Urwali się jak bombka z choinki
 Oceń wpis
   

logo AuthaliaKończąc temat Authalia.com sp. z o.o. i jego społecznego ramienia -- rzekomej organizacji zbiorowego zarządzania czyli Stowarzyszenia Authalia.org -- muszę zająć się sprostowaniem nadesłanym przez Authalię oraz odnieść w trzech zdaniach do "Odpowiedzi na nierzetelne treści zamieszczone w Lege Artis".

Choćby po to, by pewien już niewiarygodny bloger mógł zrozumieć, że świat nie jest taki prosty, jak może się wydawać (na przykład, że można lubić kogoś, kto nam płaci, ale warto też zachować trzeźwość osądu).
Będzie w punktach, bo tak krócej:

  • Co do statusu ozz, który ma ponoć wynikać z faktu, że taka jest treść statutu Stowarzyszenia Authalia.org oraz że sąd rejestrowy wpisał MKiDN do KRS jako organ nadzoru (na blogu Auhalia.com pisze o tym w następujący sposób: "22 września 2009 roku Sąd Rejestrowy w Olsztynie zarejestrował Stowarzyszenie Authalia.org. Zgodnie z zapisami ustawy upapp zamieściliśmy w Statucie wszystkie punkty jakie wymaga uzyskanie statusu Organizacji Zbiorowego Zarządzania. (...)  Sąd Rejestrowy wysłał najpierw wniosek do właściwego Starosty, jednak ten uznał się za organ niewłaściwy w stosunku do OZZ i wskazał Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego (Minister). Minister wszystkie dokumenty otrzymał i wymaganym ustawą terminie nie wniósł żadnych zastrzeżeń. Dla nas oznacza to zezwolenie na działanie jako OZZ tym bardziej, że w ustawie tryb udzielania zezwoleń opisany nie jest. Może więc to być tryb dowolny.
    (...) Naszym zdaniem (pytaliśmy też prawników) Stowarzyszenie Authalia.org jest Organizacją Zbiorowego Zarządzania i nie wiadomo jak to postępowanie się zakończy."
    ).

    Wybaczcie, ale jakby na to nie patrzeć, tryb uzyskiwania uprawnień organizacji zbiorowego zarządzania jest w dość przystępny sposób określony w przepisach prawa autorskiego (art. 104 pr.aut.). Kluczowym jest jego ust. 2 pkt 2, zgodnie z którym podjęcie działalności przez ozz wymaga zezwolenia MDKiN oraz ust. 3, który mówi na jakiej podstawie minister udziela tegoż zezwolenia, a także zasada, że decyzja o nadaniu uprawnień ozz polega ogłoszeniu w Monitorze Polskim (ust. 6).

    Authalia wychodzi tymczasem z założenia, że ozetzetem stali się tylko dlatego, że stosowne zdanie znalazło się w statucie, a KRS zarejestrował stowarzyszenie (cel działania zakreślono w ogólności jako "ochronę praw autorskich", "udzielanie pomocy", etc. -- prawdę mówiąc słowa o działalności ozz tam nie ma -- zresztą z tym dokumentem można się już zapoznać w Lege Artis). Procedurę udzielenia zezwolenia (jak widać jest to działalność regulowana!) przez MKiDN zastąpić miało... milczenie ministra, który nie wniósł sprzeciwu wobec wpisania go do KRS jako organu nadzoru (sic!).
    Dołóżmy do tego brak promulgacji w Monitorze Polskim (przypomnę, że wcześniej Authalia twierdziła, że na to trzeba tylko troszkę poczekać -- dopiero dziś dowiadujemy się, że jednak jakieś postępowanie się toczy -- czy ktoś z klientów o tym wcześniej wiedział??!!?), a okazuje się, że konstrukcja Stowarzyszenia Authalia.org jako organizacji zbiorowego zarządzania opiera się po prostu na błędnym wyobrażeniu.
     
  • Co do "partnerstwa/patronatu" PWPW SA nad projektem: na swoim blogu Authalia pisze, że poszedłem na łatwiznę, albowiem "zapytałem telefonicznie rzecznika PWPW S.A. czy są oni patronem Authalii. Pan Rudak wykazał się sporymi umiejętnościami manipulacyjnymi, ponieważ aby uzyskać odpowiedź potwierdzającą jego własne stanowisko, zapytał PWPW S.A. o coś (patronat), co oczywiście prawdą nie jest".

