7 z tygodnia (XXIV)
 Oceń wpis
   
  • Takiej uchwały Sądu Najwyższego nie wolno przegapić: dowody z podsłuchów mogą posłużyć wyłącznie przeciwko osobie, co do której istnieje zgoda sądu na inwigilację przez służby specjalne. Poszło rzecz jasna o coś, co można nazwać "podsłuchem okazyjnym" -- CBA podsłuchiwała jednego podejrzanego, "przy okazji" podsłuchano rozmowy dwóch innych osób -- i mimo braku sądowej legalizacji takich działań, nie tylko kontynuowano ów proceder, ale i w oparciu o pozyskane tak dowody zbudowano akt oskarżenia.
    Na szczęście sądy czasem nie dają się takim zabiegom: osoby, co do których nie było zezwolenia na stosowanie podsłuchu zostały uniewinnione -- tak powinno zawsze być w państwie rzeczywiście praworządnym -- od czego zaczęła się odwoływać prokuratura. Jednak w ustnym uzasadnieniu uchwały siedmiu sędziów SN przypomniano, że praca organów ścigania i służb specjalnych nie może polegać na łapaniu każdego, albowiem: "kontrola operacyjna to wkroczenie w konstytucyjnie chronioną sferę wolności obywatelskich i prawa do prywatności, więc każde wątpliwości w tej materii powinno się badać restryktywnie";
  • byłbym niesprawiedliwy zarzucając generalną nadaktywność formacjom powołanym do ochrony naszego bezpieczeństwa. Najwyraźniej istnieją w Polsce pewne obszary, na których jurysdykcja służb tego państwa nie sięga: na pewno można powiedzieć w ten sposób o Dolinie Pięciu Stawów Polskich, gdzie policja nie podejmuje czynności, nawet jeśli mowa jest o ewentualnym zabójstwie, a to dlatego, że "nie poszliśmy, bo nie mamy takich umiejętności, by prowadzić czynności w Tatrach".
    To znakomita informacja dla wszystkich planujących bezstresowe pozbycie się jakiejś osoby: wystarczy wywabić ją w Tatry i upewnić się, by ciało nie przedostało się w niższe partie gór -- policja na pewno palcem nie kiwnie. Ba, nawet jeśli narwany obywatel zechce się wykazać i spróbuje pomóc policji, też może liczyć na spławienie: nie przyjęto dowodów w postaci fotografii wykonanych przez ojca zaginionej, ponieważ... były one zbyt dużego formatu.
    Zaniepokojonych, że coś w tej naszej policji nie gra spieszę uspokoić. Podtatrzańscy śledczy tłumaczą, że "tak postępuje się we wszystkich tego typu przypadkach, bo policjanci nie są przeszkoleni do wędrówek w niedostępne Tatry Wysokie";
  • są jednak policjanci, którzy jak chcą, to potrafią. Do aresztu na 3 miesiące trafił szef (!) komisariatu z warszawskiej Białołęki, któremu zarzuca się zabójstwo 52-letniego biznesmena. Przedsiębiorca, który miał swego czasu pożyczać pieniądze policjantowi zaginął prawie dwa miesiące temu, a niedawno pod Legionowem odkryto jego poćwiartowane ciało.
    Jak widać wysokogórskie wycieczki to za dużo dla policji, ale do lasu z kolegą zawsze można skoczyć;
  • wracając na chwilę do tematyki podsłuchów: ta sprawa może być naprawdę ciekawa. Oto do prokuratury wpłynęło zawiadomienie od dziennikarza "Rzeczpospolitej", który zarzuca innym prokuratorom bezprawne naruszenie tajemnicy dziennikarskiej, a to poprzez znany trick z billingami: chcąc ustalić kto jest źródłem informacji dla dziennikarza, prokuratorzy po prostu wzięli sobie wykaz rozmów z jego komórki i dawaj je sprawdzać i odpytywać kogo to dziennikarz zna, a z kim rozmawiał.
