Odwiedził mnie dziś mój 11-letni sąsiad, Jaś Majetko. Chłopak niezwykle zdolny i inteligentny.
Jaś namalował obraz, który nazwał "Wielka beka pod Grunwaldem". A ponieważ obawia się, że koledzy z dzielni zajumają mu jego twórczość -- a słyszał ode mnie o Authalii -- namówił mnie na pożyczenie mu komputera i wspólne przejście procesu rejestracji utworu.
Wybraliśmy Certyfikat Autorstwa III stopnia (CA3) za 2,40 zł (Jaś jako chłopak bez przychodów oraz -- nie bójmy się tego słowa -- bez zdolności do czynności prawnych, poprosił mnie, bym pożyczył mu na to kasę).
Formularz rejestracyjny okazał się więcej niż prosty: w zasadzie wymaga się tylko podania imienia i nazwiska lub pseudonimu oraz wskazania utworu.

Po wypełnieniu wszystkiego co trzeba system przeniósł nas do potwierdzenia warunków transakcji. Tu Jaś Majetko miał pierwszą nauczkę: w świecie dorosłych 2,40 zł może równie dobrze okazać się 6,10 zł (czyli 5 zł plus VAT). Przynajmniej tyle Authalia.com policzyła sobie za certyfikat, który dwie strony wcześniej zaoferowano mi za 2,40!

Po kliknięciu w "wykonaj płatność" przeniosło nas na stronę Płatności.pl, gdzie zostaliśmy poproszeni o wysłanie esemesa premium o ściśle określonej (i dość skomplikowanej treści) na numer 7568. Przypomnijmy: zapłata esemesem wynosiła 6,10 złotych -- za certyfikat, który Authalia obiecała sprzedać za 2,40, ale ponieważ była to opłata za uzyskanie Certyfikatu Autorstwa (pamiętacie: data pewna, więc lepiej niż u notariusza), więc warto było. Zwłaszcza, że Jaś obiecał, że weźmie od mamy tę kasę i mi odda.

Po wykonaniu tej operacji wyświetliło się wspaniałe podziękowanie za skorzystanie z usług ("Twoja aktywacja zakończyła się pomyślnie"). Po raz kolejny przypomniano nam też, że opłata za uzyskanie Certyfikatu Autorstwa wyniosła 6,10 zł, a kaskę otrzymał sklep authalia.com.
Jasiu Majetko się jednak naprawdę bardzo ucieszył, a to dlatego, że na kolejnym ekranie był już upragniony ceryfikat autorstwa, który zaświadczał (pamiętacie: dokument urzędowy, lepiej niż notariusz, każdy sąd to potraktuje bardzo poważnie), że Jaś Majetko jest autorem dzieła "Wielka beka pod Grunwaldem".
Certyfikat jest bardzo dostojny, wygląda prawie jak przedwojenne obligacje (oto zrzut ekranu, troszkę niżej będzie link do całego certyfikatu):

zaś Authalia przysyła na pocztę aż trzy linki:
Link do Certyfikatu w wersji elektronicznej: http://authalia.com/upload/getcertificatebyfilename/filename/29aa28738833f9ad6b8b3f8987030a7bd9cabb77/electronic/true/ (tu jest po prostu plik html z certyfikatem).
Stąd możesz pobrać certyfikat w formie PDF (do wydruku): http://authalia.com/upload/getcertificatebyfilename/filename/29aa28738833f9ad6b8b3f8987030a7bd9cabb77/electronic/false/ (tu można sobie pociągnąć PDFa z certyfikatem -- na wszelki wypadek zamieściłem go też w swojej własnej skarbnicy ciekawostek).
Oto poświadczenie elektroniczne oznakowania czasem: http://authalia.com/upload/getproofbyfilename/filename/29aa28738833f9ad6b8b3f8987030a7bd9cabb77/ (a tu jest jakiś plik tar.gz -- czuję, że dla wielu internautów rozszerzenie to samo w sobie wygląda dość tajemniczo...)
Reasumując: 11-letni Jaś Majetko, dzieciak bez zdolności do czynności prawnych, bez pieniędzy, z pożyczoną komórką, oświadczył sobie, że jest autorem utworu o tytule "Wielka beka pod Grunwaldem". W tym celu zamówił Certyfikat Autorstwa III stopnia (CA3) w serwisie Authalia.com o wartości 2,40 zł, za który zapłacił 6,10 zł (z podatkiem VAT).
Po kilku minutach otrzymał certyfikat, który -- będę cytował Bartka Dymeckiego -- oznacza, że "kluczem jest to, że certyfikat “wywołuje skutki prawne daty pewnej” (Art. 7.2 Ustawy o podpisie elektronicznym). To oznacza, że dokument ma bardzo poważną rangę", w dodatku "Dokument wystawia PWPW S.A., która działając na mocy upoważnienia Ministra Gospodarki wydaje poświadczenia o oznakowaniu czasem. Wystawia go więc państwowa jednostka organizacyjna. Z Kodeksu Cywilnego wynika, że dokument z datą pewną, powstały w wyniku oznaczenia go czasem musi być dokumentem urzędowym!", a jakby ktoś miał wątpliwości, to warto pamiętać, iż "Poświadczenie daty rejestracji utworu jest tak pewne, jak jego poświadczenie przez notariusza. Tutaj definicja daty pewnej. Certyfikat jest więc dokumentem potwierdzającym, że w dniu tym, a tym określony utwór został zarejestrowany przez pana Jana Kowalskiego. W sporze z osobami naruszającymi prawa pana Kowalskiego, będzie on posiadać żelazny dowód" -- a to wszystko, pamiętajcie, w 164 krajach.
Wprawdzie ja mam wrażenie, że jakby 11-letni Jaś Majetko przyszedł do notariusza, to ten najsamprzód sprawdziłby jego dowód osobisty (zdolność do czynności prawnych!), następnie obejrzał tę jego "Wielką bekę pod Grunwaldem", poprosił o numer telefonu do rodziców, przedzwoniłby po mamę Jasia -- i z głowy. Ale ja się nie znam.
Proszę Państwa, oto Jaś Majetko i "Wielka beka pod Grunwaldem"! Enjoy it!

PS zainteresowanych tematem a nie będących na bieżąco Czytelników odsyłam do wcześniejszych tekstów: Authalia.com -- czyli kup pan patent na utwór, Authalia.com prostuje i zarzuca Lege Artis nierzetelność, Urwali się jak bombka z choinki, Błędy i nieścisłości w modelu prawnym Authalia, Jak to z tym "partnerstwem" czy "patronatem" było, Stowarzyszenie Authalia.org już bez nadzoru MKiDN.