Trybunał na straży stabilności zatrudnienia biurokracji...
 Oceń wpis
   

a wish for a big fish

Zadziwiające: w myśl wczorajszego wyroku Trybunału Konstytucyjnego przyjęcie ustawy zakładającej redukcję zatrudnienia w administracji jest niezgodne z ustawą zasadniczą -- bo godzi w konstytucyjną zasadę zaufania do państwa.

Albo -- jak w publicystycznym stylu napisano w komunikacie prasowym po rozprawie na stronie internetowej TK -- zwalnianie pracowników mianowanych korpusu służby cywilnej jest niezgodne z konstytucją.

Wyłożone w owym komunikacie stanowisko sędziów jest proste i na pierwszy rzut oka wygląda całkiem sensownie: "kształtowanie zasad wykonywania pracy w administracji publicznej musi uwzględniać status urzędników (...) Szczególne znaczenie należy przypisać grupie urzędników tworzących korpus służby cywilnej, działający w urzędach administracji rządowej (art. 153 ust. 1 konstytucji). (...) Wszelkie modyfikacje odnoszące się do statusu oraz zasad funkcjonowania służby cywilnej należy oceniać każdorazowo pod kątem możliwości realizacji zadań administracji w sposób determinowany konstytucyjnie." Nie oznacza to jednak, że Trybunał chce widzieć klasę urzędniczą kastę nie do ruszenia; jakiegoś rodzaju ruchy kadrowe są do wyobrażenia, aczkolwiek "Trybunał Konstytucyjny dostrzegł możliwość wprowadzenia rozwiązań, które z uwagi na trudną sytuację budżetową państwa będą prowadziły ostatecznie do pogorszenia sytuacji prawnej urzędników służby cywilnej. Takie rozwiązania muszą mieć jednak charakter zrównoważony. Korzyści w sferze finansów publicznych oraz poprawy efektywności funkcjonowania administracji publicznej muszą być zbilansowane faktem uszczuplenia dotychczasowych gwarancji stabilizacji zatrudnienia urzędników służby cywilnej. W badanej sprawie ustawodawca przyjął natomiast dolegliwy mechanizm trwałego zwolnienia urzędników służby cywilnej w oparciu o kryteria, których treść nie stała się - nawet w minimalnym zakresie - przedmiotem regulacji na gruncie kwestionowanej ustawy".

wyrok Trybunału Konstytucyjnego z dnia 14 czerwca 2011 r., sygn. akt Kp 1/11

Generalnie i zasadniczo nie umiem się zgodzić z taką krytyką planowanej redukcji zatrudnienia w biurokracji: lawinowy wzrost liczby etatów w administracji jest faktem, oszczędności budżetowe -- jakby na to nie patrzeć chodzi o naszą kasę -- są koniecznością (i czasem nawet rząd wydaje się to pojmować) -- zaś żadna praca nie powinna oznaczać przywileju dożywotniego zatrudnienia. Byli kiedyś zecerzy (link dla najmłodszych Czytelników blogaska) -- i już nich nie ma, bo zmieniła się technologia wydawnicza. Nie było kiedyś informatyków -- a teraz już są, bo takie są potrzeby. Listę wymarłych i powstałych zawodów można ciągnąć w nieskończoność, nie widzę jednak najmniejszych przeszkód, by rząd -- a premier jest, pamiętajmy, zwierzchnikiem owej służby cywilnej -- w swojej mądrości nie mógł podejmować tego rodzaju decyzji.

(Idąc dalej w supozycjach: być może ktoś powinien teraz zaskarżyć przepis kodeksu pracy przewidujący możliwość wypowiedzenia umowy o pracę (albo chociaż tzw. "z przyczyn ekonomicznych" -- jakby na to nie patrzeć skoro wszyscy są równi wobec prawa, to nie można powiedzieć, iżby tylko wobec urzędników miała zastosowanie wyłożona przez Trybunał reguła o korzyściach z oszczędności vs. uszczuplenia dotychczasowych gwarancji zatrudnienia?)

Dość rzec, że wszystko wskazuje na to, że skutek wczorajszego rozstrzygnięcia odczujemy my wszyscy: "minister Michał Boni już zapowiedział, że nowej ustawy nie będzie. Rząd musi więc znaleźć inne źródła dochodów, by załatać niespodziewany ubytek" -- więc ja po prostu stawiam na dalsze podwyżki podatków.

