Jasio żąda: niech Muzeum odda plagiat jego obrazu
 Oceń wpis
   

Wpadł dziś do mnie mój 11-letni sąsiad i podrzucił kopię listu, który wysłał do Muzeum Narodowego w Warszawie. W skrócie -- Jaś ma certyfikat autorstwa na pewien utwór, zaś w zbiorach Muzeum znajduje się żywy plagiat jego dzieła.
Poczytajcie zresztą sami:

 

do Dyrektora Muzeum Narodowego w Warszawie,

Drogi Panie Dyrektorze,
Zwracam się do Pana w sprawie bezprawnego przechowywania w zbiorach MNW plagiatu mojego obrazu pt. "Wielka beka pod Grunwaldem". Jak może Pan się dowiedzieć,
utwór ten jest mojego autorstwa, na co posiadam stosowny certyfikat wystawiony przez spółkę Authalia.com sp. z o.o. przy udziale partnera, Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych.

Zgodnie z deklaracjami moc takiego certyfikatu jest równorzędna dacie pewnej potwierdzonej przez notariusza, zatem skutkiem uzyskania takiego dokumentu jest powstanie nieusuwalnej pewności co do mojego autorstwa i moich praw do utworu.

Patrząc na udostępniony publiczności obraz niejakiego Jana Matejki "Bitwa pod Grunwaldem" dostrzegam -- cóż za koincydencja -- uderzające podobieństwo do mojego obrazu, który jest chroniony w 164 krajach na całym świecie.

W związku z powyższym uprzejmie proszę o bezzwłoczne wycofanie obrazu będącego plagiatem z ekspozycji oraz wydanie mi jego egzemplarza. W przeciwnym razie będę zmuszony zgłosić Muzeum do Authalii, za co otrzymam 100000 punktów.

Z poważaniem, Jaś Majetko

 

PS1 Sławek Wilk postawił ciekawe pytanie: dlaczego listele z zawoalowanymi zapowiedziami pozwu Authalia kieruje także do PWPW SA? To faktycznie interesujące; ja natomiast poprosiłem rzecznika tego przedsiębiorstwa o wyjaśnienia -- jakie jest stanowisko Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych SA wobec faktu, że dzięki jej usłudze Jaś Majetko mógł zrobić co zrobił? Jak tylko uzyskam odpowiedź (a wierzę, że uzyskam -- tym razem poprosiłem o wypowiedź pisemną, żeby nie było wątpliwości...), podzielę się tą wiedzą z Wami.

PS2 a teraz jeszcze lepsze. Dostałem dziś kolejnego listela od Pana z Authalii. Poproszono mnie o zachowanie jego treści w tajemnicy, co uczynię. Dość jednak rzec, że jego treść i forma jest zdumiewająca...
... mogę jednak udzielić za pośrednictwem Lege Artis odpowiedzi. Panie Wojtku, tak się po prostu nie da.

Komentarze (57)
Jaś Majetko, "Wielka beka pod Grunwaldem"
 Oceń wpis
   

Jaś Majetko, Wielka beka pod GrunwaldemOdwiedził mnie dziś mój 11-letni sąsiad, Jaś Majetko. Chłopak niezwykle zdolny i inteligentny.
Jaś namalował obraz, który nazwał "Wielka beka pod Grunwaldem". A ponieważ obawia się, że koledzy z dzielni zajumają mu jego twórczość -- a słyszał ode mnie o Authalii -- namówił mnie na pożyczenie mu komputera i wspólne przejście procesu rejestracji utworu.

Wybraliśmy Certyfikat Autorstwa III stopnia (CA3) za 2,40 zł (Jaś jako chłopak bez przychodów oraz -- nie bójmy się tego słowa -- bez zdolności do czynności prawnych, poprosił mnie, bym pożyczył mu na to kasę).
Formularz rejestracyjny okazał się więcej niż prosty: w zasadzie wymaga się tylko podania imienia i nazwiska lub pseudonimu oraz wskazania utworu.

