Jeszcze słowo o karze za jazdę na rowerze po pijaku
 Oceń wpis
   

Kilkanaście dni temu obśmiałem sierowane do Trybunału Konstytucyjnego pytanie prawne Sądu Rejonowego we Wschowie w sprawie karania pijanych rowerzystów. Posypały się wówczas na mnie -- całkiem racjonalne -- gromy, iż upraszczam sprawę, rzucam tytułami jak z "Faktu".
No tak, dzięki zastosowaniu hiperboli uzyskałem efekt takiego przejaskrawienia, że PT Czytelnicy -- nawet naukowcy kształceni na naszych krajowych uczelniach -- wyczaili, że to jakiś bzdet był.

Wczoraj moje stanowisko podzielił sam Trybunał Konstytucyjny, stwierdzając, iż karanie pijanych rowerzystów na podobnych zasadach jak kierowców samochodów jest zgodne z konstytucją.
OK, od razu wyjaśniam moją Schadenfreude: nie uważam, żeby nieszczęsny art. 178a par. 2 kk był właściwym sposobem walki z plagą nawalonych ziutków błąkających się po przyparafialnych wiejskich szóskach. Warto mieć jednak na uwadze, że Trybunał orzeka w granicach wniosku, a wniosek ten -- jeśli wierzyć komunikatowi prasowemu przed rozprawą -- był napisany tak chaotycznie, że każdy mógł zrozumieć z niego co chciał (i dlatego ja np. zrozumiałem to tak, że za kraty iść powinni także pijani przechodnie).

Od technicznej strony sprowadza się to do orzeczenia, iż art. 178a par. 2 kk jest zgodny z art. 32 ust. 1 konstytucji oraz nie jest niezgodny z art. 2 i art. 31 ust. 3 konstytucji. No cóż, nie od dziś mówią, że człowiek strzela, a Pan Bóg kule nosi -- tu strzał był niecelny; zdaniem TK sąd pytający nie wskazał jednak, jakie prawo lub wolność ogranicza kwestionowany przepis kodeksu karnego, zaś "Brak wskazania przepisu konstytucyjnego, który statuuje prawo lub wolność podlegającą ograniczeniu poprzez kwestionowaną regulację ustawową spowodował, że Trybunał stwierdził nieadekwatność art. 31 ust 3 Konstytucji jako wzorca kontroli".

Problem w tym, że zgodnie z utrwalonym już orzecznictwem Trybunału przepisy, na które powołał się SR we Wschowej (art. 31, 32 oraz art. 2 Konstytucji RP) nie mogą być samoistną podstawą kontroli konstytucyjności norm prawnych. Jeśli wzorcem konstytucyjnym mają być zasady określone we wskazanych przepisach, zawsze trzeba im przyporządkować "dodatkowe" prawo lub wolność, które są nierównomiernie zastosowane w określonych przepisach.
(Osobiście pogląd ten uważam za mocno dyskusyjny i ograniczający możliwość usuwania z porządku prawnego norm "ogólnie niesprawiedliwych", ale cóż Roma locuta, causa finita.)

Mało tego -- wbrew temu, co twierdził jeden z komentujących -- wzorcem kontroli nie może być inny przepis ustawy, czyli nie można wskazywać, że "tu za dużo", skoro "tam jest mniej". Owo "mniej" i "więcej" muszą być nie do pogodzenia z konkretną normą konstytucyjną; być może gdyby sąd potrafił zadać pytanie we właściwy sposób, TK znalazłby podstawy do uchylenia feralnego art. 178a par. 2 kk.

Oznacza to, iż nawet gdyby Trybunał podzielał stanowisko sądu pytającego, będąc związanym treścią wniosku -- w tym przypadku źle zadanego pytania prawnego -- nie mógłby orzec w inny sposób. Stąd i lekka złośliwość pod adresem sądu: "argumentacja sądu cechuje się uproszczeniami", z czym nie sposób się nie zgodzić.

W tej sytuacji widzę dwa rozwiązania: albo uprawniony organ (a nawet osoba skazana za jazdę na rowerze pod wpływem) decyduje się na podjęcie próby utrafienia w przepis w taki sposób, który nie będzie budził wątpliwości sędziów Trybunału, albo za sprawę bierze się legislatywa, która odkręca to, co w 2000 roku przykręcono.

