7 z tygodnia (III)
 Oceń wpis
   

 heinz dip squeezeKolejny tydzień za nami, a w nim:

  • "Sikałem, a strażnik miejski spytał: "potrzymać panu?" -- czyli traumatyczna opowieść człowieka, który wracając z imprezy postanowił załatwić drobną sprawę, w czym przeszkodził mu patrol straszników miejskich. Oburzone chamidło -- to dobre określenie faceta, który odlewa się na podwórku między Św. Antoniego a Włodkowica -- żąda przeprosin, bo zamiast "zaufania i szacunku" spotkało go chamskie pytanie "potrzymać panu?"... (Zainteresowanych co mogło by być dalej zachęcam do poczytania o historii pewnego urzędnika z Radzynia Podlaskiego);
  • VaGla nadal krytyczny ws. głosowania przez internet, ale co się dziwić -- skoro można było rozpracować  testowy  system służący do e-głosowania w D.C. (dcboee.us) w tak banalny sposób, to naprawdę trudno będzie ufać wynikom wyborów przeprowadzonych przy użyciu tak zawodnych narzędzi jak internet i komputery. Dodam, że u nas na pewno nikt by nie bawił się w żadne testy, bo przecież nic nie jest problemem (chociaż chciałbym, żeby tamten tekst przeczytali twórcy wrocławskiej Urbancard). 
    Tak czy inaczej to pewnie kara za złamanie woli Ojców Założycieli -- przypomnijmy, że mieszkańcom stolicy celowo odmówiono praw wyborczych;
  • kolejna ciekawostka zza Wielkiej Wody: chętni do pełnego skorzystania z ochrony jaką daje instytucja notice & takedown muszą zgłosić do US Copyright Office -- za pomocą specjalnego formularza -- osobę odpowiedzialną za przyjmowanie takich zgłoszeń i... zapłacić za to 105 dolarów. Dopiero od tego momentu można mieć stuprocentową pewność, że zainteresowany będzie musiał najpierw wezwać do usunięcia jakiegoś materiału (mowa tu o czymś co w znacznej mierze przypomina nasz art. 14 UoŚUDE).
    Aż nie mogę uwierzyć, że u nas na to nie wpadli...
  • ile mogą kosztować przeprosiny za naruszenie dóbr osobistych? W przypadku Romana Giertycha -- nie wiadomo ile, ale można mieć prawie pewność, że kwota ta szybko zmierza do nieskończoności. No ale jeśli kolejny sąd wykazuje się wielką znajomością internetów -- zasądzono zamieszenie na stronie jednego z portali przeprosin o rozmiarze "15x30 centymetrów" -- to nie ma się co dziwić, że facet, który prasy na pewno nie lubi zrobi wszystko, by pojechać po całości;
  • znów wracamy do Stanów: piszą, że mieszkający tamże Polak wymyślił i pokazał Heinzowi nowe, jeszcze lepsze opakowanie na keczup, które się nie spodobało, aby po niedługim czasie... pójść do regularnej produkcji. Heinz oskarżeniom o podprowadzenie pomysłu oczywiście zaprzecza, jednak nasz rodak zapowiada pozew do sądu. Trzymam kciuki!
  • a w Kalifornii... już we wtorek (tam tradycyjnie wszelkie głosowania odbywają się we wtorek po pierwszym poniedziałku listopada) referendum w sprawie legalizacji marihuany. Projekt zakłada, że każdy, kto ukończył 21 lat będzie mógł posiadać i uprawiać cannabis na własne potrzeby (propozycja nie obejmuje prawa do handlu trawką), zarazem lokalne władze będą mogły opodatkować owe uprawy. (Warto zauważyć, że od blisko 15 lat w Słonecznym Stanie dozwolone jest używanie marihuany w celach medycznych).
    W ten sam wtorek referenda w sprawie dopuszczenia trawki jako środka leczniczego odbędą się także w Oregonie, Arizonie i Południowej Dakocie);
  • ... a w Polsce jak to w Polsce: wojewoda kujawsko-pomorski uchylił "uchwałę dopalaczową" z szumem uchwaloną przez  bydgoską radę -- przede wszystkim ze względu na brak precyzyjnego określenia przedmiotu regulacji (chociaż ja wierzę, że także ze względu na brak podstaw do wydania takiej uchwały przez samorząd miasta). Prezydent Dombrowicz -- ten sam, który zdecydował się na ściganie twórcy serwisu StopDombrowiczowi.pl -- oczywiście jest oburzony ("To skandaliczna decyzja. Decyzja niezgodna z wolą mieszkańców i reprezentujących ich radnych. Uchwała miała chronić życie i zdrowie młodych bydgoszczan"), ale najlepsza jest linia obrony: przecież uchwała jest taka sama jak uchwalona niedawno przez sejm ustawa zakazująca dopalaczy.
    No właśnie.
Komentarze (6)
Czy "afera dopalaczowa" to zwykła zmyłka?
 Oceń wpis
   