    Ja się nawet organom nie dziwię: po co się pocić wspinaczką przez Zawrat albo Kozią Przełęcz, po co brudzić sobie ręce mokrą robotą -- przecież zawsze można sobie siedzieć za biureczkiem i wystąpić do telekomów o wykaz połączeń...
  • za biureczko trafiło też w ciągu ostatnich 4 lat -- tylko w dolnośląskim urzędzie marszałkowskim -- blisko 500 osób, przez co zatrudnienie poszło w górę z 520 do... 1007 osób (sic!). Winna temu jest, a jakże, Unia E., bo zatrudniano głównie w działach zajmujących się rozdysponowaniem środków unijnych (tj. pracę znalazła tam ok. połowa nowozatrudnionych -- reszta zajmuje się czymś znacznie ciekawszym). Muszę przyznać, że tempo mają niezłe, ale co tu się dziwić: spieszcie się obejmować posady, tak szybko odchodzą...
    Nawiasem mówiąc oprócz zwykłego marnotrawstwa -- każdy urząd oznacza marnowanie kasy, a zwiększenie zatrudnienia o 100% zwykle wiąże się z co najmniej potrojeniem wydatków -- można także zaobserwować przykry zwyczaj wysysania przyzwoitych dziennikarzy (i blogerów): jak rozumiem w skład owego batalionu urzędników wchodzi także były dziennikarz PRW (i nie tylko) oraz jeden z założycieli (zamarłej już) "Piątej Władzy" -- obecnie "Pełnomocnik Zarządu Województwa ds. Rozwoju Społeczeństwa Informacyjnego" (tak kończą wszystkie panki);
  • to też jest dobre: Rzeczniczka Praw Obywatelskich pochyliła się nad losem użytkowników serwisu Nasza Klasa (!) i zatroskana zmianami w regulaminie zwróciła się do szefowej UOKiK o przyjrzenie się jego postanowieniom. "GaPa" pisze, że "wątpliwości RPO budzi stosowana przez serwis formuła odgórnie narzucająca nowe, niekorzystne dla użytkowników warunki umowy. I podkreśla, że użytkownicy nie mieli wpływu na nowe postanowienia regulaminu" -- a ja się zastanawiam jakiż to usługodawca kiedykolwiek negocjował z klientami zmiany tego rodzaju? -- więc poprosiła o zbadanie, czy NK nie ukryła gdzieś tam klauzul niedozwolonych.
    Nie mam pojęcia czy ombudsmanka planuje niedługo start w jakichś wyborach, ale mam silne wrażenie, że wychodząc z taką inicjatywą RPO przekroczyła swoje ustawowe i konstytucyjne kompetencje. Jakby na to nie patrzeć powołaliśmy ten urząd do ochrony wolności i praw zagrożonych przez działania organów władzy publicznej (art. 80 konstytucji RP), także jako strażnik konstytucyjnych wolności i praw człowieka i obywatela (art. 208 ust. 1 ustawy zasadniczej) urząd Rzecznika nie powinien mieszać się do -- choćby i dyskusyjnych -- kwestii związanych z działalnością prywatnych podmiotów;
  • i na zakończenie: nie udał się spisek "właścicieli połowy Katowic", którzy pod pozorem nabycia akcji -- o kolekcjonerskiej raczej wartości -- spółki Giesche SA próbowali "odzyskać" jej majątek. Opowieść o cudownie odratowanym przedsiębiorstwie warto przeczytać, a ja mam nadzieję, że uczyni to zarówno jakiś zdolny scenarzysta, jak i producent, który zechce sfinansować stworzenie z pewnością fascynującego filmu opowiadającego o sprawie (byle nie był to film polski).
Komentarze (10)
7 z tygodnia (XV)
 Oceń wpis
   
