Reprodukcje dawnych obrazów to nie utwory [public domain]
 Oceń wpis
   

Czekając nadal na ustosunkowanie się NCK do pytań o prawa do "raportów o stanie kultury" -- chociaż sytuacja robi się raczej beznadziejna, jako że rzecznik prasowy tej instytucji też chyba uważa, że wszystko zostało już wyjaśnione... -- pomyślałem, że warto choćby dwa zdania poświęcić walce brytyjskich "urzędników kultury" z wolnością (nie prawem lecz właśnie wolnością) dostępu do dóbr kultury.

Oto brytyjska National Portrait Gallery postanowiła ścigać amerykańskiego internautę, który ściągnął z internetowej galerii prac wystawionych w NPG blisko 3300 fotoreprodukcji obrazów -- i wrzucił je na Wikipedię.
Przyczyna? Rzekome naruszenie praw autorskich Galerii do reprodukcji, a także -- jak możemy dowiedzieć się z wezwania, którego treść Derrick Coetzee udostępnił na swojej stronie (nb. piekielnie podoba mi się ten amerykański zwyczaj pokazywania treści pozwów, pism procesowych i wyroków w internecie!) -- naruszenie praw ochronnych do bazy danych, bezprawne obejście technicznych zabezpieczeń, a także naruszenie warunków korzystania z zasobów internetowych NPG.

National Portrait Gallery zażądała usunięcia pobranych plików z Wikipedii jak i z każdej innej strony, na której reprodukcje zostały rozpowszechnione oraz z dysku twardego komputera Derricka Coetzee(!), a także powstrzymywania się na przyszłość zarówno od pobierania plików ze strony NPG, jak i od łamania zasad, na jakich serwis Galerii jest udostępniany w internecie.
Krnąbrny internauta rzecz jasna odmówił zastosowania się do oczekiwań NPG, zaś w procesie wspierać go będzie Electronic Frontier Foundation.

Linia obrony Coetzee jest stosunkowo prosta i opiera się na ogólnej zasadzie, którą można streścić w prostym zdaniu: ochronie podlegają tylko utwory, a zatem jeśli coś nie jest utworem, ochronie nie podlega (dla ambitnych jeszcze cytat z art. 1 ust. 1 pr.aut.: przedmiotem prawa autorskiego jest każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, por. Jak stworzyć utwór (don't be AWIL) i Wykłady akademickie chronione jak utwór?).
Trudno, żebym jeszcze raz wymyślał to, co już napisałem, zatem po prostu zacytuję siebie samego: "Do powstania utworu w rozumieniu przepisów prawa autorskiego konieczne jest podjęcie działań, które są 1) przejawem działalności twórczej oraz 2) mają charakter indywidualny. W literaturze przyjmuje się, iż nie powstanie utwór, jeśli działaniom autora nie da się przypisać działań kreacyjnych prowadzących do powstania dzieła, które jest dostatecznie rozróżnialne od innych wytworów ludzkiego umysłu. Barta i Markiewicz nazywają to po ludzku: "liczy się oryginalność i indywidualność twórczości."

Odmówić zatem należy możliwości powoływania się na ochronę prawnoautorską zarówno wszystkim przejawom działalności człowieka, które nie są równocześnie twórcze i dostatecznie zindywidualizowane. Zaliczyć do nich należy m.in. prace powstałe wyłącznie wskutek zastosowania ściśle opisanej procedury (zdjęcia paszportowe czy do dowodów nie pozostawiają grama dla inicjatywy fotografa), jak i sporządzone kopie i reprodukcje innych utworów.

Wprawdzie prawnik wypowiadający się w imieniu NPG próbuje dowodzić, że reprodukcje obrazów podlegają ochronie właściwej dla utworów, aczkolwiek Francis Davey dowodzi, że zdanie "Copyright is a property right which subsists in accordance with this Part in the following descriptions of work -- original literary, dramatic, musical or artistic works" (s. 1(1) (a) ustawy Copyright, Designs and Patents Act 1988) wskazuje, iż utwór musi być oryginalny, zatem nie może być kopią innego dzieła.
A sfotografowane obrazy dawnych twórców -- jakkolwiek na to nie patrzeć -- mogą być tylko wiernymi kopiami, nigdy zaś przejawem twórczej działalności fotografa.

