Demontaż akcji afirmatywnej pod okiem Baracka Obamy?
 Oceń wpis
   

§ 1. Ciekawy temat w piątkowym NYT: amerykański Sąd Najwyższy rozpozna skargę wniesioną przeciwko Voting Rights Act -- ustawie, która wprowadziła formalny zakaz ustanawiania jakichkolwiek praw utrudniających udział w wyborach ze względu na rasę lub kolor skóry, uzależniających czynne prawo wyborcze od płacenia podatków bądź umiejętności czytania i pisania.

Ustawa ma dość specyficzny charakter, przede wszystkim dlatego, że część jej postanowień jest adresowana wyłącznie do niektórych stanów, hrabstw bądź władz miejskich (tj. tych, które historycznie uważa się za najbardziej rasistowskie, wśród tej dziewiątki można znaleźć Alabamę, Georgię, Louisianę czy Mississippi), po drugie niektóre jej postanowienia podlegają co jakiś czas "odnowieniu". Jak dotąd Kongres czterokrotnie podejmował uchwały o odnowieniu ustawy -- i właśnie ostatnie głosowanie, które miało miejsce w 2006 roku, będzie przedmiotem rozważań Supreme Court.
(Co ciekawe, niekiedy przepis rozumiany jest także jako nakładający na władze obowiązek takiego ukształtowania granic obwodów wyborczych, aby zapewnić możliwie duże przedstawicielstwo mniejszości -- tzw. gerrymandering, przy czym w tym przypadku miałby to być "gerrymandering pozytywny").

Poszło o art. 5, w myśl którego planując zmianę niektórych przepisów wyborczych stanowe lub lokalne władze muszą uzyskać zgodę Departamentu Sprawiedliwości lub Sądu Dystryktu Columbia (tzw. "preclearance"). Przepis ten może budzić wątpliwości choćby z tego powodu, że wola lokalnego ustawodawcy -- pamiętajmy, że mówimy o Stanach Zjednoczonych, czyli państwie federalnym, gdzie tradycyjnie każdy człowiek w pierwszym rzędzie jest obywatelem swojego stanu, a dopiero następnie całych USA -- podlega dodatkowemu zatwierdzeniu przez urzędników w Waszyngtonie.

Skargę przeciwko ustawie wniosły władze dzielnicy będącej częścią Austin w Teksasie -- miasteczka, które zostało wzniesione w latach 80-tych na kompletnych nieużytkach. I chociaż pojawiło się na mapie stanu 20 lat po ustawie, która miała zakończyć okres dyskryminacji politycznej Czarnych -- a zatem ani jego władze, ani jego mieszkańcy nie mogli nigdy dopuścić się tejże dyskryminacji -- jego przepisy zostały także naznaczone procedurą preclearance.
Zdaniem władz miasta Kongres Stanów Zjednoczonych rozciągając działanie Voting Rights Act na jednostki, które powstały po latach przekroczył swoje kompetencje.

Ciekawe jak się potoczą dalsze losy aktu prawnego, który był głównym orężem w walce z segregacją rasową w polityce -- i to w czasie, kiedy do Białego Domu ma się lada dzień wprowadzić pierwszy czarny prezydent.
A może będzie tak, że to Barackowi Obamie przypadnie w udziale konieczność podpisania się pod ustawami demontującymi resztki akcji afirmatywnej?

§ 2. Druga ciekawa sprawa: izba niższa legislatury stanu Illinois przyjęła w głosowaniu uchwałę o postawieniu w stan oskarżenia gubernatora Roda Blagojevicha, którego oskarżono o korupcję polityczną.