  • tydzień temu pisałem o Tunezji, że jeszcze miesiąc wcześniej sytuacja wydawała się stabilnie beznadziejna. Minął kolejny tydzień, a tu następna wolta: Slim Ammamu, niepokorny bloger, który jeszcze w czasie, kiedy my bawiliśmy się na gdańskim forum blogowym, tkwił w łapach siepaczy Bena Alego (BTW ciekawe co o tym wszystkim myślą ci wszyscy "wolni i frywolni blogerzy", których marzeniem było sfinansować -- za kaskę zarobioną na reklamie ze swojego blogaska -- wycieczkę na tunezyjskie plaże...) -- a teraz Ammamu został ministrem w nowym rządzie.
    Zanim zaczniemy się zastanawiać czy następca Ben Alego nie okaże się takim samym skurczybykiem jak następca Burgiby -- przypomnijmy, że w 1987 r. ówczesny premier (właśnie Ben Ali) obalił ówczesnego prezydenta, zarzucająSlim Ammamuc mu m.in. korupcję i przyspawanie się do urzędu (Burgiba od 12 lat cieszył się statusem dożywotniego prezydenta Tunezji), zaś w więzieniach nadal gniją setki więźniów politycznych (ergo dzisiejsza sytuacja podobna jest do tej z 1987 r., która wyniosła Alego na urząd) -- możemy powróżyć z fusów: czy nadejdzie taki dzień, że oto pewien niepokorny polski blogopisacz też zostanie ministrem od Czegoś Bardo Ważnego? ;-)
  • blogerzy awansują także we Wrocławiu: Robert Pietryszyn, swego członek wysunięty z ramienia PiS na czoło Zagłębia Lubin (ściśle z ramienia KGHM, gdzie zawsze pierwsze i drugie skrzypce gra partia rządząca) -- późnej porzucił tonącą łajbę na rzecz Rafała Dutkiewicza -- teraz będzie wiceprezesem w spółce budującej stadion na Maślicach. Ten nasz magistrat to jest profesjonalizm w każdym calu;
  • kolejna nieoczekiwana (?) zmiana miejsc: prokuratura umorzyła postępowanie przeciwko Weronice Marczuk-Pazura, dla odmiany zajmie się jakobinami z CBA. Mnie -- wielkiego miłośnika tej instytucji -- wcale to nie dziwi (ale ciekawym jaką minę ma teraz "najzabawniejszy polski aktor", który po wybuchu ustawionej afery miał swojej ex-źonie za złe, że nadal nosi jego nazwisko -- natomiast jestem ciekaw kiedy ktoś się wreszcie odważy zrobić rzeczywisty porządek z Centralnym Biurem Antykorupcyjnym. Bo sprawa jest zdecydowanie śmierdząca: zwalczanie "korupcji", której by nie było, jakby nie nielegalne podżeganie agentów CBA...
  • jeśli ktoś myśli, że zabawa w agentów to tylko polska specjalność: przez ładnych kilka lat brytyjska policja infiltrowała organizacje ekologiczne. Wykorzystano do tego co najmniej kilku funkcjonariuszy działających pod przykrywką, którym udało się przeniknąć i zdobyć zaufanie śledzonych -- a nawet kierować niektórymi akcjami (nie mówiąc o tym, że ożenił się z jedną ze swoich "podopiecznych", a nawet miał z nią dzieci). Z tymi akcjami jest chyba podobnie jak z naszym CBA, bo teraz nie wiadomo, czy agent Mark Kennedy po prostu przeszedł na stronę swoich ofiar, czy jednak cały czas funkcjonował jako zwykły -- acz piekielnie skuteczny -- prowokator;
  • jeszcze na momencik zostańmy w Albionie: coraz szersze kręgi zatacza afera "News of the World", czyli murdochowskiego brukowca, którego naczelny -- dla zdobycia jeszcze lepszych informacji -- zdecydował się na podsłuchiwanie telefonów różnych osób, w tym pracowników dworu królewskiego, polityków, sir Aleksa Fergusona, a nawet innych dziennikarzy, etc. etc. I teraz robi się ciekawie: Andy Coulson ustąpił wprawdzie ze stanowiska na początku afery (ustąpił ale do więzienia nie trafił -- w przeciwieństwie do innych zaangażowanych w inwigilację) został później doradcą Davida Camerona (obecnego premiera rządu Zjednoczonego Królestwa) -- ale właśnie temat podsłuchów znów go dogonił;
  • i znów wracamy do świata arabskiego: jeśli jakiś Saudyjczyk będzie chciał coś publikować w sieci -- choćby i bloga -- będzie musiał wystąpić o stosowną e-licencję od rządu. Aby w ogóle pomarzyć o licencji trzeba spełniać następujące warunki: ukończone nie mniej niż 20 lat (wniosek: tam też są dzieci Neostrady), odpowiednie wykształcenie (ukończona high school -- aczkolwiek nie wiem w jakim rozumieniu) oraz wykazać się odpowiednią postawą. Informacja o udzieleniu licencji musi być ujawniona na stronie www.
    Zdaniem rządu nowe przepisy oczywiście nie oznaczają wprowadzenia licencji, lecz mają służyć usprawnieniu komunikacji między władzą a poddanymi króla, no i ułatwić nadzór. A jak ktoś się nie dostosuje, to zapłaci mandat -- a jego strona zostanie zablokowana (i tu akurat rząd Arabii Saudyjskiej może sobie podać ręce z pan-europejskim rządem brukselskim);
  • w kontekście ochrony nazwiska: warto poczytać jak organizatorzy Przeglądu Piosenki Autorskiej "zapraszali" na swoją imprezę Ewę Demarczyk. Już pomijam cyrk z "zaginięciem" artystki i "brakiem kontaktu" -- o takich numerach faktycznie można mówić w kontekście naruszenia dóbr osobistych -- ale doskonale pouczający jest passus "piosenek Ewy Demarczyk". Oto Konrad Imiela chciał dać koncertowi taki właśnie tytuł, ale nie wziął pod uwagę, że autorami utworów są inne osoby, zaś p. Demarczyk je li "tylko" wykonywała... Nic dodać nic ująć!
Komentarze (11)
Maszynka do głosowania jak jednoręki bandyta
 Oceń wpis
   