    Prawda, jak to bywa przy okazji projektu Authalia, wygląda nieco inaczej ;-) zauważywszy logo PWPW i zdanie o partnerstwie wysłałem pocztą elektroniczną do osoby odpowiedzialnej w tym przedsiębiorstwie za marketing pytania, które sprowadzało się do zdania "Na stronie Authalia.com PWPW SA jest określona jako jej partner. W mojej ocenie określenie PWPW SA mianem partnera serwisu Authalia.com jest istotnym czynnikiem marketingowym, dającym mu całkiem wymierną przewagę rynkową." (Pytanie poszło do marketingu z prostej przyczyny -- partnerstwem zajmuje się zwykle marketing, prawda?)
    W odpowiedzi uzyskałem informację o przekazaniu sprawy do rzecznika prasowego. Od niego natomiast się dowiedziałem, że owszem, Authalia.com sp. z o.o. kupiła pakiet Sigillum i usługę e-archiwum, ale o partnerstwie PWPW SA nie ma mowy.
    Natomiast w umowie na pakiet Sigillum znajduje się klauzula, zgodnie z którą każdy klient może oznaczać logiem Sigillum i wzmianką o partnerstwie technologicznym swoją usługę.

    Dla każdego rozsądnego człowieka jest różnica między "partnerem projektu Authalia" a "partnerem technologicznym"; różnicę tę dostrzegają także panowie z Authalii, którzy obecnie w blogu piszą wspaniałomyślnie, iż: "Uznaliśmy również, iż zamieszczenie informacji o kwalifikowanym podmiocie, który dokonuje znakowania czasem w naszym projekcie jest naszym obowiązkiem wobec każdego konsumenta. Uważamy, że tak uczciwa firma nie może być szargana pomówieniami, które choć znajdą swój finał w sądzie, będą trwać dłużej niż trzeba. Dlatego Authalia.com zmieni logo PWPW S.A. na logo Sigillum PCCE oraz dookreśli słowo partner słowem partner technologiczny. Jest to wyraz naszego szacunku i lojalnego partnerstwa w stosunku do PWPW S.A."

    Wspaniałomyślność, zaiste, zdumiewająca, zwłaszcza, że we wczorajszej rozmowie z p. Arkadiuszem Słodkowskim uzyskałem informację, że w żadnym przypadku nie udzielono im zezwolenia na korzystanie z logo PWPW SA oraz określenie PWPW mianem partnera patrona [zmienione na prośbę p. Słodkowskiego] projektu. A w korespondencji wygląda to tak: "Chciałbym oświadczyć, że Sigillum PCCE - jedna z marek produktowych Polskiej Wytwórni Papierów Wartosciowych SA - jest partnerem technologicznym projektu Authalia.com. Zgodziliśmy się na wykorzystanie logotypu Sigillum PCCE oraz określenie "Parnter technologiczny", bo odpowiada ono naszemu rzeczywistemu zaangażowaniu w projekt. W zakres usług świadczonych przez Sigillum PCCE  na rzecz Authalia.com wchodzi znakowanie czasem oraz przechowywanie utwórów w bezpiecznym e-Archiwum.  
    PWPW nie jest w żadnym wypadku patronem ani udziałowcem tego projektu, tzn. nie odpowiadamy za cele biznesowe, do których wykorzystywane są nasze e-produkty, odpowiadamy jedynie przed Klientem za ich technologiczną sprawność i funkcjonalność."

     
  • Co do zarzutów naruszenia prawa prasowego np. poprzez "nawoływanie do niekorzystania z usług "Authalia.com" oraz inne rzeczy.
    Przyznaję się do jednej zasadniczej winy: w przeciwieństwie do większości blogerów i serwisów internetowych, które otrzymały informację o rewelacyjnym pomyśle, nie zareagowałem rozdziawieniem gęby i uklęknięciem. Wytknąłem dwa podstawowe problemy formalne (które można oceniać przez pryzmat ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji oraz o niedozwolonych praktykach rynkowych -- omówiłem to w komentarzu poniżej tego tekstu) oraz podzieliłem się moimi wątpliwościami co do skuteczności zasłaniania się owym "równorzędnym patentowi" e-certyfikatem Authalia.

    Jak świat światem -- wolno mi. Wolno mi pisać krytycznie, wolno mi podważać podejście Authalii do instytucji prawnych, zwłaszcza, jeśli na stosowaniu prawa zbudowano swój model biznesowy. Wolno mi także negować założenie, że skutek z art. 7 ust. 2 ustawy o e-podpisie jest do powiązania z rzekomym "prawie patentem" -- pisałem o tym sporo w komentarzach, ale powtórzę jeszcze raz: oznakowanie czasem utworu i jego rozpowszechnienie (nawet w tak dostojnym czasopiśmie, jak Authalia.net) nie zagwarantuje poczucia bezpieczeństwa prawnego autorowi, podobnie jak nie jest prawdą, że zagwarantuje je poświadczenie notarialne.
    Problem w tym, że nawet notariusz nie może zaświadczyć, że dana osoba jest autorem utworu. To co może zaświadczyć notariusz, to że dana osoba, w danym terminie przedstawiła mu jakieś oświadczenie, treść, cokolwiek.