Cała sprawa wzięła się z tego, że Blagojevich, potomek imigrantów z Serbii, postanowił zrobić doskonały interes na zwolnionym po wyborze Baracka Obamy -- senatora reprezentującego Illinois w izbie wyższej Kongresu -- fotelu w Senacie. Nie wystarczało mu jednak po prostu obsadzić wolnego miejsca (rozsądni Amerykanie nie przepadają za czymś takim jak wybory uzupełniające, zwykle w takich przypadkach czyimś przywilejem jest nominowanie kogokolwiek na zwolnione stanowisko; na marginesie warto przypomnieć, że był w historii Stanów pewien prezydent, na którego nikt nigdy w żadnych wyborach nie głosował, a jednak nie przeszkodziło mu to być gospodarzem Białego Domu przez ładnych kilka lat) -- Blagojevich zaczął od głośnego zastanawiania się nad tym, jaka nominacja przyniesie mu najwięcej korzyści, aby następnie postawić na Rolanda W. Burrisa.

Burris, czarny Demokrata, to chyba najbardziej pechowa postać w całej układance. Poczciwy i zasłużony polityk, którego Blagojevich nominował na senatora najprawdopodobniej tylko po to, aby zamknąć usta krytykom (warto przypomnieć, że Obama był jedynym czarnym senatorem -- teraz będzie nim właśnie Burris), spotkał się z publicznym ostracyzmem, kiedy elity polityczne wezwały go do rezygnacji z mandatu uzyskanego z rąk gubernatora-przestępcy. (Część senatorów zażądała wstrzymania ceremonii zaprzysiężenia po tym, jak podpisania dokumentów odmówił sekretarz stanu Illinois.)

Blagojevich może być pierwszym senatorem od 20 lat, który zostanie złożony z urzędu w drodze procedury impeachment -- wszystko bowiem wskazuje na to, że wniosek uzyska wymaganą większość w stanowym senacie (proces ma się zacząć 26 stycznia, za odwołaniem gubernatora musi zostać oddane 40 spośród ogółu 59 głosów).

Paradoksalnie: potomek imigrantów nominuje jedynego czarnego kandydata, obaj ściągają za to na siebie niemiłosierną krytykę -- nikt jednak nie protestuje (i słusznie) przeciwko ewentualnemu rasizmowi krytyków. Syndrom powrotu do normalności?
W każdym przypadku myślę sobie: co na to poseł Górski i jego kolega, poseł Pięta?

Komentarze (3)
Nagonka na dopalacze -- mam dość
 Oceń wpis
   

Dajcie mi człowieka a paragraf sam się znajdzie -- zwykł ponoć mówić Andriej Wyszynski -- i chociaż wydawać by się mogło, że mądrość stalinowskiego prokuratora nie jest tym, na czym chciałyby się opierać współczesne organy skarbowe, nie sposób oprzeć się wrażeniu, że w sprawie kontroli skarbowej sklepów z "dopalaczami" duch Wyszynskiego unosi się nad czyimiś biurkami.

Trudno być -- mówię to szczerze, ale i bez niepotrzebnej pruderii -- miłośnikiem ekskrementów sprzedawanych pod marką "moc zabawy w jednym miejscu", bez względu na to, czy stoi za nim jakaś cypryjska spółka czy inna Euforia Shop (na marginesie: czy ktoś z Dopalacze.com uważa, że jeśli właściciel jest z Cypru, to art. 9 ust. 1 pkt 1 ustawy o ochronie niektórych praw konsumentów oraz o odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez produkt niebezpieczny już nie obowiązuje?). Wydaje mi się jednak, że rozpętana nagonka, wymyślanie ustaw zakazujących wprowadzania do obrotu jakichś substancji tylko dlatego, że "są niezdrowe" to lekkie przegięcie.

Rzecz w tym, że osobiście nie uważam (jako libertarianin mam do tego dobre prawo), iżby moje własne przekonianie o niewłaściwości jakiegoś postępowania -- zaznaczam: jeśli to postępowanie nie wywiera skutku na zdrowie i życie innych osób -- uprawniało mnie do żądania wprowadzenia prawnych zakazów czynienia tego czegoś. Wprowadzanie prohibicji na jakiekolwiek dobro ma to do siebie, że nie ogranicza popytu, natomiast wskutek zmniejszenia podaży (i wprowadzenia elementu ryzyka w handlu) sprawia, że obrotem takim towarem chętniej zajmą się struktury mafijne.
(Na marginesie: walka z nielegalnymi substancjami to także wspaniały prezent dla władzy, która może dzięki temu jeszcze bardziej przykręcić śrubę obywatelom -- nie ma nic lepszego jak rewizja czy zatrzymanie do kontroli w celu sprawdzenia obecności używek w kieszeni).
Słowem: jeśli nie wiecie, ile amerykański rząd wydaje pieniędzy odebranych amerykańskiemu podatnikowi na zwalczanie zarazy, której by nie było, gdyby nie zakazy wprowadzane przez ów rząd (w interesie owego podatnika), to nawet nie zaczynajcie się zastanawiać kto i ile zapłaci za polowanie z nagonką na "dopalacze".