jednoręki bandytacytat dnia: "na dziewięćdziesiąt procent, Rysiu, że załatwimy. Tam walczę, nie jest łatwo, tak ci powiem" -- Zbigniew Chlebowski w prywatnej rozmowie o sprawach publicznych, do swojego kolegi

Moje, najmojejsze zdanie na temat afery z ustawianiem ustawy hazardowej jest takie: może minister Czuma nie dostrzegać dowodów mówiących o ewentualnym naruszeniu prawa przez kolegę z rządu Drzewieckiego i kolegę z partii Chlebowskiego, może premier Don Tusk bagatelizować temat ("działania niestosowne"), Julia Pitera opowiadać, że "korupcji nie było", prezydent wzywać na spotkanie prezydium sejmu i premiera, a jego brat żądać powołania komisji śledczej, "Rzepa" pisać, że "Rysiu" i ten drugi sponsorowali Platformę Obywatelską -- a i tak nic się nie zmieni.

Żenujące rozmowy Chlebowskiego z załatwiaczami ("Ja ci powiem szczerze Rysiu... ja już nie mam siły sam walczyć z tym wszystkim... jak by Grzegorz, Mirek trochę pomogli mi... przecież wiesz, biegam z tym sam... blokuję tę sprawę dopłat od roku... to wyłącznie moja zasługa") to skandal -- ale wątpię, czy skandal nieprzeciętny. Zapewne rację ma zatem Stefan Niesiołowski mówiąc, że nie było żadnej korupcji; prominentny polityk PO wcale nie musiał mieć za to obiecanych jakichkolwiek pieniędzy.
Jestem pewien, że każdy poseł jest w stanie zbłaźnić się całkowicie za darmo. No dobrze, za te marne dziewięć czy ile tam tysięcy.

