Jeszcze słowo o udostępnianiu informacji publicznej
 Oceń wpis
   

"Rzepa" pisze o kolejnym ciekawym wyroku wydanym w sprawie dotyczącej udostępniania informacji publicznej ("Kto ma mienie publiczne, musi informować"), ja zaś, korzystając z tego, że opisywane orzeczenie jest już w internetowej bazie NSA, pozwolę sobie wyciągnąć kilka ciekawych tez.

Poniżej wyłącznie cytaty za wyrokiem (ze skrótami), zero mojego komentarza.

wyrok Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gliwicach z dnia 10 września 2009 r., sygn. IV SAB/Gl 45/09

  • Informację publiczną (...) stanowi każda wiadomość wytworzona przez szeroko rozumiane władze publiczne oraz osoby pełniące funkcje publiczne, a także inne podmioty, które tę władzę realizują, bądź gospodarują mieniem komunalnym lub majątkiem Skarbu Państwa w zakresie swych kompetencji. Informację publiczną stanowi treść wszelkiego rodzaju dokumentów odnoszących się do organu władzy publicznej, związanych z nim bądź w jakikolwiek sposób dotyczących go. Są nią zarówno treści dokumentów bezpośrednio przez organ wytworzonych, jak i te, których używa się przy realizacji przewidzianych prawem zadań (także te, które tylko w części go dotyczą), nawet gdy nie pochodzą wprost od niego.
  • Udostępnienie informacji publicznej następuje w formie czynności materialno-technicznej. Obowiązek wydania decyzji administracyjnej ustawodawca przewidział natomiast tylko w takim wypadku, gdy informacja, której udostępnienia żąda określony podmiot jest informacją publiczną, lecz organ odmawia jej udostępnienia. Jeżeli żądanie nie dotyczy informacji publicznej, organ powinien powiadomić podmiot żądający udostępnienia informacji pismem, że jego wniosek nie znajduje podstaw w przepisach prawa (por. wyrok WSA z dnia 5 lipca 2007 r. sygn. II SAB/Wa 19/07, wyrok NSA z dnia 11 grudnia 2002 r. sygn. II SA 2867/02).
  • Dysponent informacji publicznej jest zobowiązany do jej udostępnienia tylko wtedy, gdy informacja ta nie została wcześniej udostępniona i nie funkcjonuje w obiegu publicznym, co nie pozwala zainteresowanemu zapoznać się z jej treścią inaczej niż wskutek złożenia wniosku do odpowiedniego organu o udzielenie informacji.
  • Z bezczynnością organu w sprawie udostępnienia informacji publicznej będziemy mieli zatem do czynienia, gdy organ zobowiązany do podjęcia czynności materialno-technicznej w przedmiocie udostępnienia żądanej informacji publicznej, takiej czynności nie podejmuje. Przedstawienie informacji innej niż ta, na którą oczekuje wnioskodawca ( w tym przypadku kserokopia konkretnego dokumentu)lub też informacji wymijającej, może powodować jego uzasadnione wątpliwości co do tego, czy organ w ogóle udzielił odpowiedzi, co w takiej sytuacji należy traktować jako nieudzielanie żądanej informacji.
  • W niniejszej sprawie skarżący wystąpił z żądaniem udostępnienia informacji publicznej w przedmiocie udostępnienia treści uchwały oraz protokołu Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy, którą to uchwałą zlikwidowano Kolejkę Linową. W ocenie Sądu żądanie skarżącego dotyczyło informacji publicznej w rozumieniu ustawy o dostępie do informacji publicznej. Organ wystosował pismo, w którym jak twierdzi udzielił informacji publicznej w przedmiocie zgłoszonego żądania. Analiza treści pisma wskazuje, że skarżącemu nie udzielono odpowiedzi zgodnie z żądaniem. W piśmie tym nie podano treści uchwały, a jedynie zawiadomiono, że uchwała likwiduje Kolejkę Linową.
  • Postanowienie wydane przez Wojewódzki Sąd Administracyjny w Gliwicach w sprawie o sygn. IV SAB/Gl 1/09, co prawda prawomocne to jednak nie stwarza stanu powagi rzeczy osądzonej, która to przesłanka jest konieczna do odrzucenia skargi. Sąd podzielił stanowisko wyrażone w postanowieniu Naczelnego Sądu Administracyjnego w Warszawie z dnia 9 czerwca 2008 r. sygn. akt II FZ 117/08, w którym stwierdzono, iż wcześniejsze prawomocne odrzucenie skargi, skutkujące zakreśleniem sprawy jako załatwionej, nie ma skutku powagi rzeczy osądzonej i nie stanowi przeszkody prawnej w ponownym prowadzeniu sprawy.
  • Sąd nie podzielił również stanowiska pełnomocnika organu jakoby podstawą do odrzucenia skargi był fakt, iż skarżący nie wykorzystał drogi wynikającej z art. 52 § 1 i 2 p.p.s.a. W tym miejscu trzeba zauważyć, że skarga na bezczynność organu w przedmiocie informacji publicznej nie musi być poprzedzona żadnym środkiem zaskarżenia na drodze administracyjnej. Kodeks postępowania administracyjnego nie ma zastosowania do udostępnienia informacji publicznej, gdyż ustawa o dostępie do informacji publicznej zawiera odesłanie do stosowania tego kodeksu jedynie w odniesieniu do decyzji o odmowie udzielenia informacji, nie zaś do czynności materialnotechnicznej polegającej na jej udzieleniu (zob. wyrok z dnia 24 maja 2006 r. Naczelnego Sądu Administracyjnego w Warszawie sygn. akt I OSK 601/05).
Komentarze (9)
Prewencja ogólna w zastowaniu szczególnym na przykładzie
 Oceń wpis
   