Jaś Majetko, Wielka beka pod Grunwaldem, rejstracja w Authalia

Po wypełnieniu wszystkiego co trzeba system przeniósł nas do potwierdzenia warunków transakcji. Tu Jaś Majetko miał pierwszą nauczkę: w świecie dorosłych 2,40 zł może równie dobrze okazać się 6,10 zł (czyli 5 zł plus VAT). Przynajmniej tyle Authalia.com policzyła sobie za certyfikat, który dwie strony wcześniej zaoferowano mi za 2,40!

w Authalii 2,40 to w sumie 6,10

Po kliknięciu w "wykonaj płatność" przeniosło nas na stronę Płatności.pl, gdzie zostaliśmy poproszeni o wysłanie esemesa premium o ściśle określonej (i dość skomplikowanej treści) na numer 7568. Przypomnijmy: zapłata esemesem wynosiła 6,10 złotych -- za certyfikat, który Authalia obiecała sprzedać za 2,40, ale ponieważ była to opłata za uzyskanie Certyfikatu Autorstwa (pamiętacie: data pewna, więc lepiej niż u notariusza), więc warto było. Zwłaszcza, że Jaś obiecał, że weźmie od mamy tę kasę i mi odda.

Authalia opłata za certyfikat autorstwa

Po wykonaniu tej operacji wyświetliło się wspaniałe podziękowanie za skorzystanie z usług ("Twoja aktywacja zakończyła się pomyślnie"). Po raz kolejny przypomniano nam też, że opłata za uzyskanie Certyfikatu Autorstwa wyniosła 6,10 zł, a kaskę otrzymał sklep authalia.com.

wielka beka pod grunwaldem, potwierdzenie płatnościJasiu Majetko się jednak naprawdę bardzo ucieszył, a to dlatego, że na kolejnym ekranie był już upragniony ceryfikat autorstwa, który zaświadczał (pamiętacie: dokument urzędowy, lepiej niż notariusz, każdy sąd to potraktuje bardzo poważnie), że Jaś Majetko jest autorem dzieła "Wielka beka pod Grunwaldem".

Certyfikat jest bardzo dostojny, wygląda prawie jak przedwojenne obligacje (oto zrzut ekranu, troszkę niżej będzie link do całego certyfikatu):

wielka beka pod grunwaldem certyfikat autorstwa

zaś Authalia przysyła na pocztę aż trzy linki:

Link do Certyfikatu w wersji elektronicznej: http://authalia.com/upload/getcertificatebyfilename/filename/29aa28738833f9ad6b8b3f8987030a7bd9cabb77/electronic/true/ (tu jest po prostu plik html z certyfikatem).

Stąd możesz pobrać certyfikat w formie PDF (do wydruku):
http://authalia.com/upload/getcertificatebyfilename/filename/29aa28738833f9ad6b8b3f8987030a7bd9cabb77/electronic/false/ (tu można sobie pociągnąć PDFa z certyfikatem -- na wszelki wypadek zamieściłem go też w swojej własnej skarbnicy ciekawostek).

Oto poświadczenie elektroniczne oznakowania czasem: http://authalia.com/upload/getproofbyfilename/filename/29aa28738833f9ad6b8b3f8987030a7bd9cabb77/ (a tu jest jakiś plik tar.gz -- czuję, że dla wielu internautów rozszerzenie to samo w sobie wygląda dość tajemniczo...)

 

Reasumując: 11-letni Jaś Majetko, dzieciak bez zdolności do czynności prawnych, bez pieniędzy, z pożyczoną komórką, oświadczył sobie, że jest autorem utworu o tytule "Wielka beka pod Grunwaldem". W tym celu zamówił Certyfikat Autorstwa III stopnia (CA3) w serwisie Authalia.com o wartości 2,40 zł, za który zapłacił 6,10 zł (z podatkiem VAT).
Po kilku minutach otrzymał certyfikat, który -- będę cytował Bartka Dymeckiego -- oznacza, że "kluczem jest to, że certyfikat “wywołuje skutki prawne daty pewnej” (Art. 7.2 Ustawy o podpisie elektronicznym). To oznacza, że dokument ma bardzo poważną rangę", w dodatku "Dokument wystawia PWPW S.A., która działając na mocy upoważnienia Ministra Gospodarki wydaje poświadczenia o oznakowaniu czasem. Wystawia go więc państwowa jednostka organizacyjna. Z Kodeksu Cywilnego wynika, że dokument z datą pewną, powstały w wyniku oznaczenia go czasem musi być dokumentem urzędowym!", a jakby ktoś miał wątpliwości, to warto pamiętać, iż "Poświadczenie daty rejestracji utworu jest tak pewne, jak jego poświadczenie przez notariusza. Tutaj definicja daty pewnej. Certyfikat jest więc dokumentem potwierdzającym, że w dniu tym, a tym określony utwór został zarejestrowany przez pana Jana Kowalskiego. W sporze z osobami naruszającymi prawa pana Kowalskiego, będzie on posiadać żelazny dowód" -- a to wszystko, pamiętajcie, w 164 krajach. 

