O długu odbiorczym i obowiązku zwrotu dekodera Cyfrze+
 Oceń wpis
   

namawianie OrangeKolejny przypadek: dziennikarze piszą, że się nie da (łatwo rozwiązać umowę np. z kablówką), a ja mówię -- czytajcie (przepis) a znajdziecie (rozwiązanie).

Wyborcza.biz pisze o tym jak trudno "rozwieść się" z usługodawcami żyjącymi z naszego abonamentu. A to operator telekomunikacyjny zaproponuje kolejne durne minutki i telefon za złocisza (tu pochwała Orange: po tym jak złożyłem dyspozycję przejścia z abonamentu na prepaid, nie zadzwonili do mnie ani razu nakłaniając do zmiany decyzji!), a to okazuje się, że -- zgodnie z treścią zawartej umowy -- zastrzeżono 3-miesięczny okres wypowiedzenia.
Albo operator -- Wyborcza.biz pisze o Cyfrze+ -- żąda zwrotu dekodera, więc klient stoi w kilometrowych kolejkach. A jak nie odstoi swojego, to płaci kilkaset złotych kary umownej, a jak nie zapłaci -- to ląduje w KRD.

To dalej będzie w punktach, bo tak mi wygodniej (i szybciej):

  • o miejscu spełnienia świadczenia mówi art. 454 par. 1 kodeksu cywilnego; i tak co do zasady "jeżeli miejsce spełnienia świadczenia nie jest oznaczone ani nie wynika z właściwości zobowiązania, świadczenie powinno być spełnione w miejscu, gdzie w chwili powstania zobowiązania dłużnik miał zamieszkanie lub siedzibę. Jednakże świadczenie pieniężne powinno być spełnione w miejscu zamieszkania lub w siedzibie wierzyciela w chwili spełnienia świadczenia";
  • z przepisu jednoznacznie wynika, że strony umowy mogą sobie dość swobodnie ustalić gdzie i w jaki sposób dłużnik powinien spełnić swoje świadczenie. Można zatem w umowie napisać, że taki dekoder trzeba przynieść do określonego miejsca, można też napisać, że operator przyśle po urządzenie swojego człowieka;
  • przepis (art. 454 par. 1 zd. 2 kc) zaczyna mieć jednak zastosowanie jeśli strony zobowiązania nie ustalą miejsca spełnienia świadczenia -- i tak jeśli jestem komuś winni pieniądze, to moim obowiązkiem jest mu tę kwotę przynieść albo wpłacić na rachunek bankowy (ponosząc wszelkie związane z tym koszty). Nazywa się to długiem oddawczym;
  • co innego jednak, jeśli przedmiot zobowiązania nie ma charakteru pieniężnego -- w takim przypadku co do zasady to wierzyciel powinien się pofatygować do dłużnika i zażądać spełnienia świadczenia. Aby dłużnik nie pozostawał w zwłoce, powinien powiadomić wierzyciela, że jest gotów spełnić świadczenie i wezwać go do jego odbioru (dług odbiorczy można skwitować prostym zdaniem "przyjdź i weź").
    Oczywiście, może się okazać, że charakter zobowiązania także będzie przesądzał o miejscu wykonania świadczenia -- i tak ekipa remontowa wynajęta do remontu mieszkania z oczywistych przyczyn musi tam przyjść, nie zaś żądać od wierzyciela przyniesienia tego mieszkania do siedziby przedsiębiorstwa;
  • jako się rzekło art. 454 par. 1 kc ma zastosowanie wyłącznie wówczas, jeśli strony nie umówiły się inaczej. Nie znam treści umów zawieranych przez Cyfrę+ z abonentami, jednak patrząc do regulaminu operatora (tego najnowszego, właściwego dla umów zawieranych po 1 lipca 2009 r.) znajduję tam art. 4 par. 2 ust. 7, zgodnie z którym abonent ma obowiązek, w terminie jednego miesiąca od rozwiązania umowy, zwrócić sprzęt dystrybutorowi, pod rygorem zapłacenia 300-złotowej kary umownej (co ciekawe jeśli nadal nie zwróci dekodera, nawet po wezwaniu, będzie miał obowiązek zapłacenia "odszkodowania w wysokości określonej w Cenniku", co wydaje mi się małosprytnie zawoalowaną klauzulą niedozwoloną -- rzecz w tym, że wysokość odszkodowania musi odpowiadać poniesionej szkodzie, tej zaś żaden cennik realnie określić nie może);
  • jak się łatwo domyślać -- zdania "zwrócić sprzęt dystrybutorowi" nie odbieram jako postanowienia nakładającego na abonenta obowiązek dostarczenia go do wyznaczonego miejsca. Powiedziałbym raczej, że regulamin Cyfry+ zobowiązuje abonenta do umożliwienia wierzycielowi odebrania dekodera z miejsca "gdzie w chwili powstania zobowiązania dłużnik miał zamieszkanie lub siedzibę" -- wystarczy wezwać wierzyciela do przybycia w określone miejsce o określonej godzinie i umożliwić odebranie urządzenia;
  • owszem, można się spierać jak należy rozumieć słowo "zwrócić" -- dla mnie oznacza to po prostu "oddać komuś jego własność", i chociaż "oddać" to zarówno "dostarczyć coś komuś" jak i "przekazać coś komuś", jednak zważywszy, że regulamin nie nakłada na abonenta obowiązku dostarczenia sprzętu do konkretnego miejsca, powiedziałbym, że akurat w tym przypadku zdecydowanie owo "zwrócić" to po prostu "a przyjdźcie i bierzcie sobie".
Komentarze (15)
Obrazek sprzed chwileńki
 Oceń wpis
   

