Ciekawe -- i praktyczne. Jak pisze serwis e-Prawnik (polecam) zdaniem Sądu Najwyższego przestępstwo zniesławienia w internecie (art. 212 par. 2 kk) nie jest przestępstwem trwałym, zatem bieg przedawnienia karalności takiego czynu liczy się od daty rozpowszechnienia zniesławiającej informacji, nie zaś od daty ewentualnego usunięcia wpisu.
Sprawa dotyczyła -- a jakże -- wpisu w serwisie internetowym, którego autor w niewybredny sposób skrytykował jakość usług świadczonych przez pensjonat, co właściciel pensjonatu zakwalifikował jako narażający go na utratę zaufania niezbędnego dla prowadzenia tego rodzaju działalności. Wpis wisiał na stronie od lipca 2005 r. do sierpnia 2009 r., zaś pokrzywdzony wniósł akt oskarżenia w listopadzie 2009 r. (a więc po usunięciu nieprawdziwych opinii).
postanowienie SN z dnia 29 czerwca 2010 r., sygn. akt I KZP 7/10, z uzasadnieniem można zapoznać się tutajSąd, do którego wpłynął akt oskarżenia stanął na stanowisku, że po 4,5 roku od opublikowania wpisu doszło już do przedawnienia jego karalności i postępowanie umorzył. Postanowienie to zaskarżył pełnomocnik pokrzywdzonego wskazując, że przestępstwo to popełniane było w okresie od napisania wpisu do daty jego skasowania, a zatem jako przestępstwo ciągłe, okres przedawnienia powinien być liczony od dnia usunięcia tekstu.
W toku postępowania instancyjnego Sąd Okręgowy powziął wątpliwość, czy przestępstwo zniesławienia w internecie -- w przeciwieństwie do zniesławienia w prasie drukowanej -- skoro zniesławiająca treść jest cały czas dostępna, nie stanowi aby przestępstwa ciągłego (chociaż z góry zastrzegł, że skoro usunięcie wpisu zależne jest od woli moderatora, to liczenie okresu przedawnienia od daty usunięcia wpisu byłoby niedopuszczalne). I zwrócił się do SN z pytaniem prawnym.
Sąd Najwyższy stanął na stanowisku, że art. 212 par. 2 kk nie wymaga kierowania wniosku o wykładnię i odmówił podjęcia w tej sprawie uchwały. W uzasadnieniu postanowienia (to ta ciekawsza forma działalności SN, który odmawia pomocy, zaś w uzasadnieniu wszystko i tak wyjaśnia ;-)
I tak przede wszystkim rozstrzygnięto, że przestępstwo zniesławienia w internecie, chociaż "trwa" ono tak długo, jak długo wpis jest dostępny dla użytkowników internetu, nie jest przestępstwem trwałym. Sprawca nie dopuszcza się bowiem ani szeregu czynów składających się na przestępstwo, nie podejmuje także dodatkowych czynności mających na celu "podtrzymanie przestępstwa" (jak np. w przypadku bezprawnego pozbawienia wolności). Gdyby bowiem podzielić pogląd pokrzywdzonego okazałoby się, że na identycznych zasadach musiałby odpowiadać "aż do chwili zniknięcia z bibliotek ostatniego egzemplarza gazety, w której wydrukowano pomówienie".
Na marginesie: z identyczną kombinacją spotkałem się rok temu we własnej sprawie (por. "Oskarżony... EOT II") -- i muszę powiedzieć, że wówczas nawet wrocławski Sąd Rejonowy nie miał problemu z prawidłową oceną skutków zdarzenia.





Ironia losu:
Zgodnie z moimi oczekiwaniami -- P.T. Czytelnicy Lege Artis prawidłowo określili swoje oczekiwania polityczne i w 