Pamiętacie historię pt. we wrocławskim Grunwaldzki Center kradną rowery i robimy wszystko, żeby przetrącić kręgosłup wrednemu złodziejowi? Życie dopisało do opowieści kolejny rozdział. I o nim to piosenka.

Kolejny rozdział brzmi: spod kultowego biurowca znów gwizdnęli rower. Już trzeci, a może czwarty. Colliers nadal robi co w jego mocy: wzmacnia zabezpieczenia, dokłada kamery, kieruje nowych ludzi. I odstrasza, grzmiąc, że ucięta zostanie ręka śmiałka, który odważy się... etc.etc.
Zgłosiło się już też paru ochotników, którzy w ramach sprawiedliwej odpłaty gotowi są uciąć rękę złodziejowi.

Na razie jednak, zanim uda się złapać bandytę, została powieszona (wczoraj) karteczka, której najwyraźniej przypisuje się uspokajające właściwości...

kradzieże rowerów w Grunwaldzki Center a TEREN NIESTRZEŻONY

... no właśnie, czy tylko mi się wydaje, że treść takiej deklaracji może uspokoić wyłącznie złodzieja -- i brzmi dlań prawie jak obietnica bezkarności i minimalizacji ryzyka?

Chyba już Sun Zi mówił, że słabszy nie powinien nigdy okazać swej słabości -- a czym jest powieszenie przy rowerach czegoś, co raczej przypomina białą flagę bezmożności?

Komentarze (1)
Odpowiedzialność za transakcje dokonane kartą płatniczą
 Oceń wpis
   

karta kredytowa Money.plRzecz, która może się przydarzyć każdemu: gubimy portfel, w portfelu były karty płatnicze (kredytowe, debetowe albo te nieszczęsne karty charge). Albo ktoś, posługując się naszą kartą płatniczą (a dokładnie: jej numerem i innymi danymi umożliwiającymi przeprowadzenie transakcji na odległość) dokonuje zakupu w sklepie internetowym na nasze konto.
Przyzwyczajeni do posługiwania się gotówką -- wiadomo, że jeśli zgubię stuzłotowy banknot, to raczej już go nie zobaczę na oczy -- oraz onieśmieleni w kontaktach z bankami możemy mieć wrażenie, że już po nas, a na pewno po naszej kasie.
Bankom też może zależeć na takim wrażeniu.
Nic bardziej błędnego.