Wprawdzie ja mam wrażenie, że jakby 11-letni Jaś Majetko przyszedł do notariusza, to ten najsamprzód sprawdziłby jego dowód osobisty (zdolność do czynności prawnych!), następnie obejrzał tę jego "Wielką bekę pod Grunwaldem", poprosił o numer telefonu do rodziców, przedzwoniłby po mamę Jasia -- i z głowy. Ale ja się nie znam.

Proszę Państwa, oto Jaś Majetko i "Wielka beka pod Grunwaldem"! Enjoy it!

Jan Matejko, Bitwa pod Grunwaldem

PS zainteresowanych tematem a nie będących na bieżąco Czytelników odsyłam do wcześniejszych tekstów: Authalia.com -- czyli kup pan patent na utwór, Authalia.com prostuje i zarzuca Lege Artis nierzetelność, Urwali się jak bombka z choinki, Błędy i nieścisłości w modelu prawnym Authalia, Jak to z tym "partnerstwem" czy "patronatem" było, Stowarzyszenie Authalia.org już bez nadzoru MKiDN.

Komentarze (115)
Stowarzyszenie Authalia.org już bez nadzoru MKiDN
 Oceń wpis
   

Wracając na chwilkę do sprawy Stowarzyszenia Authalia.org, które nie ma statusu organizacji zbiorowego zarządzania -- ale uzurpuje sobie ten fakt na podstawie przesłanek, które wielkiego znaczenia nie mają (jeszcze raz odsyłam do pewnego Niewiarygodnego Blogera) -- przypomnijmy, że zdaniem Panów z Authalii status ozz wynika z faktu wpisania w rejestrze sądowym (KRS) Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego jako organu nadzoru nad stowarzyszeniem (co jest jedną z wielu bzdur) -- warto wspomnieć o postanowieniu SR w Olsztynie VIII Wydział Gospodarczy KRS z 21 grudnia 2009 r.

tu można zapoznać się z treścią postanowienia Sądu Rejonowego w Olsztynie w sprawie Stowarzyszenia Authalia.orgOtóż postanowieniem tym (jak sądzę nadal nieprawomocnym) sąd wykreślił MKiDN jako organ nadzoru nad Stowarzyszeniem Authalia.org i wpisał Starostę Powiatu Olsztyńskiego.
Oto twardy dowód (za udostępnienie postanowienia dziękuję Departamentowi Prawnemu MKiDN):

postanowienie KRS ws. Authalia.org

W uzasadnieniu (zachęcam do lektury dokumentu) sąd zwrócił uwagę, iż zgodnie z art. 104 ust. 2 pkt 2 pr.aut. podjęcie przez stowarzyszenie działalności w zakresie organizacji zbiorowego zarządzania wymaga zezwolenia ministra właściwego ds. kultury, a jest ono wydawane po spełnieniu przez organizację kumulatywnie wszystkich przesłanek określonych w ustawie.

Tymczasem MKiDN zezwolenia takiego nie wydało (ba, jak wiemy -- Stowarzyszenie Authalia.org nawet go nie złożyło...), co pozwoliło sądowi na konstatację, iż "w chwili obecnej Stowarzyszenie Authalia.org nie jest organizacją zbiorowego zarządzania prawami autorskimi w rozumieniu ustawy".