Komentarze (23)
Rządowi łamiącemu zasady można wypowiedzieć posłuszeństwo
 Oceń wpis
   

Jeśli ktoś, jeszcze kilkanaście miesięcy temu, powiedziałby mi, że na jakimś etapie mego życia będę popierał ideę reformy emerytalnej z 1999 r. i powołania OFE, popukałbym się w głowę. Na szczęście deklaracji żadnych nigdy nie składałem, toteż i dziś nie muszę wchodzić pod stół i niczego odszczekiwać.

Udzielając swego czasu długoletniego kredytu zaufania Platformie Obywatelskiej (przypominam, że głosowałem na PO od 2001 do 2007 roku) wychodziłem z prostego założenia: lepiej zapomnieć o marzeniach o stuprocentowym leseferyzmie -- który prócz całkiem fajnej rozrywki intelektualnej nie oferuje nic a nic -- skoro jest szansa na liberalizm na poziomie choćby 49%. Więc nawet jeśli nie uda się kompletnie sprywatyzować sytemu emerytalnego -- przez co rozumiałbym nie tylko zgodę na powierzanie całości swojej emerytury prywatnym zakładom emerytalnym, ale i prawo do rezygnacji z jakiejkolwiek formy oszczędzania pod kontrolą państwa -- to może warto powierzyć stery ludziom, którzy tego co jest nie rozpieprzą -- a załatwią parę innych spraw.

Jakby na to nie patrzeć absurdów i uciążliwości biurokratycznych, grabieżczych podatków, przerostu etatyzmu nigdy w Polsce nie było dość, więc partia, która obiecywała podatki w formule "3x15", likwidację belkowizny (naprawdę uważam, że bardziej niesprawiedliwy jest tylko podatek od wdów i sierot), zajęcie się tematem emerytur mundurowych oraz przywilejów innych grup zawodowych, a także parę innych interesujących reform, była całkiem nie najgorszym rozwiązaniem.
Owszem, reformatorski rząd musiał borykać się z kontrą prezydenta, który wszystko wetował.

Stąd nawet jeśli nie sądziłem, że zmienię zdanie o OFE -- które można skwitować jednym zdaniem "nie oddamy panu pańskich pieniędzy i co pan nam zrobi?" -- jako prywatnej instytucji żerującej na przymusie ustanowionym przez państwo, to reakcja na rządowe plany, które są jawnym skokiem na kasę, nie mogła być inna.
Wszystko dlatego, że potrafię wyjść z siebie i stanąć obok. Po tej operacji widzę ludzi, którzy może niekoniecznie poparliby mój postulat -- puszczenia systemu emerytalnego na żywioł -- i stąd akceptowali stan dotychczasowy: przymus płacenia składki emerytalnej, która była inwestowana częściowo przez sektor prywatny, częściowo w sektorze publicznym (na marginesie: zmuszenie OFE do ładowania kasy w obligacje to także niezła nieuczciwość, bo jakby na to nie patrzeć, sami sobie finansujemy tę przyjemność; podobnie sensownie brzmi zapowiedź, że środki przekazane do ZUS będą waloryzowane wg stopy zwrotu z obligacji -- to ja się spytam: a skąd rząd weźmie pieniądze na te waloryzacje?) -- i których oto teraz rząd postanowił wystawić do wiatru.

Rząd, co widać, jest zdecydowany za wszelką cenę zerwać zawartą przeszło 10 lat temu umowę społeczną. W klubie obowiązuje stan pełnej mobilizacji, każdy z posłów będzie rozliczany za nieobecności na trzech najbliższych posiedzeniach izby. Aż żal bierze, że taka desperacja nie dotyczy innych możliwych sposobów na poszukanie oszczędności w sektorze publicznym (mówi o nich m.in. Leszek Balcerowicz) -- jednak jest tak, jak to celnie skwitował Henryk Sawka ostatniej "Polityce" ("Nie możemy ryzykować śmiałych reform, bo prezydent ich nie zawetuje").
Grunt pod dalsze decyzje Bronisława Komorowskiego przygotowują już ludzie z kancelarii prezydenta -- chyba nie ma co liczyć na to, by prezydent pochylił się nad losem ściubiących w OFE (w przeciwieństwie do jego zatroskania o zasady w przypadku urzędników, którym groziło zwolnienie z pracy).
Z taką mobilizacją obozu rządzącego nie ma szans choćby masowa donkiszoteria -- donkiszoterią nazywam właśnie pomysł na pozew zbiorowy w sprawie zamachu na OFE -- choćby dlatego, że już przecież wiemy, że zdaniem Sądu Najwyższego kasa wpłacana do systemu nasza nie jest i basta.

