Niepokorni blogerzy na szafot (dziś w Iranie, jutro w UE?)
 Oceń wpis
   

Parlament Islamskiej Republiki Iranu -- to doskonały przyczynek do dyskusji na temat tego, co potrafi republikańska władza w imię narzucenia swojej woli po wypędzeniu legalnego monarchy -- ciężko pracuje nad ustawą, zgodnie z którą karane śmiercią będzie propagowanie w internecie 'korupcji, prostytucji i apostazji'. Na przykład na blogu czy innej stronie www.

Celem nowego prawa jest -- to oczywiste, ale zawsze warto przypominać nawet tak oczywiste oczywistości -- zapewnienie jeszcze lepszego bezpieczeństwa dla zdrowej tkanki społeczeństwa.

Krytycy -- a tych nie brak nawet wśród Persów -- wskazują, że odtąd nie będą mogli czuć się pewnie młodzi blogerzy głośno acz często anonimowo wyrażający swoją dezaprobatę dla porządków panujących pod rządami Ajatollacha Chamenei (co ciekawe, internet i blogi są bardzo popularne wśród młodych Teherańczyków, pomimo dość silnej cenzury).
Łamiący zakaz będą traktowani bądź jako wrogowie Boga (mohareb), bądź jako łapówkarze. Zbrodnie te zagrożone są m.in. bezwarunkową karą powieszenia, ucięcia prawej dłoni i lewej dłoni lub wypędzeniem.

Jak widać nie tylko Parlament Europejski i władze Warszawy nienawidzą blogerów -- czasem nawet całkiem zasłużenie (za ten tekst coś uciąć mi się powinno) -- jednak chyba tylko umiłowaniu życia zawdzięczamy, że grozi nam zaledwie odsiadka z art. 212 kodeksu karnego, nie zaś odjęcie członków czy nawet ścięcie. I chociaż dostrzegam dużą różnicę między cywilizowanym 'demokratycznym' procesem o zniesławienie a zbiegowiskiem brodaczy żądnych krwi i sensacji, nie mogę oprzeć się wrażeniu, że różnimy się tylko metodami zwalczania niepokornych.

Bo sami niepokorni nie mogą się czuć bezpiecznie ani we Wrocławiu, w Brukseli, Nowym Jorku czy Teheranie.

Komentarze (6)
Naked Cowboy może pozwać M&M's
 Oceń wpis
   

Naked Cowboy -- legenda nowojorskiego Times Square -- może pozwać Mars Inc. w związku o naruszenie jego znaku towarowego. Słodki potentat miał złamać prawa Roberta Johna Burck'a w ten sposób, iż użył animowanej postaci podobnej do ulicznego grajka w reklamie M&M's.

Obecnie Naked Cowboy żąda od producenta drażetek 6 milionów dolarów odszkodowania, wskazując, iż w reklamie wykorzystano wykreowany przez artystę wizerunek w celach komercyjnych, bez uzyskania jego zgody, przez co nabywcy M&M's mogą nabrać błędnego przekonania, że Naked Cowboy wspiera kampanię Marsa. Co ciekawe -- jak pisze CNN -- Burck faktycznie zarejestrował znak towarowy 'Naked Cowboy' i swój 'sceniczny' imidż z zamiarem licencjonowania tych dóbr na rzecz różnych firm i zdarzło się nawet, że wystąpił w reklamie Chevroleta.

Podobna sprawa była przedmiotem rozważań polskich sądów przeszło 10 lat temu, w 'sprawie Genowefy Pigwy', w której Sąd Apelacyjny w Krakowie wyrokiem z 7 lutego 1995 r. orzekł, iż wprawdzie wykreowany przez artystę kabaregowego wizerunek sceniczny nie jest utworem w rozumieniu prawa autorskiego, jednak jego komercyjne wykorzystanie -- podobnie jak pseudonimu artystycznego -- stanowi naruszenie prawa do wizerunku (sygn. I ACr 697/94).

A na zakończenie smaczek dla cierpliwych. Oto krótki recital Nagiego Kowboja: 

PS Zdjęcie Ryana McGinnis'a, dostępne na licencji CC Uznanie Autorstwa 2.5 (za Wikipedią).