*

Szczując legalnie działających przedsiębiorców nielegalną decyzją administracyjną oraz uwodząc senatorów przy pomocy prezesa RCL rząd upiekł dwie pieczenie na jednym piekielnym ogniu.

Po pierwsze dzięki antydopalaczowej akcji rząd nabił sobie łatwej popularności w przestraszonym społeczeństwie (skoro młodzież chodzi półprzytomna od specyfików, które niosą śmierć, to -- choćby cel miał uświęcać środki -- każdy odczuwa moralną potrzebę bycia razem).
Sęk w tym, że każdy rząd ma olbrzymią potrzebę błyskawicznych sukcesów, niezależnie od tego, czy kończy się to jak z doktorem G. czy zatrzymaniem prezesa Modrzejewskiego.

Po drugie -- to moja teoria, ale wszystko się ładnie składa -- udało się odwrócić uwagę społeczeństwa od znacznie poważniejszego problemu: umowy gazowej z Rosją.
O dziwnym postępowaniu naszego rządu krytycznie pisze nawet Tomasz Lis (tylko nie wiem dlaczego zamiast pisać od siebie, podpiera się opinią "International Herald Tribune": "polski rząd wynegocjował z Rosją umowę gazową, na której stracą i Unia, i Polska. (...) Unia broni Polski przed Rosją i przed polskim rządem. Zdaniem Unii umowa gazowa w zupełnie nonsensowny sposób związałaby Polskę z Rosją, i to na ponad ćwierćwiecze. Co równie złe, uderzałaby w dywersyfikację źródeł energii – i Polski, i całej Unii. Na domiar złego utrudniłaby firmom energetycznym z unijnych państw przełamanie rosyjskiej blokady, której celem jest odcięcie ich od rosyjskich kanałów przesyłowych, mówiąc najprościej – od rur").

Ta umowa to tak tajemnicza sprawa, że chwaląc się dokumentem wicepremier Pawlak (widziałem w telewizji) nie chciał nawet za bardzo pomachać papierem, żeby nikt go nie sfotografował i nie pokazał w internetach (a dostęp do informacji publicznej, Sire?)
No ale nie ma się co dziwić: jeśli prawdą jest, że chcą nas na sztywno związać na długie (tyle, że 12, nie trzydzieści...) lata z rosyjskimi dostawcami i zamknąć rynek dla konkurencji, to faktycznie jest się czego wstydzić (moje ulubione zdanie z tego tekstu to "Wyraził też nadzieję [wicepremier i minister gospodarki] że w perspektywie przyszłego roku dojdzie do obniżek cen gazu" -- no ludzie, jeśli on zna tę umowę i wie, że ona jest dobra, to nadzieja nie jest potrzebna!...)

Ogólnie jest tak, że nie wiemy jaka jest ta umowa i nie wiemy czy się w ogóle tego kiedykolwiek dowiemy, ale trzeba mieć nadzieję, że -- dzięki przyjaciołom z Brukseli -- nie jest tak beznadziejna, jaką chciał nam załatwić gabinet Donalda Tuska. Wszystko wskazuje na to, że dzięki chytrze przeprowadzonej zmyłce pt. "łapaj króla dopalaczy" nie odczuwamy nawet potrzeby zainteresowania się tym zagadnieniem.

Komentarze (9)
Będąc na pasku króla dopalaczy
 Oceń wpis
   

Jak to często bywa ostre tematy wywołują ostre reakcje. W tym przypadku ostrym tematem są dopalacze, zaś ostrą reakcją -- ciekawe listele, które otrzymałem.