Oto i to, co było dla każdego rozsądnego człowieka oczywistą oczywistością, zostało napisane czarno na białym przez sąd -- ten sam sąd, który zdaniem Panów z Authalii udzielił im deus ex machina statusu ozz.
Ciekawym co na to Authalia oraz Kupiony Bloger?
Ba, ciekawym nawet jak PWPW SA zapatruje się na fakt, że są/nie są "partnerem" (vel "partnerem technologicznym") przedsięwzięcia, które ma takie problemy z rozsądnym osądem stanu prawnego?

PS zainteresowanych tematem odsyłam do kolejnych tekstów: Urwali się jak bombka z choinki, Błędy i nieścisłości w modelu prawnym Authalia, Jak to z tym "partnerstwem" czy "patronatem" było, Jaś Majetko, "Wielka beka pod Grunwaldem".

Komentarze (18)
Jak to z tym "partnerstwem" czy "patronatem" było
 Oceń wpis
   

Temat Authalii już mnie muli, ale ponieważ zostałem dziś poproszony przez rzecznika prasowego PWPW SA o zmianę jednego słowa w tekście, w którym odnosiłem się do jego wypowiedzi -- czuję się w obowiązku wyjaśnić ostatnie niedopowiedzenia (BTW spór o "partnerstwo" czy "patronat" PWPW jest w sprawie maksymalnie nieistotny, acz urósł do rangi sam już nie wiem czego):

  • zacznijmy od nieszczęsnego sformułowania "partner" vel "patron" jakim zamiennie posługiwałem się w tekście. I owszem, na stronie Authalii sformułowanie o "patronacie" się nie pojawia (ale czy ja napisałem, że ktoś używa tego pojęcia??!), natomiast sposób wyeksponowania udziału PWPW SA oraz jego logo nauthalia w googlea stronie projektu może wskazywać, że twórcy programu wiążą z tym faktem szczególne nadzieje (popatrzcie też co wyświetla się w wyszukiwarce Google po wpisaniu frazy "authalia").
    I owszem, patronatu nie ma, tak jak i nikomu nie wkładałem tego słowa w usta (inteligentni Czytelnicy LA pojmą aluzję do poprawki w poprzednim tekście...);
  • o treści pytania jakie wysłałem do marketingu PWPW już pisałem, ale może powtórzę, że zwracałem uwagę na fakt, iż "Na stronie Authalia.com PWPW SA jest określona jako jej partner. W mojej ocenie określenie PWPW SA mianem partnera serwisu Authalia.com jest istotnym czynnikiem marketingowym, dającym mu całkiem wymierną przewagę rynkową."
    Nie jest zatem tak, jakby chcieli tego Państwo z Authalii, iż "Pan Olgierd Rudak tworząc tekst poszedł na łatwiznę i zapytał telefonicznie rzecznika PWPW S.A. czy są oni patronem Authalii. Pan Rudak wykazał się sporymi umiejętnościami manipulacyjnymi, ponieważ aby uzyskać odpowiedź potwierdzającą jego własne stanowisko, zapytał PWPW S.A. o coś (patronat), co oczywiście prawdą nie jest".
    Ani nie pytałem telefonicznie (odpowiedź uzyskałem w ten sposób), ani nie pytałem o patronat, ani też nie można powiedzieć, iżby pytanie mogło kogokolwiek z PWPW zaskoczyć (minęło kilka dni między wysłaniem listela do marketingu a kontaktem od rzecznika prasowego);
  • pisemna wypowiedź rzecznika prasowego PWPW SA jest dość jasna i do mnie przemawia w dość wyraźny sposób:
    "Chciałbym oświadczyć, że Sigillum PCCE - jedna z marek produktowych Polskiej Wytwórni Papierów Wartosciowych SA - jest partnerem technologicznym projektu Authalia.com. Zgodziliśmy się na wykorzystanie logotypu Sigillum PCCE oraz określenie "Parnter technologiczny", bo odpowiada ono naszemu rzeczywistemu zaangażowaniu w projekt. W zakres usług świadczonych przez Sigillum PCCE  na rzecz Authalia.com wchodzi znakowanie czasem oraz przechowywanie utwórów w bezpiecznym e-Archiwum. 
    PWPW nie jest w żadnym wypadku patronem ani udziałowcem tego projektu, tzn. nie odpowiadamy za cele biznesowe, do których wykorzystywane są nasze e-produkty, odpowiadamy jedynie przed Klientem za ich technologiczną sprawność i funkcjonalność."
  • w mojej ocenie (celowo stawiam nową kropkę, by oddzielić moją ocenę od cytatu) oznacza to ni mniej (i ni więcej!) jak tyle, że Authalia.com korzysta z usług (technologii) PWPW, więc PWPW jest partnerem w zakresie technologii. Ale nie całe PWPW, lecz wyłącznie należąca (niewydzielona) marka Sigillum PCE.
    To troszkę jak z Lege Artis, które korzysta z usług takich przedsiębiorstw jak PTK Centertel, Toshiba, Nokia czy P4 sp. z o.o. No dobrze, Authalia.com ma w umowie zezwolenie na wykorzystanie logo Sigillum PCE oraz określenie "partner technologiczny".
    Z ostrożności procesowej moje własne zdanie pokrywa się z cytowaną wypowiedzią;
  • sposób prezentacji logo PWPW SA oraz górnolotna wzmianka o pozycji tego przedsiębiorstwa (plus nazywanie spółki prawa handlowego "państwową jednostką organizacyjną"), w mojej ocenie, ma zbudować w użytkownikach odczucie, iż oto jest między PWPW SA a Authalia.com sp. z o.o. "coś więcej" (to takie dodawanie sobie wiarygodności na podstawie wiarygodności innego podmiotu).
    Tymczasem trzeba to sobie jednoznacznie wyjaśnić: Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych nie wnika w stronę biznesową programu Authalia, nie jest udziałowcem, nie jest patronem przedsięwzięcia. Są kontrahentem w takim zakresie, w jakim jest nim każdy, kto na podstawie jakiejkolwiek umowy dostarcza technologię (informatycy lubią o tym mówić "powered by"; coś takiego jak Lege Artis is powered by kodeks cywilny i ustawę o prawie autorskim i prawach pochodnych).