PPS Naked Cowboy ma nawet swoją własną stronę internetową. WOW!

 

Komentarze (0)
Europarlament boi się blogerów?
 Oceń wpis
   

Nikt nie może być pewien swego życia, zdrowia, majątku i... prywatności, dopóki obraduje Parlament Europejski. 

Tym razem eurodeputowani postanowili zająć się sprawą najwyższej wagi z racji bezpieczeństwa, więc -- 'żeby było jasne, kto stoi za blogerami' -- Specjalny Raport Specjalnej Komisji zarekomendował: 'Zachęcamy do dobrowolnego znakowania blogów, by jasne były zawodowe i finansowe interesy oraz odpowiedzialność ich autorów i wydawców'.

Najprościej to ujmując: eurowładza ma dość anonimowej krytyki blogerów (pewnie czytają Lege Artis), ale dziś jeszcze nie chce iść tak daleko jak szwedzki reżim, który -- mimo słusznej krytyki wskazującej na pekińskość proponowanych rozwiązań -- odważył się przyjąć przepisy gwałcące prawo do prywatności internautów. Metoda europejska będzie bardziej cywilizowana: wprawdzie nikt nie uznaje nas a priori jako zagrożenie, ale zdaniem Parlamentu Europejskiego każdy bloger powinien oznakować (się?), a to dlatego, iż posiada w swej dyspozycji potężny oręż do wywierania wpływu na inne osoby. O sposobie oznakowania blogów postanowi -- jakież to europejskie!! -- grupa ekspertów, która już obraduje, zaś wnioski przedstawi pod koniec roku. (Czyżby chodziło o to szacowne grono?)

Ze swojej strony mogę dodać tylko tyle: wiedza, iż Parlament Europejski zajmuje się takimi bzdetami jak blogosfera -- w dodatku zmierzając w kierunku ograniczenia naszej prywatności i swobody (mój własny coming-out nie zmienia faktu, że dopuszczam możliwość pisania całkowicie anonimowego) -- sprawia, że jeszcze bardziej ugruntowuję się w mojej antylizbońskiej propozycji. Jeśli 'lepsza&silniejsza' Unia ma skupiać się na -- dobrowolnym ;-) -- inwigilowaniu internautów to ja dziękuję.

I jeszcze jedna smutna konkluzja. Wszystko wskazuje na to, że czynniki europejskie pracują zgodnie z doskonale nam znaną zasadą, która mówi, że jak o czymś nie ma przepisu, to jest luka, a jak jest luka to rysuje się potrzeba inicjatywy ustawodawczej. Rok jeszcze nie minął odkąd Komisja Europejska stała na stanowisku, iż blogi podlegają wyłącznie prawu krajowemu, a przepisom Unii nic do nich.

 

PS na zdjęciu europarlamentarzyści obradujący w Sztrasburgu. Mogą jeszcze w Brukseli, bo przecież jedno miejsce obrad to za mało dla takiego gremium. Zjęcie autorstwa J. Logan (za Wikipedią).

Komentarze (3)
Odpowiedzialność administratora forum za cudze wpisy
 Oceń wpis
   

Coraz częściej dochodzę do przekonania, że prawo -- albo to co sobie ludzie myślą, że jest prawem -- coraz częściej funkcjonuje jak straszak dla niegrzecznych dzieci. Kiedyś się mówiło: myj ręce przed obiadem, bo przyjdzie Baba Jaga i cię zeżre; dziś rolę Baby J. pełnią prawa autorskie oraz odowiedzialność za zniesławienie.

Sprawa pierwsza, wyjęta z codziennej korespondencji: 'prowadzę forum internetowe, na którym pojawił się wątek poświęcony mobbingowi w różnych firmach. Jeden z wpisów dotyczy pracodawcy, u którego sama kiedyś pracowałam -- pisze Pani Weronika z Kórnika -- specjalista ds. PR żąda usunięcia 'nieprawdziwych i oszczerczych' informacji o właścicielu firmy. Rzecz w tym, że ja wiem, że te opinie są prawdziwe. Co robić?'