Tak czy inaczej uważam, że po skutecznym przeprowadzeniu operacji ostatecznego upaństwowienia naszych składek emerytalnych każdy Polak zbierający kasę w systemie może czuć się na tyle oszukany, by rozważać możliwość lockowskiego wypowiedzenia posłuszeństwa władzy, która łamie ustalone zasady rządzenia.

Tylko jak to zorganizować?

Komentarze (25)
Rząd im. Jessiego Jamesa
 Oceń wpis
   

dopłaty do emerytur grup uprzywilejowanychmotto na dziś: Nie kradnij, rząd nie lubi konkurencji!

 

A więc stało się: w poszukiwaniu wolnych środków do zmarnowania rząd postanowił sięgnąć po nasze własne pieniądze (albo i nie nasze). Już niedługo -- jak tylko posłowie przegłosują, a prezydent podpisze (później może nawet będzie protestował) -- zamiast "obciążania systemu finansowego i generowania długu publicznego" będziemy mieli jeszcze większy zaszczyt wspierać ZUS.

Słowem: już niedługo składka na otwarte fundusze emerytalne zmniejszy się z 7,3% do 2,3%, zaś reszta... nie, reszta nie zostanie w naszej kieszeni -- reszta pójdzie na ratowanie systemu finansów publicznych, czyli do ZUS. Okazuje się zatem, nie po raz pierwszy, że łatwo w Polsce stać się dobroczyńcą i uratować kraj przed katastrofą finansową -- o tyle łatwo, że nie za swoje się ratuje -- znacznie trudniej być prorokiem we własnym kraju; nie udało się to premierowi Tuskowi, który półtora miesiąca temu mówił, że nie przewiduje "turbulencji ani radykalnych zmian" w kwestii OFE.

Próbuję się zastanawiać dlaczego ratowanie finansów publicznych tej naszej zielonej wyspy musi polegać prawie wyłącznie na zwiększaniu obciążeń, zaś cięcia ograniczone są takich banałów jak... wysokość zasiłku pogrzebowego. Równocześnie rząd dość starannie unika tematu likwidacji przywilejów różnych grup zawodowych, na które płacimy -- warto przypominać -- średnio po tysiaku na twarz rocznie. Aż tyle kosztuje nas zapewnienie komfortu fajnej emerytury rolnika, policjanta, żołnierza, sędziego czy górnika (przypomnijmy: grup, które "od zawsze" albo "bo tak" są poza systemem OFE); i tego akurat premier Tusk za bardzo zmieniać nie chce -- bo oczywiście łatwiej jest rąbnąć kasę milionów obywateli, niż podskoczyć hałaśliwej i mocno zinfiltrowanej przez związki zawodowe mniejszości.

A przecież oszczędności można szukać nie tylko ograniczając dokładanie kasy na przywileje górników i policji. Z roku na rok nasz budżet opiera się na totalnym przewalaniu mnóstwa kasy, począwszy od bzdur w rodzaju saloniku ministra Sikorskiego i zatrudniania żon dyplomatów na etatach, czy wyłączania ledwie co kupionych przez administrację terminali Blackberry -- na sprawach poważniejszych kończąc: rozpasany socjal, utrzymywanie zbędnych instytucji (w tym mój ukochany Urząd Transportu Kolejowego, który ledwie co pozwolił sobie zdyscyplinować przewoźników kolejowych, ale i np. CBA), finansowanie niepotrzebnych inwestycji w stadiony, służących tylko temu, by premier Tusk mógł sfotografować się z Platinim.