z ustawy o elektronicznych instrumentach płatniczych:
art. 16
1. Posiadacz jest obowiązany do:
1) przechowywania karty płatniczej i ochrony kodu identyfikacyjnego, z zachowaniem należytej
2) nieprzechowywania karty płatniczej razem z kodem identyfikacyjnym,
3) niezwłocznego zgłoszenia wydawcy utraty lub zniszczenia karty płatniczej,
4) nieudostępniania karty płatniczej i kodu identyfikacyjnego osobom nieuprawnionym.
(...)
art. 27
1.  Posiadacz jest obowiązany zgłosić wydawcy niezgodności w zestawieniu operacji, o którym mowa w art. 24, dotyczące w szczególności:
1) kwestionowanych operacji ujętych w zestawieniu,
2) błędu lub innych nieprawidłowości w przeprowadzeniu rozliczenia
 – w terminie określonym w umowie o kartę płatniczą, który nie może być krótszy niż 14 dni od dnia otrzymania zestawienia.
(...)
art. 28
1.  Posiadacza obciążają operacje dokonane przez osoby, którym udostępnił kartę płatniczą lub ujawnił kod identyfikacyjny.
2. O ile umowa nie przewiduje inaczej, posiadacza obciążają operacje dokonane z użyciem utraconej karty płatniczej do czasu zgłoszenia wydawcy jej utraty, do kwoty stanowiącej równowartość w złotych 150 euro. Ograniczenie to nie dotyczy operacji, do których doszło z winy posiadacza lub użytkownika, a w szczególności gdy nie dopełnił on obowiązków określonych w art. 16 ust. 1 lub w art. 27 ust. 1. Posiadacza nie obciążają operacje dokonane z użyciem utraconej karty płatniczej, jeżeli ich dokonanie nastąpiło wskutek nienależytego wykonania zobowiązania przez wydawcę lub akceptanta. Postanowienia umowne mniej korzystne dla posiadacza są nieważne.
(...)
4. Posiadacza obciążają operacje dokonane po zgłoszeniu, o którym mowa w art. 22, jeżeli doszło do nich z winy umyślnej jego lub użytkownika. Postanowienia umowy o kartę płatniczą mniej korzystne dla posiadacza są nieważne.
5. Posiadacza nie obciążają operacje, z zastrzeżeniem ust. 6, jeżeli karta płatnicza została wykorzystana bez fizycznego przedstawienia i elektronicznej identyfikacji posiadacza lub bez złożenia przez niego własnoręcznego podpisu na dokumencie obciążeniowym. Użycie kodu identyfikacyjnego nie wystarcza do obciążenia posiadacza zakwestionowaną przez niego operacją, chyba że został złożony bezpieczny podpis elektroniczny(...)
6. O ile umowa o kartę płatniczą przewiduje taką możliwość, posiadacza obciążają operacje dokonane na odległość, mimo iż karta płatnicza została wykorzystana bez fizycznego przedstawienia.
Generalnie zasadą korzystania z kart płatniczych jest możliwość obciążenia posiadacza karty wyłącznie transakcjami dokonanymi w jej ciężar w przypadku łącznego spełnienia warunku: (i) fizycznego przedstawienia karty oraz (ii) dokonania przez posiadacza karty elektronicznej identyfikacji lub złożenia własnoręcznego podpisu (art. 28 ust. 5 w zw. z art. 5 ustawy o elektronicznych instrumentach płatniczych).
Wniosek jest prosty: klienta można zobowiązać do spłaty kwoty zapłaconej kartą wyłącznie jeśli posłuży się kartą płatniczą (nie ma karty, nie ma gadania) oraz będzie w stanie się zidentyfikować jako osoba uprawniona (bądź złożyć podpis taki jak na karcie).
Samo dokonanie identyfikacji elektronicznej (np. podanie jakiegoś magicznego kodu przesłanego przez bank esemesem) nie może być podstawą do obciążenia klienta, chyba że owa identyfikacja nastąpiła poprzez złożenie bezpiecznego e-podpisu (dla mnie, podobnie jak dla większości Czytelników to wciąż science-fiction.)
(Ważne: istotne odstępstwo od tych reguł wprowadza art. 28 ust. 6 EIP, o którym poniżej.)

Najprościej wygląda kwestia odpowiedzialności za transakcje przeprowadzone utraconą kartą płatniczą (art. 28 ust. 2 EIP). Podstawowa sprawa: klienta nie obciążają żadne operacje jeśli zostały wykonane po zgłoszeniu zgubienia czy kradzieży karty bankowi. Dlatego jest niezwykle istotne, aby przekonawszy się, że kartę straciliśmy z oczu bezzwłocznie powiadomić o tym bank i zażądać jej zastrzeżenia. Od tej chwili (warto zanotować dokładny czas przekazania bankowi tej informacji) karta powinna zostać całkowicie zablokowana. (Dawniej zdarzało się, że banki w umowach z klientami wprowadzały wydłużone, nawet 24-godzinne terminy zastrzeżenia kart -- obecnie jest to niedopuszczalne.)
Ważne: jeśli ktoś sobie wymyśli, że prostym sposobem na zakupy na koszt banku będzie zastrzeżenie karty, a następnie wykonanie nią np. transakcji MO/TO/IO, srogo się przeliczy. Jest to klasyczna forma winy umyślnej z art. 28 ust. 4 EIP.