No właśnie, co robić?

Nie ponosi odpowiedzialności za przechowywane dane ten, kto udostępniając zasoby systemu teleinformatycznego w celu przechowywania danych przez usługobiorcę nie wie o bezprawnym charakterze danych lub związanej z nimi działalności, a w razie otrzymania urzędowego zawiadomienia lub uzyskania wiarygodnej wiadomości o bezprawnym charakterze danych lub związanej z nimi działalności niezwłocznie uniemożliwi dostęp do tych danych.

No tak, można czytać wywiady, w których -- czy to indagowany adwokat, czy to dziennikarz -- łatwo przechodzi od odpowiedzialności cywilnej do karnej, a na pytanie o odpowiedzialność cywilnoprawną administratora forum mowa jest o... prywatnym akcie oskarżenia. Otóż nie: kluczowy art. 14 ust. 1 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną -- zwalniający z odpowiedzialności administratora, który na wieść o tym, że przechowywane u niego dane są bezprawne, uniemożliwia do nich dostęp -- nie może ekskulpować tegoż admina z odpowiedzialności karnej... ponieważ tenże odpowiedzialności za zniesławienie czy też pomówienie ponosić nie może.

Zasadą cywilizowanego prawa karnego jest bowiem ponoszenie odpowiedzialności wyłącznie za czyn zagrożony karą na mocy ustawy (nullum crimen sine lege) -- zatem skoro nie ma przepisu stanowiącego o odpowiedzialności karnej administratora forum internetowego za wpisy nie będące jego autorstwem -- to przepis powyższy nie może zwalniać go z (nieistniejącej) odpowiedzialności karnej.

Ale to tylko dygresja. Problem jest taki: co ma zrobić admin forum, który wie, że informacje podane na jego stronie są prawdziwe, natomiast sprzeciw zainteresowanego podyktowany jest wyłącznie chęcią ukrycia prawdy i zamknięcia gęby szczekaczom? Wszakże art. 14 UoŚUDE mówi o bezprawnym charakterze danych -- co koresponduje z brzmieniem art. 23 w zw. z art. 43 kc --zatem należy przyjąć, iż podanie prawdziwych informacji o osobie (jakoś tam) publicznej nie może skutkować pociągnięciem jej do odpowiedzialności.

Warto w tym miejscu zacytować Sąd Najwyższy, który w jednym z kluczowych uzasadnień wyraził pogląd, iż

Jak wynika z art. 24 par. 1 kc określającego zasady odpowiedzialności cywilnej niemajątkowej za zagrożenie lub naruszenie dóbr osobistych, odpowiedzialność ta nie jest bezwzględna. Jest ona wyłączona, jeżeli działanie sprawcy nie jest bezprawne. Za bezprawne uznaje się zaś zachowanie sprzeczne z normami prawa bądź z zasadami współżycia społecznego. Tak w judykaturze jak i w doktrynie utrwalony jest pogląd, według którego bezprawność wyłącza m.in. działanie w obronie społecznie uzasadnionego interesu. Wszakże, gdy w takim wypadku działaniem naruszającym dobra osobiste jest wypowiedź o faktach dotyczących osoby pokrzywdzonego, na gruncie przepisów kodeksu cywilnego bezprawność jest wyłączona tylko wówczas, jeżeli wypowiedź zawiera informacje prawdziwe.

 (zachęcam jeszcze do poczytania wyroku SN z 16 lutego 2002 r., V CKN 1010/00 oraz uchwały siedmiu sędziów SN 18 lutego 2005 r., III CZP 53/04).

Znaczy się: jeśli mamy pewność, że opinie i informacje podane na zarządzanym przez nas forum internetowym są prawdziwe, dotyczą one 'osób publicznych', zaś ich rozpowszechnienie można uzasadnić ochroną społecznie uzasadnionego interesu -- to śmiało możemy żądanie zignorować. Włos z głowy za to nikomu nie spadnie.

