O tym skąd biorą się klauzule niedozwolone
 Oceń wpis
   

Naszła mnie dziś taka myśl, troszkę na marginesie tego, że ludzie znów się pałują z "Clarity": ten nasz system kontroli abstrakcyjnej wzorców umownych jest jednak mocno do bani. A naszła mnie ona po tym jak kolega z e-Prawnika pokazał mi jedną ze świeższych klauzul abuzywnych, tj. wpisaną pod numerem 4255 (sygn. akt XVII AmC 3996/12), która brzmi:

"Złożenie zamówienia w Sklepie Internetowym firmy Domo-System oznacza zaakceptowanie postanowień tego regulaminu."

Jeśli spyta mnie ktoś o co właściwie w tym chodzi, moja (przyznam to ze wstydem) odpowiedź zabrzmi: naprawdę nie wiem. Moim zdaniem powyższe postanowienie umowne jest li tylko przełożeniem na prosty, chłopski język definicji umowy adhezyjnej, a ściśle art. 384 kc, który brzmi: 

§ 1. Ustalony przez jedną ze stron wzorzec umowy, w szczególności ogólne warunki umów, wzór umowy, regulamin, wiąże drugą stronę, jeżeli został jej doręczony przed zawarciem umowy.
§ 2. W razie gdy posługiwanie się wzorcem jest w stosunkach danego rodzaju zwyczajowo przyjęte, wiąże on także wtedy, gdy druga strona mogła się z łatwością dowiedzieć o jego treści. Nie dotyczy to jednak umów zawieranych z udziałem konsumentów, z wyjątkiem umów powszechnie zawieranych w drobnych, bieżących sprawach życia codziennego.
§ 4. Jeżeli jedna ze stron posługuje się wzorcem umowy w postaci elektronicznej, powinna udostępnić go drugiej stronie przed zawarciem umowy w taki sposób, aby mogła ona wzorzec ten przechowywać i odtwarzać w zwykłym toku czynności.

Tematyką ochrony konsumentów zajmuję się tutaj nie od dziś, i chociaż nigdy nie twierdziłem, że jest do dziedzina, w której wszystko już zostało powiedziane -- wręcz przeciwne, mało chyba jest w polskim prawie przypadków takich zmian... bez zmian w prawie -- nigdy też nie przyszłoby mi do głowy, że doczekam się pojawienia w rejestrze UOKiK klauzuli, która moim zdaniem podważa istotę umów adhezyjnych.

Przywołany przeze mnie powyżej przepis jest prosty i oznacza, że:

  • jak najbardziej dopuszczalne jest posługiwanie się w obrocie gospodarczym wzorcami umów (regulaminem, ogólnymi warunkami);
  • ważne: klient musi dostać taki wzór umowy przed jej zawarciem -- chodzi po prostu o to, żeby mógł sobie popatrzeć, poczytać, przemyśleć;
  • jednak jeśli wzorce takie funkcjonują zwyczajowo w jakiejś branży, to nawet nie trzeba klientowi go podsyłać, po prostu nie wolno tego wzorca przed nim chować (i tu, dodam, zwyczaj może wynikać także z przepisu prawa: są branże, w których stosowanie regulaminu jest wymagane ustawą, np. świadczenie usług drogą elektroniczną);
  • powyższe wyłączenie nie obejmuje jednak umów z konsumentami (czyli nie wystarczy przed nim nie chować wzorca -- warto zdobyć się jednak na pewnego rodzaju aktywność);
  • chyba że ta umowa zawarta z konsumentem ma dotyczyć jakiejś drobnej, bieżącej sprawy życia codziennego (wówczas nie trzeba mu się z tym regulaminem szczególnie narzucać);
  • a jeśli wzorzec funkcjonuje w postaci elektronicznej -- co jest oczywiste właśnie w przypadku e-usług -- to należy go udostępnić klientowi przed zawarciem umowy, tak, by mógł sobie ten plik jakoś zapisać (i moim zdaniem art. 384 par. 4 kc jest lex specialis względem par. 1 i par. 2 -- słowem: postać elektroniczna to także plik do pobrania z sieci, a zatem wówczas wystarczy go "udostępnić" i nie trzeba go "doręczać").