Gdy piszę o rowerach i rowerzystach, zbieram zwykle niezłe cięgi, niezależnie od tego czy piszą rowerzyści czy kierowcy pojazdów mechanicznych (baty dostaję także pisząc o parszywych kierowcach). Wiadomo -- jako liberał powinienem nie tylko opowiedzieć się za prawem każdego człowieka do popełnienia samobójstwa (opowiadam się), ale i za niekwestionowanym prawem szkodzenia każdemu bliźniemu: ile wlezie, jak często dusza zapragnie i bez najmniejszych konsekwencji.

Wszakże owa liberalna wolność -- przynajmniej w ujęciu marksistowskim -- oznacza nie tylko możliwość sycenia swoich oczu widokiem biednych dzieci głodujące w dziurawych butach, ale i swobodę wywołania katastrofy na drodze; jeśli komuś odwagi nie starczy, to chociaż takiego zastawienia przejazdu autem pozostawionym na poboczu osiedlowej dróżki, żeby przynajmniej straż pożarowa do pożaru w bloku nie zdążyła.

Idąc dalej tym tropem dziś zaserwuję P.T. Czytelnikom -- także tym, którzy liberalizm z marksizmem pomylili (ściśle: definiują go marksistowskimi kryteriami) taki oto obrazek pochwycony nie dalej jak dwa kwadranse temu:

rowerzysta samobójca co obok drogi dla rowerów jedzie

Dodam, że moim niemarksistowskim zdaniem wolność tego kozaka do popełnienia samobójstwa (tak, wiem, że mówię jak FDR)  ograniczona jest choćby moim prawem do bezpiecznej jazdy, choćby przez to, żebym nie musiał go wymijać ryzykując wyrżnięcie w auto nadjeżdżające z naprzeciwka.

Komentarze (35)
Na pohybel drobnym piratom drogowym
 Oceń wpis
   

chamski Nissan ONY 3F27 na miejscu dla niepełnosprawnychZastanawiające: już jutro (dopiero teraz?) wejdą w życie przepisy pozwalające karać kierowców, którzy robią bydło na uliczkach osiedlowych czy parkingach przy hipermarketach.

