10 baniek tygodniowo
 Oceń wpis
   
Ufff... wyrwałem się na chwilę spod sterty papierów (miłośników blogaska informuję, że żyję, ale spraw się nawarstwiło mnóstwo...) i dzięki temu mogę przelać na cierpliwe bity i bajty garść moich myśli.

Pierwsze co to zajrzałem do mojego ulubionego serwisu Prawo (ukłony dla Ani), a tam ciekawy tekst, który można skwitować krótkim "kiedy oberwę, bo za co to nieważne". Jako człowiek interesu (czyli interesowny) zawiesiłem oko przede wszystkim na magicznej kwocie 10 mln złotych, bo tyle to właśnie mają wynosić tygodniowe straty polskiej branży rozrywkowej i internetowej wskutek piractwa.

Nie wiem ile branża oficjalnie ma rocznego utargu, nie wiem także w jaki sposób policzyli sobie te 10 mln złotych (bo szczerze mówiąc liczenie "jakby nie gwizdnął z warezu to by poszedł do sklepu i kupił do mnie przemawia średnio. Nie każdy pójdzie, nie każdy kupi. Może z tego dziesięć milionów się nie uzbierać. W prasie brzmi nieźle, ale raczej życie nie dostarczyłoby potwierdzenia.

I tak od razu sobie pomyślałem: skoro my nie wiemy ile naprawdę wynoszą straty branży rozrywkowej wywołane przez piractwo, to może chociaż dałoby się sprawdzić - troszkę pod kątem tych, którzy uważają, że obecna ustawa jest nieco zbyt restrykcyjna - jak wyglądało to drzewiej.
No i mam oto przed oczyma tekst prawa autorskiego z 1952 r. (piękne czasy, co), a tam:
- defaultowy czas ochrony utworów to 25 lat,
- 10 lat ochronie podlegały zdjęcia, filmy i "utwory muzyczne przerobione na przyrządy mechaniczne",
wszystko jednak liczone od pierwszego dnia roku następnego po zdarzeniu, od którego liczyło się wygaśnięcie praw.

W sumie - jakby rozsądnie, ale inna sprawa, że taki okres ochrony był niezgodny z zobowiązaniami międzynarodowymi. Wiadomo...

Ale - dla równowagi, żeby ktoś mi nie powiedział, że z sentymentem wracam w czasy Polski Ludowej - mogę zacytować przepis, który był oczywiście patologiczny i dobrze, że go już nie ma...

W przypadkach uzasadnionych wymaganiami upowszechnienia wiedzy i kultury Rada Ministrów może nawet bez zgody twórcy lub jego następcy prawnego zezwolić na:
  1)   rozpowszechnianie utworu w określony sposób,
  2)   przeróbkę lub przystosowanie utworu do potrzeb scenicznych, filmowych lub radiofonicznych, przy czym twórca ma prawo pierwszeństwa do opracowania przeróbki lub przystosowania utworu.


... chociaż jak myślę o Giertychu wicepremierze to zgaduję, że jemu by się takie coś nawet spodobało.

A mnie się bardziej podoba rzecz nieco młodsza niż 1952 r. Proszę Państwa, oto Jimi Hendrix i Fire!

Komentarze (3)
Proszę nie fotografować! Młotki wracają do sądów!?
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |

bezczelna reklama:

Firma Prawnicza Lege Artis
www.LegeArtis.org

O mnie
Olgierd Rudak
Jesteś na stronie czasopisma internetowego "Lege Artis", które ukazywało się od 17 listopada 2006 r. do 16 maja 2014 r.
Najnowsze komentarze
2017-09-04 13:15
Walls:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
Dobry dzień,   Jesteśmy prawowitym, renomowanym rządowym pożyczkodawcą. Jesteśmy firma[...]
2017-07-07 00:42
btbt:
"Słynne masło roślinne"
za komuny było masło prawdziwe solone w duzych belach na wage wiec nie pisz głupot
2017-07-04 16:50
Judith:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
Czy ktoś tutaj potrzebuje pożyczki na spłatę długów lub długów, jeśli tak, to wystarczy, aby[...]
2017-05-19 17:26
herk:
88 i 14, liczby przeklęte
kolego, masz powaznie nasrane w bani :) jesli chcesz nam to wmawiac to wypierdalaj do egiptu[...]
2017-05-04 14:33
MĄDRY Z MIASTA:
Dlaczego Citibank zachowuje się jak zwykły phisher?
GŁUPI JASIO(A) ZE WSI, naprawdę jest mi bardzo przykro, że tak po chamsku ludzie traktują twoją[...]