O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
 Oceń wpis
   

znak towarowy ptasie mleczko Wedel 1936 r.Piątkowy tekst poświęcony niezbyt szczęśliwej "prośbie" wysyłanej przez renomowaną kancelarię w sprawie amatorskich przepisów na "ptasie mleczko" sprowokował nie tylko największą w historii Lege Artis lawinę P.T. Czytelników, ale i łącznie 2 listele od agencji PR obsługującej Wedla.

Pierwszy z nich to klasyczna pisana na kolanie ściema marketingowa: ładnie i miło, uspokajająco i sympatycznie -- ale nie do końca na temat:

W imieniu mojego klienta, firmy LOTTE Wedel, chciałabym przesłać wyjaśnienie dotyczące wpisu zamieszczonego na Pana blogu.
Marka Ptasie Mleczko® została wymyślona przez Jana Wedla w latach 30-tych XX-wieku i od 1936 roku jest chroniona jako zarejestrowany znak.
Od wielu lat Lotte Wedel i jej poprzednicy prawni dbają o ochronę marki Ptasie Mleczko®, między innymi po to, aby konsumenci, kupując Ptasie Mleczko®, mieli pewność, że właśnie ten produkt znajdą w pudełku.
Rzeczywiście wysyłanie pism, w ramach tych działań, z prośbą o zamieszczenie informacji na temat ochrony marki do właścicieli platform w Internecie mogło zostać odebrane co najmniej jako zbyt za daleko posunięta gorliwość z naszej strony.
Nigdy nie wysyłaliśmy takich pism do osób prywatnych (blogerów).
Biorąc pod uwagę  głosy konsumentów zrewidujemy nasz sposób komunikacji w tym względzie, skupiając się przede wszystkim na podmiotach komercyjnych zajmujących się produkcją i handlem słodyczami.
Pragniemy wszystkich serdecznie przeprosić za wszelkie negatywne emocje, które się pojawiły.

Sęk w tym, że ani w opisywanym przeze mnie przypadku, ani też w innych, które udało mi się odnaleźć w sieci, rzecz nie dotyczyła niczego, o czym można powiedzieć "aby konsumenci, kupując Ptasie Mleczko®, mieli pewność, że właśnie ten produkt znajdą w pudełku". Przepis Iwusi, podobnie jak każdy inny przepis, nie odnosił się w żaden sposób do Ptasiego Mleczka®: nie zachęcał do jego podrabiania, nie ujawniał tajemnic receptury, nie pokazywał jak imitować wedlowskie pudełko.

Stąd też trudno komukolwiek zarzucić, iżby dzielenie się w sieci własnymi przepisami na "podrabiane" ptasie mleczko mogło w jakikolwiek sposób naruszyć prawa Wedla. Producentowi służy ochrona ze znaku towarowego polegająca na jego używaniu w celach zarobkowych i zawodowych, co obejmuje m.in. wprowadzanie do obrotu i reklamę -- ale nawet jeśli sama receptura podlega ochronie jako know-how przedsiębiorstwa, to nikomu nie można zakazać amatorskiego (niezarobkowego) posługiwania się taką nazwą.

Dodać warto, że kampania dodawania znaczka ® do blogów była o tyle absurdalna -- co wychwycili m.in. P.T. Czytelnicy w komentarzach -- że w ten sposób pisma z kancelarii dowodzić mogły, że owe własnoręczne wypieki skutkowały powstaniem czegoś identycznego z wyrobem Wedla. A w to już nawet ja nie uwierzę.