Podstawowy temat, który muszę chyba wyjaśnić (i złożyć coś w rodzaju oświadczenia): nic mi nie wiadomo, bym pisząc o sprawie legislacyjnego warcholstwa odstawianego przez senatorów przy wtórze szefa RCL wchodził na orbitę (albo tym bardziej chodził na pasku) któregokolwiek z monarchów dopalaczy. Nie bawię się także -- odpłatnie, nieodpłatnie -- w jakikolwiek lobbing (bo i to mi zarzucono); chociaż może powinienem się przyznać: zawsze i wszędzie będę lobbował za zdrowym rozsądkiem, praworządnością -- i zwykłą przyzwoitością.
(Na marginesie jestem ciekaw czy niepodpisany autor pełnego zarzutów listela -- forma i sposób budowania treści podpowiada mi, że to musi być ktoś "na urzędzie" -- pisząc o moim lobbingu miał na myśli zamykanie za gałązkę oliwną konopi w doniczce?)

Co do mojej krytyki postawy prezesa Rządowego Centrum Legislacji (która rzekomo była "niemerytoryczna"): piszę felietony, nie opinie, chociaż nikt mi za to nie płaci (nawet za felietony). Ale nic na to nie poradzę, że wysokiej rangi urzędnik państwowy (któremu płacimy za merytoryczną pracę -- troskę o jakość legislacji) zajmuje się opowiadaniem w Senacie bajek i wciskaniem kitu. Jak ktoś chce bawić się w berka, to zapraszam na podwórko, nie na salony!

Reasumując, będę krytyczny jeśli uznam, że coś jest warte i wymaga krytyki. Zaś w przypadku obecnego rządu będę o tyle bardziej krytyczny, że wspięli się także na moim głosie -- i jestem piekielnie rozczarowany.

Komentarze (16)
Legislacyjny zamach stanu
 Oceń wpis
   

nazi against nicotynemotto na dziś: "Misją Rządowego Centrum Legislacji jest dbanie o spójność systemu polskiego prawa i prawidłowy przebieg procesu legislacyjnego" (ze strony Rządowego Centrum Legislacji)

motto na wczoraj: "Wola Führera -- najwyższym prawem" (Carl Schmitt)

motto na jutro: "Wysokie kary są zgodne z intencjami rządu" (Maciej Berek, szef RCL, podczas obrad komisji senackiej poświęconej dopalaczom)

 

To ostatni tekst poświęcony krucjacie przeciwko dopalaczom; temat już mnie zemdlił i zrobiło mi się naprawdę niedobrze.
Warto jednak poczytać opis procedury legislacyjnej zaaplikowanej przez RCL i senat w toku prac nad "ustawą dopalaczową".

Temat jest prosty: izba poselska wypluła z siebie akt prawny, który druzgoczącej krytyce poddało Biuro Legislacyjne Senatu (opinia z 13 października 2010 r. druk nr 984, warto poczytać). Legislator Michał Gil zarzucił dokumentowi m.in. wadliwość definicji "dopalacza", przede wszystkim przez to, że jeśli produkt przeznaczony np. do czyszczenia podłóg zostanie użyty doustnie, w celu odurzenia się, to producent poniesie odpowiedzialność karną za "wytworzenie lub wprowadzenie do obrotu środka zastępczego" (art. 52a ustawy). W ten sposób doprowadzono do sytuacji, w której definicja daje możliwość "stwierdzenia co nie jest środkiem zastępczym, ale nie odpowiada na pytanie, co nim jest".
Mało tego: sankcję za sprzedaż takich środków nie będzie stosować sąd, lecz PIS, według przepisów ordynacji podatkowej, z rygorem natychmiastowej wykonalności -- zaś wpływy z tej kary będą po prostu szły do budżetu (art. 52a ustawy).

opinia Biura Legislacyjnego Senatu w sprawie ustawy o zmianie ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii oraz ustawy o PIS, druk nr 984

(Interesujące: jak sensownie zauważają w opinii, maksymalna grzywna za narkotyki to 360 tys. -- złotych. Za dopalacze -- trzykrotnie więcej.)

To, co wydawać może się niuansem, jest o tyle istotne, że owa definicja -- stanowiąca clou dyspozycji normy -- decyduje o tym czy ktoś będzie płacił "karę pieniężną" w wysokości do 1 miliona złotych (a z punktu widzenia ustrojowego musi iść w parze z zasadą nullum crime sine lege). (Co ciekawe w opinii zwrócono też uwagę, że wskutek tego legalnie będzie można produkować i sprzedawać dopalacze będące np. kosmetykami.)