Reasumując: rząd zachowuje się jak Jessie James napadający na pociąg przewożący cudze pieniądze. Zamiast zająć się trudnymi tematami -- choćby zacząć od natychmiastowego skasowania możliwości przechodzenia 35-latków na policyjne emerytury -- dobiera się do najłatwiejszych pieniędzy.
Chciałem uprzejmie uświadomić p.p. Rostowskiemu i Tuskowi, że udało mi się przez ostatnie lata zgromadzić parę złotych na IKE. Więc jakby rząd chciał jeszcze powalczyć troszkę z długiem publicznym, to przecież można uchwalić, że te pieniądze mi się zabierze -- i pośle do ZUS. Albo do KRUS.
(Sporo pieniędzy marnuje się także na rachunkach bankowych, jak będzie naprawdę kiepsko, to przecież "pomożecie? pomożemy...")

Komentarze (48)
Za a nawet przeciw
 Oceń wpis
   

Poznali się na Naszej Klasie ;-) (OK, in English that should be "they met on the Facebook")

No to mamy kolejnego prezydenta, który jest za a nawet przeciw: najsamprzód Bronisław Komorowski podpisał ustawę zobowiązującą (przedwczesnych) emerytów do zwolnienia się z pracy przed dalszym kontynuowaniem zatrudnienia, aby następnie ogłosić -- ponieważ prezydent słucha głosu Ludu -- że jest przeciwko prawu, które właśnie podpisał.

Ustawa jaka jest każdy widzi: to dość typowy przykład magicznego myślenia, zgodnie z którym ustawa robi się słodka od samego mieszania. Najpierw było mieszanie z programem aktywizacji zawodowej 50+ "solidarność pokoleń" -- bo przecież każdy minister najlepiej wypada na sympozjach i konferencjach -- później wielka bitwa o emerytury pomostowe (czy nie dość tych sprzeczności jak na jeden rząd?) -- tymczasem dziś okazuje się, że w jakiś cudowny sposób finanse publiczne ocalić mogą wyłącznie... (przedwcześni) emeryci.
Dodajmy, że podobne zasady obowiązywały już jakieś 10 lat temu: po osiągnięciu wieku emerytalnego pracownicy musieli się zwolnić z roboty, chlebodawca płacił im odprawę emerytalną, aby następnie -- zwykle kolejnego dnia -- podpisać kolejną umowę o pracę.

z ustawy o emeryturach i rentach z FUS:
art. 103. 1. Prawo do emerytur i rent ulega zawieszeniu lub świadczenia te ulegają zmniejszeniu na zasadach określonych w art. 103a–106.
2. Przepisu ust. 1 nie stosuje się do emerytów, którzy ukończyli 60 lat (kobiety) lub 65 lat (mężczyźni), z zastrzeżeniem art. 103a.
(...)
art. 103a. Prawo do emerytury ulega zawieszeniu bez względu na wysokość przychodu uzyskiwanego przez emeryta z tytułu zatrudnienia kontynuowanego bez uprzedniego rozwiązania stosunku pracy z pracodawcą, na rzecz którego wykonywał je bezpośrednio przed dniem nabycia prawa do emerytury, ustalonym w decyzji organu rentowego.
Tymczasem moim zdaniem (mogę się mylić -- jak zawsze rezerwuję sobie tę komfortową możliwość) sprawa jest dość prosta: prawo do przedwczesnej emerytury to przywilej -- nie uprawnienie sensu stricto! -- pracownika. Osoba decydująca się na skorzystanie z takiego przywileju musi liczyć się z pewnego rodzaju szykanami (no, może niedogodnościami) -- i tak jak pasażer wrocławskiego MPK, któremu municypałki zapewniają darmową atrakcję w postaci Urbankarty musi podać swój numer PESEL i dostać reklamę wyborczą Rafała Dutkiewicza. Zaś (przedwczesny) emeryt musi robić z siebie imbecyla, zwalniać się z pracy i zatrudniać od nowa...

...no właśnie, ale czy aby (przedwczesny) emeryt to jest nadal po prostu emeryt? Zgodnie ze znowelizowanym art. 103 ust. 2 ustawy o rentach i emeryturach z FUS zawieszenie prawa do świadczenia (art. 103a ustawy) dotyczy wyłącznie emerytów, którzy są emerytami, chociaż nie "ukończyli 60 lat (kobiety) lub 65 lat (mężczyźni)" -- więc ja się tylko spytam: czy skoro fundujemy komuś przywileje, to nie możemy jednak postawić jakiegoś szlabanu? 