Komentarze (0)
Raport UKE mówi to, co każde dziecko wie najlepiej...
 Oceń wpis
   

Troszkę tradycyjnych narzekań na wtorkowe przedpołudnie.
Na temat działalności Urzędu Komunikacji Elektronicznej mam mieszane uczucia. Z jednej strony to dodatkowy, w zasadzie niepotrzebny urząd -- a więc zbędny wrzód; z drugiej swoim działaniem (a szczególnie energią Anny Streżyńskiej) w dużej mierze UKE broni się sam: lata państwowego monopolu (który później został monopolem sprywatyzowanym) zakonserwowały system Telekompromitacji SA tak mocno, że chyba faktycznie niewidzialna ręka rynku musiałaby pukać ze 100 lat, zanim drzwi dla konkurencji by się choć troszkę otworzyły.

Streżyńskiej przyszło też działać w niełatwych warunkach geopolitycznych. Powołana jeszcze przez PiS-owskiego premiera (czyżby jedyna sensowna decyzja Kazimierza Marcinkiewicza?) najpierw musiała zmierzyć się z zarzutami, iż jej nominacja była niezgodna z prawem (por. Nielegalny UKE, pirackie radio i najazd na szefa) a następnie z rządem PO, który miał wyraźny zamiar ją odwołać.
Dołóżmy tradycyjne wojenki podjazdowe z operatorami telekomunikacyjnymi, którzy w znacznej swej masie UKE nie kochają, a mamy prawie cały obraz możliwości działania w kraju.

Nie pomaga też Komisja Europejska, która chętnie uchwala cenniki roamingowe (to i tak postęp, za Hilarego Minca władza ustalała ceny wszystkiego), ale już jak bierze się za polskie sprawy to wpada w schizofreniczny dysonans. Oto jeszcze dwa lata temu KE miała bronić Tepsy przed zakusami Streżyńskiej, grożąc Polsce retorsjami, jeśli UKE nałoży na TP SA karę za ograniczanie konkurencji na rynku dostępu do internetu. Wówczas Komisja Europejska stwierdziła, że tak nie wolno (por. A ja dalej narzekam)... a dziś KE myśli o ukaraniu Telekomunikacji -- kwotą blisko trzykrotnie przekraczającą ówczesne plany UKE -- za... utrudnianie działalności konkurencyjnej na rynku dostępu do internetu...

Są też potknięcia wynikające chyba z tego, że -- zgodnie z Prawem Murphyego -- każdy urząd musi aktywnie udowadniać sens swojego istnienia, nawet jeśli to nie ma sensu.
Ot, wczorajszy raport UKE, z którego wynika, że klienci Play płacą najmniej. To, co każdy dzieciak wie najlepiej -- wystarczy poczytać usenet -- eksperci z Urzędu Komunikacji Elektronicznej rozpracowali w 20-stronicowym raporcie PDF, pełnym pięknych wykresów i z super podsumowaniem (polecam str. 17, dobra jest też konstatacja, iż "Co ciekawe rozrzut cenowy między najtańszą ofertą Play a najdroższą Sami Swoi wynosi aż 0,15 PLN" na str. 7).

No i właśnie: czy naprawdę potrzeba nam całej struktury do udowadniania tego, co jest oczywiste nawet dla dzieciaków, które może z matematyki regularnie mają pały, ale potrafią policzyć sobie ile będą wydawać na komórkę w zależności od sieci? Czy nie byłoby lepiej, gdyby UKE -- niewątpliwie przy wparciu rządu i legislatywy, bez których z takim molochem jak TP SA trudno będzie sobie poradzić -- zdobył się na konkretne kroki w celu zderegulowania rynku telekomunikacyjnego raz-na-zawsze -- i został rozwiązany?

Komentarze (3)
Palenie czarownic w Polsce współczesnej
 Oceń wpis
   

Na piątek -- znów temat polityczny. Czyli Paweł Zyzak i jego książka poświęcona życiorysowi Lecha Wałęsy. Albo raczej: publicznej reakcji różnych osób na fakt, że jakieś wydawnictwo zdecydowało się na wydanie książki, która okazała się kontrowersyjna.