Biuro Legislacyjne Senatu wskazało także, że zakaz reklamy środków spożywczych sugerującej działanie podobne do substancji psychotropowych lub środków odurzających może uderzyć w reklamę... alkoholu, czekolady, kawy, herbaty i napojów energetycznych. Bo i owszem: skoro "ta kawa stawia mnie na nogi" -- to przecież nie dlatego, że z kubka wysunie się pomocna dłoń i pomoże mi się podnieść, prawda?
Nieistotne? Być może, zwłaszcza jeśli pominiemy art. 68 projektu, zgodnie z którym za taką reklamę można pójść na cały rok za kraty.

Wiemy już jakie uwagi pod adresem ustawy przesłanej przez izbę poselską mają senaccy prawnicy -- współodpowiedzialni za jakość tego naszego prawa powszechnego.
A jaką opinię ma na to Rządowe Centrum Legislacyjne, którego misja to "dbanie o spójność systemu polskiego prawa i prawidłowy przebieg procesu legislacyjnego"?
Jak pisze Gazeta.pl senatorzy przy dopingu prezesa RCL pozwolili sobie na następujące akcje i uwagi:

  • "Wiem, że opinia naszych prawników jest negatywna. Ale to sprawa tak ważna społecznie, a premier oczekuje, że ustawę uchwalimy bez poprawek" -- to senator Władysław Sidorowicz (PO), na którego miałem nawet przyjemność głosować;
  • "Senatorzy -- czterech na sali, przy ok. 20 gościach ze strony rządowej -- popędzali własnego prawnika, żeby szybciej uzasadniał zarzuty. Każdy jednomyślnie odrzucali. Niektóre zanim prawnik zdążył wypowiedzieć" (to cytat za dziennikarką Gazety);
  • "Ryzyko, że ktoś bez złych intencji wprowadzi na rynek coś, co mieści się w definicji środka zastępczego, choć nie jest dopalaczem, istnieje. Każdy to przyzna. Jednak ryzyko jest znikome" -- prezes RCL, na uwagę o tym, że definicja pozwala na ściganie producentów dopalaczy, które dopalaczami nie są;
  • "Wysokie kary są zgodne z intencjami rządu" -- to już w odpowiedzi na uwagę, że sankcja za sprzedaż narkotyków jest znacznie niższa, niż za dopalacze; co więcej, autorzy ustawy mieli podobne obawy, "ale nawet jeśli one są i ustawa będzie surowo oceniana, prosimy o jej akceptację. Państwo nie może pozostać bezradne".

A więc (tytułem komentarza): (i) po co nam senat i cały parlament, skoro wystarczy dekret Prezesa Rady Ministrów; (ii) po co nam (nieprawomyślni) prawnicy przy legislacji, my i tak mamy rację; (iii) nawet jeśli istnieje zagrożenie, że ukarany będzie ktoś, kto nie robi dopalaczy, to tego ryzyka nie ma (to tzw. żelazna logika zaprzeczenia); (iv) [dopisane po komentarzu P.T. Czytelnika: rząd ewidentnie wskazuje, że lepszy handlarz crackiem czy LSD, niż dopalaczami] ]a poza tym przecież każde dziecko -- a na pewno każdy urzędnik w RCL wie, że wola Premiera -- najwyższym prawem. Zatem jakiekolwiek wątpliwości, nawet co do zgodności nowej ustawy z konstytucją, muszą ustąpić pola.

Proszę Państwa, wszystko wskazuje na to, że 13 października 2010 r. doszło w Polsce do swoistego prorządowego legislacyjnego zamachu stanu. Parlament (a na pewno jego izba wyższa) chcą zrezygnować z realizacji swoich kompetencji (na razie uczyniła to komisja zdrowia, zobaczymy co będzie na plenarnym posiedzeniu), szef instytucji odpowiedzialnej za jakość prawa kapituluje, bo "tak chce premier".
Przypomnijmy, że Rzym padł między innymi dlatego, że osobnik przechwytujący władzę -- oczywiście dla dobra ogółu obywateli i przy ich aplauzie -- raczył jej nie oddać (oczywiście dla dobra ogółu obywateli i przy ich aplauzie). U nas serwuje się podobny model, oczywiście dla dobra i przy aplauzie obywateli.

Osobiście jako zwolennik wyraźnego trójpodziału władzy -- parlament prawo uchwala, rząd je wykonuje (osobiście odebrałbym rządowi i prezydentowi nawet prawo inicjatywy ustawodawczej oraz nakazał wybór -- albo mandat poselski, albo ministerstwo), co oczywiście wyklucza jakiekolwiek dekrety z mocą ustawy -- jestem przerażony.