PS na zdjęciu: cieszący się życiem emeryci. Bójcie się!!

Komentarze (7)
Jesteśmy kastą niewolników płacących na przywileje wybrańców
 Oceń wpis
   

ZUSProszę bardzo: każdy z nas średnio dopłaca do emerytur grup uprzywilejowanych tysiąc złotych rocznie. Wszystko dlatego, że system sprawiedliwości społecznej polega na tym, że żeby jakiś górnik, policjant, rolnik, nauczyciel albo kolejarz mógł spokojnie czekać wcześniejszej i gwarantowanej emerytury -- i protestować, jeśli mówi się o uszczupleniu jego przywilejów -- płaci wielkomiejski biedak, często ledwie przekraczający ustawową minimalną wysokość wynagrodzenia.

Nic to, że zdaniem Trybunału Konstytucyjnego dotychczasowe zasady finansowania KRUS są niezgodne z ustawą zasadniczą. Politycy PSL już wiedzą, że wyrok jest polityczny, premier mówi, że KRUS nie będzie zlikwidowany (przypomnijmy, że niegdyś odważny program tej partii zakładał właśnie m.in. likwidację przywilejów różnych grup zawodowych) -- a ministerka Fedak będzie bronić tego chaosu, bo "na reformę nas nie stać".

Niestety, nic się w Polsce nie zmieni, dopóki politycy będą traktować nas wszystkich jak niewolników (tyle, że niewolników różnych kategorii). Tylko w ustroju niewolniczym albo feudalnym pan i właściciel może decydować: jak długo niewolnik ma pracować i ile z tego, co zarobi, zostanie mu zabrane przez władzę, a ile łaskawie się poddanemu zostawi, żeby nie zdechł.
Co gorsza przeciętny Polak-wyborca chętnie wpisuje się w ten układ. Zamiast domagać się wolnego wyboru i odpowiedzialności za swój wybór -- prawa do samodzielnej decyzji ile płacić składki i komu oraz kiedy rzucić pracę i przejść na upragnioną emeryturę -- Polak żąda utrzymania (albo ograniczenia cięć) przywilejów, ewentualnie jako wyborca głosuje na partię, która obieca mu takie czy inne zasady systemu emerytalnego (wyborca "liberalny" głosuje zaś na partię "liberalną" -- czyli taką, która obieca mu cięcia w systemie).

Nikt (prawie -- ja mówię) nie mówi o tym, żeby dać ludziom pełną swobodę decydowania o sobie i swojej przyszłości. Chcesz odkładać na emeryturę? Odkładaj, choćby i w OFE, albo kupując złote pierścionki. Zmęczyła cię praca? A rzuć ją, choćby po 15 latach pracy i żyj z tego co odłożyłeś, dopóki ci starczy. Twoje życie, twój wybór.dopłaty podatników do emerytur grup uprzywilejowanych

Nie, demokratyczna władza w demokratycznym państwie będzie cię prowadzić za rękę, od urodzin, przez szkołę (przymusową, najchętniej państwową, a na pewno z programem ustalanym przez urzędników), ustali warunki pracy i płacy (czasem nawet ponegocjuje na ten temat -- z pracodawcą w Krynicy albo z pracownikiem, na ulicy), czasem wzuje na siłę kamasze (to ostatnio u nas odpuścili). A później łaskawie pozwoli cieszyć się starością -- tj. jeśli politycy łaskawie pozwolą -- przy czym nie tyko podejmując pracę, ale i później tak naprawdę nie możesz mieć najmniejszej pewności choćby co do zasad wypłacania emerytury, bo przecież nawet to podlega nieustannym fochom ministerki Fedak i jej kamratów.

Taki system rzecz jasna wymaga nieustannego oliwienia podaniczym groszem. Stąd nie ma się co dziwić, że "dopłaty do emerytur to nie tylko 15,5 mld złotych rocznie dotacji do KRUS. Prawie 21 mld zł z naszych podatków idzie co roku na wypłaty dla innych uprzywilejowanych grup", co przekłada się na bardziej wymowną prawidłowość: "Przeciętny Polak opłacający składki ZUS liczyć może na starość na 1766,1 zł. Pozostali uprzywilejowani dostaną wypłaty zdecydowanie wyższe od krajowej średniej - w przypadku żołnierzy średnie świadczenie to 2,7 tysiąca złotych brutto, a w przypadku policji prawie 2,9 tysiąca. Górnik dostaje pół tysiąca więcej, a sędzia aż 6,5 tysiąca złotych".