    Przyrównywanie tej quasi-procedury do ustawowej instytucji zgłoszenia znaku towarowego czy patentowego oraz publikacji w biuletynie Urzędu Patentowego RP jest po prostu wprowadzaniem w błąd użytkowników. Problem w tym, że ustawa wiąże pewne konsekwencje prawne z faktem zgłoszenia wniosku i publikacji znaku przez UPRP ("wiąże", czyli -- mówiąc po ludzku "mówi, że to jest ważne") -- zarazem jest to mechanizm kompletnie inny, od domniemania w art. 8 ust. 2 pr.aut.

    Natomiast nie wnikam co do samej technologii, pomysłu na biznes etc. -- jest OK, pod warunkiem, że przestanie się używać takich wielkich sformułowań.

    (Rozważaniami nt. prawa amerykańskiego i możliwości wydłużenia w nieskończoność ochrony prawnej zajmować się nie zamierzam. Wystarczy dodać, że jeśli umrę za 100 lat, to moje utwory będą chronione jeszcze przez 170 lat, i to bez pomocy żadnej Authalii.)
     
  • Na zakończenie dwa smaczki: zarzut nieuczciwej konkurencji jakiej czasopismo Lege Artis dopuściło się wobec czasopisma Authalia.net (litości, jak to było z tą żabą, która podsuwała płetwę?) oraz zdanie "Ze względu na wykorzystanie bez zezwolenia własciciela praw majatkowych -"Authalia.com" sp. z o.o. materiałów chronionych prawem autorskim -wskazujemy Certyfikaty Autorstwa nr w7w, w7l, w7y oraz naruszenie zasad wynikających z punktu 1.4 oraz Regulaminu, określonych na stronie http://authalia.com/press/ Authalia.com sp. z o.o. wystąpi na droge prawną w celu ochrony praw zagwarantowanych we własciwych przepisach." -- panowie, ja to logo ściągnąłem od Was ze strony i nic przy nim nie grzebałem. Nie moja wina, że jest tak zrobione, że jak się rzuci "na tło" to nie ma białego, lecz jest kolor tła -- miałem sobie pokolorować?? To dopiero byłoby naruszenie...

    No dobrze, załóżmy jednak, że jakiś pozew przyjdzie. Przyjmę go z radością, ponieważ nie doczekałem się na nic więcej od moich niedawnych "miłośników", a rezultat 0:3 ostudził także innych poszukujących.
     

Na tym kończę (na razie) temat Authalii szczerze życząc projektowi jak najlepiej, wielu zadowolonych użytkowników, samych sukcesów, ciekawych spraw w jednym ze 164 krajów oraz ogólnego dystansu do siebie i do życia.
 

A P.T. Czytelnikom Lege Artis życzę tego wszystkiego, co się w takich dniach życzy. Oraz jak najmniejszej liczby organizacji zbiorowego zarządzania, bo z tymi, które już istnieją, mamy dostatecznie dużo problemów.
I śmiało możecie tu przez najbliższe 3 dni nie zaglądać -- obiecuję, że przed 27 grudnia na pewno nie będzie nowych tekstów (ale może będą komentarze).

Komentarze (18)
Czy blogerzy są (nie) wiarygodni? Błędy i nieścisłości w modelu...
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |

bezczelna reklama:

Firma Prawnicza Lege Artis
www.LegeArtis.org

O mnie
Olgierd Rudak
Jesteś na stronie czasopisma internetowego "Lege Artis", które ukazywało się od 17 listopada 2006 r. do 16 maja 2014 r.
Najnowsze komentarze
2017-10-13 06:09
Gina Acampora:
O ochronie wizerunku złodziei
Nazywam się Gina Acampora i rozmawiam dzisiaj jako najszczęśliwszy człowiek na całym dzikim[...]
2017-10-10 01:40
jance:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
Witam wszystkich, Nazywam się Ketesha Frank, jestem z Alabama, Stanów Zjednoczonych, jestem tu,[...]
2017-10-05 19:48
ArturZpl:
Rekordowe odszkodowanie za spam
Teraz to też my będziemy mogli starać się o odszkodowanie. Szukając informacji na ten temat -[...]
2017-10-02 10:03
CARO CATO:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
¿Necesita dinero para iniciar un negocio propio ...? ¿Necesita dinero también pagar[...]
2017-09-04 13:15
Walls:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
Dobry dzień,   Jesteśmy prawowitym, renomowanym rządowym pożyczkodawcą. Jesteśmy firma[...]