co tydzień notowania albo rysownik komiksu. Spełnia ją nawet autor listu do redakcji! Nie wiadomo też jaka sankcja miałaby spaść za olanie lustracji na wydawnictwo i na dziennikarza. Zakaz pełnienia funkcji publicznych? To przecież śmieszne, ja i tak nie mam w planie pełnienia takowych. Zakaz pracy w zawodzie dziennikarza? Mogą mnie cmoknąć w moją kopię europejskiej konwencji praw człowieka. A na deser mogą jeszcze zaatakować Republikę Czeską, by polskie władze okupacyjne w Pradze odebrały koncesję czeskiemu nadawcy, dla którego regularnie przygotowuję pewien materiał dziennikarski, czyli swoje felietoniki w HBO Polska.
Głupcy, którzy układali tę nowelizację - piszę to cały czas pamiętając o tym, o czym pisałem powyżej, że być może będę kiedyś musiał w sądzie bronić tego, dlaczego "głupiec" wydał mi się właściwym określeniem - myśleli, że wciąż jeszcze mamy PRL, radiokomitet przy prezesie Kaczyńskim i RSW "Prasa Ksiażka PiS". Nie wiedzieli nawet, że to żadna sztuka zarejestrować polskie wydawnictwo w innym kraju unijnym, a wtedy całą lustrację mogą sobie wsadzić.

LA: Dziękuję, Wojtku za rozmowę.

WO: Dziękuję i pozdrawiam czytelników "Lege Artis".
Komentarze (26)
Co umi papuga? Strzępy świadomości
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |

bezczelna reklama:

Firma Prawnicza Lege Artis
www.LegeArtis.org

O mnie
Olgierd Rudak
Jesteś na stronie czasopisma internetowego "Lege Artis", które ukazywało się od 17 listopada 2006 r. do 16 maja 2014 r.
Najnowsze komentarze
2017-04-08 17:34
MRS VALICIA RENE:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
Cześć... Jesteś my organizacjĘ ... chrześ cijań sskĘ ... utworzonĘ ..., aby pomóc ludziom w[...]
2017-02-17 12:55
ghjki:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Napisz odstąpienie. To, że nie napisali daty na egzemplarzu pozostawionym w domu, to nie[...]
2017-02-12 06:59
acampora:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
Witam wszystkich, Nazywam się Gina Acampora żywo w USA i mówię jak najszczęśliwszą osobą na[...]
2017-02-05 06:32
Mr Richard:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
Czy potrzebujesz kredytu? Jeśli tak, e-mail: (richardcosmos5@gmail.com) po więcej szczegółów.[...]
2017-01-20 23:33
Mikel Clarrisa:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
Jak mam Bóg wysłał pożyczkodawcy po udaremnione przez chuliganów tutaj w internecie Witam[...]