Artystów, co to uważają, że wolno im wszystko i wszędzie widuję dość często. A to zaparkują swój dreswóz na miejscu dla niepełnosprawnych, a to po prostu postawią reklamę swojego chlebodawcy gdzie bądź -- albo tak zaparkują swoje wspaniałe auto w ciasnej uliczce osiedlowej, żeby tylko żadna karetka czy straż pożarna już na pewno się nie zmieściła (ta plaga jest szczególnie karygodna).
I ostatnia moda: rajdowcy kręcący bączki na sklepowych parkingach, zwykle w taki sposób, że inni użytkownicy dróg muszą swoje odczekać, zanim rozlatujące się Subaru nie spali kolejnych 2 milimetrów ogumienia.

Stąd nie mogę zrozumieć dlaczego tak długo te drobne ale uciążliwe patologie pozostawały bezkarne? Dlaczego nie było nawet sensu informować drogówki o takich zdarzaniach -- bo i tak nie mieli możliwości podjęcia interwencji? Dlaczego trzeba było lat, żeby tak banalna sprawa doczekała się załatwienia (załatwienia w sensie wyposażenia policji w kompetencje -- bo ani przez moment nie myślę, że oto od jutra tacy durnie znikną z tamtych miejsc; podobnie jak nie myślę, że od jutra policja rzuci się do ich patrolowania).

 

PS przy okazji: jeśli już zdążyliście się zachwycić pomysłem na wyposażenie uczniów jednego z łódzkich ogólniaków w kartę płatniczą jednego z banków (bez kryptoreklamy), dzięki czemu "w szkole będzie bezpieczniej, bo nie wejdą osoby nieuprawnione, a rodzice i szkoła będą wiedzieć, czy i w jakich godzinach uczeń był na zajęciach", a w dodatku dzieciaki będą mogły się jeszcze łatwiej uczyć (jak wydawać kieszonkowe) -- przeczytajcie komentarz Alka Tarkowskiego w Kultura 2.0.
Miałem napisać coś podobnego, ostrzej, ale jakoś zapomniałem.

Komentarze (47)
Pieczątkomania
 Oceń wpis
   

pieczątkomaniaNie minęło jeszcze pół roku odkąd pisałem, że komisja Przyjazne Państwo zdecydowała się podjąć walkę z (nieistniejącym) obowiązkiem przystawiania pieczątek do licznych dokumentów, papierków, fiszek i zaświadczeń ("zbierze się grono ekspertów i podejmie trud wycofania z setek ustaw i rozporządzeń obowiązku przystawiania pieczątek do dokumentów"), a tu czytam, że rząd chce wprowadzić... obowiązek "odciśnięcia stempla firmowego" lub "wpisania numeru upoważnienia do odbioru przesyłek" (WTF?) jeśli korespondencja sądowa adresowana do pracownika przychodzi na adres jego chlebodawcy.

Rzecz w tym, że Ministerstwo Sprawiedliwości bierze się za walkę z plagą nieodbierania awizowanych przesyłek z sądu (część ludzi nadal uważa, że metoda "na strusia" daje rezultaty -- pomimo tego, że jest przecież fikcja skutecznego doręczenia), stąd projekt rozporządzenia zmieniającego zasady doręczania pism sądowych. Zaproponowano tam m.in. właśnie to, by pracownik odbierający takie przesyłkę w siedzibie firmy potwierdzał jej odbiór przyłożeniem stosownej pieczątki lub właśnie wpisania tego numeru upoważnienia.
Już nawet nie próbuję zgadywać co będzie się działo jeśli w danej firmie nie wpadli na to, by wytworzyć jakiekolwiek pieczątki (przypomnijmy: chociaż wychowanym w biurokratycznych okowach ludziom trudno w to uwierzyć, obowiązku jej posiadania nie ma -- hmmm, a może to oznacza, że jednak będzie?), nie mówiąc o nadawaniu jakichkolwiek numerów upoważnieniom do odbioru poczty.