W samą książkę, która ma być oparta na pracy magisterskiej 24-letniego absolwenta historii UJ nie wnikam. Życiorys Lecha Wałęsy nieszczególnie mnie interesuje i to nawet nie dlatego, żebym mu czegokolwiek odmawiał. Podobnie nie interesują mnie jego ewentualne wybryki.
Jakby ktoś o mnie napisał biografię, com wyprawiał szczenięciem w kolebce będąc. Pewnie nawet musiałbym się troszkę (taktycznie) zawstydzić.

Cyrkiem jest jednak reakcja wszystkich świętych: udzielenie poparcia przez Aleksandra Kwaśniewskiego, gromy ciskane na głowę Instytutu Pamięci Narodowej (włącznie z wezwaniami do odwołania szefa IPN oraz rozwiązaniem tej szacownej instytucji) -- nie mówiąc o zapowiedzianej rządowej kontroli na Uniwersytecie Jagiellońskim i gestom "osób prywatnych".

O wolności słowa -- także wolności słowa głupiego i wolności do błędu -- pisałem na łamach LA nie raz. Zarówno przy okazji zamieszania wokół Davida Irvinga, ustawy o utrwalaczach władzy ludowej (przepis szczęśliwie uchylił TK). Wydaje się, że afera Pawła Zyzaka jest koleją dobrą okazją, aby unaocznić jedynie słuszne, wyważone i bezbłędne stanowisko -- moje stanowisko ;-)

A brzmi ono: czy badaczowi, nawet jeśli jest to młody badacz, wolno napisać kontrowersyjną pozycję naukową i wynik tych badać wydać drukiem? Odpowiedź na tak postawione pytanie brzmi: wolno, ponieważ art. 73 konstytucji Rzeczypospolitej zapewnia każdemu "wolność twórczości artystycznej, badań naukowych oraz ogłaszania ich wyników, wolność nauczania, a także wolność korzystania z dóbr kultury".

"Studenci muszą się nauczyć obiektywizować fakty, a nie pisać historię w oparciu o anonimowe źródła, które mogą być tylko wytworem ich fantazji" -- Barbara Kudrycka, ministerka nauki w wypowiedzi dla TVN24. Gratulujemy pani ministerce polotu w formułowaniu złotych myśli!Mógł zatem student napisać kontrowersyjną pracę magisterską, zaś jego promotor -- jeśli zachowane zostały wszelkie zasady pisania prac magisterskich (temat jak to wszystko naprawdę wygląda od drugiej strony byłby pewnie nawet ciekawszy, niż moje wałkowanie tematu tej książki...) -- mógł dopuścić ją do obrony. Zaś prywatne wydawnictwo mogło wydać ją swoim sumptem.

Oczywiście, jest jeszcze kwestia ochrony dóbr osobistych Lecha Wałęsy. Lech Wałęsa ma prawo czuć się tezami postawionymi w książce Pawła Zyzaka obrażony, ma prawo szukać sprawiedliwości, iść do sądu, miotać gromy. Jeśli autor czy wydawca nie będą w stanie przedstawić dowodów na twierdzenia wyrażone w książce -- popłyną.

Tu jednak jest sprawa najistotniejsza: możliwość ochrony dóbr osobistych jest konsekwencją wolności słowa i wolności badań naukowych; bez wolności słowa i badań naukowych przepisy o ochronie dóbr osobistych nie miałyby większego sensu. Gdyby o słuszności bądź niesłuszności jakichkolwiek twierdzeń miał orzekać jakiś organ państwa (niekoniecznie Główny Urząd Kontroli Publikacji i Widowisk, mogłaby to być nawet złożona z najmądrzejszych mędrców Społeczna Rada ds. Zachowania Obiektywizmu i Właściwego Wyważenia Opinii), mielibyśmy zalążek totalitarnej cenzury -- a nie wolność słowa.

Komentarze (16)
Nowe uprawnienia straży miejskiej... IMHO zgroza
 Oceń wpis
   

Dziś prima aprilis, czas więc na newsa, który brzmi jak dobry dowcip: rząd tak chce, więc legislatywa obraduje nad projektem zmiany przepisów zwiększających uprawnienia straży miejskich. Jeśli ustawa wejdzie w życie, strażnicy będą mogli dokonywać kontroli osobistej obywateli, przeglądać podręczny bagaż, a także będą mogli stosować paralizatory elektryczne oraz konie bojowe.

