JarKacz i biała plama TVN24
 Oceń wpis
   

Pamiętacie Państwo cudowne zniknięcie tekstu -- tak, tak, w "Dzienniku" -- w którym Michał Karnowski podążał śladami premiera Jarosława Kaczyńskiego, chłonąc z ust jego prawo i sprawiedliwość, pełnym zachwytu dla pracowitości i przenikliwości umysłu będąc?
Nie pamiętacie? Nie dziwi nic.

"Dziennik" wstydził się panegiryku od samego początku, tekst zniknął z jego strony błyskawicznie (był tu, ale już go nie ma); dziś można zapoznać się z elaboratem tylko na jumaczych stronach. Polecam, bo takie teksty często się nie zdarzają:

Stewardessa podaje ciepły posiłek. Ale Jarosław Kaczyński nie zdąży już go zjeść, zdąży połknąć tylko kilka kęsów. Za chwilę samolot podchodzi do lądowania. Jest 18.40. Dla premiera to mniej więcej środek dnia, który zakończy się dwie – trzy godziny po północy. Czeka go jeszcze lektura wieczornych raportów dziennych, kilka spotkań i potwierdzenie harmonogramu na jutro. Na sam koniec, już w domu, lektura dokumentów lub książki. Następnego dnia premier wstanie dużo później niż większość z nas, w kancelarii pojawi się około godz. 10 rano.

Jeden ze współpracowników premiera zdradza DZIENNIKOWI, iż szef rządu założył każdemu z ministrów teczkę. – Cały ich stos leży na specjalnej półce w gabinecie Kaczyńskiego. Każda inaczej oznaczona: MF – Ministerstwo Finansów, MT – Ministerstwo Transportu, MZ – Ministerstwo Zdrowia. Gdy przychodzi któryś z szefów resortów, premier otwiera i sprawdza: o czym rozmawiali ostatnio, do czego zobowiązał się minister, co z tego zrobiono – mówi nasz rozmówca.

I chyba w akcie wdzięczności za ciepłe przyjęcie, chwilę później na konferencji prasowej zorganizowanej w jednej z wojnickich fabryk wśród pachnących farbą, dopiero co wyprodukowanych maszyn drukarskich, wygłosił, po raz pierwszy tak szczerze, swoje credo: Postawiliśmy na zwykłą Polskę.

Bo kiedy Jarosław Kaczyński stoi przed wąską grupą, doskonale wie, co powiedzieć. Biznesmenom z Wojnicza dał krótki i treściwy wykład na temat sposobów zdobywania unijnych pieniędzy i konieczności rozważenia wydzielenia Warszawy z województwa mazowieckiego – by to ostatnie spadło w rankingu zamożności i dzięki temu było w stanie konkurować o unijne środki. Prezesowi Instytutu Pamięci Narodowej w Bochni, gdzie pojechał po zakończeniu spotkania w Wojniczu, treściwą definicję własnego stosunku do lustracji. Plus napomnienie, by IPN realizował ją “odpowiedzialnie”. ” I tak właśnie pracujemy” – odpowiedział Kurtyka.

Ale oto Jarosław Kaczyński -- znów bez swojej wiedzy i woli -- znów stał się sprawcą kolejnej dziennikarskiej kompromitacji. Ale że "Dziennika" już prawie nie ma, teraz dupnął się TVN24.

Rzecz w tym, że w tam wiedzą, że Twitter to jest coś (bo internet to jest jeszcze większe coś), a w dodatku wszyscy czekamy na naszego polskiego Obamę -- czyli polityka, który pójdzie po zwycięstwo z Blackberry w ręku i z kontem na Fejsbóku -- jak tylko się dowiedzieli, że JarKacz założył sobie konto na Twitterze -- polecieli się pochwalić newsem.
Mało tego: w tekście "Kogo śledzi Jarosław Kaczyński?" w ramach autolansu redakcja pochwaliła się, że Jarosław Kaczyński bacznie przygląda się pisaninie tylko 10 twitterowców, wśród których nie ma PiSowskich spindoktorów, ale rzecz jasna jest TVN24.


[zrzut ekranu za Jackiem Gadzinowskim]

Za piękne, żeby było prawdziwe? No przecież nie dla TVN24 ;-)

Dość szybko okazało się, że konto JarKacza to zwykły "fake", że ex-premier wcale nie przeprosił się z internetem i nie kupił sobie BlackBerry (zwłaszcza, że urządzenia tego nie ma przecież we wRodzinie).
Jak na to zareagował TVN24? W iście "Dziennikowski" sposób: kompromitujący news ze strony został w cudowny -- amazoński, chciałoby się rzec -- sposób zniknięty, a ściśle: podmienili jego treść, tytuł -- zostawili linka (jakie patałachy) -- i teraz zamiast "najważniejszych informacji" są "michałki", bo przecież nikt poważny nie uwierzy, że Kaczyński mógłby pójść na Motörhead.

Tak to jest, jak komuś brak do siebie dystansu, jak zamiast umiejętności przyznania się do błędu hołduje źle pojętemu perfekcjonizmowi. Jakby ekipa TVN24 była naprawdę rzetelna -- rzetelna nawet w błędzie -- zostawiłaby tego swojego Henryka Batutę -- jako przestrogę na przyszłość.

A tak mamy kolejną białą plamę polskiego dziennikarstwa.

Komentarze (6)
Czy panowie z "Dziennika" boją... Nowy serwis Prezydent.pl a...
5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 |

bezczelna reklama:

Firma Prawnicza Lege Artis
www.LegeArtis.org

O mnie
Olgierd Rudak
Jesteś na stronie czasopisma internetowego "Lege Artis", które ukazywało się od 17 listopada 2006 r. do 16 maja 2014 r.
Najnowsze komentarze
2017-07-07 00:42
btbt:
"Słynne masło roślinne"
za komuny było masło prawdziwe solone w duzych belach na wage wiec nie pisz głupot
2017-07-04 16:50
Judith:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
Czy ktoś tutaj potrzebuje pożyczki na spłatę długów lub długów, jeśli tak, to wystarczy, aby[...]
2017-05-19 17:26
herk:
88 i 14, liczby przeklęte
kolego, masz powaznie nasrane w bani :) jesli chcesz nam to wmawiac to wypierdalaj do egiptu[...]
2017-05-04 14:33
MĄDRY Z MIASTA:
Dlaczego Citibank zachowuje się jak zwykły phisher?
GŁUPI JASIO(A) ZE WSI, naprawdę jest mi bardzo przykro, że tak po chamsku ludzie traktują twoją[...]
2017-04-08 17:34
MRS VALICIA RENE:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
Cześć... Jesteś my organizacjĘ ... chrześ cijań sskĘ ... utworzonĘ ..., aby pomóc ludziom w[...]