We Wrocławiu na pl. Grunwaldzkim sprawdzają rowery
 Oceń wpis
   

Nextbike kanary naruszenie regulaminuTo też jest dobre: ponieważ operator Wrocławskiego Roweru Miejskiego (czyli spółka Nextbike Polska sp. z o.o.) liczy się chyba z jakimiś problemami z klientelą -- spółka zdecydowała się na powieszenie na niektórych stacjach plakatów przypominających o konieczności zgodnego z zasadami korzystania z usług ("Nie kombinuj! Kupuj karnet! Jedź legalnie!").

Mało tego: po ulicach będą chodzić wynajęte przez Nextbike patrole, ponieważ -- tu już pozwolę sobie zacytować specjalistę ds. marketingu z Nextbike (za portalem tuWroclaw.com) -- "w ramach przeciwdziałania łamaniu regulaminu firma m-bike [tu jest chyba błąd -- przyp. O.R.] zatrudniła kontrolerów WRM czyli mówiąc potocznie – kanarów. Osoba taka może w każdej chwili zatrzymać osobę poruszającą się na rowerze WRM i sprawdzić czy rower jest wypożyczony prawidłowo".

Proszę Państwa, to jest koncept! Furda jakieś tam państwowe przepisy o zatrzymaniu -- przeżytek! Oto lotne kontrole, które będą mogły "w każdej chwili" zatrzymać pedałującego na miejskim wielocypedzie -- dobry sposób na rozwiązanie każdego problemu.

Szczerze mówiąc to już nawet nie wiem czy się śmiać czy płakać. Chyba będę się śmiał, bo przy wynalazkach Mennicy ów pomysł jest po prostu bardzo śmieszny. Ot takie nasze Radio Erewań: we Wrocławiu, na placu Grunwaldzkim, sprawdzają rowery.

Komentarze (11)
Wyciek danych z Urbancard do warunkowego umorzenia
 Oceń wpis
   

Plakat Komitetu Wyborców Rafała Dutkiewicza

W sprawie wycieku danych osobowych z systemu Urbancard (i spamu wyborczego KWW Rafała Dutkiewicza) sprawy zaczynają się z wolna posuwać do przodu -- co oznacza, że być może wreszcie niedługo temat się zakończy ;-)

Dziś odbyła się kolejna rozprawa, na którą oskarżony przybył już z dwoma obrońcami, a każdy z nich wyraził ciekawą opinię.

A mianowicie (piszę z pamięci, bo nie notowałem, ale wszystko zajęło tak mało czasu, że nawet nie było co notować):

  • (obrońca nr 1): oskarżony ma zarzut przekroczenia uprawnień przez funkcjonariusza publicznego, jednak skoro nie miał on uprawnień do wglądu w dane z systemu Wrocławskiej Karty Miejskiej i nie mógł żądać przekazania mu pendraka od pracownicy, której powierzono obsługę danych, to -- zgodnie z logiką: brak uprawnień oznacza, że nie można przekroczyć uprawnień ;-) -- postępowanie powinno zostać umorzone ze względu na niepopełnienie przestępstwa (i taki też wniosek, oparty na art. 17 par. 1 pkt 1 i 2 kpk został złożony);
  • (obrońca nr 2): treść fraszek, do obejrzenia których zachęcała spamagitka, nie mogła nikogo urazić (tu Pan Mecenas zwrócił się nawet ku obecnym na sali pokrzywdzonym -- w liczbie dwóch osób ;-) więc czyn jest znikomo szkodliwy, co uzasadnia wniosek o coś-tam-coś-tam (o warunkowe umorzenie de facto).

Pozostałe strony postępowania (prokurator i oskarżyciele posiłkowi) poparli wniosek o warunkowe umorzenie postępowania (z roczną probacją), przeto sądowi nie pozostało nic innego jak postanowić o skierowaniu sprawy na posiedzenie w celu rozważenia możliwości warunkowego umorzenia postępowania (art. 339 par. 1 kpk).

Posiedzenie odbędzie się w dniu 23 listopada, a zatem prawie w okrągłą rocznicę wyborów municypalnych, w toku których oskarżony w tak doskonały sposób przysłużył się prezydentowi Wrocławia.