Cieszy się cytowany przez Gazetę Prawną poseł PO Janusz Dzięcioł -- z tego co kojarzę to ten strażnik, który swego czasu wygrał jakiś szoł realny -- "Strażnik będzie mógł z nich korzystać, gdy zaistnieje podejrzenie popełnienia przestępstwa, a także podczas doprowadzania obywateli do izby wytrzeźwień lub mieszkań oraz ujęcia osoby stwarzającej zagrożenie dla życia i doprowadzenia jej do najbliższej komendy policji" -- a ja się zastanawiam czy zdaniem Donalda Tuska okoliczność, że przepisami zwiększającymi uprawnienia SM zajmuje się funkcjonariusz SM nie jest konfiktem interesów?

Przepraszam niniejszym posła Łukasza Gibałę, że nazwałem go szeregowym posłem PO. Dzień po napisaniu tego felietonu wyszły na jaw okoliczności, które stawiają go w innym świetle.

Udziałem w pracach nad ustawą chwalą się szeregowi posłowie Platformy -- cóż, nie każdy może być Palikotem (no właśnie, a co na to Palikot?) -- chociaż mam wrażenie, że nie ma się czym chwalić: nasi legislatorzy są co do zasady zgodni, że ludziom trzeba przykręcić śrubę, a strażnikom municypalnym dać więcej możliwości.

Zamiast komentarza, chłodna konstatacja: poziom bezpieczeństwa nam od tego nie wzrośnie. Jedno co wzrośnie to liczba służb, którym przydaje się mechanizmy służące wyłącznie represji oraz liczba ewentualnych nadużyć uprawnień ze strony funkcjonariuszy.

Komentarze (20)
Mich und meine neuen VW Sirocco
 Oceń wpis
   

[tekst sponsorowany] Dziś hit nad hity -- i dowód na to, że warto prowadzić najpopularniejszego blogaska w Polsce (wg badań Instytutu im. doc. Ł. Owczarka, stan na 21 marca 2009 r.)

Otóż dzięki uprzejmości serwisu Blogvertising mogłem wziąć udział w programie (pewnie złe słowo, ale z wrażenia nie chce mi się szukać lepszego) samplingu nowego sportawego samochodu w stajni Volkswagena -- VW Sirocco.

Podstawiony mi model wyposażony został w podstawową jednostkę, co w przypadku Sirocco oznacza silnik TSI o pojemności 1,4 litra, mocy 122 KM ale genialnym momencie obrotowym: 200 Nm już przy 1750-4000 obrotów na minutę.
Tajemnica tkwi właśnie w tych 3 literkach: TSI, które oznaczają silnik wyposażony w kompresor oraz równocześnie turbosprężarkę. W dużym skrócie (kochacie Lege Artis nie za onanizm motoryzacyjny) -- kompresor daje kopa w niskim zakresie obrotów (a ja to uwielbiam, ponieważ nie cierpię "piłowania"), turbosprężarka włącza się dopiero po przekroczeniu czterech tysięcy (co w tym aucie i tak nie brzmi jak tartak).

Dołóżmy do tego klasyczne volkswagenowskie, acz lekko utwardzone zawieszenie, zgrabne 4-miejscowe i 3-drzwiowe nadwozie z efektownie rozdętymi tylnymi błotnikami, efekciarskie alusy ;-) a otrzymujemy idealne auto dla podstarzałego -- acz nie podtatusiałego -- starokawalera, który na furę panienek i tak nie wyrywa, więc dla którego od wściekłego pisku opon i połysku elegancko nałożonej szpachli ważniejszy jest codzienny komfort z nieśmiałą nutą szaleństwa.

A na zakończenie smaczek dnia: dzięki uprzejmości chłopakom z Brand New Media -- oraz nimbu najdoskonalszego polskiego blogaskera (wg badań Instytutu im. doc. Ł. Owczarka, stan na 21 marca 2009 r.) Volkswagen zdobył się na gest, na jaki nieczęsto się decyduje.
Otóż panowie z VW byli tak mili, że stwierdzili, iż najlepszą reklamą dla nich będzie, jeśli będę codziennie już jeździł tym sympatycznym Sirocco (w pięknym niebieskim kolorze "Rising").

