Wydaje się, że czeka nas kolejna
pasjonująca sprawa dotycząca cybersquattingu bądź też - jak chcą niektórzy - nadużywania swej pozycji przez wielkie koncerny.
Kolejna, bo niekoniecznie najstarsi użytkownicy sieci pamiętają aferę ze stroną microsoft.pl; kto nie pamięta niech zajrzy na
micr0soft.pl - gwarantowana dobra zabawa.
Tym razem poszło o
domenę gmail.pl, której właścicielem jest Grupa Młodych Artystów i Literatów (uwaga, strona raz po raz jest dostępna lub nie - to chyba efekt jej popularności wywołany aferką), ale na którą ostrzy sobie zęby Google Inc. Jak można się dowiedzieć z jednego z wpisów parę tygodni temu Amerykanie zaproponowali Artystom I Literatom bezpłatne przekazanie domeny, powołując się na rzekome prawa do niej. Bezskutecznie, co pozwala przypuszczać, ze kolejnym krokiem korporacji może być skierowanie powództwa do sądu.
Strona sama w sobie jest raczej średnio ciekawa, ale trudno czynić z tego zarzut - w internecie jest cała masa stron, które są mniej ciekawe od dorobku twórców zrzeszonych w GMAIL. A może się po prostu nie znam.
Według Dziennika Internautów są niejasności jeśli chodzi o termin rejestracji domeny oraz jej dotychczasowy los. Anonimowy właściciel (baza Whois nie pozwala na poznanie jego tożsamości) zarejestrował ją dopiero jesienią 2006 r. (z tego też okresu są pierwsze wpisy na stronie), aby wkrótce później próbować odsprzedać prawa do niej na Allegro.
Prawdopodobnie w tym właśnie czasie domeną gmail.pl zainteresował się koncern Google, właściciel serwisu poczty elektronicznej Gmail.com (o perypetiach z domeną gmail.de pisałem tutaj). Firma, warto dodać, wcześniej sama nie była nią zainteresowana, nie podjęła bowiem żadnych kroków w celu jej zakupu.
Niewykluczone, że Google faktycznie zdecyduje się na podjęcie kroków prawnych. Nie budzi moich wątpliwości fakt, że
domena gmail.pl została zarejestrowana wyłącznie w celu odsprzedaży - i dlatego oferta darmowego przekazania budzi uśmiech politowania.
Czy Google mają szanse "odzyskać" - a faktycznie zaanektować - magiczny adres poprzez postępowanie sądowe?
Biorąc pod uwagę zdrowy rozsądek i przepisy dotyczące nieuczciwej konkurencji - nie. Z tego, że korporacja posiada zarejestrowaną domenę gmail.com nie wynika, iż przysługują jej prawa do pierwszeństwa w rejestracji analogicznych adresów w innych domenach regionalnych.
Słowo "gmail" nie stanowi także nazwy spółki (firmy) w rozumieniu art. 43(5) kc, a z tego co się orientuję nie został także zarejestrowany w UPRP taki znak towarowy. Skądinąd nawet w przypadku zarejestrowania stosownego znaku towarowego podmiot nie powinien automatycznie uzyskiwać praw do żądania "wydania" jakiejkolwiek domeny, zwłaszcza, że zakres roszczeń byłby ograniczony wyłącznie wyobraźnią Google (com.pl, net.pl, org.pl, domeny regionalne).
Żądanie przeniesienia praw do domeny nie może także opierać się o nadużycie prawa podmiotowego czy też zarzut działania w złej wierze, nawet jeśli Google wykaże, że Grupa Młodych Artystów i Literatów dokonała rejestracji wyłącznie z myślą o odsprzedaży praw. Chociaż nazwa Gmail związana jest z usługą świadczoną przez koncern z Mountain View - pamiętajmy jednak, że
poczta Google jest także dostępna pod innym adresem - tego rodzaju rozpoznawalność marki nie stanowi wystarczającej przesłanki uzasadniającej żądanie przerejestrowania domeny na Google.
Z tego względu - należy to podkreślić bardzo wyraźnie - sprawa gmail.pl jest całkowicie różna od wzmiankowanej powyżej sprawy microsoft.pl. Oznaczenie Microsoft Sp. z o.o. funkcjonowało jako firma przedsiębiorstwa działającego pod tą nazwą (nie ma znaczenia, że pomysłowy zielarz zarejestrował znak w innej klasie towarowej), tymczasem Gmail jest wyłącznie nazwą usługi. Co więcej GMAIL nie zamierza zabraniać nikomu świadczenia usług pod tą nazwą (i przecież Google świadczy usługę w Polsce - pod adresem gmail.com).
Dlatego też żądania nieodpłatnego przekazania praw do domeny uważam za niepoważne nadużycie pozycji przez Google. Tak jakby koncern chciał nam powiedzieć "dużemu wolno więcej".
Tak czy inaczej zapowiada się ciekawa sprawa. Będziemy ją razem śledzić.