Komentarze (32)
O tajnej rządowej interpretacja prawa (za oceanem)
 Oceń wpis
   

US government refuses to unveil a secret interpretation of Patriot ActI jeszcze nawracając na sekundę do informacji publicznej (ale nie u nas): wydawca New York Timesa zdecydował się na pozwanie rządu federalnego, ponieważ... rząd waszyngtoński posługuje się tajną interpretacją Patriot Act i nie chce jej ujawnić.

Przyczynkiem wniesienia powództwa (na podstawie Freedom of Information Act z 1966 r.) jest przekonanie, że rząd federalny interpretuje kluczowe zasady tej niezwykle kontrowersyjnej ustawy w sposób odbiegający od powszechnej opinii. A skoro to rząd wyposażony jest w narzędzia nadane mu na mocy Patriot Act -- to powinien chociaż ujawnić ewentualne instrukcje dotyczące stosowania prawa. Z wnioskiem o ujawnienie tej interpretacji wystąpił reporter Charlie Savage, jednak pozwany Departament Sprawiedliwości odmówił -- wskazując, że interpretacja przepisów została objęta klauzulą tajności...

Patrząc na niedawne pierepałki z nowelizacją ustawy o dostępie do informacji publicznej -- albo z posłami, którzy konstytucyjnie muszą się spowiadać, ale nie ma siły, która by ich do tego zmusiła --  mógłbym rzec, że nie tylko my mamy problem z władzą, która uderzając w tony tajne/poufne gubi się w legalności i konstytucyjności preferowanych rozwiązań. Marne to jednak pocieszenie.

Komentarze (8)
O posłach, co się informacji publicznej nie kłaniają
 Oceń wpis
   

CZARNECKI -- ostatni na liście -- pierwszy w pracy

A teraz, kiedy już z grubsza wiadomo komu przyjdzie posiedzieć w (p)oślej ławce, warto sobie powiedzieć kim (nie) jest i czego (nie) musi poseł. Na przykładzie z księżyca wziętym.

Oto jeden z P.T. Czytelników Lege Artis, bazując na przepisach o informacji publicznej, zdecydował się zapytać jednego z posłów o koszty prowadzonej w lipcu -- a więc przed rozpoczęciem kampanii wyborczej -- "kampanii informacyjnej" (poseł zdecydował się na otwarcie okienka konsultacyjnego prawnego, o czym raczył poinformować obywateli z plakatów). Deputowany nie raczył odpowiedzieć, przeto ciekawski obywatel zdecydował się wnieść skargę na bezczynność do WSA, zarzucając m.in. naruszenie art. 61 ust. 1 i 2 Konstytucji RP.

art. 61 Konstytucji RP:
1. Obywatel ma prawo do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne. Prawo to obejmuje również uzyskiwanie informacji o działalności organów samorządu gospodarczego i zawodowego, a także innych osób oraz jednostek organizacyjnych w zakresie, w jakim wykonują one zadania władzy publicznej i gospodarują mieniem komunalnym lub majątkiem Skarbu Państwa.
2. Prawo do uzyskiwania informacji obejmuje dostęp do dokumentów oraz wstęp na posiedzenia kolegialnych organów władzy publicznej pochodzących z powszechnych wyborów, z możliwością rejestracji dźwięku lub obrazu.
3. Ograniczenie prawa, o którym mowa w ust. 1 i 2, może nastąpić wyłącznie ze względu na określone w ustawach ochronę wolności i praw innych osób i podmiotów gospodarczych oraz ochronę porządku publicznego, bezpieczeństwa lub ważnego interesu gospodarczego państwa.
4. Tryb udzielania informacji, o których mowa w ust. 1 i 2, określają ustawy, a w odniesieniu do Sejmu i Senatu ich regulaminy.
art. 4 ust. 1 ustawy o dostępie do informacji publicznej:
1. Obowiązane do udostępniania informacji publicznej są władze publiczne oraz inne podmioty wykonujące zadania publiczne, w szczególności:
  1)   organy władzy publicznej,
  2)   organy samorządów gospodarczych i zawodowych,
  3)   podmioty reprezentujące zgodnie z odrębnymi przepisami Skarb Państwa,
  4)   podmioty reprezentujące państwowe osoby prawne albo osoby prawne samorządu terytorialnego oraz podmioty reprezentujące inne państwowe jednostki organizacyjne albo jednostki organizacyjne samorządu terytorialnego,
  5)   podmioty reprezentujące inne osoby lub jednostki organizacyjne, które wykonują zadania publiczne lub dysponują majątkiem publicznym, oraz osoby prawne, w których Skarb Państwa, jednostki samorządu terytorialnego lub samorządu gospodarczego albo zawodowego mają pozycję dominującą w rozumieniu przepisów o ochronie konkurencji i konsumentów.
art. 1 ust. 2 ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora:
Posłowie i senatorowie powinni informować wyborców o swojej pracy i działalności organu, do którego zostali wybrani.
Ogólnie chodzi o ten przepis, w myśl którego każdy z nas ma konstytucyjne prawo do uzyskiwania informacji o działalności osób pełniących funkcje publiczne oraz o działalności organów władzy publicznej. Co się tłumaczy -- że pozwolę sobie zacytować artykuł Agaty Niżnik-Muchy "Problematyka zakresu przedmiotowego konstytucyjnego prawa do informacji publicznej" (CASUS 2008/2/15): "Charakter informacji, o której mowa w art. 61 ust 1 Konstytucji RP, będzie miała zawsze działalność publiczna osób wykonujących funkcje publiczne, tj. działalność wykonywana w ramach i w bezpośrednim związku z funkcjonowaniem określonej instytucji publicznej. Z kolei charakteru takiego nie będzie miała co do zasady sfera życia prywatnego tych osób, która pozostaje pod ochroną prawną w ramach konstytucyjnego prawa do prywatności"
Czyli jeśli poseł się żeni albo zmienia płeć, to jego sprawa; ale jeśli poseł -- zwłaszcza za pieniądze, które dostał z Kancelarii Sejmu -- prowadzi jakiś kącik porad prawych, to powinien się z tego wyspowiadać.