Mniemam, że dlatego też kancelaria posłużyła się miękką -- to była, jak w swoich komentarzach podkreśla osoba mocno zainteresowana odbiorem sytuacji -- formą pisma: to była prośba, nie wezwanie ("zwracam się do Państwa z prośbą o uszanowanie praw mojego Mocodawcy") oraz nie było też w niej wzmianki o jakiejkolwiek sankcji. Podkreślono jednak konieczność niezwłocznego działania w zdaniu "niezwłoczne zamieszczenie przy przepisach kulinarnych umieszczonych na Państwa stronie" -- więc nie okłamujmy się: po pierwsze mało kto zatrudnia prawników (i to z takiej kancelarii!) do pisania próśb, po drugie nawet dziecko wie, co oznacza słowo "niezwłoczne" w piśmie od adwokata ;-)
I nawet jeśli prawdą jest, że pisma takie nie były kierowane do pojedynczych blogerów -- były kierowane do administratorów serwisów blogowych, którzy -- takie jest moje zdanie, aczkolwiek mogę się mylić -- jak najbardziej mieli podstawę do potraktowania tego w kategoriach wezwania, o którym mowa w art. 14 ust. 1 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną.

Tak czy inaczej najważniejsze w listelu było to, że -- lepiej późno, niż później -- Wedel i jego kancelaria przestaną wysyłać takie "prośby" do kogokolwiek, a skupią się dokładnie na tym, o czym mówi prawo dotyczące znaków towarowych: na konkurencji (której ten szum bez dwóch zdań służy na dwa sposoby -- raz, że pojawiły się liczne głosy "wedla już nie ruszam", a dwa, że może się okazać, że łatwiej będzie udowodnić, że jednak ptasie mleczko to naprawdę rodzajowa nazwa słodyczy tego rodzaju).

Dzień później otrzymałem kolejny zestaw korespondencji: bardzo ciekawe skany (czasem bardzo starych) dokumentów dotyczących znaku towarowego Ptasie Mleczko (powyżej pozwalam sobie zreprodukować fragment świadectwa ochronnego z 1936 r.) oraz -- szkoda, że sporządzone w formie PDF (szkoda, bo mógłbym przekleić -- a przepisywać mi się nie chce) -- wyjaśnienia poświęcone "procesowi związanemu z rejestracją marki Ptasie Mleczko®, który firma prowadzi od wielu lat".
Wynika z niego m.in. to, że ochrona oryginalnego znaku z 1936 roku wygasła 10 lipca 1956 r., bo państwowe zakłady 22 Lipca zaniedbały jego przedłużenia, z czego skorzystały inne zakłady, rozpoczynając "produkcję i sprzedaż podobnych wyrobów używając tej samej nazwy" (na marginesie: przypominam, że mówimy o czasach, kiedy praktycznie cały ten przemysł był upaństwowiony, zatem trudno mówić o podstawianiu nogi przez bezwzględną konkurencję).
Jednak już w 1987 r. znak słowno-graficzny został zarejestrowany na rzecz zakładów "22 Lipca, d. E. Wedel", zaś znak słowny miał przyjść do nas via Alicante (gdzie mieści się europejski urząd ds. znaków towarowych -- OAMI/OHIM) w dniu 1 maja 2004 r. (sam wniosek złożono w październiku 2003 r.).

Polski Urząd Patentowy natomiast rejestracji takiego znaku odmówił, i to nie tylko Wedlowi, ale i różnym cwaniaczkom (np. w 1993 r. znak zawłaszczyć próbowała spółka INWEST-PROM Towarzystwo Inwestycyjno-Promocyjne Spółka z o. o.) -- co jest o tyle logiczne, że skoro wskutek wygaśnięcia praw każdy inny cukiernik mógł produkować (i produkował) swoje ptasie mleczko, to próba ponownej rejestracji po 50 latach nazwy służącej do oznaczania pewnego rodzaju produktu cukierniczego musi spotkać się z odmową. (Proszę zwrócić uwagę, że nawet bez wygaśnięcia znaku byłoby to możliwe: otóż art. 169 ust. 1 pkt 2 prawa własności przemysłowej mówi, że prawo na znak ochronny wygasa m.in. wskutek utraty przez znak znamion odróżniających przez to, że na skutek działań lub zaniedbań uprawnionego stał się w obrocie zwyczajowym oznaczeniem -- no i warto pamiętać, że nie sposób też uzyskać ochrony dla nazwy rodzajowej jakiegoś towaru.)