Do czasu zgłoszenia utraty karty i jej zastrzeżenia posiadacz będzie odpowiadał za dokonane transakcje, jednakże wyłącznie do limitu 150 euro (umowa zawarta między bankiem a klientem może wprowadzać korzystniejsze dla klientów warunki). Warunkiem zwolnienia z odpowiedzialności będzie jednak przestrzeganie przez klienta podstawowych zasad bezpieczeństwa w korzystaniu z kart (art. 16 ust. 1 EIP) oraz bezzwłoczne zgłoszenie bankowi nieprawidłowości w otrzymanym zestawieniu transakcji (art. 27 ust. 1 EIP).

Jeśli zatem do fraudu doszło wskutek np. przechowywania karty razem z jej numerem PIN bądź udostępnienia karty oraz kodu PIN osobie nieuprawnionej (uwaga! przekazanie karty imiennej mężowi przez żonę jest naruszeniem ustawowych obowiązków posiadacza karty!), bank może zażądać od niefrasobliwego użytkownika naprawienia szkody także ponad kwotę 150 euro.

Na marginesie: podstawową zasadą (art. 28 ust. 1 EIP) jest obciążenie posiadacza karty operacjami dokonanymi przez osoby, którym posiadacz udostępnił kartę lub ujawnił PIN (definicję kodu identyfikacyjnego przynosi art. 2 pkt 8 ustawy EIP).
Przepis (jak też przytoczony powyżej art. 16 ust. 1) nie mogą być jednak rozumiane jako służące przerzuceniu ryzyka nieuprawnionego użycia karty -- przy transakcjach potwierdzanych PIN-em (to ważne zastrzeżenie: ustawa w nieco lepszej pozycji stawia posiadaczy kart, do użycia których niezbędne jest złożenie podpisu) -- na klienta. Nieuprawnione byłoby bowiem aprioryczne domniemanie, że do wycieku kodu doszło właśnie wskutek zapisania PIN na karcie, braku ochrony kodu przy wklepywaniu go na terminalu czy po prostu podania go American Expressinnej osobie.

Jest to o tyle istotne, że cytowany już art. 28 ust. 2 EIP stanowi, iż posiadacz karty nie ponosi odpowiedzialności za transakcje dokonane utraconym plastikiem, jeśli doszło do nich wskutek nieprawidłowego wykonania obowiązków przez wystawcę karty (bank) bądź akceptanta (sklep).
Będzie to m.in. obowiązek niedopuszczenia do skopiowania karty (art. 10 ust. 3 EIP), bezwarunkowego przyjmowania zastrzeżeń karty (art. 22 EIP), wdrożenia bezpiecznej procedury przyznawania kodu PIN (art. 25 EIP) bądź obowiązek przestrzegania procedur bezpieczeństwa, które powinny określać umowa zawarta z agentem rozliczeniowym -- jak np. ustawienia terminala w taki sposób, aby nie mogło dość do choćby nieumyślnego zarejestrowania kodu PIN przez kamery przemysłowe (por. art. 8 ust. 1 pkt 2 EIP).
Z pewnością w tym katalogu mieści się hipotetyczny (tak go nazywam, choć na forach internetowych o podobnych przypadkach czytałem) przypadek "przełamania" ustawionej przez użytkownika w systemie blokady na pewne rodzaje transakcji (np. transakcje gotówkowe) bądź dziennego limitu kwotowego czy też ilościowego dokonanych operacji.

Jak już pisałem ogólną zasadą korzystania z karty płatniczej jest jej fizyczne okazanie oraz potwierdzenie transakcji prawidłowym kodem PIN (lub podpisem). Gdyby jednak ustawodawca pozwolił tylko na tyle, nasze karty byłyby bardzo upośledzone jeśli chodzi o możliwości wykonywania transakcji MO/TO/IO.
Transakcje na odległość (bez fizycznego przedstawienia karty) -- zamówienia pocztowe (mail order), telefoniczne (telephone order) oraz internetowe (wiadomo jaki order) -- są możliwe wyłącznie wówczas, jeśli umowa zawarta między wystawcą a posiadaczem przewiduje taką możliwość (art. 28 ust. 6 EIT).