Co ciekawe Wojewódzki Sąd we Wrocławiu odrzucił skargę na bezczynność twierdząc, że poseł na Sejm RP nie jest obowiązany do udostępniania informacji publicznej (postanowienie z 28 września 2011 r., IV SAB/Wr 87/11).

A nie jest, ponieważ:

  • w momencie wejścia w życie ustawy o dostępie do informacji publicznej przepisy konstytucji utraciły przymiot samodzielnej podstawy do żądania takich informacji, zaś zgodnie z art. 8 ust. 2 konstytucję stosuje się bezpośrednio tylko o tyle, o ile ona sama nie stanowi inaczej;
  • natomiast wśród podmiotów podlegających przepisom ustawy nie wskazuje się (art. 4) posłów na sejm;
  • zaś ustawowy obowiązek "spoczywa na tych wszystkich, którzy są władzami publicznymi albo wykonują zadania publiczne";
  • zaś poseł na sejm "jest podmiotem wykonującym funkcje publiczne", co "wynika z samej istoty funkcji jaką jest sprawowanie mandatu, a więc sprawowanie zwierzchniej władzy przez Naród", ale nie jest podmiotem wykonującym zadania publiczne, więc "sąd zgadza się zatem ze stanowiskiem odpowiedzi na skargę, gdyż poseł nie jest organem administracji publicznej" (czy tylko ja mam wrażenie, że tu Wysoki Sąd kompletnie się pogubił w racjonalnym i logicznym wnioskowaniu??);
  • w dodatku kwestię informowania wyborców reguluje art. 1 ust. 2 ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora, zaś zgodnie z art. 1 p.p.s.a. poseł -- nie będąc organem administracji -- nie podlega kognicji sądów administracyjnych;
  • a zatem skoro "poseł aczkolwiek wykonuje funkcję publiczną, to nie realizuje zadań publicznych", wniosek należało potraktować tak, jak go potraktowano.

W pierwszym odruchu: zdębiałem. Po namyśle -- zbaraniałem.

Najbardziej rzuca się w oczy argumentacja o tym jakoby ustawa "wyłączała" konstytucję: w art. 61 ust. 1 konstytucji piszą wprawdzie o osobach pełniących funkcje publiczne, o czym w ustawie się już nie wspomina (zgodnie z art. 4 ust. 1 ustawy podlegają jej władze publiczne i podmioty wykonujące zadania publiczne), co pozwala sądowi na zbudowanie dość karkołomnej łamigłówki.
Pogląd taki jest oczywiście o tyle błędny, o ile treść ustawy nie może derogować jakiegoś prawa konstytucyjnego -- jeśli taki byłby jej skutek, natychmiast powinien zająć się nią Trybunał Konstytucyjny, i nie pomogłaby tu nawet możliwość ograniczenia prawa do informacji publicznej (art. 61 ust. 3 konstytucji).