Jednak jeszcze bardziej podoba mi się passus, w myśl którego "Sąd będzie mógł bowiem umieścić na stronie adresowej zastrzeżenie, komu nie wolno oddać przesyłki (mogą to być np. informacje: „Oddać do rąk własnych” lub „Nie zostawiać członkom rodziny”)" -- jak rozumiem cytowani przez Gazetę Prawną eksperci pozytywnie oceniają postulat zmuszenia listonoszy do czytania owej strony internetowej (czyżby Poczta Polska spodziewała się wyposażenia doręczycieli w jakieś iPady?) -- jednak mam niejasne wrażenie, że i tak będzie z tym jak z elektronicznym protokołowaniem rozpraw sądowych.

[no tak, ten akapit to dowód, że nawet mnie czasem trzeba się najsamprzód zastanowić, a dopiero później pisać -- nie czytajcie tych bzdur!]

 

Bo jak jest możecie dowiedzieć się z bloga pisanego z Pierwszej Linii Frontu, tj. z bloga Sub Iudice, który jest moim odkryciem ostatnich tygodni -- i chociaż nie sądzę, żeby autor został zaproszony do udziału w Wielkiej Produkcji Filmowej o Polskiej Błogosferze (w tym momencie wydobywa się z mego gardła wielki ROTFL) -- a nawet jeśli by go zaprosili, czy przyjąłby je -- to warto poczytać jakiej już dziś głupologii muszą oddawać się sędziowie (por. "Autografy" albo "Nowoczesność w domu i zagrodzie").

Komentarze (10)
Jak pozwać Polbank i nie dać się zwariować ;-)
 Oceń wpis
   

polbank Dziś polecam ciekawy wpis na blogu Macieja Samcika: niezadowolony klient Polbanku nie ma szans na pozwanie tego banku przed polskim sądem, ponieważ EFG Eurobank Ergasias spółka akcyjna oddział w Polsce nie posiada zdolności sądowej. Trzeba iść do sądu w Grecji, a to i kosztuje, i oznacza poważniejszy problem logistyczny. (W dodatku -- to już moja uwaga -- może się wiązać z koniecznością zastosowania prawa greckiego.)

Zgodnie z art. 64 par. 1 kodeksu postępowania cywilnego zdolność sądowa (czyli możliwość bycia stroną w postępowaniu sądowym) ma każda osoba fizyczna (zdolność sądowa nie ma nic wspólnego ze zdolnością do czynności prawnej, nie interesuje nas zatem wiek tej osoby bądź ew. ubezwłasnowolnienie). Par. 1(1) tego przepisu przymiot ten przydaje ponadto inne jednostki organizacyjne wskazane w ustawie; są to przede wszystkim osobowe spółki prawa handlowego (art. 8 par. 1 ksh) oraz spółki kapitałowe w organizacji (art. 11 par. 1 ksh).
Oddział przedsiębiorcy zagranicznego (art. 85 i nast. ustawy o swobodzie działalności gospodarczej) a także oddział banku zagranicznego w kraju (art. 40-41 prawa bankowego) osobowości prawnej nie posiada; dlatego też przepisy nakładają obowiązek wskazania osoby upoważnionej do reprezentowania przedsiębiorcy zagranicznego (art. 87 ustawy o swobodzie gospodarczej -- w przypadku oddziału bankowego, zgodnie z art. 40 ust. 1 pkt 4 prawa bankowego, musi być to 2 dyrektorów). Nie ma także przepisu, który mimo braku osobowości prawnej decydowałby o posiadaniu zdolności sądowej.

Nie oznacza to jednak, że pozycja procesowa klientów Polbanku aka EFG Eurobank Ergasias SA oddział w Polsce zawsze musi przypominać konsystencją sałatkę grecką.

W pierwszym rzędzie warto zwrócić uwagę na Konwencję rzymską o prawie właściwym dla zobowiązań umownych z 1980 r., do której Polska przystąpiła 2 lata temu. Zgodnie z jej art. 5 strona umowy będąca konsumentem nie może być pozbawiona ochrony przysługującej mu na podstawie bezwzględnie obowiązujących przepisów prawa, jeśli umowa została zawarta na terytorium jego państwa. Oznacza to, że choćby nie wiem co -- choćby nie wiem jak bardzo bank udawał Greka -- umowy konsumenckie podlegają w całości prawu polskiemu.

