Ludzie prasę czytają... pewnie w internecie ;-) czego dowodem jest szereg pytań i uwag, które otrzymałem od P.T. Czytelników po lekturze tekstu Nowa wojna w sieci. Kto będzie górą?
Podstawowa sprawa: nie, nie zmieniłem zdania na temat "afery Odsiebie.com"; nadal zdecydowanie uważam, że właściciel serwisu, w którym można umieścić jakiś plik, a inna osoba może ten plik pobrać, nie odpowiada za to, że ten plik jest "nielegalny", czyli narusza prawa wydawców (muzyki, filmów, książek) albo godzi w dobra osobiste innych osób, albo cokolwiek.
Chyba że sam go tam wrzucił lub po prostu wie, że ma tam lewiznę. Jednak ważne: to musi być wiedza dotycząca konkretnego pliku, a nie ogólna wiedza "no tak, wiemy, że u nas ludzie wrzucają nielegale" -- przy czym, co ważne, usługodawca nie ma obowiązku przeglądać czy moderować zawartości serwera (por. art. 15 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną). Albo chyba że dostał zgłoszenie dotyczące bezprawnego charakteru konkretnego pliku (czyli znów nie na zasadzie "panie, tam u was jest mnóstwo piratów, proszę natychmiast coś z tym zrobić") i nie uniemożliwił dostępu do tego materiału.
Rozumiem twórców i wydawców, którzy wkurzają się, że zamiast liczyć tantiemy wpływające na konto bankowe, muszą liczyć pliki poniewierające się w plikowniach. Jednak nawet bezsilna złość (ale czy aby naprawdę bezsilna? mnie DRM może wkurzać, ale jak ktoś chce, to niech zabezpiecza w ten sposób swoją produkcję; albo znaczy pliki w niedawno odkryty sposób -- z uwagą, że mogliby jednak o tym informować użytkowników) nie zmienia faktu, że nie można dziabać siekierką gdzie popadnie, wychodząc z założenia "może nie dopadnę sprawcy, ale przynajmniej komuś się dobiorę do 4 liter".
Zwłaszcza, że zaczną od właściciela serwisu, a później dojdą do użytkowników, po których przejadą się walcem sprawiedliwości zgodnie z nowoczesną zasadą "złapmy wszystkich, Pan Bóg wskaże niewinnych". Trzeba bowiem pamiętać, że tak YouTube jak i Chomikuj pełne są treści, którym jak najbardziej nie można niczego zarzucać -- od przysłowiowych filmików z imienin u cioci, aż do notatek z wykładów (nawiasem mówiąc dziwię się niektórym prowadzącym zajęcia w szkołach wyższych, że zachęcają studentów do dzielenia się materiałami poprzez Chomikuj -- dziwię się, bo powinni wiedzieć, że w ten sposób nieumyślnie i nierozważnie narażają ich na potencjalne komplikacje...)
Nie wiem czym to się skończy -- czy to kolejna fasadowa operacja w rodzaju "Szanuję nie kopiuję", czy pójdą za tym kolejne kuriozalne wypowiedzi prominentnych urzędników choćby porównujące dozwolony użytek do przestępstwa (które później można będzie sprostować) -- ale bez dwóch zdań wolałbym, żeby wydawcy nie zaczynali od najgorszej strony.



Z kronikarskiego obowiązku należy odnotować kolejną porażkę prawników Google: sąd w Brukseli podtrzymał wyrok pierwszej instancji, zgodnie z którym usługa 