Tu akurat sąd kompletnie nie ma racji: skoro w rozdziale poświęconym prawom obywatelskim -- dostęp do informacji publicznej jest przecież jednym z praw politycznych -- mowa jest o kontroli osób pełniących funkcje publiczne, i skoro funkcja posła na sejm jest funkcja publiczną -- to żadna ustawa nie może ograniczać prawa do żądania informacji o tym na co poseł wydaje poselskie pieniądze.
A jeśli nawet nie jest to w ustawie o dostępie do informacji publicznej -- u licha, z art. 61 ust. 4 nie wynika, że to musi być jedna ustawa (i nie jest!) -- i nie ma o tym niczego w żadnej innej ustawie (bo nie rozśmieszajcie mnie lakoniczną deklaracją w art. 1 ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora) -- to nie oznacza, że nasze konstytucyjne prawo umarło. Tu sąd się myli i to aż czytać hadko...

Czy to oznacza, że nie ma bata na bezczynność posła, który ignoruje jego konstytucyjną powinność, który ma w głębokim poważaniu ustawę o wykonywaniu mandatu i nie chce dobrowolnie wyspowiadać się z tego, co robi? Czy faktycznie jest tak, że skoro poseł nie jest organem administracji (bo nie jest), to jego bezczynność nie może zostać poddana ocenie sądu -- bo art. 1 p.p.s.a. mówi co mówi?

Moim zdaniem: i tak, i nie tak, ale nie z przyczyn, o których pisze sąd.
Otóż mnie się wydaje (temat do dyskusji), że ustawa prawo o postępowaniu przed sądami administracyjnymi ma zastosowanie w sprawach dotyczących informacji publicznej nie dlatego, że coś takiego wynika z jej art. 1, lecz dlatego, że chce tego art. 21 ustawy o dostępie do informacji publicznej. Zatem możliwość wniesienia skargi na bezczynność do sądu administracyjnego nie wynika z tego, że zobowiązanym będzie organ administracji (bo przecież podmiot dysponujący majątkiem publicznym też nie jest organem administracji), lecz wyłącznie z tego, że wśród podmiotów wskazanych w art. 4 ustawy o IP faktycznie nie ma posłów i senatorów.
O przymuszeniu -- sądowym, albo poprzez skargę do marszałka stosownej izby -- nie ma w żadnej innej ustawie.

Czyli: konstytucyjny obowiązek spowiedzi z tego jak wydawane są nasze pieniążki na piastunach mandatu niewątpliwie spoczywa, ale jak się zaprą -- nie ma sposobu na zmuszenie ich do udzielenia informacji.

To bardzo chytry (i bardzo skuteczny) zabieg ze strony naszych posłów i senatorów: macie tu konstytucję i swoje prawa i wolności, macie nawet jakieś tam sposoby dochodzenia swoich praw politycznych -- ale od nas ręce precz.
I chyba faktycznie: dopóki nie napiszą w jakiejś ustawie jaki jest sposób przymuszenia posła do udzielenia odpowiedzi, nie ma co się szarpać.


PS po namyśle stwierdzam: skargi kasacyjnej wnosić nie ma co. I nie dlatego, że sąd się pomylił, bo w sumie chyba jednak ma rację -- stąd zresztą odrzucenie skargi, a nie oddalenie (jakby oddalił, to byłaby inna para kaloszy).

Komentarze (12)
O wyższości ordynacji większościowej nad proporcjonalną
 Oceń wpis
   

CZARNECKI -- ostatni na liście -- pierwszy w pracy

Zapowiedziałem niedawno tekst dydaktyczno-indoktrynacyjny, ale mi się nie chce. Ileż to razy mogę pisać co myślę o łże-liberałach (którzy już nawet nie udają liberałów) albo że nie podoba mi się PiS.

Dziś znów będzie o wyższości ordynacji większościowej i okręgach jednomandatowych nad proporcjonalno-zbiorową nie-odpowiedzialnością partii politycznych -- a także o tym jakże to najmniej szczęśliwy przymiotnik wpłynie na wypaczenie mojego niedzielnego głosu.