Na marginesie warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt sprawy.
Obrazy wystawione w National Potrait Gallery są dziełami twórców zmarłych dość dawno temu, zatem autorskie prawa majątkowe do nich już wygasły. Dozwolone będzie przeto rozporządzanie i korzystanie z wykonanego opracowania takiego utworu, bez konieczności oglądania się na jakiekolwiek zezwolenie, a dotyczy dotyczy to zarówno potomnych twórcy, jak i np. muzeum, w którym prace takie są zgromadzone (art. 2 ust. 2 pr.aut.).
Konsekwencją wygaśnięcia autorskich praw majątkowych do twórczości zmarłego autora jest "wpadnięcie" jego twórczości do sfery public domain, czyli do obszaru, z którego każdy może korzystać bez skrępowania: bez konieczności proszenia o zezwolenie, odprowadzania tantiem, zastanawiania się "mogę czy nie mogę?"

PS w poświęconym sprawie NPG vs. Coetzee tekście na EFF dość przewrotnie brzmi ostatni akapit: "NPG wydaje się myśleć, że brytyjskie prawo powinno się stosować wszędzie w internecie. Jeśli to prawda, to samo można powiedzieć o innych, bardziej restrykcyjnych przepisach (...). Pozostawiłoby to nas na łasce najgorszych rzeczy, które zagraniczne przepisy prawa autorskiego mogą nam zaoferować -- czego amerykański sąd nigdy nie zatwierdził".
Czy tylko mi się wydaje, że dokładnie w taki sposób myślą czasem amerykańskie przedsiębiorstwa szukające ochrony dla swojej twórczości?

PPS powyżej Stańczyk autorstwa Jana Matejki, ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie.

Komentarze (35)
mStop proponuje zmiany w prawie bankowym
 Oceń wpis
   

W sumie ciekawe, nawet jeśli nadal nie wiadomo jak to ugryźć: środowisko zgromadzone wokół mStop (piszę środowisko, bo chyba nadal nikt się tam nie sformalizował -- może warto?) postanowiło wystąpić z obywatelską inicjatywą ustawodawczą w zakresie nowelizacji przepisów prawa bankowego.
Do załatwienia trzy sprawy (poniżej kompilacja cytatów ze strony mStop.pl):

  • stosowanie bankowego tytułu egzekucyjnego: czy wiesz, że biorąc pożyczkę 5000 pln zgadzasz się na wystawienie bankowego tytułu egzekucyjnego na kwotę nawet kilkunastokrotnie wyższą?
  • tryb rozpatrywania reklamacji: czy wiesz, że Twój bank może przedłużać rozpatrywanie Twojej reklamacji praktycznie w nieskończoność?
  • ustalanie łącznych kwot zabezpieczeń pożyczek i kredytów: czy zdajesz sobie sprawę, że biorąc kredyt czy pożyczkę - bank może wymagać od Ciebie zabezpieczeń, które kilkukrotnie przekraczają kwotę kredytu i odsetek?

Jeśli chodzi o tak przedstawione problemy: jestem za, a nawet przeciw.

Najmniej wątpliwości budzi postulat zmiany przepisów pozwalających bankom na prowadzenie egzekucji z majątku dłużnika, na podstawie BTE. Bez dwóch zdań: wyposażenie pewnej kategorii przedsiębiorstw w uprawnienia quasi-sądowe musi budzić pewne wątpliwości: dlaczego tylko banki i akurat banki? dlaczego sądy mają tak ograniczone możliwości kontroli BTE (sprowadzają się one wyłącznie do możliwości zbadania sprawy od strony formalnej -- art. 786(2) kpc)?
No i last but not least: dlaczego jeśli ja jestem dłużnikiem banku, to bank przyjdzie i zabierze, a jeśli to bank jest dłużnikiem, to muszę się męczyć w sądach?!

Przepisy były badane przez Trybunał Konstytucyjny kilka lat temu, jednak sędziowie nie znaleźli podstaw do uznania art. 96 ust. 1 i art. 97 ust. 1 prawa bankowego za sprzeczny z ustawą zasadniczą (wyrok TK z 26 stycznia 2005 r., P 10/04).
Co ciekawe, równocześnie dość głośno mówi się o tym, że nadanie bankom takiej możliwości może być niezgodne z prawem EU.

