Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
 Oceń wpis
   

to jest właśnie Olgierd RudakOtrzymuję od jakiegoś czasu listele (wcale nie aż tak liczne -- dzięki!) z pytaniami: (i) co ja w ogóle sądzę o tej ACTA? (ii) dlaczego tu ostatnio tak cicho, czy coś się stało?

Dla zaspokojenia ciekawości P.T. Czytelników postaram się odpowiedzieć -- krótko, w punktach, bo mi się nie chce -- na oba zestawy pytań:

ad. (i) ACTA:

  • moim zdaniem wbrew temu, co chyba twierdzą niektórzy największy problem z ACTA nie polega na tym czy polski rząd konsultował umowę czy jej nie konsultował, a jeśli konsultował to z kim;
  • nie chodzi też o to z kim i jak długo premier czy jakiś minister lubi deliberować przy internetowej kamerce; 
  • największym felerem ACTA jest przecież cel, w jakim zdecydowano się na podjęcie prac nad tą umową: to jeszcze jeden sposób na ingerencję w naszą wolność i prywatność;
  • to efekt dokładnie tej samej polityki, która nakazuje: utajnić prezydenckie opinie prawne dotyczące skoku na OFE, aby następnie uchwalić przepisy o utajnianiu prawie wszystkiego;
  • to zresztą ta sama filozofia, która nakazuje współpracować z niedemokratycznymi reżimami jeśli tylko chcą one poddusić krnąbrnych i opornych (albo zbierać dane o nadawcach i adresatach przelewów, zbierać dane o pasażerach samolotów);
  • generalnie rzecz ujmując jest to filozofia nowoczesnego i omnipotentnego państwa, w którym każda "wolność" jest ważna tylko w granicach ustawy, a każde "prawo" kojarzy się tylko z prawem do wcześniejszej emerytury lub zasiłku; 
  • trudno więc mieć pretensje do rządu, że potajemnie uchwala przepisy, dzięki którym jeszcze lepiej przykręci nam śrubę;
  • a z drugiej strony: czy los wymordowanych będzie w czymkolwiek lepszy, jeśli się okaże, że ludobójstwo zostało prawidłowo i jawnie skonsultowane przez tyrana, w dodatku z reprezentatywną próbką społeczeństwa?
  • czy naprawdę chodzi o to, że tyrania może zostać wprowadzona, pod warunkiem, że wypowie się społeczeństwo -- na przykład w drodze powszechnego referendum

ad. (ii) cisza:

  • po pierwsze lekkie zmęczenie materiału: najpierw myślałem, żeby dać sobie miesiąc i zobaczyć czy jeszcze będzie mi się chciało, teraz myślę, żeby sprawdzić to na napoleońskim odcinku 100 dni;
  • po drugie niedawno stuknęła mi czterdziecha (dowód na załączonym obrazku), więc pewnie endorfina się trudniej wydziela;
  • coraz wyraźniej dochodzę też do przekonania, że nie ma najmniejszego znaczenia co i jak napiszę, a także to ile osób to przeczyta -- że może parę osób się wkurzy, może ktoś przyśle mi jakieś sprostowanie, a parę innych będzie miało z tego ubaw -- ale generalnie do niczego to nie prowadzi;
  • no i nadal spada mi współczynnik lansu. Spada on mi tak bardzo, że nawet nie mogę napisać, że mogłem odmówić spotkania Prezesowi Rady Ministrów, bo niestety, ale Prezes Rady Ministrów nie chciał poznać mojego zdania ani na temat umowy ACTA, ani na temat zaniedbań w trybie konsultacji, ani na jakikolwiek inny temat.

Toteż trzymajcie się ciepło. Może jeszcze w lutym coś tu napiszę.

Komentarze (24)
Piramidalny konflikt interesów blogoidalny
 Oceń wpis
   

Mirek Połyniak o blogvertisingOd jakiegoś czasu czekałem na poważny, analityczny tekst napisany na blogu -- czyli taki, który z jednej strony dałby mi do myślenia, a z drugiej może posłużył jako przesłanka do dyskusji o etyce na blogaskach (bo wiadomo, że blogerzy sprzedajni nie są).

