Do laski marszałkowskiej wpłynął rządowy projekt zmiany kodeksu postępowania cywilnego wprowadzający od dawna zapowiadane usprawnienie procedury sądowej polegającej na zastąpieniu żmudnego protokołowania rozpraw -- ich nagrywaniem. Zgodnie z uzasadnieniem projektu zapis audio i audio-wideo ma także zapewnić "lepsze podstawy do oceny zebranego materiału dowodowego i kontroli instancyjnej niż tradycyjny protokół", a w dodatku przewodniczący jest "zwolniony z konieczności dyktowania protokolantowi treści protokołu, co niewątpliwie zapewni mu pełną percepcję oraz przyczyni się do skrócenia czasu trwania posiedzenia".
z projektu nowelizacji kpc:
art. 157 § 1 Z przebiegu posiedzenia jawnego protokolant sporządza protokół. Protokół sporządza się, utrwalając przebieg posiedzenia za pomocą urządzenia rejestrującego dźwięk albo obraz i dźwięk oraz pisemnie, pod kierunkiem przewodniczącego, zgodnie z art. 158 § 1.
(...)
art. 525 Akta sprawy dostępne są dla uczestników postępowania oraz za zezwoleniem przewodniczącego dla każdego, kto potrzebę przejrzenia dostatecznie usprawiedliwi. Na tych samych zasadach dopuszczalne jest:
1)sporządzanie i otrzymywanie odpisów i wyciągów z akt sprawy,
2)otrzymywanie z akt sprawy zapisu dźwięku.”.
(...)Wiem, że z moją krytyką parcia na nowoczesność znów wyjdę na zakałę narodu i zwolennika konserwowania starej rupieciarni, ale planowanym w tej postaci zmianom jestem przeciwny, ponieważ uważam, że zamiast przyspieszenia i uporządkowania postępowania sądowego -- da on skutek całkowicie przeciwstawny.
Pierwszy i zasadniczy zarzut brzmi: zastąpienie tradycyjnego protokołu rejestracją dźwięku sprawi, że orzekając sądy będą znacznie częściej pomijać treść tych protokołów. Sprawa jest prosta: jeśli w bzdurnej sprawie w przeciągu 3 lat odbywa się 5 rozpraw, podczas których sensowne były 2 epizody (powiedzmy 11 minuta 30 sekunda rozprawy z maja 2009 r. oraz 25 minuta rozprawy z kwietnia 2011 r.), ale łącznie nagrania trwają 5 godzin, to albo sędzia będzie sobie na bieżąco robił notatki, albo... zmyślał (czyli próbował sobie przypomnieć co tam się działo).
Jeszcze bardziej dotyczy to sądów odwoławczych: od zażalenia na jakąś czynność, które będzie przecież wymagało wysłuchania taśm (nawet jeśli będzie to zapis w jakimś formacie empeczy, a pliki będą sobie przesyłane siecią), aż do apelacji -- żadna ze stron nie będzie mogła być pewna, że orzekający rzetelnie zapoznali się z zeznaniami świadków i protokołem ze słuchania stron.
Gorzej nawet widzę prawo do zapoznania się przez strony z przebiegiem rozpraw. Już teraz zdarza się, że w sekretariatach sądów nie ma gdzie przycupnąć i zerknąć w akta; teraz będzie trzeba je wyposażyć w multimedialne pracownie z bateriami słuchawek. Na dokładkę trzeba pamiętać, że stronami bywają różni ludzie (także starsi, niedosłyszący, z utrudnioną percepcją) -- dla nich konieczność odsłuchania nagrania z rozprawy będzie oznaczać praktycznie niemożność zapoznania się z treścią czynności procesowych.
(A niech się zdarzy, że zeznający świadek ma jakieś problemy z głosem, nie wiem -- kaszle, charczy, mówi niewyraźnie -- przecież łatwo może się okazać, że różni odbiorcy różnie będą rozumieć jedne i te same słowa...)
Sprawy raczej nie rozwiąże uprawnienie do transkrypcji fragmentów takich nagrań -- już z uzasadnienia wynika, że mają one mieć charakter wyjątkowy, ale nie będą miały charakteru protokołu z rozprawy. Zresztą zgodnie z art. 158 par. 4 kpc sporządzenie transkrypcji ma zarządzać prezes sądu na wniosek przewodniczącego orzekającego składu, co z góry przesądza, że środek ten raczej będzie rzadko stosowany.
Reasumując: rządowi faktycznie może zależeć na przyspieszeniu orzekania, jednak uważam, że nagrywanie przebiegu rozpraw niekoniecznie da taki efekt.