Strach jest przydatny także w marketingu. Otóż okazuje się, że można grozić bliżej niesprecyzowanymi konsekwencjami prawnymi twórcom stron internetowych, którzy ośmielili się wkleić na swoje strony zaczerpnięte z YouTube fragmenty jakiegoś filmu.

I nawet pal licho czy można mówić o naruszeniu praw producenta kreskówki przez osoby, które 'jumają' fragmenty utworów z legalnie bądź co bądź działającego serwisu internetowego. A nawet jeśli tak: czy wysuwanie propozycji nie do odrzucenia -- składane przez Re:define oferty wrzucenia bannerka czy innej kreacji 'tytułem rekompensaty' -- to zwykłe 'kup pan cegłę'. (Nawiasem mówiąc tak zarąbiście 'prawny' zarząd spółki zasługuje na dziesięć patyków grzywny za niedopełnienie obowiązków informacyjnych -- art. 595 par. 1 w zw. z art. 206 par. 1 ksh -- nie od dziś mówią, że na złodzieju czapka gore.) 

Na zakończenie coś dla rozluźnienia: agencja Associated Press postanowiła tak bardzo chronić swoje prawa, że wytoczyła niedawno najcięższe działa przeciwko internautom, które zechcą cytować u siebie materiały AP. W przedstawionym cenniku (na obrazku, który zajumałem z BetaNews) widać, że agencja winszuje sobie 12,50 dolarów już za 5 słów (!), 17,50 dolców za przeszło 25 słów oraz setkę -- jeśli komuś przyjdzie na myśl zaczepnąć przeszło 250 słów z materiału, do którego prawa ma AP.

Ponoć panowie coś tam jeszcze negocjują, ale jak znam życie -- jeszcze o tym pomyśle usłyszymy. Nie raz.

Komentarze (13)
See you later, agregator
 Oceń wpis
   
Zadano mi ostatnio kilka pytań o serwisy agregujące treści (szczególnie blogi) które bazują na udostępnianych przez autorów RSS-ach. Obecność bloga w takim agregatorze nie polega na zgłoszeniu go przez wydawcę, lecz tekst jest z automatu zaciągany przez skrypt -- właśnie z tego co jest udostępnione w RSS.
Znaczy się, jeśli feed podaje cały wpis, to w serwisie też pojawi się on w całości; jeśli autor ustawi dostępność wyłącznie 'zajawki' -- wyłącznie ta zajawka zostanie zagregowana.

I tu pojawia się dość zasadniczy problem odnoszący się do istoty ochrony prawnoautorskiej utworu (czyli wpisu na blogasku) wynikający z niewiedzy na temat tego czym jest kanał RSS. Część osób wydaje się tkwić w niejasnym dla mnie -- a na pewno błędnym -- przekonaniu, iż rozpowszechnienie treści w RSS oznacza, że zdaniem autora 'odtąd/dotąd można jumać'. Bo jakby ktoś sobie tego nie życzył, to albo w ogóle nie wystawiałby feeda, albo udostępniał w ten sposób tylko część wpisu.

Nic bardziej błędnego! Udostępnienie jakiegokolwiek fragmentu (bądź całości) tekstu w formie kanału RSS nie oznacza, że autor zezwala na dowolne, bezpłatne i nieograniczone rozpowszechnianie utworu a agregatorze. RSS jest wyłącznie jeszcze jednym protokołem, za pośrednictwem którego umożliwiamy dostęp do naszej treści i jeśli chodzi o zakres ochrony niczym nie różni się od utworów udostępnionych przez http, nntp, SMTP (a nawet IMAP ;-) -- a nawet tak oldskulowych 'protokołów' jak wydanie utworu drukiem w piśmie lub tomiku wierszy.