pismo banku HSBC w sprawie oszustwa dokonanego kartą kredytową

Niezwykle istotne: zdarza się, że banki (obok kopia takiego pisma do klienta, przykład radosnej twórczości HSBC Bank Polska SA -- ciekawy jest kontekst sprawy: doszło do fraudu w internecie bez utraty karty (najprawdopodobniej jakoś udało się przechwycić jej numer), posiadacz karty złożył stosowną reklamację, przestępstwo zgłoszono też policji, jednak wobec niewykrycia sprawcy -- bank postanowił obciążyć skutkami transakcji posiadacza karty...) próbują przekonywać, że art. 28 ust. 6 EIP należy rozumieć jako uprawnienie do żądania od klienta zwrotu należności za każdą transakcję dokonaną na odległość.

Znów błąd: przypomnijmy, że posiadacza mogą obciążać wyłącznie transakcje dokonane przez niego, bądź przez osobę, której udostępnił kartę (w tym przypadku dane karty jak np. jej numer, kod CW2 czy datę ważności), jednak nie ponosi odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez osobę trzecią, jeśli doszło do niedopełnienia obowiązków wystawcy karty lub akceptanta w zakresie bezpieczeństwa jej używania (równocześnie trzeba powiedzieć, że bankowe procedury weryfikacji "dziwnych" transakcji są dość pilnie strzeżoną tajemnicą).
Zasady te są identyczne zarówno w przypadku transakcji dokonywanych przy użyciu karty, jak i transakcji MO/TO/IO.

A jeśli kogoś to nie przekonuje, nie zostaje nic innego jak sięgnąć jeszcze po art. 14 ustawy o ochronie niektórych praw konsumentów oraz o odpowiedzialności za szkodę wyrządzoną przez produkt niebezpieczny, w myśl którego "Konsument może żądać unieważnienia, na koszt przedsiębiorcy, zapłaty dokonanej kartą płatniczą w razie niewłaściwego wykorzystania tej karty w wykonaniu umowy zawartej na odległość. Nie uchyla to obowiązku naprawienia konsumentowi poniesionej przez niego szkody." (ważne: z oczywistych przyczyn przepis nie dotyczy przedsiębiorców).

(I druga uwaga: zdarza się, że banki w przedstawianych klientach wzorach umów "na sztywno" wpisują dopuszczalność wykonywania transakcji internetowych, bez możliwości rezygnacji przez użytkownika z tej usługi. Bez dwóch zdań takie działanie może zostać uznane -- jako nie uzgodnione indywidualnie (art. 385(1) par. 1 kc) -- za klauzulę niedozwoloną.)

Reasumując: kart nie warto się bać, jej użycie jest mimo wszystko o wiele bardziej bezpieczne i wygodnie, niż płacenie gotówką.
A jeśli jeszcze PT Czytelników nie przekonałem, proszę sobie wyobrazić co się stanie ze zgubionym banknotem 100-złotowym -- i jaką znalazca ma świadomość co do swoich powinności.
Tymczasem jeśli chodzi o znalezioną kartę płatniczą, chyba nikt nie ma wątpliwości, że jej użycie jest przestępstwem -- a i możliwości odnalezienia sprawcy jest znacznie więcej (choćby ze względu na rejestrację miejsca i czasu dokonania takiej transakcji -- w wielu punktach dane te można porównać z zapisem z monitoringu).

Komentarze (24)
Niech ktoś wreszcie ukradnie ZUS
 Oceń wpis
   

JOKERW kontekście domniemanej afery korupcyjnej -- zaś moim zdaniem: afery polegającej na tym, że służbom w Polsce wolno zdecydowanie za dużo (zadziwiające: największymi zwolennikami tezy o czystości intencji i metod CBA wydają się być niedawni zwolennicy likwidacji WSI) czuję się zmuszony podzielić swoim zdaniem odrębnym.
W punktach, bo tak mniej wody leję:

  • po pierwsze Marczuk-Pazura mogła -- powtarzam: mogła, nie twierdzę, że tak było -- podjąć swoją własną grę z frajerami. Przyszedł do niej malwersant Tomasz Małecki z jakiegoś Estate Management Poland Ltd. (nazwa dostatecznie wieśniacka -- takie "Ltd." zdradza każdego), postanowiła załatwić faceta: wziąć kasę, a następnie pójść i donieść.
    Przypomnijmy bowiem, że stosowne przepisy kodeksu karnego pozwalają uniknąć skruszonemu łapownikowi odpowiedzialności (por. art. 229 par. 6 i art. 230a par. 3 kk);
  • po drugie wszystkie te okropne historie korupcyjne nie miałyby miejsca, gdyby nie chory Lewiatan: interwencjonizm, możliwość działania administracji po uważaniu, olbrzymie (i wcale niemalejące) imperium administracji, obecność państwa w gospodarce, fundusze, instytuty i inne nowotwory obsadzane przez polityków;
  • po trzecie wreszcie zdecydowanie stoję na stanowisku, że lepiej by się stało, gdyby wszystkie te państwowe przedsiębiorstwa zostały już dawno temu rozkradzione przez (sensownych) biznesmenów.
    Owszem, mówi się, że każdy taki przekręt na publicznej kasie to wielka strata dla społeczeństwa -- a ja się zapytam: czy ktoś policzył ile straciliśmy tylko przez to, że przez 20 już prawie lat nie udało się sprywatyzować wszystkich zakładów państwowych?

I had a dream... żeby któregoś dnia jakiś nikczemny -- acz rzutki i wiedzący o co w tym wszystkim chodzi -- biznesmen po prostu ukradł ZUS, ukradł NFZ, a następnie zrobił tam restrukturyzację -- i porządek.
Dopóki to się nie zdarzy, jestem pełen obaw, będziemy zmuszeni do czytania takich wywiadów, w których pomówienie miesza się z niezrozumieniem -- i banałem ("ktoś jedzie tramwajem bez biletu. Jest cwaniakiem czy złodziejem? Moim zdaniem jest złodziejem!")

Komentarze (17)
Podżegacze z nieprawego łoża
 Oceń wpis
   

logo Centralnego Biura AntykorupcyjnegoNie zamierzam ukrywać, że na kolejną aferę pt. CBA łapie przestępcę, którego samo wymyśliło patrzę bardziej niż sceptycznie. Zatrzymanie i postawienie zarzutów Weronice Marczuk-Pazura oraz towarzyszące temu medialne informacje na temat okoliczności jej "przestępstwa" to kolejny scenariusz, który można streścić w prosty sposób: najsamprzód Centralne Biuro Antykorupcyjne montuje łapówkarską operację, podżega jej sprawców do przestępstwa, aby następnie ich zdemaskować, ująć na gorącym uczynku i pławić się w glorii.
W glorii Robespierrea, mam nadzieję.

Z wiadomych przyczyn po wicepremierze Andrzeju L. nie płakałem. Nadal jednak uważam, że premier Kaczyński powinien był zdobyć się na odwagę i po prostu zdymisjonować swojego koalicjanta za całokształt, nie zaś próbować -- za pośrednictwem jednej ze służb -- podłożyć mu świnię.
Owszem, fajnie byłoby już -- przeszło dwa lata po gruchnięciu wieści, że L. już sięgał, ale w ostatniej chwili cofnął rękę... -- wiedzieć jak tam było z tym odrolnieniem, ale wszystko wskazuje na to, że na rzetelnym wyjaśnieniu sprawy nikomu nie zależy. Stąd te rozwadniające postępowanie wątki przeciekowe, magnetofonowo-gwoździowe; im dłużej będzie się kotłowało, tym lepiej (dla wszystkich).

Później była sprawa Beaty S., posłanki Platformy Obywatelskiej, która miała tego pecha, że chyba się zabujała w człowieku z dużą reklamówką. Tu znów wszystko wskazuje na to, że Biuro długimi tygodniami (miesiącami?) montowało całą operację, motało wokół kobiety sieć, w którą -- chyba troszkę za łatwo, co wskazuje na to, że predyspozycji do polityki ona chyba nie miała -- posłanka dała się wmotać.

No i teraz wreszcie sprawa Marczuk-Pazury. Że pozwolę sobie zacytować za Money.pl: "Całą sprawą CBA zajmowało się od kilku miesięcy. Do funkcjonariuszy miał zgłosić się jeden z oferentów, poinformować o propozycji korzystnego zakupu wydawnictwa i żądaniach łapówki. Według źródeł zbliżonych do sprawy, miał też współpracować z Biurem.(...)
CBA na potrzeby tej akcji stworzyło zarządzającą nieruchomościami firmę o nazwie Estate Management Poland Ltd., której przedstawicielem miał być podstawiony agent Tomasz Małecki. W marcu miał on się skontaktować z kancelarią radcowską Anwer, którą prowadzi Weronika Marczuk-Pazura, i wtedy też miał zacząć się korupcyjny proceder."

