Polowanie na leszcza
 Oceń wpis
   

Uff, całe szczęście, że jestem na świeżo po paru zdaniach na temat prywatności gwiazdek naszego pop firmamentu, nie muszę tłumaczyć podstawowych spraw.

Dziś Piotr Waglowski pisze o sprawie rajskich wakacji Justyny Steczkowskiej; o samych wakacjach napisał Super Express, podpatrując piosenkarkę podczas zażywania słonecznych kąpieli; a za SE temat pociągnęły plotkarskie serwisy lepszej lub gorszej proweniencji, także częstując swoich czytelników fotografiami. 

W tym momencie zareagował wspomniany w poprzednim tekście mec. Maciej Ślusarek, kierując do jednego z tych serwisów pisemne wezwanie, w którym zażądał 'natychmiastowego zaprzestania wykorzystywania i rozpowszechniania, w tym publikowania jakichkolwiek zdjęć mojej Klientki, które przedstawiają ją w sytuacjach prywatnych i niezwiązanych bezpośrednio z jej działalnością artystyczną' oraz usunięcia wszystkich zdjęć przedstawiających Justynę Steczkowską 'wraz ze wszystkimi komentarzami ich dotyczącymi' w ciągu 3 dni. (Ze skanem wezwania można zapoznać się tutaj, zdecydowałem się nie jumać dokumentu.)

Wezwanie mec. Ślusarka niewątpliwie odnosi się do przekroczenia przez redakcję SE zakresu ustawowej zgody na rozpowszechnianie wizerunku 'osób publicznych', stąd słowa o zdjęciach przedstawiających Justynę Steczkowską w sytuacjach prywatnych i niezwiązanych bezpośrednio z jej działalnością artystyczną. Problem nie dotyczy jednak wyłącznie kwestii ochrony wizerunku -- publikacja zdjęć nagiej osoby bez jej zgody godzi także w jej prywatność i intymność, zaś ochrona tych dóbr idzie znacznie dalej, niż art. 81 ust. 2 pkt 1 prawa autorskiego.

Sprawa wydaje się też być klarowna z punktu widzenia wielokrotnie przytaczanego na łamach Lege Artis art. 14 ust. 1 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną. W moim przekonaniu informacja pochodząca od zainteresowanej osoby mówiąca o naruszeniu jej prywatności i intymności wskutek rozpowszechnienia obrazków zawsze jest wiarygodną wiadomością o bezprawnym charakterze zgromadzonych danych, zatem usługodawcy nie pozostaje nic innego jak w sposób określony przepisami ustawy uniemożliwić dostępu do nich.

Osobna kwestia to bucowata reakcja na wezwanie osoby, która autopromocyjnie przedstawia się w biograficznej notce jako 'zawodowy intrygant profesjonalny plotkarz znany bywalec warszawskich salonów i lokali'. Z rozbrajającą szczerością pisze ona (ta osoba), iż prawnikiem nie jest 'i nie zna się w ogóle' (w ogóle -- czyli na niczym? chyba dobrze czuję temat?), jednak [cytuję] 'Niemniej słyszałem że blogerowi można gówno zrobić -- jeśli pisze swoje przemyślenia i wyraża swoje prywatne zdanie' [koniec cytatu]. Po tym idzie troszkę ciekawszych próbek zdolności artystycznych, w tym superpróba wypozycjonowania nazwy kancelarii mec. Ślusarka na rzekomą 'aferę' wiążącą się z rzekomą próbą naruszenia... Pierwszej Poprawki do konstytucji Stanów Zjednoczonych (nazwy serwisu ani nazwiska człowieka nie piszę, przez grzeczność, powiedzmy, że jego miejsce tam, gdzie byłego wicepremiera i jego partii, której nazwy także przez grzeczność w Lege Artis od zawsze się nie pisze) oraz błazeńskie marzenia o wypromowaniu się na tejże aferze...

... no cóż, powiem tylko tyle, że dawno jeszcze się tak nie uśmiałem, i szczerze mówiąc jakbym miał możliwość to bym chyba namówił mec. Ślusarka to przytarcia noska dzieciakowi, jeśli się okaże, że młody to rodzice po tyłku naklepią i OK, a jeśli dorosły to niech zrozumie, że czasem po prostu jest jak jest, a życie to nie je bajka ;-)

Reasumując: sprawa gołych zdjęć Justyny Steczkowskiej nie ma nic wspólnego z żadną wolnością słowa, z żadnym ograniczaniem mediów, za decyzją o naruszeniu prywatności piosenkarki nie stoi żaden interes publiczny. Oczywiście, domorosły twórca tabloidiotycznego serwisu marzący o wypłynięciu na rzekomym ograniczaniu jego praw mógł błądzić -- wiara w to, że publikacja jakiegoś materiału w czasopiśmie lub internecie sprawia, że z tym materiałem można już wszystko zrobić w narodzie chyba nigdy nie zagaśnie -- jednak moment, w którym otrzymał stosowne wezwanie, nawet jeśli jego treść nie jest precyzyjna jeśli chodzi o określenie adresata żądania, powinien był być ostatnim momentem rżnięcia głupa, a pierwszym momentem zastanowienia nad własną przyszłością.

Chyba że Maciejowi Ślusarkowi nie będzie się chciało polować na leszcza. Na swój sposób byłoby to jednak ciekawe -- wszakże nadal brak nam sensownego orzecznictwa na temat odpowiedzialności adminów serwisów internetowych za rozpowszechnianie tego rodzaju danych.

Komentarze (10)
Przymknięcie do zmięknięcia Jumanie na śniadanie
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |

bezczelna reklama:

Firma Prawnicza Lege Artis
www.LegeArtis.org

O mnie
Olgierd Rudak
Jesteś na stronie czasopisma internetowego "Lege Artis", które ukazywało się od 17 listopada 2006 r. do 16 maja 2014 r.
Najnowsze komentarze
2017-12-10 14:51
Kancelariaprawna24h:
Odpowiedzialność za transakcje dokonane kartą kredytową
Ciekawe informacje o nieautoryzowanych transakcjach i pomoc w odzyskaniu pieniędzy od banku[...]
2017-12-06 13:17
Fred Joseph:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
Czy szukasz pożyczki na rozpoczęcie działalności gospodarczej lub na spłatę rachunków, dlatego[...]
2017-11-29 20:56
James Roland:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
Jestem James Roland, z Polski. Kilka miesięcy temu moja firma poniosła wielką stratę. Niedługo[...]
2017-10-13 06:09
Gina Acampora:
O ochronie wizerunku złodziei
Nazywam się Gina Acampora i rozmawiam dzisiaj jako najszczęśliwszy człowiek na całym dzikim[...]
2017-10-10 01:40
jance:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
Witam wszystkich, Nazywam się Ketesha Frank, jestem z Alabama, Stanów Zjednoczonych, jestem tu,[...]