Nie zmienia to jednak faktu, że racjonalnie brzmią wątpliwości wyrażone w komentarzu do ustawy prawo bankowe (pod red. Fryderyka Zolla, Zakamycze 2005), w którym czytamy, iż:

Nadany przez Prawo bankowe przywilej wystawiania przez banki bankowych tytułów egzekucyjnych (bte) ma charakter wyjątkowy, o czym należy pamiętać, dokonując wykładni poszczególnych przepisów regulujących tę instytucję. (...) Sama regulacja dotycząca przywileju egzekucyjnego banków oceniana jest w literaturze krytycznie. Wskazuje się, że jest to przywilej o charakterze władczym, przy czym wprowadzenie wymogu zgody dłużnika na dochodzenie przez bank swojej należności na tej drodze jest iluzorycznym "ucywilizowaniem" egzekucji bankowej. Zgodę tę zawsze bank może na dłużniku wymusić. Poza tym przyznanie bankom przywileju wystawiania bte z pominięciem fazy postępowania rozpoznawczego nie daje się pogodzić z zasadami wymiaru sprawiedliwości.

W sumie ta zmiana mogłaby być najprostsza technicznie do wprowadzenia i stosunkowo mało kontrowersyjna -- zapewne z wyjątkiem oceny samych banków, które zaraz powiedzą, że zmian w BTE chcą nieuczciwi kredytobiorcy ;-) -- wystarczy uchylić art. 96-98 prawa bankowego oraz art. 786(2) kpc -- i problem z głowy.

Nie mniej wątpliwości mam w odniesieniu do postulatu przyspieszenia -- albo może lepiej: uregulowania postępowania reklamacyjnego.

Dziś kwestia reklamacji klienta niezadowolonego z obsługi bankowej wygląda dość dziwnie, bo w zależności od rodzaju czynności, są różne przepisy. W odniesieniu do kart płatniczych to art. 27 i 31 ustawy o elektronicznych instrumentach płatniczych, jednak już w przypadku "normalnej" bankowości jest raczej gorzej. Wszystko na co może liczyć klient to obowiązek uregulowania odpowiedzialności za rzetelność i terminowość obsługi w umowie (art. 52 ust. 1 pkt 10 prawa bankowego) oraz nieco większa ochrona w przypadku przelewów transgranicznych (art. 63g ust. 4 prawa bankowego).

W sumie niewiele -- i stąd np. łatwość cudownej nocnej przemiany tabel kursowych dla kart kredytowych Citi czy chowanie głowy w piasek przez mBank jeśli chodzi o znany problem ograniczonej funkcjonalności ich kart kredytowych za granicą (tzw. problem pin offline).
Dołóżmy jeszcze do tego chętnie swego czasu stosowane kary za nieuzasadnione reklamacje, a faktycznie może zrobić się ciepło...

Bez dwóch zdań: pojawienie się stosownych terminów w przepisach nie zagrozi istnieniu i przyszłości banków. Jakoś z tym żyją telekomy, więc i banki to przeżyją (BTW czyżby operatorzy telekomunikacyjni mieli gorszy lobbying?)

I temat ostatni: zdaniem pomysłodawców operacji niezbędne jest, jak rozumiem, ustalenie w przepisach maksymalnej kwoty zabezpieczenia udzielonych kredytów.

Jak to działa w praktyce przekonałem się niedawno sam. Miałem kartę kredytową mBanku z limitem na 5 tys. złotych, jednak zgodnie z umową bank mógł mnie czyścić -- właśnie poprzez BTE -- aż do kwoty 100 tys. złotych (sic!)
OK, rozumiem, że przy sprzyjających wiatrach mogę narobić znacznie więcej długów na karcie, niż ów nieszczęsny limit (niespłacone odsetki, jakieś kary, a i znane są przypadki "przebicia" się klienta przez limit).

Z drugiej strony -- uwaga reklama! ;-) -- mam kartę całkiem niezłego banku na A. (pozdrawiam koleżanki i kolegów z V piętra), a w umowie klauzula o poddaniu się egzekucji do dwukrotności limitu karty.

BRE Bank chce zabezpieczenia na 20-krotność limitu na karcie (uczciwość nakazuje mi powiedzieć, że podobnie wygląda sprawa w Polbanku), Alior zadowala się podwójną wartością.
Czyli można inaczej, nie trzeba straszyć klienta puszczeniem w skarpetkach na dwa pokolenia naprzód, można zbastować z poziomem zabezpieczenia. 

I tu nie zgadzam się z pomysłem środowiska mStop, które mówi coś takiego: ponieważ naszym zdaniem najlepsze auta to Mercedesy, chcemy, żeby wszyscy robili takie auta jak Mercedes. I żeby ustawa im to kazała.
Ja też chcę Mercedesa i nie odmawiam nikomu prawa do jeżdżenia takim samym albo nawet lepszym autem; ale chcę też, żeby było tak, że jak już wsiądę do mojego E320, to żeby było widać, że to porządne auto.