Tyle teorii, bo w praktyce... moim zdaniem postanowienie, które było przedmiotem tego postępowania mówi właśnie coś takiego: oto ja, przedsiębiorca internetowy, stosuję sobie wzorzec umowy (bo zgodnie z UoŚUDE muszę go mieć), który jest klasyczną umową adhezyjną -- a więc jeśli składasz u mnie zamówienie, to godzisz się na to, co napisane jest w tym regulaminie.
Dokładnie jak w przypadku np. przewozów komunikacją miejską: wsiadając do tramwaju zawieram umowę, której warunki wynikają z jakiegoś tam regulaminu przewozów i ustawy przewozowej. Przewoźnik nie negocjuje warunków przewozu -- pozwala kupić bilet i cieszyć się życiem; aż tyle i tylko tyle.
A teraz się okazuje, że tego nie wolno, bo to klauzula niedozwolona.

Nie znam okoliczności sprawy, ale znam nieco prawo w tym zakresie -- a ostatnio wiem coraz więcej jak reagują przedsiębiorcy, do których przyszedł odpis pozwu z SOKiK. I te reakcje są co najmniej zdumiewające, a nawet samobójcze (odkładanie papierów na bok i przypominanie sobie w najlepszym przypadku po wezwaniu na rozprawę... albo nawet po tym jak przychodzi do konsekwencji przegranej sprawy "o której nie wiedziałem, bo listów nie odbieram") -- a przecież tam są później koszty procesu, obejmujące także koszt opublikowania wyroku w Monitorze Sądowym i Gospodarczym.

Taki karygodny brak aktywności procesowej to prosta droga do wyroku zaocznego, z którym też jeszcze można powalczyć -- aczkolwiek przynajmniej w tej chwili trzeba zaprzestać metody na strusia. Feler abstrakcyjnej kontroli wzorców polega jednak na tym, że przegrana przez głupotę nie dotyczy tylko przedsiębiorcy, który nie raczył podjąć żadnych środków prawnych po otrzymaniu pozwu -- lecz także, po wpisaniu danego postanowienia do rejestru klauzul niedozwolonych -- wszystkich innych przedsiębiorców; także tych, którzy być może z większym szczęściem, umiejętnościami i zapałem wzięliby się do roboty...
Tak przecież było np. w sprawie fotografowania w muzeach -- poczytajcie co miałem do powiedzenia trzy lata temu. Nic się nie zmieniło.

Do czego zmierzam? Ano do tego, że skutkiem wydania wyroku zaocznego będzie przepisanie do rejestru każdego, choćby najbardziej prawidłowego postanowienia z wzorca umowy -- i od tego momentu: pobite gary. (Ba, ale sam będzie skutek podjęcia przez pozwanego złej obrony, co też przecież nie jest trudne do wyobrażenia, prawda?)
Nie wiem jak wyglądało postępowanie w sprawie XVII AmC 3996/12, ale sądząc po brzmieniu postanowienia, które zostało zakwestionowane -- mogło to właśnie tak wyglądać. Bo bijcie, zabijcie: moim zdaniem to nie ma nic wspólnego z żadnym postanowieniem niedozwolonym, tj. takim, które kształtują jego prawa i obowiązki w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami, rażąco naruszając jego interesy.

Komentarze (19)
I jeszcze parę uwag dot. "noweli... O rzekomym zajumaniu okładek...
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 |

bezczelna reklama:

Firma Prawnicza Lege Artis
www.LegeArtis.org

O mnie
Olgierd Rudak
Jesteś na stronie czasopisma internetowego "Lege Artis", które ukazywało się od 17 listopada 2006 r. do 16 maja 2014 r.
Najnowsze komentarze
2017-10-13 06:09
Gina Acampora:
O ochronie wizerunku złodziei
Nazywam się Gina Acampora i rozmawiam dzisiaj jako najszczęśliwszy człowiek na całym dzikim[...]
2017-10-10 01:40
jance:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
Witam wszystkich, Nazywam się Ketesha Frank, jestem z Alabama, Stanów Zjednoczonych, jestem tu,[...]
2017-10-05 19:48
ArturZpl:
Rekordowe odszkodowanie za spam
Teraz to też my będziemy mogli starać się o odszkodowanie. Szukając informacji na ten temat -[...]
2017-10-02 10:03
CARO CATO:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
¿Necesita dinero para iniciar un negocio propio ...? ¿Necesita dinero también pagar[...]
2017-09-04 13:15
Walls:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
Dobry dzień,   Jesteśmy prawowitym, renomowanym rządowym pożyczkodawcą. Jesteśmy firma[...]