I oto jest: Mirek Połyniak pisze o Blogvertisingu, który podobno idzie na dno, bo jest mała sytuacja kryzysowa i brak zrozumienia dla "mediów społecznościowych". Trwożąc się nad aroganckim traktowaniem blogerów i pracowników Mirek Połyniak poucza ("mam nadzieję, że dzisiejszy wpis będzie bardzo pouczający, szczególnie dla wszystkich, którzy chcą wystartować ze swoją firmą związaną z Internetem") swoich Czytelników z wyżyn swojego Wiedzestwa: nie idźcie tą drogą, albowiem ja jestem tym, który wie i który was poprowadzi ku prawdzie.

Muszę przyznać, że bardzo lubię takie teksty: dość odważne, krytyczne, z tezą.

Ważne jest jednak, żeby teza się broniła. Nie chodzi o to, żeby być hiperobiektywnym, ani o to, by nie zajmować się tym, co kogo boli. Ważne jednak, by nie zapominać o owej etyce (to takie stare i niemodne słowo), która wymaga -- to moje zdanie, ale ze mnie taki oldschoolowiec trochę -- by ujawniać Czytelnictwu detale, bez których odbiór rzeczywistego obrazu będzie niemożliwy.

Przechodząc od ogółu do szczegółu: pochyliwszy się nad losem spółki Brand New Media sp. z o.o. Mirek Połyniak zapomniał dodać dość istotnego szczegółu, który -- to moja opinia, ale chyba nie aż tak nieuzasadniona -- rzuca nowe światło na jego warsztat dziennikarza śledczego.
Oto bowiem nasz głęboko etyczny i niesprzedajny następca Woodwarda i Bernsteina występuje w sprawie w podwójnej, a nawet potrójnej roli: (i) jako bloger, który realizuje swoje prawo do wyrażenia swojego niezadowolenia, (ii) jako przedsiębiorca, który zamawiał w Brand New Media przeprowadzenie jakichś tam kampanii reklamowych, (iii) jako dłużnik, który nie płacił za owe kampanie, w związku z czym sąd musiał wydać nakaz zapłaty -- a komornik ściągnąć dług (bo dłużnik sam w sobie nadal nie raczył zapłacić).

Mirek Połyniak wyrok Brand New Media

Półzdaniem można powiedzieć, że mamy oto taką sytuację, że przedstawiciel mediów społecznościowych okazuje się być nie tyle wnikliwym obserwatorem, lecz stroną (niepodjętego sporu) o niezapłaconą należność -- która po przerżnięciu sprawy, zamiast przeprosić i więcej się nie wygłupiać -- bierze się za oczernianie wierzyciela-kontrahenta.

Mirek Połyniak komornik Brand New Media

Odnosząc się jeszcze raz do tekstu Mirka Połyniaka złośliwie można powiedzieć, że każdy przedsiębiorca może pójść na dno, jeśli kontrahenci mu nie płacą -- dobrze jednak, że są jeszcze jakieś sposoby.

Gorzej jednak -- dla czystości sytuacji na rynku i w mediach -- jeśli tacy "etyczni" biznesmeni, nie zważając i nie informując nawet swoich odbiorców o konflikcie interesów, pouczają innych "jak robić trzeba", nie rezygnując z podwójnej roli gracza na rynku oraz (nieuczciwego) recenzenta tego rynku.

Wydaje się jednak, że miast stroić się w piórka eksperta, warto zacząć od zmiany podtytułu blogaska na "niewiarygodny kontrahent" oraz zacząć reklamować się w branży czarnego PR.


PS w ramach transparentności pragnę wyjaśnić, że Brand New Media sp. z o.o. jest spółką zależną od Money.pl sp. z o.o., zaś pozew oraz wniosek egzekucyjny sporządzał niżej podpisany.