Sęk w tym, że każdy szanujący się poseł -- przypomnijmy, że mamy ich aż 460! -- idzie do parlamentu z poczuciem misji. Jeden będzie chciał zmieniać świat, inny uszczęśliwić ludzi, jeszcze inny wprowadzić parytety, podnieść podatki lub po prostu coś załatwić; a wszystko to w interesie publicznym.
Stąd też Zbigniew Chlebowski może być święcie przekonany -- i jego koledzy też -- że przecież nie zrobił nic złego. W domyśle: nic innego, niż robią inni, niż się zawsze robi. Podobnie swego czasu bronił się minister Piecha po tym, jak mu zarzucono nieprawidłowości w rejestracji iwabradyny. A minister Sawicki ledwie co zapowiedział kontrole cen żywności -- bo niskim cenom żywności w skupie towarzyszy drożyzna w sklepach (zapachniało Mincem).

Czy ktoś ma wątpliwości, że Marek Sawicki kieruje się wyłącznie interesem klasowym, uprawiając lobbing na rzecz grupy, której jest przedstawicielem, która wyniosła go do władzy -- i na rzecz której proponuje zmiany w prawie?
Dlaczego Chlebowskiemu nie wolno rozmawiać z kolegami o planowanych zmianach w prawie, które ich interesują, zaś Sawickiego -- który przecież o dopłatach, cenach skupu tucznika etc. także musi niejednokrotnie rozmawiać z ludźmi piekielnie zainteresowanymi tematem -- nikt (nawet CBA) nie myśli nawet podsłuchiwać?
I jeszcze: parę lat temu posłowie PSL robili wszystko (pewnie nawet rozmawiali z gęsiarzami), żeby tylko nie przeszło w Polsce prawo zakazujące przemysłowego tuczenia gęsi. Co mam zrobić, jeśli nie wierzę, że obyło się wówczas bez podobnego lobbingu?

W mojej ocenie nie jest największym problemem to, czy Chlebowski rozmawiał z Drzewieckim i co na to wszystko Grzegorz. Problemem jest to, że powszechnie przyjmuje się, że pomazaniec narodu działający w zorganizowanej grupie może, zgodnie z zasadą "mam inicjatywę ustawodawczą i nie zawaham się jej użyć" w zasadzie wszystko.
A oni chcą jeszcze osłabić weto ustawodawcze.

Komentarze (8)
Niech ktoś wreszcie ukradnie ZUS
 Oceń wpis
   

JOKERW kontekście domniemanej afery korupcyjnej -- zaś moim zdaniem: afery polegającej na tym, że służbom w Polsce wolno zdecydowanie za dużo (zadziwiające: największymi zwolennikami tezy o czystości intencji i metod CBA wydają się być niedawni zwolennicy likwidacji WSI) czuję się zmuszony podzielić swoim zdaniem odrębnym.
W punktach, bo tak mniej wody leję:

  • po pierwsze Marczuk-Pazura mogła -- powtarzam: mogła, nie twierdzę, że tak było -- podjąć swoją własną grę z frajerami. Przyszedł do niej malwersant Tomasz Małecki z jakiegoś Estate Management Poland Ltd. (nazwa dostatecznie wieśniacka -- takie "Ltd." zdradza każdego), postanowiła załatwić faceta: wziąć kasę, a następnie pójść i donieść.
    Przypomnijmy bowiem, że stosowne przepisy kodeksu karnego pozwalają uniknąć skruszonemu łapownikowi odpowiedzialności (por. art. 229 par. 6 i art. 230a par. 3 kk);
  • po drugie wszystkie te okropne historie korupcyjne nie miałyby miejsca, gdyby nie chory Lewiatan: interwencjonizm, możliwość działania administracji po uważaniu, olbrzymie (i wcale niemalejące) imperium administracji, obecność państwa w gospodarce, fundusze, instytuty i inne nowotwory obsadzane przez polityków;
  • po trzecie wreszcie zdecydowanie stoję na stanowisku, że lepiej by się stało, gdyby wszystkie te państwowe przedsiębiorstwa zostały już dawno temu rozkradzione przez (sensownych) biznesmenów.
    Owszem, mówi się, że każdy taki przekręt na publicznej kasie to wielka strata dla społeczeństwa -- a ja się zapytam: czy ktoś policzył ile straciliśmy tylko przez to, że przez 20 już prawie lat nie udało się sprywatyzować wszystkich zakładów państwowych?