Patrząc na listy kandydatów do sejmu w moim okręgu muszę przyznać, że osobiście miałem możliwość poznać i polubić dwóch kandydatów z listy... Prawa i Sprawiedliwości. I jakby przyszło mi wybierać w wyborach, gdzie głosuje się na nazwisko, pewnie najpoważniej zastanowiłbym się przy nazwisku dr Andrzeja Jarocha. Raz, że kajtkiem będąc działałem w tej samej strukturze (o czym kandydat orwellowsko przemilcza: jego polityczny biogram zaczyna się w 1998 r.), dwa, że nawet głosowałem nań wówczas, gdy objął mandat senatorski (a także później, gdy przegrał z kandydatem Misiakiem).
Alternatywnie (przyczepić się nie mam do czego, bo Jaroch nie miał szans zagłosować ani za "wrzutką Rockiego" -- jak uczynił to prof. Leon Kieres, na którego też kiedyś głosowałem...) mógłbym poprzeć Mirkę Stachowiak-Różecką -- ale sam nie wiem...

No ale dane mi nie będzie: głosując na kogokolwiek z nich tak naprawdę udzieliłbym poparcia Dawidowi Jackiewiczowi albo Kazimierzowi Michałowi Ujazdowskiemu (brrrr...) -- więc dziękuję, postoję. Niech PiS ma reprezentację w Izbie Poselskiej, ale niech to będzie reprezentacja sensowna i w miarę stabilna (dr Jaroch), a nie megalabilna (dr Ujazdowski).

Stąd mój głos dostanie pani Maja Podolska, której nie znam i w zasadzie nie umiem o niej nic powiedzieć, ale startuje ze słusznej z dzisiejszego mojego punktu widzenia listy, co w przypadku wyborów proporcjonalnych jest ważniejsze (moja prywatna zasada mówi, że jeśli nie mam "swojego" kandydata, to głosuję na kobietę). I niech mandat dostaje kto chce.

Tyle o Izbie Poselskiej i meandrach wyborów proporcjonalnych w okręgach wielomandatowych.

Śmiesznie jest z Senatem: w jednym z dwóch wrocławskich okręgów (moim) mamy tylko 3 kandydatów: Platforma wystawiła prof. Kieresa, który mojego głosu nie dostanie, choćby dlatego, że zagłosował za osławionym art. 5a. Komitet Dutkiewicza wystawił Jarosława Obremskiego, więc na niego nie zagłosuję, bo skoro ledwie co chciał być (i został) wiceprezydentem Wrocławia, to nie zmieniajmy tego aż tak szybko. Zaś Kornel Morawiecki wystawił sam siebie. Więc w wyborach do Senatu oddam głos nieważny.
Czyli paradoksalnie: mimo jednomandatowego okręgu i ordynacji większościowej nie mam na kogo zagłosować.

(Na marginesie: do listy moich postulatów ustrojowych dopisuję głos ważny niewybierający -- i obowiązek uzyskania co najmniej 40% głosów w danym okręgu dla objęcia mandatu. W takim przypadku można by skutecznie głosować przeciwko wszystkim kandydatom -- a jeśli żaden z nich nie uzyskałby owych 40% głosów, mandat pozostałby nieobsadzony do końca kadencji... Cóż za szansa na oszczędności!)

I na zakończenie: uprzejmie proszę P.T. Czytelników o przestrzeganie ciszy wyborczej -- już od północy, za 13 godzin. Art. 498 kodeksu wyborczego obowiązuje, a dodam, że znany mi jest przypadek co najmniej jednego z Czytelników Lege Artis, który został ukarany za wpis na forum internetowym poczyniony właśnie po zakończeniu kampanii.
A więc od soboty możemy co najwyżej utyskiwać na samą ciszę wyborczą, czyli jaka to głupota jest.