Co istotne piarowcy Lotte Wedel wyraźnie podkreślają, że firma nie rości sobie prawa do wyłącznej produkcji pianek oblanych czekoladą (uff), a na zakończenie obiecują: zaprzestać działań zmierzających do ochrony marki wymierzonych w osoby nie zajmujące się komercyjną produkcją i handlem słodyczami oraz wysłać indywidualne przeprosiny do blogerów (hmm?).

To chyba najlepszy wniosek z całej niepotrzebnej -- bo wynikającej wyłącznie z faktu, że do załatwienia delikatnej i zdecydowanie piarowskiej sprawy zaprzęgnięto prawników posługujących się polszczyzna z naszą przysłowiową lekkością i swobodą ;-) -- aferki.
Zaś dla potencjalnych naśladowców dobra nauczka -- wierzę, że przypadek będzie jeszcze długo maglowany tu i tam.
 

PS pół zdania wyjaśnienia należy się oburzonym, którzy zarzucili mi zbyteczność odwoływania się do ACTA w opisywaniu hecy z Ptasim Mleczkiem®. Otóż ja się nie zgadzam: wiem, że nie o tym jest ta umowa międzynarodowa, i że w tym akurat przypadku ACTA niewiele by zmieniła -- ale: spisek międzyrządowy dotyczy właśnie ochrony własności intelektualnej oraz może prowadzić do nałożenia na dostawców usług internetowych obowiązku donoszenia na użytkowników naruszających właśnie owe dobra intelektualne.
Mi to jakoś pasuje.

Komentarze (21)
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
 Oceń wpis
   

Jeśli ktoś się jeszcze zastanawia jaki będzie nowy lepszy świat po ACTA -- oto przedsmak.

Oto Iwusia pisze (a właściwie pisała :( jeszcze o 16.00 była treść, ale widzę, że mój forward korespondencji z kancelarii sprawił, że o blogasku można powiedzieć tango down) bloga pod wymownym tytułem "Przepisy". (P.T. Czytelnikom, zrozpaczonym faktem, że 4 krzyżyk jakby oznaczał słabość twórczą, wyjaśniam: chodziło o przepisy kulinarne, nie jazdę po bandzie.)

ptasie mleczko znak towarowy ACTAPech -- bo jak inaczej to nazwać -- chciał, że Iwusia parę przepisów poświęciła temu jak zrobić ptasie mleczko. No wiecie, taką megasłodką berbeluchę (tak się przynajmniej mi to kojarzy).
Iwusia nie wzięła jednego pod uwagę: ptasie mleczko to nie jest byle ptasie mleczko, to jest PTASIE MLECZKO® -- znak towarowy zastrzeżony w OHIM na rzecz Lotte Wedel sp. z o.o. ("dalej "Lotte Wedel").

A przecież Wedel nie po to zadał sobie trudu i wystąpił o ochronę w Alicante -- bo polski UPRP jej odmówił -- żeby teraz pozwolić na to, żeby na jakichś blogach o przepisach pisali per ptasie mleczko rodzajowo, bez zaznaczenia, że chodzi o PTASIE MLECZKO®, znak towarowy zastrzeżony na rzecz Lotte Wedel sp. z o.o.

I teraz robi się wesoło: Lotte Wedel sp. z o.o. wynajmuje renomowaną (bez złośliwości) kancelarię, kancelaria pisze do administratorów portalu iWoman.pl (znaczy się do nas): 3 strony ble-ble i jakieś 7 stron załączników, w tym wydruk ze strony, pełnomocnictwo, kserko KRS; że znak, że OHIM, że ®, że naruszenie, że to nie "pączki lub ptysie", że przeciwko "rozwodnieniu siły odróżniającej", że "90% Polaków" (to ja znów chcę być ten 10%).
I że:

Wobec powyższego, w imieniu Lotte Wedel, zwracam się do Państwa z prośbą o uszanowanie praw mojego Mocodawcy i niezwłoczne zamieszczenie przy przepisach kulinarnych umieszczonych na Państwa stronie i posługujących się znakiem "PTASIE MLECZKO®" notki o następującej treści: "Oznaczenie słowne "PTASIE MLECZKO®" stanowi zarejestrowany znak towarowy chroniony na rzecz Lotte Wedel sp. z o.o." oraz symbolu ® przy nazwie PTASIE MLECZKO lub, alternatywnie, niezwłoczne usunięcie przepisów kulinarnych posługujących się znakiem towarowym "PTASIE MLECZKO®" z Państwa strony.