Moim zdaniem powinniśmy pozwolić bankom konkurować także na tym polu -- nie tylko wysokością oprocentowania, liczbą bezprowizyjnych bankomatów, ale i właśnie procedurami udzielania kredytów czy pożyczek. (Bo jak nie, to za jakiś czas dojdziemy do wniosku, że -- skoro ustawa może określać maksymalną wysokość odsetek od udzielonych pożyczek -- to inna ustawa powinna określać minimalną wartość oprocentowania lokat.)

No dobra, tak czy inaczej -- jak tylko zobaczę projekt ustawy -- wypada życzyć pomysłodawcom powodzenia. A przyda się, bo przecież nawet zebranie 100 tys. podpisów (o co łatwo nie będzie -- już banki się postarają o odpowiednie naświetlenie sprawy ;-) to dopiero początek starań o zmiany. Nawet jeśli uda się zgłosić projekt do laski marszałkowskiej, przechodzi on normalne trzepanie w obu izbach -- a warto pamiętać, że jak dotąd bardzo niewiele obywatelskich inicjatyw ustawodawczych doszło do etapu głosowania (nie mówiąc o pojawieniu się w Dzienniku Ustaw). 

Komentarze (11)
Nie wierz nigdy sądowi, dobrą radę ci dam
 Oceń wpis
   

Dla rozluźnienia atmosfery: nawet nie wiecie jakie gafy zdarzają się sądom.

Kocureq złożył wniosek o rejestrację czasopisma, sąd się przychylił i oto mamy jeszcze jeden kamyczek do dyskusji: "Jakub Anderwald -- Yet Another Tech Blog".
Kubie gratulujemy, a Sąd Okręgowy w Katowicach pytamy: czy osoba urodzona 26 kwietnia 2009 r. posiada pełną zdolność do czynności prawnych? (art. 25 ust. 2 prawa prasowego).

I temat nr 2, podesłany przez nieocenionego Washko (który się leni). Jak ocenił Sąd Okręgowy we Włocławku rozpatrując zażalenie powoda na niekorzystne dlań postanowienie SR w Lipnie (w skrócie: chodziło o nakaz zapłaty, który nie odnosił się do całego żądania, co jest poważnym uchybieniem przepisów, powód wystąpił o jego uzupełnienie, a SR mu odpisał, że powinien był wnosić zażalenie, a nie o uzupełnienie), wprawdzie Sąd I instancji się pomylił, ale to tym gorzej dla powoda. Powinien on był wychwycić błąd i postąpić prawidłowo -- czyli wbrew wskazówkom zawartym w zaskarżonym orzeczeniu.

Hmm feler jest taki, że SO też się pomylił ("powód miał możliwość zaskarżenia (...) poprzez wniesienie apelacji") -- rzecz w tym, że nie sposób wnieść apelacji od prawomocnego nakazu zapłaty (art. 504 par. 2 kpc).

Zatem sami widzicie: sądom nie ma co wierzyć.

 

Komentarze (18)
Ankieta: RĘCE PRECZ OD NCK!
 Oceń wpis
   

Ciekawostka: w nocy dostałem prawdziwy hate letter. Już lały się na mnie kubły pomyj po różnych moich elaboratach i pamfletach, ale jeszcze nikt tak po mnie nie pojechał, jak teraz.
Jakbym był słabszy, poszedłbym pewnie na prokuraturę. Ale nie ma bata: się nie boję; pamiętajcie też, że mam za sobą lepsze kwiatki.

No to nowy temat: wiecie, do której pracuje się w NCK? Oto fakty: wczoraj o 14:16 p. Kowalski wysyła do mnie, w zastępstwie rzecznika prasowego Narodowego Centrum Kultury, wiadomego mejla, na którego błyskawiczne odpisuję. I o 14:20 dostaję już odpowiedź automatyczną: "w dniach 3-14 sierpnia przebywam na urlopie".
Super tyra się w instytucjach państwowych, co?