Komentarze (35)
Decyzja ws. "Tajfuna" to urzędowe bezprawie
 Oceń wpis
   

tajfun został przecież zakazany!"Wyciekła" do internetów treść "decyzji administracyjnej" (cudzysłów całkiem zasadny, a dlaczego -- poniżej), na podstawie której Główny Inspektor Sanitarny nakazał wycofanie z obrotu "wyrobu o nazwie "Tajfun" oraz "wszystkie podobne wyroby, mogące mieć wpływ na bezpośrednie zagrożenie życia lub zdrowia ludzi" oraz zaprzestanie działalności obiektów służących produkcji i obrotowi takimi wyrobami.

(Skądinąd łatwość wycieku dowodzi, że miał rację nasz rząd planując wprowadzenie Rejestru Stron i Usług Niedozwolonych: dzięki niemu łatwo dałoby się skręcić kark nawiedzonym i wiecznie niezadowolonym krzykaczom, którzy zamiast zachwycać się -- nie zachwycają się.)

decyzja sanepidu w sprawie dopalaczy

 Jako że cechuje mnie naturalna dociekliwość (nie każdy to lubi...), postanowiłem poszukać owego "Tajfuna".
Pomimo zakazu, troszkę tego jest:

  • groźnie wyglądające urządzenie typu "Tajfun" (tzw. "opryskiwacz") produkuje i oferuje Kujawska Fabryka Maszyn Rolniczych sp. z o.o. z/s w Brześciu Kujawskim. Jak widać jest to wymyślny przyrząd będący skrzyżowaniem machiny oblężniczej, Rejonowej Sali Tortur i dozownika o pojemności od 400 do 1000 litrów!
  • namierzyłem też chytrusów z Zakładu Chemii Gospodarczej "Tajfun" s.c. (z Jastrzębia Zdrój), którzy mimo wyraźnego zakazu nadal produkują i oferują to świństwo.

Niestety, z donosu nici :-( coś mnie bowiem tknęło, by sprawdzić w kodeksie postępowania administracyjnego jak powinna wyglądać decyzja administracyjna (polecam także ciekawy tekst na blogu Co w prawie piszczy) i -- art. 107 par. 1 kpa nie może się mylić:

Decyzja powinna zawierać: oznaczenie organu administracji publicznej, datę wydania, oznaczenie strony lub stron, powołanie podstawy prawnej, rozstrzygnięcie, uzasadnienie faktyczne i prawne, pouczenie, czy i w jakim trybie służy od niej odwołanie, podpis z podaniem imienia i nazwiska oraz stanowiska służbowego osoby upoważnionej do wydania decyzji. Decyzja, w stosunku do której może być wniesione powództwo do sądu powszechnego lub skarga do sądu administracyjnego, powinna zawierać ponadto pouczenie o dopuszczalności wniesienia powództwa lub skargi.

Jakby na to nie patrzeć "decyzja" Głównego Inspektora Sanitarnego w sprawie produktu o nazwie "Tajfun" nie zawiera oznaczenia strony lub stron, zatem -- zgodnie z cytowanym przez Michała Kluskę wyrokiem WSA w Opolu z dnia 24.06.2008r. II SA/Op 164/08 -- skoro "za minimum elementów decyzji administracyjnej traktuje się cztery składniki takie jak oznaczenie organu, adresata decyzji, czyli stron, rozstrzygnięcie i podpis osoby uprawnionej do jej wydania" -- to rzeczony dokument nie może zostać zakwalifikowany jako decyzja administracyjna.

Wszystko wskazuje na to -- to już naprawdę przestaje być śmieszne -- że podżegane przez Prezesa Rady Ministrów centralne organy państwa (chciałoby się westchnąć: skoro Tusk nie ma swojego Ziobro, niechaj ma chociaż swój PIS) zaczynają sobie w ramach tej "wojny" uzurpować prawo do wydawania aktów normatywnych o ewidentnie generalnym i abstrakcyjnym charakterze (decyzja, dla przypomnienia, powinna mieć kształt indywidualny i konkretny).
Pewnie coś brali i dlatego im się zaczęło mylić...