wezwanie ptasie mleczko Lotte Wedel ACTA

Mieliśmy z tym w pracy z kolegami nieco ubawu, ale w końcu stanęło na tym, że wprawdzie ACTA jeszcze nie ma, ale winni i tak muszą zostać ukarani -- więc na początek, dla dobrego przykładu, włamiemy się na bloga Iwusi i poprawimy tekst, który kancelaria była łaskawa przesłać jako dowód Iwusinych przewinień. Dodaliśmy parę ® w tytule, disklajmer obok tekstu -- ja zaś grzecznie posłałem skan pisma do Iwusi, wyjaśniając, że dziwne to-to, ale jak mus to mus...

Minęło parę godzin, biorę się ja do wyśmiania tych, co z haubicy pociskiem ACTA do blogasków strzelają -- nawiasem mówiąc nie rozróżniając bloga od autorskiej witryny portalu -- wchodzę przeto na blogaska Iwusi... a tu tango down. Chyba się Iwusia przestraszyła i wolała zdjąć bloga, z nadmiarem wypełniając wolę P.T. Prawników z Renomowanej Kancelarii oraz spółki Lotte Wedel sp. z o.o.

W takich momentach nie tylko chce mi się wyć: co w tym wszystkim zmienią konsultacje, których nie było, ale i po prostu robi mi się wstyd, że 21 lat temu wpadłem na pomysł studiowania tego samego prawa, które teraz oto Bardzo Renomowana Kancelaria ® wykorzystuje do strzelania do Bogu ducha winnej Iwusi i jej "Przepisów", w których przy frazie ptasie mleczko zabrakło magicznego znaczka ®


PS wiem, że Państwo z Kancelarii ® czytają (czytali?) Lege Artis -- mogę prosić o komentarz?

Komentarze (174)
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
 Oceń wpis
   

to jest właśnie Olgierd RudakOtrzymuję od jakiegoś czasu listele (wcale nie aż tak liczne -- dzięki!) z pytaniami: (i) co ja w ogóle sądzę o tej ACTA? (ii) dlaczego tu ostatnio tak cicho, czy coś się stało?

Dla zaspokojenia ciekawości P.T. Czytelników postaram się odpowiedzieć -- krótko, w punktach, bo mi się nie chce -- na oba zestawy pytań:

ad. (i) ACTA:

  • moim zdaniem wbrew temu, co chyba twierdzą niektórzy największy problem z ACTA nie polega na tym czy polski rząd konsultował umowę czy jej nie konsultował, a jeśli konsultował to z kim;
  • nie chodzi też o to z kim i jak długo premier czy jakiś minister lubi deliberować przy internetowej kamerce; 
  • największym felerem ACTA jest przecież cel, w jakim zdecydowano się na podjęcie prac nad tą umową: to jeszcze jeden sposób na ingerencję w naszą wolność i prywatność;
  • to efekt dokładnie tej samej polityki, która nakazuje: utajnić prezydenckie opinie prawne dotyczące skoku na OFE, aby następnie uchwalić przepisy o utajnianiu prawie wszystkiego;
  • to zresztą ta sama filozofia, która nakazuje współpracować z niedemokratycznymi reżimami jeśli tylko chcą one poddusić krnąbrnych i opornych (albo zbierać dane o nadawcach i adresatach przelewów, zbierać dane o pasażerach samolotów);
  • generalnie rzecz ujmując jest to filozofia nowoczesnego i omnipotentnego państwa, w którym każda "wolność" jest ważna tylko w granicach ustawy, a każde "prawo" kojarzy się tylko z prawem do wcześniejszej emerytury lub zasiłku; 
  • trudno więc mieć pretensje do rządu, że potajemnie uchwala przepisy, dzięki którym jeszcze lepiej przykręci nam śrubę;
  • a z drugiej strony: czy los wymordowanych będzie w czymkolwiek lepszy, jeśli się okaże, że ludobójstwo zostało prawidłowo i jawnie skonsultowane przez tyrana, w dodatku z reprezentatywną próbką społeczeństwa?
  • czy naprawdę chodzi o to, że tyrania może zostać wprowadzona, pod warunkiem, że wypowie się społeczeństwo -- na przykład w drodze powszechnego referendum

ad. (ii) cisza:

  • po pierwsze lekkie zmęczenie materiału: najpierw myślałem, żeby dać sobie miesiąc i zobaczyć czy jeszcze będzie mi się chciało, teraz myślę, żeby sprawdzić to na napoleońskim odcinku 100 dni;
  • po drugie niedawno stuknęła mi czterdziecha (dowód na załączonym obrazku), więc pewnie endorfina się trudniej wydziela;
  • coraz wyraźniej dochodzę też do przekonania, że nie ma najmniejszego znaczenia co i jak napiszę, a także to ile osób to przeczyta -- że może parę osób się wkurzy, może ktoś przyśle mi jakieś sprostowanie, a parę innych będzie miało z tego ubaw -- ale generalnie do niczego to nie prowadzi;
  • no i nadal spada mi współczynnik lansu. Spada on mi tak bardzo, że nawet nie mogę napisać, że mogłem odmówić spotkania Prezesowi Rady Ministrów, bo niestety, ale Prezes Rady Ministrów nie chciał poznać mojego zdania ani na temat umowy ACTA, ani na temat zaniedbań w trybie konsultacji, ani na jakikolwiek inny temat.

Toteż trzymajcie się ciepło. Może jeszcze w lutym coś tu napiszę.

Komentarze (24)
Tańczyć z diabłem przy świetle księżyca
 Oceń wpis
   

W przedostatnim wpisie poświęconym pewnej wspaniałej umowie międzynarodowej, której nie rozumieją nawet ministrowie zaangażowani w jej opracowanie -- na marginesie: czy tylko ja mam wrażenie, że posłanie ACTA do konsultacji tylko do podmiotów powiązanych z branżą jest równie stosowne, jak konsultowanie wyroku z prokuratorem, z pominięciem tego, co ma do powiedzenia obrońca? -- zabrakło tego, co lubię najbardziej.

Pytania: a nie mówiłem? 

Dwa lata temu z okładem, w czasie, gdy premier Tusk i jego konfraternia obmyślali chytry plan cenzurowania polskiego internetu (RSiUN) -- przypomnijmy, że chodziło o powołanie internetowego czegoś, gdzie ginęłyby "nielegalne treści" z sieci -- wiedziałem i mówiłem, że podejmowanie jakiejkolwiek dyskusji z Prezesem Rady Ministrów i dr. Bonim nie ma żadnego sensu, bo to ma tyle sensu, co "przywożę wam pokój!" Neville Chamberlaina (aczkolwiek czy trudno być profetykiem w Polsce?). 

Tymczasem minęły dwa lata, przez które pospotykali się, podebatowali, wypili parę palet mineralnej (tak, wiem, kąśliwy jestem), do rad przy drze Bonim powybierali -- a teraz albo hamletyzują, albo do dymisji się podają... całe 1,5 miesiąca od pierwszej zbiórki... 

Generalna konkluzja jest taka, że mnie to wszystko trochę śmieszy, a trochę tumani -- no ale jeśli ktoś naprawdę myśli, że można bezkarnie tańczyć z diabłem przy świetle księżyca... 