Wkurza mnie także obłuda władzy, która z jednej strony chętnie czerpie korzyści z "czarnej śmierci" -- okłamując nas, że środki z akcyzy idą na profilaktykę antynikotynową i leczenie chorych -- oraz łupie pijących alkohol, z drugiej zaś karze za samo posiadanie substancji, które ktoś kiedyś uznał za niedozwolone. Legalne są także sól i cukier, które też są szkodliwe. Ba, szkodliwe są słodycze (i też uzależniają), a jednak jakoś wolno je spożywać i sprzedawać.

Wolałbym też, aby organy skarbowe nie reagowały aż tak szybko na -- podsycane przez władzę -- społeczne oczekiwania zajęcia się tym procederem. Na pewno znajdzie się jakaś źle opisana faktura, jakiś nieprawidłowo zaksięgowany koszt, może nawet zaległość podatkowa.
Pytanie czy cały czas mamy w takich sytuacjach wspominać Eliota Ness, któremu nie udało się wprawdzie posadzić Ala Capone za złamanie prohibicji, ale znalazł u niego właśnie nieprawidłowości podatkowe.

Komentarze (12)
Niepodpisana "reklama" -- lobbing i walka z konkurencją
 Oceń wpis
   

Zaciekawiła mnie we wczorajszej "Rzepie" niepodpisana reklama: buty nonszalancko zarzucone na biurko (dobrze że wypastowane) i tekst "A Twój wspólnik do mi powiedział..." Poniżej informacja, iż "zgodnie z projektem ustawy o państwowych egzaminach prawniczych doradcy prawni nie będą zobowiązani do przestrzegania tajemnicy zawodowej". I -- jakby ktoś miał jeszcze wątpliwości -- krzyczące "Czy takiej pomocy prawnej oczekujemy?"

Reklama na całą stronę, więc pewnie troszkę kosztowała (cały czas chodzą mi przed oczyma sumy, które mogę zaoszczędzić decydując się na reklamę Lege Artis w Fakcie); dziwne (?) jednak, że nikt nie raczył się pod nią podpisać. Jakby nie internet, nigdy bym się nie domyślił, że w tak niekonwencjonalny ;-) sposób swoją opinię na temat rzekomej reformy systemu nauczania prawników wyraziła Naczelna Rada Adwokacka.

Na temat przepychanek wokół reformy dostępu do zawodów prawniczych piszę raczej nieczęsto. Czytelnicy moje zdanie znają, a nawet jeśli będę 12 razy do roku powtarzał jak mantrę ceterum censeo Karthaginem delendam esse -- nic to nie da. Zwłaszcza, że ludzie lubią proste odpowiedzi na głupie pytania: czy jesteś za projektem PiS, czy uważasz, że projekt PO jest beznadziejny? -- tymczasem dla mnie obie propozycje są nie do przyjęcia.