art. 25 prawa autorskiego
1. Wolno rozpowszechniać w celach informacyjnych w prasie, radiu i telewizji:
1) już rozpowszechnione:
a) sprawozdania o aktualnych wydarzeniach,
b) aktualne artykuły na tematy polityczne, gospodarcze lub religijne, chyba że zostało wyraźnie zastrzeżone, że ich dalsze rozpowszechnianie jest zabronione,
c) aktualne wypowiedzi i fotografie reporterskie;
2) krótkie wyciągi ze sprawozdań i artykułów, o których mowa w pkt 1 lit. a i b;
3) przeglądy publikacji i utworów rozpowszechnionych;
4) mowy wygłoszone na publicznych zebraniach i rozprawach; nie upoważnia to jednak do publikacji zbiorów mów jednej osoby;
5) krótkie streszczenia rozpowszechnionych utworów.
2. Za korzystanie z utworów, o których mowa w ust. 1 pkt 1 lit. b i c, twórcy przysługuje prawo do wynagrodzenia.
3. Rozpowszechnianie utworów na podstawie ust. 1 jest dozwolone zarówno w oryginale, jak i w tłumaczeniu.
4. Przepisy ust. 1–3 stosuje się odpowiednio do publicznego udostępniania utworów w taki sposób, aby każdy mógł mieć do nich dostęp w miejscu i czasie przez siebie wybranym, z tym że jeżeli wypłata wynagrodzenia, o którym mowa w ust. 2, nie nastąpiła na podstawie umowy z uprawnionym, wynagrodzenie jest wypłacane za pośrednictwem właściwej organizacji zbiorowego zarządzania prawami autorskimi lub prawami pokrewnymi.
Szczerze to nie mam pojęcia skąd ludziom mogło przyjść do głowy, że 'RSS służy do jumania' (hmm pewnie z tego, że xml jest 'łatwy w obsłudze', a w dodatku 'sam przychodzi' ;-)

No niestety, moi drodzy, jeśli chcecie rozpowszechniać cudzy utwór u siebie na stronie to trzeba korzystać ze sposobów wskazanych przez prawo autorskie.

W pierwszym rzędzie będzie to zezwolenie autora, przy czym zezwolenie takie może mieć charakter generalny (a zatem utwór zostanie rozpowszechniony na którejś z wolnościowych licencji bądź w ogóle trafi do public domain), bądź też musimy się postarać, aby autor bezpośrednio udzielił nam takiej zgody. (Warto pamiętać, że udzielenie zgody serwisowi X nie oznacza, że utwory będą mogły być jumane przez serwis Y!)
Zasadniczo zgoda taka nie musi mieć formy pisemnej (chyba że oczekujemy, iż autor zezwoli nam na korzystanie z jego tekstów czy zdjęć na wyłączność) -- na ogół wystarczy krótki listel.

Możemy także skorzystać z dozwolonego użytku chronionych utworów -- i tu zamiast się produkować najlepiej będzie chyba jeśli wprost odeślę do art. 25 pr.aut. (w ramce cytuję go w całości).

Czytając tekst w ramce warto zwrócić uwagę na kilka na ogół pomijanych warunków:
- sprawozdania, artykuły czy zdjęcia (ust. 1 pkt 1) muszą być już wcześniej rozpowszechnione,
- w niektórych przypadkach można jumać bez zgody autora, ale nie zmienia to faktu, że trzeba mu zapłacić honorarium (ust. 2),
- w zasadzie zupełnie swobodnie można rozpowszechniać wyłącznie krótkie wyciągi ale tylko ze sprawozdań dotyczących spraw bieżących oraz tekstów poświęconych aktualnościom politycznym, gospodarczym i religijnym (ust. 1 pkt 2) -- nie będzie zatem zgodne z ustawą rozpowszechnienie bez zgody autora nawet fragmentów tekstu stanowiącego esej historyczny, poradnika dotyczącego pozycjonowania stron czy innych spraw, które nie są określone w ust. 1 pkt 1 lit a i b,
- no i można sobie oczywiście pisać krótkie streszczenia, w ramach którego będzie można nawet zacytować cudzy utwór (art. 29 ust. 1 pr.aut.) -- ale pokażcie mi agregator, który bawi się w takie cuda ;-P

Zatem jeśli nasz serwis agregujący działa w sposób określony tymi przepisami to proszę bardzo -- przeglądy publikacji, krótkie streszczenia, jakieś wyciągi, ale w całości i bezpłatnie to tylko aktualne sprawozdania o wydarzeniach, żadnych sążnistych esejów itd.