Niekoniecznie gorzej mają inne osoby (albo konsumenci, których umowy nie podpadają pod art. 5 konwencji o zobowiązaniach umownych), a to za sprawą ustawy prawo prywatne międzynarodowe, które de facto jest zbiorem reguł kolizyjnych m.in. dla stosunków z zakresu prawa cywilnego (ale nie w zakresie procedury cywilnej!).
I tak w odniesieniu do zobowiązań, których strony pochodzą z różnych krajów, strony mogą poddać umowę prawu wybranego przez siebie państwa (art. 25 par. 1 ppm -- nie dotyczy to nieruchomości). Jeśli tego nie uczynią, art. 27 ppm wskazuje jakie prawo należy stosować w odniesieniu do różnego rodzaju umów; ponieważ w przepisie tym nie wskazano umów z zakresu bankowości, wydaje mi się, że zastosowanie będzie miał art. 29 ppm, w myśl którego w stosuje się prawo państwa, w którym umowa została zawarta (na taką możliwość wskazuje m.in. Marcin Kłoda, "Problematyka kolizyjna przepisów o kredycie konsumenckim i odsetkach maksymalnych", Prawo Bankowe 2005/12/28).

Tyle o prawie materialnym, czyli o tym, które mówi o tym jakie prawa nam przysługują. Nieco inaczej jest jeśli chodzi o prawo procesowe, czyli o to, które decyduje jak dochodzić swojego przed sądem.
Tu generalna zasada jest prosta: jeśli prawo polskie zezwala na wniesienie powództwa do sądu polskiego, to trzeba tak robić ;-) Przede wszystkim dotyczy to sytuacji, kiedy strona pozwana mieszka lub ma siedzibę w Polsce (mówi o tym art. 1103 kpc), ale są i wyjątki -- art. 1103(1)-1003(9) kpc.
I tu znów odzywa się nam ochrona konsumenta, jeśli mieszka on na terytorium RP i tutaj podjął czynności niezbędne do zawarcia umowy (art. 1103(6) par. 1 kpc) -- ba, EFG Eurobank Ergasias będzie w takim przypadku traktowany jak podmiot mający siedzibę w Polsce, jeśli umowę zawarł poprzez swój polski zakład lub oddział! (art. 1013(6) par. 2 kpc).

Oznacza to, że jeśli powód, który nieszczęśliwie odbił się od braku zdolności procesowej Polbanku jest konsumentem, może i powinien wnieść pozew jeszcze raz -- przeciwko stronie swojej umowy, którą jest EFG Eurobank Ergasias SA -- przed polskim sądem, stosując polskie prawo materialne i procesowe, zaś jednostka macierzysta, która zdolność sądową niewątpliwie posiada -- będzie musiała się gimnastykować tu. (Mało tego, art. 1105 par. 2 pkt 3 kpc zakazuje wyłączenia jurysdykcji sądu polskiego w odniesieniu do umów konsumenckich -- z zastrzeżeniem par. 4).

Ba, jeśli powód jest przedsiębiorcą, także nie stoi na straconej pozycji. Jurysdykcja krajowa jest dopuszczalna także na podstawie art. 1103(7) kpc, m.in. jeśli sprawa dotyczy zobowiązania wynikającego z czynności prawnej, którego miejscem wykonania jest Polska albo jeśli sprawa dotyczy działalności zakładu lub oddziału pozwanego.

A tu już wniosek jest prosty -- jeśli ktoś chce pozwać Polbank, nie powinien oznaczać jako strony pozwanej jego polskiego oddziału, nie musi także co do zasady pisać do sądów greckich. Śmiało można prawować się z jego ateńską centralą.