No i ja teraz naprawdę już nie wiem co powiedziałbym zatroskanemu producentowi tzw. "opryskiwacza" Tajfun -- którego to wyrobu owa "decyzja" z całą pewnością dotyczy -- gdyby mnie spytał: stosować się do takiej wadliwej "decyzji", czy dalej robić swoje... W sumie w praworządnym państwie nikomu nie można zrobić krzywdy za niestosowanie się do bezprawnie wydanych aktów normatywnych (ba, organy państwa mają konstytucyjny obowiązek prawa tego przestrzegać!), jednak jak mawiał swego czasu dr Ławniczak (pozdrawiam): "eee... może ma pan rację... no i co z tego?"

Komentarze (52)
1 | 2 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-05-18 07:28
polokolo:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Hmmm.... a ciekawe czy strony prywatne też "podpadają" pod klauzule niedozwolone? Czy je też[...]
2012-05-16 16:07
Polak który ciężką :
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Ty kurwo!!!!!! Jak ktoś próbuje uczciwie zarabiać na chleb ale nie zna milionów przepisów to[...]
2012-05-15 17:07
fat:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
A dzisiaj nie można wypłacić pieniążków bo 'mają awarię systemu' ... nikt nie wie kiedy[...]
2012-05-15 11:38
jamto:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Raz jeszcze o Wedlu. Zapraszam do poczytania jak to Wedel klientów w @$#@# robi :)[...]
2012-05-07 16:29
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
I kamizelkę kuloodporną w razie zapuszczania się w tereny zalesione- zawsze może znaleźć się[...]
2012-05-07 15:56
handel emisjami:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
No ale obowiązek jazdy na rowerze w kasku mogliby wprowadzić, czemu nie? I w ochraniaczach na[...]
2012-05-04 23:29
2222:
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
moze zabrac
2012-05-03 10:53
robal_pl:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Akurat swiatla to na prawde powinien miec wlaczone jesli jedzie po drodze. I generalnie[...]
2012-04-30 17:57
rocket00:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Pani Rakieta? :)
2012-04-30 15:29
zjadacz_mleczka:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
rotfl dokladnie, pozwac - z banku mozna wydrzec miliony!!! A ja tam chromole wedla w p...e[...]
2012-04-30 14:35
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Dajże jakiegoś wpisa Olgierd bo ja (a domniemam że mógłbym użyć "my") czekam wyposzczony.
2012-04-27 14:41
QM music:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
problematic nie jest podstawiony, faktycznie Spółka QM music prowadzi wiele spraw zarówno[...]
2012-04-25 12:38
m852:
Jak pozwać Polbank i nie dać się zwariować ;-)
Mam do Pana pytanie. Zawarłam umowę ubezpieczenia komunikacyjnego z Axa Direct odddział w[...]
2012-04-24 21:13
Alabama:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
i jak sie to skonczylo?
2012-04-20 18:13
złość:
Zagraj to jeszcze raz na KOBIZE, Sam
dobrze, że tutaj można znaleźć wyjaśnienia Kobize, na oficjalnej stronie już ich nie ma! Jak[...]
2012-04-17 21:10
69motor@gmail.com:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Witam wszystkich Dzisiaj moja małżonka dostałą pismo z w/w "Stowarzyszenia". Podana jest[...]
2012-04-16 14:08
rtyrty:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
to lipa
2012-04-13 09:49
sodoma:
Internet z siedzibą w Warszawie
A do mnie dzwoniła Pani z TPSA i mówiła, że chce ze mną porozmawiać jako z właścicielem internetu :D
2012-04-12 22:02
bartoszcze.of.gazeta:
Internet z siedzibą w Warszawie
Widocznie to w Warszawie ten internet wydrukowali.
2012-04-11 17:02
huxxx:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
myślę, że "problematic" jest podstawiony do pisania takich bzdur!!!!
2012-04-10 20:14
Zołtar :
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
Pan Puczydłowski nie jest radcą prawnym czy adwokatem nie ma nawet wykształcenia prawniczego,[...]
2012-04-10 15:23
Mathev:
Ostatni dzień na zadbanie o własną prywatność w Google
U była włączona a nie bratam się z google. Samoistnie zadziałała. w każdym razie blog ma nowego[...]
2012-04-10 14:16
Morg_:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
@adam....z Może jakiś rowerzysta przejechał panu posłowi po palcach? ;-)
2012-04-09 20:28
problematic:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Mój dziadek, który płaci za internet w domostwie gdyż na niego był tel w TP dostał wezwanie na[...]
2012-04-07 01:29
adam....z:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Ale dlaczego tylko rowery? Przecież użytkownicy innych środków poruszania się też sprawiają[...]