Komentarze (26)
Władza musi ścierpieć nawet ostrą i błędną krytykę
 Oceń wpis
   

A 'newborn' frog walking

Mosiński bloger, któremu niecałe pół roku temu -- oczywiście z art. 212 kk -- zakazali pisania bloga może spać spokojnie: w apelacji został uniewinniony od większości zarzutów, a tam, gdzie go nie uwolniono -- zmienił mu kwalifikację i umorzył postępowanie ze względu na znikomą szkodliwość społeczną czynu.

To dobrze: przede wszystkim Łukasz Kasprowicz nie będzie musiał wystawiać swojego komputera na Allegro (przypomnijmy, że w drakońskim wyroku I instancji wlepili mu roczny zakaz wykonywania zawodu dziennikarza). Poza tym zawsze trzeba się cieszyć, jeśli złe i głupie prawo -- a przecież art. 212 kodeksu karnego jest zły i głupi -- po raz kolejny nie spełni swojego zadania.

Sąd wyszedł ze stanowiska, że oskarżony bloger -- bardzo zaangażowany w życie lokalne --  korzystał w ten sposób z prawa do krytykowania poczynań władz swojej gminy, zaś negatywna ocena władz publicznych może być czasem błędna, jednak osoby poddane krytyce muszą być uodpornione nawet na błędną i niesłuszną krytykę.

Tu 100% zgody, nie ma się co dziwić zatem, że wyrok zdecydowanie mnie cieszy -- natomiast dziwi mnie nieco przywoływane przez prasę zdanie, które sąd miał rzekomo wyrazić w ustnym uzasadnieniu.
Oto miało tam paść sformułowanie, że blogerzy mogą używać ostrzejszego języka, bo "jest oczywiste, że jak ktoś chce, w sposób prosty, zachęcić innych do czytania jego komentarzy, może w tym celu posunąć się do używania sformułowań dobitnych czy szokujących". Dziwi mnie to o tyle, że: albo ostrego języka powinien móc używać każdy, nie tylko bloger (bo niby dlaczego właśnie bloger ma mieć jakiegoś rodzaju "immunitet twórczy"? przecież to nie satyra ani kabaret!) -- albo też sąd w ogóle nie powinien formułować takich tez forujących jedną z form wyrazu.

(Co ciekawe równocześnie w dwóch przypadkach takiego ostrego języka -- to właśnie ta zmiana kwalifikacji z art. 212 kk (pomówienie) na art. 216 kk (znieważenie) -- Sąd Okręgowy wyszedł z założenia, że użyte słowa mogły narazić burmistrzynię Mosiny na utratę dobrego imienia, jednak właśnie w tym zakresie postępowanie umorzył.)

Pokrzywdzona i oburzona wyrokiem (sygn. akt IV Ka 266/11) "bo sąd daje zgodę na prostactwo, chamstwo i łobuzerię dziennikarską. Nie można bezkarnie kogoś obrzucać inwektywami" burmistrzyni zapowiada wniesienie kasacji. Ma takie prawo, jednak sądzę, że lepiej będzie, jeśli weźmie sobie do serca zdanie o krytyce władz.
 

PS na zdjęciu młoda żabka. Można pocałować, może się zmieni w piękną opinię o naszych polskich municypałkach.

Komentarze (13)
Bo wszyscy artyści... [Kazimierz Staszewski p-ko Agora SA]
 Oceń wpis
   

supermarket blox kazimierz staszewski konsument mówi, że je aby jeść Historia z tych, które nawet jeśli miałyby się nie zdarzyć, należałoby je wymyślić (aby nie w postaci scenariusza filmu dla półgłówków, np. takiego, jak Polsat daje w środowe wieczory): dziennikarz pracujący dla popularnego dziennika (równocześnie bloger) jako motto dla swojego bloga używa 6 słów będących równocześnie cytatem z piosenki popularnego śpiewaka. Traf chce, że na owe 6 słów trafia śpiewak (a może ktoś mu mówi o tym, co zrobił bloger?), więc wynajmuje kancelarię prawniczą -- i zmusza blogera do zmiany tytułu swojego dzienniczka.