I to by chyba było na tyle.

Komentarze (9)
Błędy i nieścisłości w modelu prawnym Authalia
 Oceń wpis
   

Authalia mówi, że pomysł to też utwórPo ostatniej serii tekstów poświęconych serwisowi Authalia.com oraz Stowarzyszeniu Authalia.org otrzymałem (mimo Świąt ;-) trochę korespondencji, w którym powtarzało się jedno dość zasadnicze pytanie: ale co właściwie można powiedzieć o core tego biznesu? Może bowiem -- pomijając zapewnienia o "partnerstwie PWPW" oraz zmyślony status organizacji zbiorowego zarządzania -- cała impreza ma jakiś sens?

Spieszę P.T. Czytelników zapewnić, że im głębiej w to wchodzę oraz im więcej czytam Niewiarygodnego Blogera -- tym bardziej widzę, że przy założeniach organizatorów imprezy to po prostu nie ma sensu.

Model biznesowy spółki Autalia opiera się na formule, którą można streścić w następujący sposób: ponieważ nie ma oficjalnych narzędzi pozwalających na przedstawienie wiarygodnego dowodu autorstwa, będzie nim znakowanie czasem oświadczenia woli, co zapewnia datę pewną, a taki dokument ("urzędowy") to dowód praw autorskich.
Niestety, przedstawiany tok rozumowania trzyma się kupy równie mocno, jak pomysł, iżby o powstaniu organizacji zbiorowego zarządzania decydowała treść wpisu do KRS ;-)
Teraz będzie w punktach:

  • czy data pewna równa jest powstaniu dokumentu urzędowego? Jak napisał Bartłomiej Dymecki "Z Kodeksu Cywilnego wynika, że dokument z datą pewną, powstały w wyniku oznaczenia go czasem musi być dokumentem urzędowym!" Na poparcie tej karkołomnej tezy linkuje nawet do tekstu Aśki Jóźwiny (pozdrawiam!), którego z pewnością nawet nie przeczytał ani on sam, ani nie przeczytali jego komilitoni. Jakby przeczytali, znaleźliby w nim zdanie "Kwalifikowane podmioty, które świadczą usługi znakowania czasem, są podmiotami prywatnymi, wobec czego oznakowane czasem dokumenty nie mają charakteru dokumentów urzędowych";
  • o co w ogóle chodzi z tym dokumentem urzędowym? Zgodnie z kodeksem postępowania cywilnego dokumenty dzielimy na dwa rodzaje: prywatne, czyli takie, z których wynika, że osoba, która się pod dokumentem podpisała oświadczyła to i to (oświadczenie to w żadnym przypadku nie musi być prawdziwe -- art. 245 kpc) oraz dokumenty urzędowe -- sporządzone na podstawie stosownych przepisów przez właściwe organy państwowe. Wytworzenie takiego dokumentu stanowi wiarygodny -- acz wcale wzruszalny (art. 252 kpc) dowód na to, co zostało w treści dokumentu zaświadczone (art. 244 kpc);
  • tu mała dygresja: gdyby było tak, jak chce tego Authalia, gdyby dokument prywatny opatrzony datą pewną stawał się dokumentem urzędowym, łatwo wyobrazić sobie następującą sytuację: jeszcze jutro wsiadam w Intercity do Warszawy, pojawiam się w Kancelarii Prezydenta, w której składam pismo (z kopią) o treści "od jutra Olgierd Rudak jest Prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej". Z chwilą potwierdzenia odbioru na kopii dokument ten zostaje opatrzony datą pewną, zatem -- zgodnie z authaliową wizją prawa -- staje się dokumentem urzędowym... a dalej to już wiecie co ;-)
  • wniosek jest zatem prosty: wszystko co może zaproponować Authalia (przy pomocy swojego partnera technologicznego, czyli Sigillum), to oznakowany czasem (poprzez złożenie e-podpisu) dokument prywatny, z którego będzie wyniało, że Authalia.com sp. z o.o. mówi, że Pan Jan Kowalski (byle nie ten Jan Kowalskioznajmił, że jest autorem jakiegoś utworu.
    Popatrzcie dobrze: e-podpisem dysponuje Authalia, zatem nie będzie można nawet powiedzieć, iżby oświadczenie tego rodzaju składał jej klient (ta okoliczność może akurat być udowodniona pośrednio). Zaś pewność daty (ale też do podważenia!!!) odnosić się będzie właśnie tylko i wyłącznie do... daty złożenia tego oświadczenia;
  • dokumentem urzędowym na "potwierdzenie autorstwa" byłoby wyłącznie zaświadczenie od (nieistniejącego) Urzędu ds. Potwierdzania Autorstwa Utworów (bądź przez Urząd Patentowy RP, gdyby sprawy te oddano jemu do dyspozycji). Wszelkie inne zaświadczenia, dokumenty, klauzule, etc. są wyłącznie dowodem pośrednim, bez względu na to, czy wynikają z czynności prawnej dwustronnej, z dokumentu opatrzonego datą pewną czy z czegokolwiek innego;