Zastanowiło mnie jednak, dlaczego NRA nie podpisała się pod ogłoszeniem. Tak, wiem, że nie ma obowiązku podpisywania się pod reklamą: są przepisy zakazujące spamu, jest zakaz stosowania uciążliwej i nieuczciwej reklamy, jest obowiązek podawania cen jednostkowych w reklamie, jest możliwość zakwalifikowania reklamy jako "sprzecznej z przepisami prawa, dobrymi obyczajami lub uchybiająca godności człowieka, wprowadzającej klienta w błąd i mogącej przez to wpłynąć na jego decyzję co do nabycia towaru lub usługi, reklamy odwołującej się do uczuć klientów przez wywoływanie lęku, wykorzystywanie przesądów lub łatwowierności dzieci" (ogólnie art. 16 ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji), ale zgodnie z prawem prasowym wydawca i redaktor zobowiązani są do ujawnienia danych reklamodawców tylko na żądanie stosownych organów i tylko w odniesieniu do "reklam w sprawach działalności gospodarczej" (art. 36 ust. 5 pr.pr.).
Poza tym reklamodawca może zachować całkowitą anonimowość (aczkolwiek w przypadku kontroli wydawca gazety będzie musiał pokazać faktury, a na nich ewentualnie będzie nazwa/nazwisko zlecającego reklamę).

I przyznać muszę, że na widok tego typisch Gordon Gekko faceta (i ten ogólny klimat lat 80-tych...), który z taką nonszalancją paple przez słuchawkę mam mieszane uczucia -- z pewnością takiemu gościowi trudno zaufać, jeśli chodzi o powierzenie poważnych tajemnic -- ale jeszcze więcej wątpliwości mam jak pomyślę, że: dlaczego NRA nie chce się podpisać pod swoją własną reklamą? Czy dlatego, że wstydzi się takiej działalności lobbingowej? A może ktoś się boi tzw. ogólnego odbioru sprawy i dlatego uznano, że lepiej schować się pod zasłoną milczenia?

A teraz czas na moją dość nieudolnie wykonaną reprodukcję ogłoszenia. Enjoy it!

 

Komentarze (7)
Wnioski na przyszłość płynące z przekrętu 1RTV
 Oceń wpis
   

Chociaż naród mamy mądry, czasem mądrości tej nie starcza dla każdego. Do smutnego wniosku doprowadziła mnie afera łżesklepu internetowego 1RTV: według Dziennika Internautów wszystko wskazuje na to, że na przekręt mogło nabrać się nawet kilkuset naiwniaków, którzy wierzą, że można legalnie kupić wypaśny telewizor w cenie egzemplarza, który spadł z tira.

Zainteresowanych opisem sytuacji odsyłam do podlinkowanego powyżej tekstu, pozwolę sobie tylko zwrócić uwagę na brawurę przekrętaczy, którzy podszyli się pod funkcjonujące Wydawnictwo Albatros oraz zamówili nawet wielgachne reklamy w "Fakcie" o wartości przeszło pół miliona złotych (za które nie zapłacili).
Tak to jednak jest, jeśli się wierzy w mit pieczątki -- wiadomo, bez pieczątki ani rusz (na ilu jeszcze całkiem oficjalnych formularzach straszy "miejsce na pieczątkę firmy"?) -- bo przybity jej odcisk najlepszym uwiarygodnieniem.

Nie wiem na ile sprawa 1RTV da ludziom do myślenia, że:

  • skoro jakiś telewizor kosztuje najmniej 4019 zł u konkurencji, to nie ma mocnych, żeby startujący od poświątecznej wyprzedaży nieznany nikomu sklep sprzedawał taki towar za 2499 zł,
  • wiarygodność buduje się z czasem i chociaż żadna informacja o zarządzie, kapitale nie zagwarantuje stuprocentowej pewności transakcji (w końcu tam też mogli wpisać co ślina na palec przyniesie, konto w banku też pewnie na słupa założyli, podobnie rejestrację domeny...), warto poświęcić trochę uwagi na zapoznanie się z danymi o sprzedawcy.

Ale warto też zwrócić uwagę na sprawę zasadniczą -- mój konik wręcz -- płacenie w internecie przelewem to ryzyko, żeby nie powiedzieć frajerstwo.
Ci, którzy posłali oszustom własne pieniądze mogą teraz pluć sobie w brodę -- zbyt szybko (o ile w ogóle) kasy nie zobaczą. Osobiście omijam szerokim łukiem -- i omijać Wam radzę -- sklepy internetowe, w których nie można płacić kartą płatniczą, pamiętam bowiem, że nad sklepowym jak miecz Damoklesa wisi groźba chargebacku (polecam też hasło na Wikipedii).