Czyli co: przyszedł do Biura facet, coś tam powiedział o żądaniach łapówki, a CBA zamiast zająć się złożoną mu ofertą, zamiast ciągnąć tamten wątek, postanowiło zadziałać pod przykrywką i w tym celu posłużyło się fikcyjną spółką?!
Staram się zrozumieć tok myślenia specjalistów z Centralnego Biura Antykorupcyjnego: korupcja to sytuacja, w której ktoś daje, a ktoś bierze -- jeśli ten, kto bierze nie weźmie, jest czysty i może iść dalej. Więc złóżmy możliwie wielu różnym osobom różne propozycje, a jak ktoś się na haczyk złapie -- my go złapiemy i będziemy mieć sukces.

Tak, chciałbym w ten sposób powiedzieć, że nie mamy pewności ile istniejących na rynku przedsiębiorstw to po prostu bezpieczniackie przykrywki, ile przetargów ustawia się dlatego, że jakiś zakonspirowany "Tomasz Małecki" bardzo o to prosi, ile biznesów związanych z budową autostrad czy infrastruktury na Euro 2012 to tylko agenturalna bandyterka -- ani też ile z tych afer nigdy nie ujrzy światła dziennego -- bo przecież może się zdarzyć, że agent pęknie, albo ktoś po prostu uzna, że warto dać się skorumpować. Ani też ile na to wszystko idzie naszej kasy.
Państwo już się boją? Nie będę ukrywał: ja też. Trochę.Grzegorz Przemyk

Sytuacja jest szczególnie patologiczna, że przecież nie dalej jak 3 miesiące temu Trybunał Konstytucyjny zakwestionował kluczowe przepisy ustawy o Centralnym Biurze Antykorupcyjnym. Padła m.in definicja korupcji, a to oznacza, że de facto CBA działa w tym momencie w oparciu o nieco ułomną podstawę prawną...
...no właśnie, tylko nieco ułomną, bo przecież TK w swojej wspaniałomyślności odroczył wejście w życie wyroku na cały rok, co oznacza, że CBA może działać w oparciu o niekonstytucyjne przepisy i włos z głowy nikomu nie spadnie. Jeśli bowiem okaże się, że w sprawie Marczuk-Pazury Biuro posiłkowało się uchyloną-nieuchyloną definicją korupcji, zaś sama norma przestanie obowiązywać najpóźniej w czerwcu 2010 roku, to -- zależnie od tego co (i kiedy) zrobi z tym legislatywa, śledczy będą mieli mniejszy lub większy ambaras.

Niezależnie od tego jaki skutek będzie miało uchylenie ustawowej definicji korupcji dla sprawy Marczuk-Pazury (oraz innych operacji CBA) zdecydowanie uważam, że wyposażenie służb specjalnych możliwość stosowania prowokacji, która przybiera postać podżegania do przestępstwa -- mało tego, pamiętajmy, że CBA tworzy w tym celu całe spółki, które mają swoje wpisy w KRS, które muszą prowadzić przecież choćby pozory działalności -- jest skrajną ubecką patologią, której nie powstydziliby się Różański i Beria, zaś w późniejszych już czasach mocodawcy zabójców Grzegorza Przemyka, którzy poświęcili całą uwagę zacieraniu śladów i wrabianiu niewinnych osób w tę zbrodnię.

Niestety, trudno jest znaleźć polityków, którzy nie byliby winni tej patologii: CBA to sztandarowy projekt PiS, za którym głosowała także Platforma (po sprawie Barbary S. PO z oczywistych przyczyn odważy się usunąć tego wrzoda). Mógł sprawie położyć kres Trybunał, ale... z niejasnych przyczyn uchylenie zasadniczego dla funkcjonowania Biura przepisu odroczono o rok.
I mamy co mamy.