Dziękuję ci, VW :-)

Komentarze (5)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-05-18 07:28
polokolo:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Hmmm.... a ciekawe czy strony prywatne też "podpadają" pod klauzule niedozwolone? Czy je też[...]
2012-05-16 16:07
Polak który ciężką :
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Ty kurwo!!!!!! Jak ktoś próbuje uczciwie zarabiać na chleb ale nie zna milionów przepisów to[...]
2012-05-15 17:07
fat:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
A dzisiaj nie można wypłacić pieniążków bo 'mają awarię systemu' ... nikt nie wie kiedy[...]
2012-05-15 11:38
jamto:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Raz jeszcze o Wedlu. Zapraszam do poczytania jak to Wedel klientów w @$#@# robi :)[...]
2012-05-07 16:29
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
I kamizelkę kuloodporną w razie zapuszczania się w tereny zalesione- zawsze może znaleźć się[...]
2012-05-07 15:56
handel emisjami:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
No ale obowiązek jazdy na rowerze w kasku mogliby wprowadzić, czemu nie? I w ochraniaczach na[...]
2012-05-04 23:29
2222:
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
moze zabrac
2012-05-03 10:53
robal_pl:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Akurat swiatla to na prawde powinien miec wlaczone jesli jedzie po drodze. I generalnie[...]
2012-04-30 17:57
rocket00:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Pani Rakieta? :)
2012-04-30 15:29
zjadacz_mleczka:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
rotfl dokladnie, pozwac - z banku mozna wydrzec miliony!!! A ja tam chromole wedla w p...e[...]
2012-04-30 14:35
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Dajże jakiegoś wpisa Olgierd bo ja (a domniemam że mógłbym użyć "my") czekam wyposzczony.
2012-04-27 14:41
QM music:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
problematic nie jest podstawiony, faktycznie Spółka QM music prowadzi wiele spraw zarówno[...]
2012-04-25 12:38
m852:
Jak pozwać Polbank i nie dać się zwariować ;-)
Mam do Pana pytanie. Zawarłam umowę ubezpieczenia komunikacyjnego z Axa Direct odddział w[...]
2012-04-24 21:13
Alabama:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
i jak sie to skonczylo?
2012-04-20 18:13
złość:
Zagraj to jeszcze raz na KOBIZE, Sam
dobrze, że tutaj można znaleźć wyjaśnienia Kobize, na oficjalnej stronie już ich nie ma! Jak[...]
2012-04-17 21:10
69motor@gmail.com:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Witam wszystkich Dzisiaj moja małżonka dostałą pismo z w/w "Stowarzyszenia". Podana jest[...]
2012-04-16 14:08
rtyrty:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
to lipa
2012-04-13 09:49
sodoma:
Internet z siedzibą w Warszawie
A do mnie dzwoniła Pani z TPSA i mówiła, że chce ze mną porozmawiać jako z właścicielem internetu :D
2012-04-12 22:02
bartoszcze.of.gazeta:
Internet z siedzibą w Warszawie
Widocznie to w Warszawie ten internet wydrukowali.
2012-04-11 17:02
huxxx:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
myślę, że "problematic" jest podstawiony do pisania takich bzdur!!!!
2012-04-10 20:14
Zołtar :
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
Pan Puczydłowski nie jest radcą prawnym czy adwokatem nie ma nawet wykształcenia prawniczego,[...]
2012-04-10 15:23
Mathev:
Ostatni dzień na zadbanie o własną prywatność w Google
U była włączona a nie bratam się z google. Samoistnie zadziałała. w każdym razie blog ma nowego[...]
2012-04-10 14:16
Morg_:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
@adam....z Może jakiś rowerzysta przejechał panu posłowi po palcach? ;-)
2012-04-09 20:28
problematic:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Mój dziadek, który płaci za internet w domostwie gdyż na niego był tel w TP dostał wezwanie na[...]
2012-04-07 01:29
adam....z:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Ale dlaczego tylko rowery? Przecież użytkownicy innych środków poruszania się też sprawiają[...]