Komentarze (32)
4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-02-05 11:27
tojaileśtamzrzędu:
"Słynne masło roślinne"
@Olgierd Troszkę offtopic. Olgierd zauważyłem ostatnio, że się zaniedbujesz, mało piszesz tych[...]
2012-02-04 16:01
ccichy:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Jezeli firma nie poinformowała o możliwości odstąpienia od umowy i nie zostawiła blankietu, to[...]
2012-02-04 15:48
ccichy:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Po polsku GŁUPI JASIU ZE WSI to się mówi -polska telekomunikacja. Jezeli odwrotnie to[...]
2012-02-04 11:51
Trzydziestoparolatek:
"Słynne masło roślinne"
Echh, wspomnienia. Uwielbialem ten smak w dziecinstwie. Rodzice cuda robili, zebym tego nie[...]
2012-02-02 10:50
howk:
Do 2 lat za podłączanie się do cudzych hotspotów
W sumie to wysyłanie niezabezpieczonego sygnału po za mury swojego mieszkania to to samo co[...]
2012-02-01 22:39
323dtrastfsc:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Ta firma jeszcze istnieje?
2012-02-01 10:34
smalcożerca:
"Słynne masło roślinne"
Polecam jeszcze ten artykuł http://wyborcza.pl/1,76842,6279638,Bambus_w_szynce.html
2012-02-01 10:08
smalcożerca:
"Słynne masło roślinne"
Wydaje mi się, że jak zostało to już wspomniane, nazwa "Masło roślinne" jest nazwą własną[...]
2012-01-31 20:56
kazn:
"Słynne masło roślinne"
@mmm777 Rozumiem, że tradycją handlową i zdroworozsądkową nazywasz po prostu oszustwa. @Lenon[...]
2012-01-31 17:13
kubia:
Opinie prawne ws. zmian w OFE to informacja publiczna
ciąg dalszy, czy dobrze rozumiem że nsa odwróciło wyrok?[...]
2012-01-31 15:06
Lenon Zawodowiec:
"Słynne masło roślinne"
Ja myślę, że geneza masła roślinnego jest nieco inna - masło to olej. Masło roślinne - to w[...]
2012-01-31 14:21
mmm777:
"Słynne masło roślinne"
@Piotr z Warszawy Bardzo byś chciał innych zanudzić... Jest to po prostu tradycja handlowa,[...]
2012-01-31 11:09
Piotr z Warszawy:
"Słynne masło roślinne"
Można sobie deliberować na temat masła roślinnego, lokat w złoto czy też innych świnek morskich[...]
2012-01-30 23:23
mmm777:
"Słynne masło roślinne"
Olgierdowi się nudzi.... Kotlety sojowe schabowe:[...]
2012-01-30 22:24
ktostamjakis:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
a pewnie, że odsyłają, przecież jak ktoś umieści jeden, dwa pliki a ściągnięcia są znikome lub[...]
2012-01-30 22:02
infolinka:
"Słynne masło roślinne"
Masło Roślinne za czasów mojego dzieciństwa, czyli jakieś 35 lat temu, moja ciocia emerytka[...]
2012-01-30 19:22
homo homini:
"Słynne masło roślinne"
Ale o co Sz.P. Olgierdowi chodzi właściwie? Jam człek na tyle wiekowy, że masło roślinne[...]
2012-01-30 16:57
bibong:
"Słynne masło roślinne"
A do tego piwo bezalkoholowe i schabowy z indyka. A Olgierd chyba czepia się użycia słów[...]
2012-01-30 14:51
PPM:
Tańczyć z diabłem przy świetle księżyca
niewinną umową dotyczącą obrzydliwego podrabiania przemysłowych znaków towarowych (i nie mającą[...]
2012-01-30 14:00
Daeris:
"Słynne masło roślinne"
Jak przez mgłę pamiętam, że gdy na studiach (Żywienie Człowieka na SGGW w Warszawie) mieliśmy[...]
2012-01-30 12:53
sędzia - ona:
"Słynne masło roślinne"
Może i Olgierd się czepia, ale ma rację, bo nazwa "masło" jest zastrzeżona dla produktów -[...]
2012-01-30 11:34
raj001:
"Słynne masło roślinne"
Moge tylko potwierdzic wpisy innych komentujących, że sie czepiasz. Może Tobie akurat ta nazwa[...]
2012-01-30 09:52
Piotr z Warszawy:
"Słynne masło roślinne"
@olgierd Czepiasz się :). Tak samo jak "masło śmietaknowe" ma zawartość tłuszczu ok 60%[...]
2012-01-30 09:43
masło roślinne:
"Słynne masło roślinne"
Przecież jest wyraźnie napisane, że roślinne i nie sądzę, aby ktokolwiek się pomylił i wziął to[...]
2012-01-30 09:05
Pierre do Le ...:
O naprutych winem autorach Pisma Świętego
@karzeł reakcji: Mowisz o zakonie Krzyzackim? Chm, nie pamietam tylko jakim to wyrokiem sie[...]