Ale OK, tak mnie naszło, że może faktycznie już przeginam, że może Narodowe Centrum Kultury chce nas przecież uszczęśliwić, a ja jak ten dywersant sypię piasek w tryby, wkładam kij w szprychy, spijam w nocy mleko z wymion ich krów.
Stąd błyskawiczna, tygodniowa ankieta pod przewrotnym hasłem: RĘCE PRECZ OD NCK! -- pozwalam się demokratycznie i całkowicie anonimowo wypowiedzieć P.T. Czytelnikom.
Pytania są całkowicie tendencyjne i od czapy -- wszakże ja sam jestem ich autorem -- można się wywnętrzać także w komentarzach.
Zawsze to lepsze, niż następny hate letter.

Komentarze (3)
1 | 2 | 3 | 4 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-05-18 07:28
polokolo:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Hmmm.... a ciekawe czy strony prywatne też "podpadają" pod klauzule niedozwolone? Czy je też[...]
2012-05-16 16:07
Polak który ciężką :
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Ty kurwo!!!!!! Jak ktoś próbuje uczciwie zarabiać na chleb ale nie zna milionów przepisów to[...]
2012-05-15 17:07
fat:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
A dzisiaj nie można wypłacić pieniążków bo 'mają awarię systemu' ... nikt nie wie kiedy[...]
2012-05-15 11:38
jamto:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Raz jeszcze o Wedlu. Zapraszam do poczytania jak to Wedel klientów w @$#@# robi :)[...]
2012-05-07 16:29
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
I kamizelkę kuloodporną w razie zapuszczania się w tereny zalesione- zawsze może znaleźć się[...]
2012-05-07 15:56
handel emisjami:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
No ale obowiązek jazdy na rowerze w kasku mogliby wprowadzić, czemu nie? I w ochraniaczach na[...]
2012-05-04 23:29
2222:
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
moze zabrac
2012-05-03 10:53
robal_pl:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Akurat swiatla to na prawde powinien miec wlaczone jesli jedzie po drodze. I generalnie[...]
2012-04-30 17:57
rocket00:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Pani Rakieta? :)
2012-04-30 15:29
zjadacz_mleczka:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
rotfl dokladnie, pozwac - z banku mozna wydrzec miliony!!! A ja tam chromole wedla w p...e[...]
2012-04-30 14:35
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Dajże jakiegoś wpisa Olgierd bo ja (a domniemam że mógłbym użyć "my") czekam wyposzczony.
2012-04-27 14:41
QM music:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
problematic nie jest podstawiony, faktycznie Spółka QM music prowadzi wiele spraw zarówno[...]
2012-04-25 12:38
m852:
Jak pozwać Polbank i nie dać się zwariować ;-)
Mam do Pana pytanie. Zawarłam umowę ubezpieczenia komunikacyjnego z Axa Direct odddział w[...]
2012-04-24 21:13
Alabama:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
i jak sie to skonczylo?
2012-04-20 18:13
złość:
Zagraj to jeszcze raz na KOBIZE, Sam
dobrze, że tutaj można znaleźć wyjaśnienia Kobize, na oficjalnej stronie już ich nie ma! Jak[...]
2012-04-17 21:10
69motor@gmail.com:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Witam wszystkich Dzisiaj moja małżonka dostałą pismo z w/w "Stowarzyszenia". Podana jest[...]
2012-04-16 14:08
rtyrty:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
to lipa
2012-04-13 09:49
sodoma:
Internet z siedzibą w Warszawie
A do mnie dzwoniła Pani z TPSA i mówiła, że chce ze mną porozmawiać jako z właścicielem internetu :D
2012-04-12 22:02
bartoszcze.of.gazeta:
Internet z siedzibą w Warszawie
Widocznie to w Warszawie ten internet wydrukowali.
2012-04-11 17:02
huxxx:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
myślę, że "problematic" jest podstawiony do pisania takich bzdur!!!!
2012-04-10 20:14
Zołtar :
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
Pan Puczydłowski nie jest radcą prawnym czy adwokatem nie ma nawet wykształcenia prawniczego,[...]
2012-04-10 15:23
Mathev:
Ostatni dzień na zadbanie o własną prywatność w Google
U była włączona a nie bratam się z google. Samoistnie zadziałała. w każdym razie blog ma nowego[...]
2012-04-10 14:16
Morg_:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
@adam....z Może jakiś rowerzysta przejechał panu posłowi po palcach? ;-)
2012-04-09 20:28
problematic:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Mój dziadek, który płaci za internet w domostwie gdyż na niego był tel w TP dostał wezwanie na[...]
2012-04-07 01:29
adam....z:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Ale dlaczego tylko rowery? Przecież użytkownicy innych środków poruszania się też sprawiają[...]