I had a dream... żeby któregoś dnia jakiś nikczemny -- acz rzutki i wiedzący o co w tym wszystkim chodzi -- biznesmen po prostu ukradł ZUS, ukradł NFZ, a następnie zrobił tam restrukturyzację -- i porządek.
Dopóki to się nie zdarzy, jestem pełen obaw, będziemy zmuszeni do czytania takich wywiadów, w których pomówienie miesza się z niezrozumieniem -- i banałem ("ktoś jedzie tramwajem bez biletu. Jest cwaniakiem czy złodziejem? Moim zdaniem jest złodziejem!")

Komentarze (17)
Podżegacze z nieprawego łoża
 Oceń wpis
   

logo Centralnego Biura AntykorupcyjnegoNie zamierzam ukrywać, że na kolejną aferę pt. CBA łapie przestępcę, którego samo wymyśliło patrzę bardziej niż sceptycznie. Zatrzymanie i postawienie zarzutów Weronice Marczuk-Pazura oraz towarzyszące temu medialne informacje na temat okoliczności jej "przestępstwa" to kolejny scenariusz, który można streścić w prosty sposób: najsamprzód Centralne Biuro Antykorupcyjne montuje łapówkarską operację, podżega jej sprawców do przestępstwa, aby następnie ich zdemaskować, ująć na gorącym uczynku i pławić się w glorii.
W glorii Robespierrea, mam nadzieję.

Z wiadomych przyczyn po wicepremierze Andrzeju L. nie płakałem. Nadal jednak uważam, że premier Kaczyński powinien był zdobyć się na odwagę i po prostu zdymisjonować swojego koalicjanta za całokształt, nie zaś próbować -- za pośrednictwem jednej ze służb -- podłożyć mu świnię.
Owszem, fajnie byłoby już -- przeszło dwa lata po gruchnięciu wieści, że L. już sięgał, ale w ostatniej chwili cofnął rękę... -- wiedzieć jak tam było z tym odrolnieniem, ale wszystko wskazuje na to, że na rzetelnym wyjaśnieniu sprawy nikomu nie zależy. Stąd te rozwadniające postępowanie wątki przeciekowe, magnetofonowo-gwoździowe; im dłużej będzie się kotłowało, tym lepiej (dla wszystkich).

Później była sprawa Beaty S., posłanki Platformy Obywatelskiej, która miała tego pecha, że chyba się zabujała w człowieku z dużą reklamówką. Tu znów wszystko wskazuje na to, że Biuro długimi tygodniami (miesiącami?) montowało całą operację, motało wokół kobiety sieć, w którą -- chyba troszkę za łatwo, co wskazuje na to, że predyspozycji do polityki ona chyba nie miała -- posłanka dała się wmotać.

No i teraz wreszcie sprawa Marczuk-Pazury. Że pozwolę sobie zacytować za Money.pl: "Całą sprawą CBA zajmowało się od kilku miesięcy. Do funkcjonariuszy miał zgłosić się jeden z oferentów, poinformować o propozycji korzystnego zakupu wydawnictwa i żądaniach łapówki. Według źródeł zbliżonych do sprawy, miał też współpracować z Biurem.(...)
CBA na potrzeby tej akcji stworzyło zarządzającą nieruchomościami firmę o nazwie Estate Management Poland Ltd., której przedstawicielem miał być podstawiony agent Tomasz Małecki. W marcu miał on się skontaktować z kancelarią radcowską Anwer, którą prowadzi Weronika Marczuk-Pazura, i wtedy też miał zacząć się korupcyjny proceder."