W sumie najlepiej załapać się, żyć, nie umierać.

Komentarze (28)
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-05-18 07:28
polokolo:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Hmmm.... a ciekawe czy strony prywatne też "podpadają" pod klauzule niedozwolone? Czy je też[...]
2012-05-16 16:07
Polak który ciężką :
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Ty kurwo!!!!!! Jak ktoś próbuje uczciwie zarabiać na chleb ale nie zna milionów przepisów to[...]
2012-05-15 17:07
fat:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
A dzisiaj nie można wypłacić pieniążków bo 'mają awarię systemu' ... nikt nie wie kiedy[...]
2012-05-15 11:38
jamto:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Raz jeszcze o Wedlu. Zapraszam do poczytania jak to Wedel klientów w @$#@# robi :)[...]
2012-05-07 16:29
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
I kamizelkę kuloodporną w razie zapuszczania się w tereny zalesione- zawsze może znaleźć się[...]
2012-05-07 15:56
handel emisjami:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
No ale obowiązek jazdy na rowerze w kasku mogliby wprowadzić, czemu nie? I w ochraniaczach na[...]
2012-05-04 23:29
2222:
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
moze zabrac
2012-05-03 10:53
robal_pl:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Akurat swiatla to na prawde powinien miec wlaczone jesli jedzie po drodze. I generalnie[...]
2012-04-30 17:57
rocket00:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Pani Rakieta? :)
2012-04-30 15:29
zjadacz_mleczka:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
rotfl dokladnie, pozwac - z banku mozna wydrzec miliony!!! A ja tam chromole wedla w p...e[...]
2012-04-30 14:35
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Dajże jakiegoś wpisa Olgierd bo ja (a domniemam że mógłbym użyć "my") czekam wyposzczony.
2012-04-27 14:41
QM music:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
problematic nie jest podstawiony, faktycznie Spółka QM music prowadzi wiele spraw zarówno[...]
2012-04-25 12:38
m852:
Jak pozwać Polbank i nie dać się zwariować ;-)
Mam do Pana pytanie. Zawarłam umowę ubezpieczenia komunikacyjnego z Axa Direct odddział w[...]
2012-04-24 21:13
Alabama:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
i jak sie to skonczylo?
2012-04-20 18:13
złość:
Zagraj to jeszcze raz na KOBIZE, Sam
dobrze, że tutaj można znaleźć wyjaśnienia Kobize, na oficjalnej stronie już ich nie ma! Jak[...]
2012-04-17 21:10
69motor@gmail.com:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Witam wszystkich Dzisiaj moja małżonka dostałą pismo z w/w "Stowarzyszenia". Podana jest[...]
2012-04-16 14:08
rtyrty:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
to lipa
2012-04-13 09:49
sodoma:
Internet z siedzibą w Warszawie
A do mnie dzwoniła Pani z TPSA i mówiła, że chce ze mną porozmawiać jako z właścicielem internetu :D
2012-04-12 22:02
bartoszcze.of.gazeta:
Internet z siedzibą w Warszawie
Widocznie to w Warszawie ten internet wydrukowali.
2012-04-11 17:02
huxxx:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
myślę, że "problematic" jest podstawiony do pisania takich bzdur!!!!
2012-04-10 20:14
Zołtar :
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
Pan Puczydłowski nie jest radcą prawnym czy adwokatem nie ma nawet wykształcenia prawniczego,[...]
2012-04-10 15:23
Mathev:
Ostatni dzień na zadbanie o własną prywatność w Google
U była włączona a nie bratam się z google. Samoistnie zadziałała. w każdym razie blog ma nowego[...]
2012-04-10 14:16
Morg_:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
@adam....z Może jakiś rowerzysta przejechał panu posłowi po palcach? ;-)
2012-04-09 20:28
problematic:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Mój dziadek, który płaci za internet w domostwie gdyż na niego był tel w TP dostał wezwanie na[...]
2012-04-07 01:29
adam....z:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Ale dlaczego tylko rowery? Przecież użytkownicy innych środków poruszania się też sprawiają[...]