Komentarze (24)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-02-05 11:27
tojaileśtamzrzędu:
"Słynne masło roślinne"
@Olgierd Troszkę offtopic. Olgierd zauważyłem ostatnio, że się zaniedbujesz, mało piszesz tych[...]
2012-02-04 16:01
ccichy:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Jezeli firma nie poinformowała o możliwości odstąpienia od umowy i nie zostawiła blankietu, to[...]
2012-02-04 15:48
ccichy:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Po polsku GŁUPI JASIU ZE WSI to się mówi -polska telekomunikacja. Jezeli odwrotnie to[...]
2012-02-04 11:51
Trzydziestoparolatek:
"Słynne masło roślinne"
Echh, wspomnienia. Uwielbialem ten smak w dziecinstwie. Rodzice cuda robili, zebym tego nie[...]
2012-02-02 10:50
howk:
Do 2 lat za podłączanie się do cudzych hotspotów
W sumie to wysyłanie niezabezpieczonego sygnału po za mury swojego mieszkania to to samo co[...]
2012-02-01 22:39
323dtrastfsc:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Ta firma jeszcze istnieje?
2012-02-01 10:34
smalcożerca:
"Słynne masło roślinne"
Polecam jeszcze ten artykuł http://wyborcza.pl/1,76842,6279638,Bambus_w_szynce.html
2012-02-01 10:08
smalcożerca:
"Słynne masło roślinne"
Wydaje mi się, że jak zostało to już wspomniane, nazwa "Masło roślinne" jest nazwą własną[...]
2012-01-31 20:56
kazn:
"Słynne masło roślinne"
@mmm777 Rozumiem, że tradycją handlową i zdroworozsądkową nazywasz po prostu oszustwa. @Lenon[...]
2012-01-31 17:13
kubia:
Opinie prawne ws. zmian w OFE to informacja publiczna
ciąg dalszy, czy dobrze rozumiem że nsa odwróciło wyrok?[...]
2012-01-31 15:06
Lenon Zawodowiec:
"Słynne masło roślinne"
Ja myślę, że geneza masła roślinnego jest nieco inna - masło to olej. Masło roślinne - to w[...]
2012-01-31 14:21
mmm777:
"Słynne masło roślinne"
@Piotr z Warszawy Bardzo byś chciał innych zanudzić... Jest to po prostu tradycja handlowa,[...]
2012-01-31 11:09
Piotr z Warszawy:
"Słynne masło roślinne"
Można sobie deliberować na temat masła roślinnego, lokat w złoto czy też innych świnek morskich[...]
2012-01-30 23:23
mmm777:
"Słynne masło roślinne"
Olgierdowi się nudzi.... Kotlety sojowe schabowe:[...]
2012-01-30 22:24
ktostamjakis:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
a pewnie, że odsyłają, przecież jak ktoś umieści jeden, dwa pliki a ściągnięcia są znikome lub[...]
2012-01-30 22:02
infolinka:
"Słynne masło roślinne"
Masło Roślinne za czasów mojego dzieciństwa, czyli jakieś 35 lat temu, moja ciocia emerytka[...]
2012-01-30 19:22
homo homini:
"Słynne masło roślinne"
Ale o co Sz.P. Olgierdowi chodzi właściwie? Jam człek na tyle wiekowy, że masło roślinne[...]
2012-01-30 16:57
bibong:
"Słynne masło roślinne"
A do tego piwo bezalkoholowe i schabowy z indyka. A Olgierd chyba czepia się użycia słów[...]
2012-01-30 14:51
PPM:
Tańczyć z diabłem przy świetle księżyca
niewinną umową dotyczącą obrzydliwego podrabiania przemysłowych znaków towarowych (i nie mającą[...]
2012-01-30 14:00
Daeris:
"Słynne masło roślinne"
Jak przez mgłę pamiętam, że gdy na studiach (Żywienie Człowieka na SGGW w Warszawie) mieliśmy[...]
2012-01-30 12:53
sędzia - ona:
"Słynne masło roślinne"
Może i Olgierd się czepia, ale ma rację, bo nazwa "masło" jest zastrzeżona dla produktów -[...]
2012-01-30 11:34
raj001:
"Słynne masło roślinne"
Moge tylko potwierdzic wpisy innych komentujących, że sie czepiasz. Może Tobie akurat ta nazwa[...]
2012-01-30 09:52
Piotr z Warszawy:
"Słynne masło roślinne"
@olgierd Czepiasz się :). Tak samo jak "masło śmietaknowe" ma zawartość tłuszczu ok 60%[...]
2012-01-30 09:43
masło roślinne:
"Słynne masło roślinne"
Przecież jest wyraźnie napisane, że roślinne i nie sądzę, aby ktokolwiek się pomylił i wziął to[...]
2012-01-30 09:05
Pierre do Le ...:
O naprutych winem autorach Pisma Świętego
@karzeł reakcji: Mowisz o zakonie Krzyzackim? Chm, nie pamietam tylko jakim to wyrokiem sie[...]