Komentarze (22)
1 | 2 | 3 | 4 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-05-18 07:28
polokolo:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Hmmm.... a ciekawe czy strony prywatne też "podpadają" pod klauzule niedozwolone? Czy je też[...]
2012-05-16 16:07
Polak który ciężką :
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Ty kurwo!!!!!! Jak ktoś próbuje uczciwie zarabiać na chleb ale nie zna milionów przepisów to[...]
2012-05-15 17:07
fat:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
A dzisiaj nie można wypłacić pieniążków bo 'mają awarię systemu' ... nikt nie wie kiedy[...]
2012-05-15 11:38
jamto:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Raz jeszcze o Wedlu. Zapraszam do poczytania jak to Wedel klientów w @$#@# robi :)[...]
2012-05-07 16:29
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
I kamizelkę kuloodporną w razie zapuszczania się w tereny zalesione- zawsze może znaleźć się[...]
2012-05-07 15:56
handel emisjami:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
No ale obowiązek jazdy na rowerze w kasku mogliby wprowadzić, czemu nie? I w ochraniaczach na[...]
2012-05-04 23:29
2222:
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
moze zabrac
2012-05-03 10:53
robal_pl:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Akurat swiatla to na prawde powinien miec wlaczone jesli jedzie po drodze. I generalnie[...]
2012-04-30 17:57
rocket00:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Pani Rakieta? :)
2012-04-30 15:29
zjadacz_mleczka:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
rotfl dokladnie, pozwac - z banku mozna wydrzec miliony!!! A ja tam chromole wedla w p...e[...]
2012-04-30 14:35
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Dajże jakiegoś wpisa Olgierd bo ja (a domniemam że mógłbym użyć "my") czekam wyposzczony.
2012-04-27 14:41
QM music:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
problematic nie jest podstawiony, faktycznie Spółka QM music prowadzi wiele spraw zarówno[...]
2012-04-25 12:38
m852:
Jak pozwać Polbank i nie dać się zwariować ;-)
Mam do Pana pytanie. Zawarłam umowę ubezpieczenia komunikacyjnego z Axa Direct odddział w[...]
2012-04-24 21:13
Alabama:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
i jak sie to skonczylo?
2012-04-20 18:13
złość:
Zagraj to jeszcze raz na KOBIZE, Sam
dobrze, że tutaj można znaleźć wyjaśnienia Kobize, na oficjalnej stronie już ich nie ma! Jak[...]
2012-04-17 21:10
69motor@gmail.com:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Witam wszystkich Dzisiaj moja małżonka dostałą pismo z w/w "Stowarzyszenia". Podana jest[...]
2012-04-16 14:08
rtyrty:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
to lipa
2012-04-13 09:49
sodoma:
Internet z siedzibą w Warszawie
A do mnie dzwoniła Pani z TPSA i mówiła, że chce ze mną porozmawiać jako z właścicielem internetu :D
2012-04-12 22:02
bartoszcze.of.gazeta:
Internet z siedzibą w Warszawie
Widocznie to w Warszawie ten internet wydrukowali.
2012-04-11 17:02
huxxx:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
myślę, że "problematic" jest podstawiony do pisania takich bzdur!!!!
2012-04-10 20:14
Zołtar :
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
Pan Puczydłowski nie jest radcą prawnym czy adwokatem nie ma nawet wykształcenia prawniczego,[...]
2012-04-10 15:23
Mathev:
Ostatni dzień na zadbanie o własną prywatność w Google
U była włączona a nie bratam się z google. Samoistnie zadziałała. w każdym razie blog ma nowego[...]
2012-04-10 14:16
Morg_:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
@adam....z Może jakiś rowerzysta przejechał panu posłowi po palcach? ;-)
2012-04-09 20:28
problematic:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Mój dziadek, który płaci za internet w domostwie gdyż na niego był tel w TP dostał wezwanie na[...]
2012-04-07 01:29
adam....z:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Ale dlaczego tylko rowery? Przecież użytkownicy innych środków poruszania się też sprawiają[...]