Komentarze (10)
Kiep i frajer kto nie ma dziś "ACTA" w tytule ;-)
 Oceń wpis
   

allegro stop ACTA parodiaOd ładnych paru dni nie ma innego tematu jak ACTA, a wszystko dlatego, że dziennikarze mają newsa z tematu, o którym Piotrek Waglowski pisał dość regularnie od 2,5 roku (zaś pierwszy raz fraza "ACTA" padła u niego już w maju 2008 roku!).
A to czytamy o tym, że minister Zdrojewski zaprzecza, że rząd chciał coś ukryć, a to wicepremier Pawlak "nie wyklucza", że może nic z tego nie wyjdzie, a to mówi się o wprowadzeniu stanu wyjątkowego ze względu na zagrożenie cyberbezpieczeństwa (nieźle to brzmi w kontekście rzekomego zabezpieczenia do strony Prezesa Rady Ministrów: admin i admin1) -- i tylko minister Sikorski broni się dzielnie.

z Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej:
art. 9 Rzeczpospolita Polska przestrzega wiążącego ją prawa międzynarodowego.
art. 89 ust. 1. Ratyfikacja przez Rzeczpospolitą Polską umowy międzynarodowej i jej wypowiedzenie wymaga uprzedniej zgody wyrażonej w ustawie, jeżeli umowa dotyczy: (...)
2) wolności, praw lub obowiązków obywatelskich określonych w Konstytucji, (...)
5) spraw uregulowanych w ustawie lub w których Konstytucja wymaga ustawy. (...)
art. 91 ust. 1. Ratyfikowana umowa międzynarodowa, po jej ogłoszeniu w Dzienniku Ustaw Rzeczypospolitej Polskiej, stanowi część krajowego porządku prawnego i jest bezpośrednio stosowana, chyba że jej stosowanie jest uzależnione od wydania ustawy.
2. Umowa międzynarodowa ratyfikowana za uprzednią zgodą wyrażoną w ustawie ma pierwszeństwo przed ustawą, jeżeli ustawy tej nie da się pogodzić z umową.(...)

I chociaż pomyślałem sobie, że najlepiej będzie nabrać stylowo wody w usta -- wakacje od blogaska nadal miały trwać -- trudno jednak zdzierżyć, skoro obie strony sporu robią nam wodę z mózgu:

  • minister Boni miał rzekomo powiedzieć, że rząd jednak podpisze się pod ACTA, ponieważ "po dyskusji i analizie dokumentów stwierdzamy, że umowa ACTA w niczym nie zmieni, zgodnie z opiniami prawników, polskiego prawa, także w kwestii praw internautów i funkcjonowania internetu". Dotąd przy takich tekstach przypominało się dr Goebbelsa, który miał powiedzieć, że kłamstwo powtórzone 1000 razy staje się prawdą, jednak dr Boni jest nawet lepszy: kłamie, mówiąc prawdę -- zaś to, niewątpliwie prawdziwe zdanie, jest równocześnie wrednym kłamstwem;
  • sęk w tym, że taka umowa międzynarodowa (po jej ratyfikacji, o czym więcej poniżej) stanowić będzie część krajowego porządku prawnego -- i będzie miała pierwszeństwo przed prawem w randze ustawy, o ile tej ustawy nie da się pogodzić z ACTA (kłania się art. 91 ust. 2 Konstytucji RP);
  • oznacza to, że dr Boni nie myli się w ani jednym momencie: po wejściu w życie umowy ACTA nie będzie potrzeby zmiany ustaw -- ale też minister Boni nie mówi prawdy przez choćby pół chwili: ACTA będzie "ważniejsza" od polskich ustaw, a skoro "Rzeczpospolita Polska przestrzega wiążącego ją prawa międzynarodowego" (art. 9 ustawy zasadniczej) to...?
  • rozśmiesza mnie też gadanie, że "okres jego [tj. ACTA] ratyfikacji stanie się okazją do konsultacji społecznych": po pierwsze nie ma żadnego okresu ratyfikacji, jest ustawa zezwalająca na ratyfikację umowy międzynarodowej (mam nadzieję, że rząd nie przeoczy art. 89 ust. 1 pkt 2 Konstytucji RP) i jest podpis prezydenta -- w tym sensie faktycznie podpis kogoś z rządu nie załatwia sprawy wejścia w życie porozumienia -- po drugie mam niemiłe wrażenie, że chce się tu upiec dwie pieczenie na jednym ogniu: wazeliniarstwu na szczeblu wyfraczonych maestrów towarzyszyć będzie wazeliniarstwo krajowe, gdzie to posłowie będą się lansować na fejsbókach jako obrońcy wolnego słowa;
    premier jest złym człowiekiem ACTA
  • pół zdania wypada poświęcić owej świętej, zagrożonej wolności-prywatności internauckiej: jasne, już to widzę, jak przeciętny zjadacz Onetu boleje nad tym, że może ktoś kiedyś popchnie komuś dane umożliwiające identyfikację jego skromnej osoby (każdego tygodnia dostaję co najmniej kilka listeli od zrozpaczonych "Chomikowców", którym ktoś chce wygarbować futerko -- stąd też wiem, że ludzie nie przejmują się niczym, a o ACTA 99% oburzonych zapomni za tydzień-dwa);
  • tymczasem niebezpieczeństwo swobodnego fruwania naszych danych jest wcale nie takie nierealne: nawet bez ACTA władze brytyjskie mogą wydać amerykańskim organom ścigania poddanego Jej Królewskiej Mości -- dzięki czemu będzie on odpowiadał za swoje czyny przed sądem w USA -- i to mimo że: (i) w życiu jego stopa nie postanęła między Potomakiem a Orange, (ii) choćby na odległość nie zabił, nie okradł nikogo ze Stanów ani też nie zajmował się działalnością szpiegowską, (iii) a wszystko co można mu zarzucać to... odpalenie jakiejś tam wyszukiwarki internetowej;
  • pamiętacie sprawę "Wprost", któremu amerykański sąd kazał zapłacić 5 milionów dolarów zadośćuczynienia na rzecz córy senatora Cimoszewicza? W świecie ACTA może się okazać, że polski internauta stanie przed najdziwniejszym sądem (np. county Orange) za naruszenie najdziwniejszego prawa -- bo przecież art. 27 ust. 4 mówi wprost o obowiązku ujawnienia danych identyfikujących abonenta "posiadaczowi praw";
  • i jeszcze, zamiast podsumowania, coś naprawdę zabawnego: przeciwko ACTA jest... Alllegro (sic!), które nie omieszkało odpowiednio zmodyfikować swojego logo (ciekawe czy zgłosili to do Urzędu Patentowego RP?). 
    A jeśli ktoś chciałby bardzo zaprotestować przeciwko umowie międzynarodowej, to prosta instrukcja obsługi jest na Antyweb.pl: "Miała być paczka a jest jeszcze prościej, oto krótkie info jak zamontować elementy do wyświetlenia toplayera z protestem w sprawie ACTA na waszych serwisach. Dodam, że jest to warstwa, którą można zamknąć – całkowite wyłączenie stron robimy jutro między godziną 19 a 20" -- a później trochę kodu... 
  • o atakach na *.gov.pl pisać mi się nawet nie chce. Także dlatego, że coraz częściej dochodzę do wniosku, że od rządu wolę bezrząd. Ot taki ze mnie anarchista po czterdziestce... ;-) 