Trzeba bowiem pamiętać, że płacąc kartą płatniczą (nie tylko kredytową, z procedury mogą skorzystać także posiadacze kart debetowych) możemy pod pewnymi warunkami cofnąć transakcję, jeśli nie doszło do zrealizowania umowy z winy sprzedawcy czy usługodawcy. Przekonali się o tym klienci Air Polonii, którzy zostali na ziemi, z zakupionymi i opłaconymi już biletami -- korzystający z płatności karcianych mogli skorzystać z dobrodziejstwa chargebacku.

Słowem: rozsądny człowiek wchodząc na stronę "sklepu" 1RTV sprawdziłby, czy znajduje się tam charakterystyczny znak informujący, że przyjmowane są płatności kartami płatniczymi. Zasadą powinno bowiem być, że nieuczciwy sklep powinien mieć przejście z bankiem-wystawcą karty (i akceptantem karty), zaś zadowolony klient powinien de facto płacić dopiero po pomyślnym zakończeniu operacji.

Komentarze (18)
The Best of Lege Artis 2008 -- wyniki ankiety
 Oceń wpis
   

2 stycznia to dobry czas na podsumowanie ankiety The Best of Lege Artis 2008.
Jak zauważyli najwytrawniejsi Czytelnicy, ankietę zorganizowałem na modłę wszystkich plebiscytów de Gaulle: pytania były tendencyjne i sprowadzały się do rozwikłania dylematu "czy chcesz być piękny i bogaty, nawet za cenę inteligencji", "czy bogatemu łatwiej o piękną pannę" oraz "czy wszyscy inni to durnie".

W ankiecie wzięło udział 277 uczestników, co oznacza wyraźny spadek względem poprzedniej zabawy. To dla mnie wyraźny znak, że megalomania nie popłaca ;-) albo, że ludzie nie mają zdania.

Pierwsze miejsce zajęła seria tekstów o Alior Banku (85 głosów). Troszkę mnie to nie dziwi -- zwłaszcza, że po tych materiałach także bank się czegoś nauczył i zmienił nieco podejście do klientów (pozdrawiam!)

Nieco mniej głosów (45) otrzymał paszkwil Blowjob po polsku. Sam nie wiem czy to dzięki sprytnemu nawiązaniu do twórczości Ryszarda Kapuścińskiego, chwytliwemu tytułowi (chciałoby się, co?), czy też opisom zdarzeń jak z "Misia". Spieszę jednak donieść: Polisze-Britisze też się czegoś nauczyły. Opisywane zdarzenia były jeszcze raz przedmiotem ożywionych dyskusji z załogą zakładu pracy, aktyw podjął pewne zobowiązania, zaś kierownicza rola kierownictwa została umocniona.

Spodobała się Wam także opowieść o odpowiedzialności karnej za instalowanie oprogramowania shareware (37 głosów). Ten tekst powinien być -- moim nieskromnym zdaniem -- przedmiotem nauczania w niedzielnych szkołach dla prokuratorów.

Są też -- nie mogę tego pominąć -- niezadowoleni (łącznie 25 głosów). Na szczęście negatywnie nastawionym dałem aż 2 możliwości odpowiedzi, przez co wolumen ich głosów rozbił się na dwie kupki, dzięki czemu na wykresie wygląda to dość słabo. Ot, taka moja socjotechnika -- dać się wykrzyczeć, no i robić swoje dalej.

Ogólnie wyniki uważam za korzystne dla mnie: jestem podziwiany, kochany, zaś moja inteligencja budzi niekłamany zachwyt. Tak trzymać!

Poniżej multimedialna prezentacja poświęcona wynikom ankiety.

Wszystkim serdecznie dziękuję za udział w zabawie, życząc równocześnie najlepszego 2009 roku: tylko trafnych inwestycji giełdowych, bezbolesnych rozwodów, wygranych spraw w sądach, gorących romansów oraz dobrych cen na fajne samochody (no dobra, 2 ostatnie życzenia składam sobie samemu ;-).