Albo -- w mniej grimmowskiej -- wersji: Piotr Miączyński z Agory pisze bloga "Supermarket", opatrując go cytatem z twórczości p. Kazimierza Staszewskiego ("konsument mówi, że je aby jeść" -- trochę się boję przepisać te słowa...), na co trafia p. Staszewski, więc wynajmuje kancelarię prawniczą, która śle do blogera (i Agory! -- "należącego do Agora SA blogu": WTF? facet może i pracuje dla Agory, ale żeby jego blog "należał do Agora SA"??!) wezwanie do zaniechania naruszeń... A ponadto: przedstawienia miesięcznych statystyk wejść na stronę "uwzględniających liczbę wywołań, plików, stron, wizyt, lokalizacji oraz pobranych kilobajtów" (WTF???) co ma umożliwić "dokonanie rozmiarów szkód poniesionych wskutek nieuprawnionego korzystania z jego dorobku twórczego" (pewnie miało być "oszacowania", ale jak się dmie w surmy bojowe, to o logikę zdań dbać aż tak bardzo nie trzeba).

Dość rzec, że blog "Konsument mówi, że je aby jeść" staje się "Towarem niezgodnym z umową", co samo w sobie brzmi dość złośliwie ;-)

Jeśli wyobrażałem sobie moment, że nie będę musiał czytać Wired, by dowiedzieć się o czymś skrajnie zadziwiającym -- na przykład żądaniu zapłacenia sześciuset trylionów dolarów za pobranie tuzina empetrójek albo ścięciu paru internautów w Arabii Saudyjskiej za brylowanie na Naszej Klasie -- to nigdy nie myślałem, że temat będzie brzmiał: K. Staszewski vs. Agora SA. I że sprawa będzie dotyczyła kawałka tekstu utworu, wykorzystanego -- co wcale nie jest nieistotne -- nie jako tytułu serii wydawniczej Agory, lecz po prostu: jako motto czy tytuł bloga...

Abstrahując od wszystkiego: ja rozumiem, że zgodnie z przepisami ustawy o prawie autorskim i prawach pochodnych jednym z warunków cytowania czyjejś twórczości jest podanie autora cytowanego utworu. Literalnie rzecz ujmując może i Piotr Miączyński powinien był bloga swojego zatytułować "Konsument mówi, że je aby jeść -- Kazimierz Staszewski" (stety czy nie ustawa nie przewiduje wyjątków...), jednak już samo w sobie używanie tego rodzaju cytatów -- moim zdaniem -- nawet jeśli komuś się to nie podoba -- mieści się w pojęciu "prawa gatunku twórczości" z art. 29 ust. 1 pr.aut.
Oznacza to, że każdy -- dziennikarz, bloger, prawnik, artysta, kontroler MPK -- może sobie od czasu do czasu "pojechać" jakimś odwołaniem do czyjejś twórczości, pastiszem, nawet cytatem, i to nawet niekoniecznie ograniczając się li tylko do dzieł Dawno Temu Zmarłych, ale i obecnie dzielących z nami padół łez tych osób.

No i jeszcze te bajońskie sumy, które -- bloger? Agora? -- mieli jak rozumiem zarobić na rzekomo nieuprawnionym korzystaniu z dorobku twórczego -- ze szkodą dla twórcy...
Żeby było jasne: w tym blogu nie śpiewało się piosenek śpiewaka jako kolęd, nie wystawiało jumanych plików, nie linkowało do Chomika; jak sądzę nawet Hapro Media nie może się przyczepić.