Komentarze (47)
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-02-22 23:27
słodyczoholiczka:
Ekskluzywny wywiad z Iwusią, od której się zaczęło ;-)
Jeszcze jedno.Mam słówko do wszystkich kucharek robiących w domu ptasie mleczko: może jednak[...]
2012-02-20 17:13
JaJa225:
"To nie jest spam"
Sorki raz jeszcze, z rozpędu wkleił mi się adres tamtego spamera od ziemi. Podobny "Witam[...]
2012-02-20 15:20
słodyczoholiczka:
Ekskluzywny wywiad z Iwusią, od której się zaczęło ;-)
Tak tak ,zaczyna sięod prośby ,a kończy na totalnym gwałcie na wolności! Ręce precz od wolności[...]
2012-02-20 14:20
moniaaaa:
Luka? Gdzie ta luka?! (zakaz publicznego picia alkoholu)
Zapraszam do zajrzenia na strony: www.sztukawina.pl oraz www.scottishhouse.pl coś dla koneserów[...]
2012-02-20 10:32
JaJa225:
"To nie jest spam"
Sorki, że się rozpisuję ale mam tak potąd tego spamu że... Czasem przychodzi na adres[...]
2012-02-20 10:11
JaJa225:
"To nie jest spam"
Coś nie jest spamem bo spamer zaprzecza jakoby nim było. Jakby coś nie jest kradzieżą bo[...]
2012-02-20 09:44
JaJa225:
"To nie jest spam"
Właśnie doszło mnie cuś takiego "Szkoła Nauki Języków Obcych prosi o wyrażenie zgody na[...]
2012-02-19 19:27
Patryk z chomika:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Witam, Otrzymałem na chomiku wiadomość dot. umieszczenia pliku (znajduje się ona poniżej)[...]
2012-02-19 19:09
wojakrob:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
@ cata >>>Przepraszam a gdzie na klawiaturze jest to "R" AAAAAAa, mam kopiuj- wklej ®.[...]
2012-02-18 17:56
monika222:
Lubisz markową whisky? Niewątpliwie jesteś pedofilem!
Zapraszam do zajrzenia na strony: www.sztukawina.pl oraz www.scottishhouse.pl coś dla koneserów[...]
2012-02-17 22:45
mrogus:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
PAP poinformowała, że przyznawane polskim twórcom ludowym nagrody, zwane na cześć sławnego[...]
2012-02-17 03:49
GŁUPI JASIO ZE WSI:
Ekskluzywny wywiad z Iwusią, od której się zaczęło ;-)
Przyrodnik, Do matołów-prawników nadal nie dotarł fakt, że Ptasie Mleczko (R) to nie jest[...]
2012-02-17 00:27
Rak_wstecznik:
Ekskluzywny wywiad z Iwusią, od której się zaczęło ;-)
No tak, wiadomo: zaczyna się od ptasiego mleczka, następnym krokiem jest handel narkotykami,[...]
2012-02-16 23:25
trollo:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
Przecież wedel to ŻYDZISKO,to co sie spodziewaliście.
2012-02-16 22:46
cata:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
Przepraszam a gdzie na klawiaturze jest to "R" AAAAAAa, mam kopiuj- wklej ®. Jadac[...]
2012-02-16 15:47
Przyrodnik:
Ekskluzywny wywiad z Iwusią, od której się zaczęło ;-)
Prawnik widzial taki disclaimer zapewne w ksiazce w ktorej uzywane sa nazwy zastrzezone i znaki[...]
2012-02-16 11:53
Jerzy77:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
no i co za problem - wystarcyzło odpowiednio oznaczyć znak zastrzeżony - czy to dziwne???? nie[...]
2012-02-16 00:32
wojtekkkk12:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
ja też nie będę już kupował tego pta....mle... firmy W... Zapomniałem już pełnej nazwy tego[...]
2012-02-15 22:13
melanoma:
Ekskluzywny wywiad z Iwusią, od której się zaczęło ;-)
Tak właśnie narodziły się torrenty...
2012-02-15 20:55
123mery:
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
@mąka: Twoja sprawa dotyczy torrentów czy chomika? Jak to jest z tym zabieraniem komputera:[...]
2012-02-15 19:16
mmm777:
Ekskluzywny wywiad z Iwusią, od której się zaczęło ;-)
@Olgierd Właśnie - w sposób poglądowy - wyjaśniono Ci (i Iwusi) pożytki z anonimowości w[...]
2012-02-15 19:10
mąka:
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
Ja nie podpsałem pierwszego porzumienia gdzyż mówiono mi że to wał i przyszli do mnie[...]
2012-02-15 15:07
Yenn:
Ekskluzywny wywiad z Iwusią, od której się zaczęło ;-)
szczególnie to malinowe, którego akurat teraz nie sposób dostać:(
2012-02-15 14:56
ciamcia:
Ekskluzywny wywiad z Iwusią, od której się zaczęło ;-)
imbecyl
2012-02-15 12:25
hub_lan:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
Zatrudniliście taką a nie inna kancelarię to macie tego takie a nie inne efekty stąd[...]