Czyli co: przyszedł do Biura facet, coś tam powiedział o żądaniach łapówki, a CBA zamiast zająć się złożoną mu ofertą, zamiast ciągnąć tamten wątek, postanowiło zadziałać pod przykrywką i w tym celu posłużyło się fikcyjną spółką?!
Staram się zrozumieć tok myślenia specjalistów z Centralnego Biura Antykorupcyjnego: korupcja to sytuacja, w której ktoś daje, a ktoś bierze -- jeśli ten, kto bierze nie weźmie, jest czysty i może iść dalej. Więc złóżmy możliwie wielu różnym osobom różne propozycje, a jak ktoś się na haczyk złapie -- my go złapiemy i będziemy mieć sukces.

Tak, chciałbym w ten sposób powiedzieć, że nie mamy pewności ile istniejących na rynku przedsiębiorstw to po prostu bezpieczniackie przykrywki, ile przetargów ustawia się dlatego, że jakiś zakonspirowany "Tomasz Małecki" bardzo o to prosi, ile biznesów związanych z budową autostrad czy infrastruktury na Euro 2012 to tylko agenturalna bandyterka -- ani też ile z tych afer nigdy nie ujrzy światła dziennego -- bo przecież może się zdarzyć, że agent pęknie, albo ktoś po prostu uzna, że warto dać się skorumpować. Ani też ile na to wszystko idzie naszej kasy.
Państwo już się boją? Nie będę ukrywał: ja też. Trochę.Grzegorz Przemyk

Sytuacja jest szczególnie patologiczna, że przecież nie dalej jak 3 miesiące temu Trybunał Konstytucyjny zakwestionował kluczowe przepisy ustawy o Centralnym Biurze Antykorupcyjnym. Padła m.in definicja korupcji, a to oznacza, że de facto CBA działa w tym momencie w oparciu o nieco ułomną podstawę prawną...
...no właśnie, tylko nieco ułomną, bo przecież TK w swojej wspaniałomyślności odroczył wejście w życie wyroku na cały rok, co oznacza, że CBA może działać w oparciu o niekonstytucyjne przepisy i włos z głowy nikomu nie spadnie. Jeśli bowiem okaże się, że w sprawie Marczuk-Pazury Biuro posiłkowało się uchyloną-nieuchyloną definicją korupcji, zaś sama norma przestanie obowiązywać najpóźniej w czerwcu 2010 roku, to -- zależnie od tego co (i kiedy) zrobi z tym legislatywa, śledczy będą mieli mniejszy lub większy ambaras.

Niezależnie od tego jaki skutek będzie miało uchylenie ustawowej definicji korupcji dla sprawy Marczuk-Pazury (oraz innych operacji CBA) zdecydowanie uważam, że wyposażenie służb specjalnych możliwość stosowania prowokacji, która przybiera postać podżegania do przestępstwa -- mało tego, pamiętajmy, że CBA tworzy w tym celu całe spółki, które mają swoje wpisy w KRS, które muszą prowadzić przecież choćby pozory działalności -- jest skrajną ubecką patologią, której nie powstydziliby się Różański i Beria, zaś w późniejszych już czasach mocodawcy zabójców Grzegorza Przemyka, którzy poświęcili całą uwagę zacieraniu śladów i wrabianiu niewinnych osób w tę zbrodnię.

Niestety, trudno jest znaleźć polityków, którzy nie byliby winni tej patologii: CBA to sztandarowy projekt PiS, za którym głosowała także Platforma (po sprawie Barbary S. PO z oczywistych przyczyn odważy się usunąć tego wrzoda). Mógł sprawie położyć kres Trybunał, ale... z niejasnych przyczyn uchylenie zasadniczego dla funkcjonowania Biura przepisu odroczono o rok.
I mamy co mamy.