Jeśli jest inaczej, to uprzejmie donoszę (sam na siebie) i żądam przykładnego ukarania mnie samego za:

  • bezprawne użycie komercyjne cytatu z filmu "Miś" w felietonie "7 z tygodnia (VI)", gdziem przepisał bezczelnie zdanie "Wiesz co robi ten miś? On odpowiada żywotnym potrzebom całego społeczeństwa. To jest miś na skalę naszych możliwości. Ty wiesz, co my robimy tym misiem? My otwieramy oczy niedowiarkom. Patrzcie - mówimy - to nasze, przez nas wykonane i to nie jest nasze ostatnie słowo" (44 słowa!);
  • nie mniej bezprawne użycie frazy ""KAŻDY KILOGRAM OBYWATELA Z WYŻSZYM WYKSZTAŁCENIEM SZCZEGÓLNYM DOBREM NARODU" ("Każdy kilogram obywatela..."), także na szkodę Stanisławów Barei i Tyma;
  • zbrodnicze przerobienie tytułu utworu p. Staszewskiego w tytułach tekstów: "Ostateczny krach systemu antybelkowego", "Dalej jazda do roboty (---) nieroby!" oraz "Wolność? Po co nam Wolność, skoro mamy Unię...";
  • no i rzecz jasna za motto mojego nieszczęsnego blogaska, które jest przecież trawestacją tytułu świetnego filmu Woody Allena (nb. dziś wesoły Czytelnik wysłał mi przezabawne pismo z cyklu "cease & desist" -- tak, moi drodzy, fraza "Wszystko co chcielibyście wiedzieć o prawie, ale wstydzicie się zapytać" jest tylko nędzną podróbką i przykro mi za tych wszystkich, którzy myśleli, że to ja sam taki mądry jestem;
  • (innych, wcale nie pomniejszych, nawiązań i cytatów, nawet nie liczę)

Chciałbym jeszcze, korzystając z okazji, donieść, że ludzie związani z Agorą wykazują się szczególną predylekcją do zachowań tego rodzaju: to tam prowadzi się bloga pt. "Autobus czerwony" (muz. Wł. Szpilman, tekst Kazimierz Winkler, wyk. Andrzej Bogucki i Chór Czejanda)...

Generalnie p. Staszewski Kazimierz (i kancelaria go reprezentująca) mają za sobą lepszą wtopę, moim zdaniem jak ktoś ma wolny kwadrans to warto historię przetłumaczyć i posłać do EFF, niech rozsławią imię ich w "Hall of Shame".

Komentarze (36)
Ach ten Polbank ;-)
 Oceń wpis
   

jak Polbank przysłał Olgierdowi winko ;-)To już przechodzi do (niepisanej lecz opisanej) tradycji tego lubczasopisma: w nagrodę za zwrócenie bankom uwagi na różne (mniejsze lub większe) wpadki -- jest mi przysyłana butelczyna pysznego wina.

Tym razem padło na Polbank, który niedawno miał śmieszne potknięcie z dostarczaniem klientom nowych kart (przy okazji dowiedziałem się, że problem był wynikiem zmiany dostawcy plastików). W tzw. międzyczasie wszystko wróciło na właściwe tory, klienci (w tym ja) mogą cieszyć się swoimi kartami kredytowymi... a dalej to już widać na załączonym obrazku ;-)

Muszę przyznać, że taka rola coraz bardziej mi odpowiada: ja tu sobie coś tam piszę, a P.T. Czytelnicy mnie doceniają ;-) Czas chyba jednak wziąć się za coś konkretnego -- zanim jednak zacznę pastwić się nad winnicami (skoro banki przysyłają wino, to co przysłać mogą producenci wina?), muszę chyba popisać troszkę o autach.
Jest z tym jednak pewien feler. Nawet jeśli skrytykuję te marki, o których w ciemno wiem, że nie lubię ("nie kupuj auta na "F"), to skutkiem będzie co najwyżej podesłanie mi jakiegoś fiata, forda albo innego "francuza".