  • kompletnym absurdem jest odwoływanie się do notariusza, na którym rzekomo można w ten sposób zaoszczędzić. Notariusz w żadnym przypadku nie jest uprawniony do potwierdzenia autorstwa utworu (chyba że namalowałbym obraz na jego oczach, w kancelarii...) -- zgodnie z art. 96 prawa o notariacie notariusz poświadcza tylko i wyłącznie: własnoręczność podpisu, zgodność odpisu, wyciągu lub kopii z okazanym dokumentem, datę okazania dokumentu (i tu jest właśnie miejsce na datę pewną z art. 81 par. 2 pkt 2 kc -- por. art. 99 par. 1 prawa o notariacie) oraz fakt pozostawania określonej osoby przy życiu lub w określonym miejscu.
  • Authalia chętnie odwołuje się do pojęć i zagadnień związanych z prawem własności przemysłowej, czyli ustawy regulującej takie rzeczy jak patenty, znaki towarowe, etc. Ale chociaż ustawa ta może się wydawać dość podobna do prawa autorskiego -- wszakże wszystko łącznie nazywamy ogólnie "własnością intelektualną" -- to bardzo mylące pozory.
    Stąd też chyba umiłowanie właśnie do daty pewnej (oraz wiązanie z nią owej "urzędowości dokumentu"), co ma rzekomo zagwarantować dowód pierwszeństwa utworu. Wybaczcie: zasada pierwszeństwa wprost wynika właśnie z prawa własności przemysłowej (por. art. 13, art. 19, etc.) -- włącznie z zasadą, że "Podstawą sporządzenia dowodu pierwszeństwa może być tylko zgłoszenie spełniające wymagania określone w ustawie, jako dające podstawę do uznania go za dokonane";
  • warto też zwrócić uwagę na art. 25 prawa własności przemysłowej, zgodnie z którym nie będzie ochrony, jeśli wynalazek nie jest nowy, czyli jest częścią stanu techniki. A do tego wystarczy właśnie jakiekolwiek upublicznienie danej informacji -- to tak a propos publikacji utworu w czasopiśmie Authalia.net, o której też chętnie się wspomina. Podobnie wygląda zresztą kwestia wzoru przemysłowego (art. 103 ustawy), znaku towarowego (art. 120), etc. etc.;
  • jak więc widać nawet w kwestii dowodu pierwszeństwa patentowego (nie mówiąc o pierwszeństwie autorskim) nie poradzi nawet notariusz, sąd (Authalia mówi jeszcze o ustaleniu autorstwa przez sąd... zapewne chodzi o art. 189 kpc... powodzenia...)
    Ale Authalia sobie tylko znanym sposobem będzie właśnie świadczyć -- poprzez znakowanie czasem -- o pierwszeństwie do utworów...
  • już na marginesie tylko warto zwrócić uwagę na absurdalność nadziei, jakie mogą rozbudzić stwierdzenia, cytuję: "Ukradli mój pomysł!", "Pierwszy to wymyśliłem!", "Kiedyś o tym myślałem", "Chciałem coś takiego zrobić!" oraz dość radykalna tezy, że utworami są takie formy jak "pomysł autorski, (...) opowiedziana historia, tytuł książki, dowcip, (...) treść maila, post na forum, (...)" (por. Wpisy na forum a prawo autorskie, Łoboże, ukradli mi pomysła!);
  • drobnostką wobec powyższego jest żywe kłamstwo powtórzone przez B. Dymeckiego ("Dokument wystawia PWPW S.A., która działając na mocy upoważnienia Ministra Gospodarki wydaje poświadczenia o oznakowaniu czasem. Wystawia go więc państwowa jednostka organizacyjna"). Nasz ekspert chyba nie rozumie znaczenia skrótu S.A. (to od "spółka akcyjna"), bo taką formę ma Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych. Zaś nawet fakt, że 100% akcji PWPW SA należy do Skarbu Państwa nie sprawia, iżby była to "państwowa jednostka organizacyjna".
    No ale cóż, cały projekt jednak opiera się właśnie na takich babolach...