Komentarze (24)
1 | 2 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-05-18 07:28
polokolo:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Hmmm.... a ciekawe czy strony prywatne też "podpadają" pod klauzule niedozwolone? Czy je też[...]
2012-05-16 16:07
Polak który ciężką :
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Ty kurwo!!!!!! Jak ktoś próbuje uczciwie zarabiać na chleb ale nie zna milionów przepisów to[...]
2012-05-15 17:07
fat:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
A dzisiaj nie można wypłacić pieniążków bo 'mają awarię systemu' ... nikt nie wie kiedy[...]
2012-05-15 11:38
jamto:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Raz jeszcze o Wedlu. Zapraszam do poczytania jak to Wedel klientów w @$#@# robi :)[...]
2012-05-07 16:29
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
I kamizelkę kuloodporną w razie zapuszczania się w tereny zalesione- zawsze może znaleźć się[...]
2012-05-07 15:56
handel emisjami:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
No ale obowiązek jazdy na rowerze w kasku mogliby wprowadzić, czemu nie? I w ochraniaczach na[...]
2012-05-04 23:29
2222:
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
moze zabrac
2012-05-03 10:53
robal_pl:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Akurat swiatla to na prawde powinien miec wlaczone jesli jedzie po drodze. I generalnie[...]
2012-04-30 17:57
rocket00:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Pani Rakieta? :)
2012-04-30 15:29
zjadacz_mleczka:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
rotfl dokladnie, pozwac - z banku mozna wydrzec miliony!!! A ja tam chromole wedla w p...e[...]
2012-04-30 14:35
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Dajże jakiegoś wpisa Olgierd bo ja (a domniemam że mógłbym użyć "my") czekam wyposzczony.
2012-04-27 14:41
QM music:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
problematic nie jest podstawiony, faktycznie Spółka QM music prowadzi wiele spraw zarówno[...]
2012-04-25 12:38
m852:
Jak pozwać Polbank i nie dać się zwariować ;-)
Mam do Pana pytanie. Zawarłam umowę ubezpieczenia komunikacyjnego z Axa Direct odddział w[...]
2012-04-24 21:13
Alabama:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
i jak sie to skonczylo?
2012-04-20 18:13
złość:
Zagraj to jeszcze raz na KOBIZE, Sam
dobrze, że tutaj można znaleźć wyjaśnienia Kobize, na oficjalnej stronie już ich nie ma! Jak[...]
2012-04-17 21:10
69motor@gmail.com:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Witam wszystkich Dzisiaj moja małżonka dostałą pismo z w/w "Stowarzyszenia". Podana jest[...]
2012-04-16 14:08
rtyrty:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
to lipa
2012-04-13 09:49
sodoma:
Internet z siedzibą w Warszawie
A do mnie dzwoniła Pani z TPSA i mówiła, że chce ze mną porozmawiać jako z właścicielem internetu :D
2012-04-12 22:02
bartoszcze.of.gazeta:
Internet z siedzibą w Warszawie
Widocznie to w Warszawie ten internet wydrukowali.
2012-04-11 17:02
huxxx:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
myślę, że "problematic" jest podstawiony do pisania takich bzdur!!!!
2012-04-10 20:14
Zołtar :
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
Pan Puczydłowski nie jest radcą prawnym czy adwokatem nie ma nawet wykształcenia prawniczego,[...]
2012-04-10 15:23
Mathev:
Ostatni dzień na zadbanie o własną prywatność w Google
U była włączona a nie bratam się z google. Samoistnie zadziałała. w każdym razie blog ma nowego[...]
2012-04-10 14:16
Morg_:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
@adam....z Może jakiś rowerzysta przejechał panu posłowi po palcach? ;-)
2012-04-09 20:28
problematic:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Mój dziadek, który płaci za internet w domostwie gdyż na niego był tel w TP dostał wezwanie na[...]
2012-04-07 01:29
adam....z:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Ale dlaczego tylko rowery? Przecież użytkownicy innych środków poruszania się też sprawiają[...]