Dla jasności obrazu powiem wprost: beznadziejne auta robi folkswagen. Przybywaj! ;-)

Komentarze (23)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-05-18 07:28
polokolo:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Hmmm.... a ciekawe czy strony prywatne też "podpadają" pod klauzule niedozwolone? Czy je też[...]
2012-05-16 16:07
Polak który ciężką :
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Ty kurwo!!!!!! Jak ktoś próbuje uczciwie zarabiać na chleb ale nie zna milionów przepisów to[...]
2012-05-15 17:07
fat:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
A dzisiaj nie można wypłacić pieniążków bo 'mają awarię systemu' ... nikt nie wie kiedy[...]
2012-05-15 11:38
jamto:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Raz jeszcze o Wedlu. Zapraszam do poczytania jak to Wedel klientów w @$#@# robi :)[...]
2012-05-07 16:29
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
I kamizelkę kuloodporną w razie zapuszczania się w tereny zalesione- zawsze może znaleźć się[...]
2012-05-07 15:56
handel emisjami:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
No ale obowiązek jazdy na rowerze w kasku mogliby wprowadzić, czemu nie? I w ochraniaczach na[...]
2012-05-04 23:29
2222:
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
moze zabrac
2012-05-03 10:53
robal_pl:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Akurat swiatla to na prawde powinien miec wlaczone jesli jedzie po drodze. I generalnie[...]
2012-04-30 17:57
rocket00:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Pani Rakieta? :)
2012-04-30 15:29
zjadacz_mleczka:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
rotfl dokladnie, pozwac - z banku mozna wydrzec miliony!!! A ja tam chromole wedla w p...e[...]
2012-04-30 14:35
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Dajże jakiegoś wpisa Olgierd bo ja (a domniemam że mógłbym użyć "my") czekam wyposzczony.
2012-04-27 14:41
QM music:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
problematic nie jest podstawiony, faktycznie Spółka QM music prowadzi wiele spraw zarówno[...]
2012-04-25 12:38
m852:
Jak pozwać Polbank i nie dać się zwariować ;-)
Mam do Pana pytanie. Zawarłam umowę ubezpieczenia komunikacyjnego z Axa Direct odddział w[...]
2012-04-24 21:13
Alabama:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
i jak sie to skonczylo?
2012-04-20 18:13
złość:
Zagraj to jeszcze raz na KOBIZE, Sam
dobrze, że tutaj można znaleźć wyjaśnienia Kobize, na oficjalnej stronie już ich nie ma! Jak[...]
2012-04-17 21:10
69motor@gmail.com:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Witam wszystkich Dzisiaj moja małżonka dostałą pismo z w/w "Stowarzyszenia". Podana jest[...]
2012-04-16 14:08
rtyrty:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
to lipa
2012-04-13 09:49
sodoma:
Internet z siedzibą w Warszawie
A do mnie dzwoniła Pani z TPSA i mówiła, że chce ze mną porozmawiać jako z właścicielem internetu :D
2012-04-12 22:02
bartoszcze.of.gazeta:
Internet z siedzibą w Warszawie
Widocznie to w Warszawie ten internet wydrukowali.
2012-04-11 17:02
huxxx:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
myślę, że "problematic" jest podstawiony do pisania takich bzdur!!!!
2012-04-10 20:14
Zołtar :
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
Pan Puczydłowski nie jest radcą prawnym czy adwokatem nie ma nawet wykształcenia prawniczego,[...]
2012-04-10 15:23
Mathev:
Ostatni dzień na zadbanie o własną prywatność w Google
U była włączona a nie bratam się z google. Samoistnie zadziałała. w każdym razie blog ma nowego[...]
2012-04-10 14:16
Morg_:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
@adam....z Może jakiś rowerzysta przejechał panu posłowi po palcach? ;-)
2012-04-09 20:28
problematic:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Mój dziadek, który płaci za internet w domostwie gdyż na niego był tel w TP dostał wezwanie na[...]
2012-04-07 01:29
adam....z:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Ale dlaczego tylko rowery? Przecież użytkownicy innych środków poruszania się też sprawiają[...]