Na tym kończę temat Authalii, nudzi mnie to już. Nie moja wina, że ktoś nie przemyślał fundamentalnych spraw z punktu widzenia sensowności przedsięwzięcia.
Natomiast chętnie wrócę do sprawy jak tylko będę wiedział więcej, np. od departamentu prawnego Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Mogę Wam obiecać, P.T. Czytelnicy, że postaram się trzymać rękę na pulsie.

Komentarze (27)
1 | 2 | 3 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-02-09 02:39
100 lat:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
40 lat minelo jak jeden dzien: http://www.youtube.com/watch?v=7od4JA2Y274 100 lat...
2012-02-09 02:35
fgaf:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
"czy naprawdę chodzi o to, że tyrania może zostać wprowadzona, pod warunkiem, że wypowie się[...]
2012-02-08 23:45
GŁUPI JASIO ZE WSI:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
Olgierdzie, Regularnie ruszaj sobie skórką. To pozwala utrzymać równowagę hormonalną.[...]
2012-02-08 23:32
_MJK_:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
Wszystkiego najlepszego z okazji 4 krzyżyka. A Bossowi cierpliwości, aby wytrzymał ze[...]
2012-02-08 21:53
olgierd:
"Słynne masło roślinne"
Odpoczywam :) Zaraz będzie nawet o tym tekst ;-) Nikt mnie nie zaprosił, na szczęście. Znów[...]
2012-02-05 11:27
tojaileśtamzrzędu:
"Słynne masło roślinne"
@Olgierd Troszkę offtopic. Olgierd zauważyłem ostatnio, że się zaniedbujesz, mało piszesz tych[...]
2012-02-04 16:01
ccichy:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Jezeli firma nie poinformowała o możliwości odstąpienia od umowy i nie zostawiła blankietu, to[...]
2012-02-04 15:48
ccichy:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Po polsku GŁUPI JASIU ZE WSI to się mówi -polska telekomunikacja. Jezeli odwrotnie to[...]
2012-02-04 11:51
Trzydziestoparolatek:
"Słynne masło roślinne"
Echh, wspomnienia. Uwielbialem ten smak w dziecinstwie. Rodzice cuda robili, zebym tego nie[...]
2012-02-02 10:50
howk:
Do 2 lat za podłączanie się do cudzych hotspotów
W sumie to wysyłanie niezabezpieczonego sygnału po za mury swojego mieszkania to to samo co[...]
2012-02-01 22:39
323dtrastfsc:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Ta firma jeszcze istnieje?
2012-02-01 10:34
smalcożerca:
"Słynne masło roślinne"
Polecam jeszcze ten artykuł http://wyborcza.pl/1,76842,6279638,Bambus_w_szynce.html
2012-02-01 10:08
smalcożerca:
"Słynne masło roślinne"
Wydaje mi się, że jak zostało to już wspomniane, nazwa "Masło roślinne" jest nazwą własną[...]
2012-01-31 20:56
kazn:
"Słynne masło roślinne"
@mmm777 Rozumiem, że tradycją handlową i zdroworozsądkową nazywasz po prostu oszustwa. @Lenon[...]
2012-01-31 17:13
kubia:
Opinie prawne ws. zmian w OFE to informacja publiczna
ciąg dalszy, czy dobrze rozumiem że nsa odwróciło wyrok?[...]
2012-01-31 15:06
Lenon Zawodowiec:
"Słynne masło roślinne"
Ja myślę, że geneza masła roślinnego jest nieco inna - masło to olej. Masło roślinne - to w[...]
2012-01-31 14:21
mmm777:
"Słynne masło roślinne"
@Piotr z Warszawy Bardzo byś chciał innych zanudzić... Jest to po prostu tradycja handlowa,[...]
2012-01-31 11:09
Piotr z Warszawy:
"Słynne masło roślinne"
Można sobie deliberować na temat masła roślinnego, lokat w złoto czy też innych świnek morskich[...]
2012-01-30 23:23
mmm777:
"Słynne masło roślinne"
Olgierdowi się nudzi.... Kotlety sojowe schabowe:[...]
2012-01-30 22:24
ktostamjakis:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
a pewnie, że odsyłają, przecież jak ktoś umieści jeden, dwa pliki a ściągnięcia są znikome lub[...]
2012-01-30 22:02
infolinka:
"Słynne masło roślinne"
Masło Roślinne za czasów mojego dzieciństwa, czyli jakieś 35 lat temu, moja ciocia emerytka[...]
2012-01-30 19:22
homo homini:
"Słynne masło roślinne"
Ale o co Sz.P. Olgierdowi chodzi właściwie? Jam człek na tyle wiekowy, że masło roślinne[...]
2012-01-30 16:57
bibong:
"Słynne masło roślinne"
A do tego piwo bezalkoholowe i schabowy z indyka. A Olgierd chyba czepia się użycia słów[...]
2012-01-30 14:51
PPM:
Tańczyć z diabłem przy świetle księżyca
niewinną umową dotyczącą obrzydliwego podrabiania przemysłowych znaków towarowych (i nie mającą[...]
2012-01-30 14:00
Daeris:
"Słynne masło roślinne"
Jak przez mgłę pamiętam, że gdy na studiach (Żywienie Człowieka na SGGW w Warszawie) mieliśmy[...]