Komentarze (4)
1 | 2 | 3 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-05-18 07:28
polokolo:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Hmmm.... a ciekawe czy strony prywatne też "podpadają" pod klauzule niedozwolone? Czy je też[...]
2012-05-16 16:07
Polak który ciężką :
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Ty kurwo!!!!!! Jak ktoś próbuje uczciwie zarabiać na chleb ale nie zna milionów przepisów to[...]
2012-05-15 17:07
fat:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
A dzisiaj nie można wypłacić pieniążków bo 'mają awarię systemu' ... nikt nie wie kiedy[...]
2012-05-15 11:38
jamto:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Raz jeszcze o Wedlu. Zapraszam do poczytania jak to Wedel klientów w @$#@# robi :)[...]
2012-05-07 16:29
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
I kamizelkę kuloodporną w razie zapuszczania się w tereny zalesione- zawsze może znaleźć się[...]
2012-05-07 15:56
handel emisjami:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
No ale obowiązek jazdy na rowerze w kasku mogliby wprowadzić, czemu nie? I w ochraniaczach na[...]
2012-05-04 23:29
2222:
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
moze zabrac
2012-05-03 10:53
robal_pl:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Akurat swiatla to na prawde powinien miec wlaczone jesli jedzie po drodze. I generalnie[...]
2012-04-30 17:57
rocket00:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Pani Rakieta? :)
2012-04-30 15:29
zjadacz_mleczka:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
rotfl dokladnie, pozwac - z banku mozna wydrzec miliony!!! A ja tam chromole wedla w p...e[...]
2012-04-30 14:35
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Dajże jakiegoś wpisa Olgierd bo ja (a domniemam że mógłbym użyć "my") czekam wyposzczony.
2012-04-27 14:41
QM music:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
problematic nie jest podstawiony, faktycznie Spółka QM music prowadzi wiele spraw zarówno[...]
2012-04-25 12:38
m852:
Jak pozwać Polbank i nie dać się zwariować ;-)
Mam do Pana pytanie. Zawarłam umowę ubezpieczenia komunikacyjnego z Axa Direct odddział w[...]
2012-04-24 21:13
Alabama:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
i jak sie to skonczylo?
2012-04-20 18:13
złość:
Zagraj to jeszcze raz na KOBIZE, Sam
dobrze, że tutaj można znaleźć wyjaśnienia Kobize, na oficjalnej stronie już ich nie ma! Jak[...]
2012-04-17 21:10
69motor@gmail.com:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Witam wszystkich Dzisiaj moja małżonka dostałą pismo z w/w "Stowarzyszenia". Podana jest[...]
2012-04-16 14:08
rtyrty:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
to lipa
2012-04-13 09:49
sodoma:
Internet z siedzibą w Warszawie
A do mnie dzwoniła Pani z TPSA i mówiła, że chce ze mną porozmawiać jako z właścicielem internetu :D
2012-04-12 22:02
bartoszcze.of.gazeta:
Internet z siedzibą w Warszawie
Widocznie to w Warszawie ten internet wydrukowali.
2012-04-11 17:02
huxxx:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
myślę, że "problematic" jest podstawiony do pisania takich bzdur!!!!
2012-04-10 20:14
Zołtar :
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
Pan Puczydłowski nie jest radcą prawnym czy adwokatem nie ma nawet wykształcenia prawniczego,[...]
2012-04-10 15:23
Mathev:
Ostatni dzień na zadbanie o własną prywatność w Google
U była włączona a nie bratam się z google. Samoistnie zadziałała. w każdym razie blog ma nowego[...]
2012-04-10 14:16
Morg_:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
@adam....z Może jakiś rowerzysta przejechał panu posłowi po palcach? ;-)
2012-04-09 20:28
problematic:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Mój dziadek, który płaci za internet w domostwie gdyż na niego był tel w TP dostał wezwanie na[...]
2012-04-07 01:29
adam....z:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Ale dlaczego tylko rowery? Przecież użytkownicy innych środków poruszania się też sprawiają[...]