I to jest w zasadzie wszystko co mam do powiedzenia na ten temat.
Komentarze (20)
5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-05-18 07:28
polokolo:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Hmmm.... a ciekawe czy strony prywatne też "podpadają" pod klauzule niedozwolone? Czy je też[...]
2012-05-16 16:07
Polak który ciężką :
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Ty kurwo!!!!!! Jak ktoś próbuje uczciwie zarabiać na chleb ale nie zna milionów przepisów to[...]
2012-05-15 17:07
fat:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
A dzisiaj nie można wypłacić pieniążków bo 'mają awarię systemu' ... nikt nie wie kiedy[...]
2012-05-15 11:38
jamto:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Raz jeszcze o Wedlu. Zapraszam do poczytania jak to Wedel klientów w @$#@# robi :)[...]
2012-05-07 16:29
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
I kamizelkę kuloodporną w razie zapuszczania się w tereny zalesione- zawsze może znaleźć się[...]
2012-05-07 15:56
handel emisjami:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
No ale obowiązek jazdy na rowerze w kasku mogliby wprowadzić, czemu nie? I w ochraniaczach na[...]
2012-05-04 23:29
2222:
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
moze zabrac
2012-05-03 10:53
robal_pl:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Akurat swiatla to na prawde powinien miec wlaczone jesli jedzie po drodze. I generalnie[...]
2012-04-30 17:57
rocket00:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Pani Rakieta? :)
2012-04-30 15:29
zjadacz_mleczka:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
rotfl dokladnie, pozwac - z banku mozna wydrzec miliony!!! A ja tam chromole wedla w p...e[...]
2012-04-30 14:35
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Dajże jakiegoś wpisa Olgierd bo ja (a domniemam że mógłbym użyć "my") czekam wyposzczony.
2012-04-27 14:41
QM music:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
problematic nie jest podstawiony, faktycznie Spółka QM music prowadzi wiele spraw zarówno[...]
2012-04-25 12:38
m852:
Jak pozwać Polbank i nie dać się zwariować ;-)
Mam do Pana pytanie. Zawarłam umowę ubezpieczenia komunikacyjnego z Axa Direct odddział w[...]
2012-04-24 21:13
Alabama:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
i jak sie to skonczylo?
2012-04-20 18:13
złość:
Zagraj to jeszcze raz na KOBIZE, Sam
dobrze, że tutaj można znaleźć wyjaśnienia Kobize, na oficjalnej stronie już ich nie ma! Jak[...]
2012-04-17 21:10
69motor@gmail.com:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Witam wszystkich Dzisiaj moja małżonka dostałą pismo z w/w "Stowarzyszenia". Podana jest[...]
2012-04-16 14:08
rtyrty:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
to lipa
2012-04-13 09:49
sodoma:
Internet z siedzibą w Warszawie
A do mnie dzwoniła Pani z TPSA i mówiła, że chce ze mną porozmawiać jako z właścicielem internetu :D
2012-04-12 22:02
bartoszcze.of.gazeta:
Internet z siedzibą w Warszawie
Widocznie to w Warszawie ten internet wydrukowali.
2012-04-11 17:02
huxxx:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
myślę, że "problematic" jest podstawiony do pisania takich bzdur!!!!
2012-04-10 20:14
Zołtar :
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
Pan Puczydłowski nie jest radcą prawnym czy adwokatem nie ma nawet wykształcenia prawniczego,[...]
2012-04-10 15:23
Mathev:
Ostatni dzień na zadbanie o własną prywatność w Google
U była włączona a nie bratam się z google. Samoistnie zadziałała. w każdym razie blog ma nowego[...]
2012-04-10 14:16
Morg_:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
@adam....z Może jakiś rowerzysta przejechał panu posłowi po palcach? ;-)
2012-04-09 20:28
problematic:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Mój dziadek, który płaci za internet w domostwie gdyż na niego był tel w TP dostał wezwanie na[...]
2012-04-07 01:29
adam....z:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Ale dlaczego tylko rowery? Przecież użytkownicy innych środków poruszania się też sprawiają[...]