Tani bilet na mecz to skrzecząca dyskryminacja
 Oceń wpis
   

Wrestlers

Nawet najbardziej niepotrzebnym urzędom zdarzają się całkiem trafne i słuszne decyzje -- zdarzają się także te, z których można się tylko śmiać (albo płakać).
Tym razem w zasadę tę postanowiła wpisać się Rzeczniczka Praw Obywatelskich, która w wystąpieniu do prezesa spółki Ekstraklasa SA zaprotestowała przeciwko tańszym biletom wstępu na mecze polskiej piłki nożnej dla pań, ponieważ... oznacza to dyskryminację ze względu na płeć.

Wprawdzie w pierwszym odruchu byłem gotów zgodzić się ze stanowiskiem ombudsmanki: rzeczywiście pomysł, że kobiet nie stać ich na kupno całego biletu może uwłaczać ich godności, zaś wpisywanie "słabej płci" do cennika gdzieś między uczniów/studentów a seniorów -- tak jak zdarzyło się to warszawskiej Legii (wyciąg z cennika powyżej) -- może poważnie deprymować miłośniczki męskiego flekowania się po kostkach.
Ale już taki Śląsk Wrocław dyskryminuje rodziny -- bo mogą one wejść na mecz w znacznej liczbie i za cenę półtora normalnego biletu -- na co jednak Pani Rzeczniczka uwagi nie zwraca.
Ba, pies z kulawą nogą nie zaprotestował przeciwko jawnej dyskryminacji niestandardowych form łączenia się ludzi; skoro "wejściówka taka obowiązuje dla modcennik biletów Legiaelu rodzice - dzieci lub żona - mąż, inne koligacje nie uprawniają do zniżki", to aż chce się zapytać: a gdzie prawa innych koligacji?

Wczytawszy się jednak w treść pisma skierowanego do Ekstraklasy zrozumiałem, że dyskryminacja na stadionach ma polegać na tym, że... kobiety mogą płacić mniej. Kluby decydują się na taki gest w celu zachęcenia kobiet do oglądania spotkań piłkarskich (p. Stanisław Trociuk, który podpisał się pod pismem w imieniu p. Ireny Lipowicz o tym wie) -- mówiąc po ludzku: babki nie będą marnowały czasu na takie bzdety, jeśli będą musiały płacić za bilet jak za zboże -- co zdaniem RPO "może stanowić naruszenie zasady równouprawnienia kobiet i mężczyzn, wyrażonej w art. 33 Konstytucji, oraz gwarantowanej przez art. 73 Konstytucji RP wolności korzystania z dóbr kultury".
Znaczy się: niech płacą więcej, nawet jeśli skutkiem owego "wyrównywania szans" przestaną oglądać mecze. Albo niech płaci więcej facet (jeśli zdecydował się zaprosić swoją bogdankę), nawet jeśli -- za cenę lżejszego portfela będzie -- mógł poczuć się mniej dyskryminowany ze względu na płeć.

Czas chyba podpowiedzieć ombudsmanowi dalsze wystąpienia w tym tonie: protest do operatorów telekomunikacyjnych przeciwko sprzedawaniu komórek abonentom za 1 złoty netto (dyskryminacja ze względu na rodzaj umowy) bądź też w ogóle zróżnicowanie cenników i rodzaju usług świadczonych na rzecz przedsiębiorców i Polaków-szaraków (dyskryminacja ze względu na nie-prowadzenie działalności gospodarczej); tańsze wtorki w jednej z sieci kinowej (dyskryminacja ze względu na wolny czas we wtorek) oraz inne, równie interesujące, przykłady nierównego traktowania obywateli.
 

PS Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka zdarzyło się ostatnio zaprotestować przeciwko ograniczaniu praw kobiet do trenowania żużla. Bo Wyborcza napisała, że w Toruniu jest 15-latka, która chce, ale której nie pozwalają.
Jakieś 15 lat temu w Stanach była podobna sytuacja: w jakimś koledżu nie pozwolili dziewczynie ćwiczyć futbolu, więc pozwała szkołę i sprawę wygrała -- sąd kazał ją wpuścić na boisko. Dość szybko skończyło się poważną kontuzją -- więc pozwała szkołę, że wpuszczają na boisko słoni -- i wygrała.

Z naszą odważną Torunianką będzie tak, że w końcu jej pozwolą, to się okaże, że nie będzie innych koleżanek z takimi samymi upodobaniami. A z facetami strach będzie jeździć.
Albo jej po prostu przejdzie, bo przecież jak się ma piętnaście lat to różne rzeczy szybko przechodzą.

PS2 na zdjęciu mistrzostwa świata w zapasach FILA, 1997 r., które odbyły się we Wrocławiu. Pamiętam, że wstęp był niebiletowany.

Komentarze (29)
Czas wreszcie zlikwidować kolejną ciepłą posadę
 Oceń wpis
   

brunoMydlanej opery ciąg dalszy: premier Tusk powinien odwołać ministerkę Radziszewską, ale tego nie uczyni (bo się oczywiście boi, jak orzekli komentatorzy), jednak premier spotka się z nią i zaproponuje "honorową dymisję".
Wszystko to przez wywiad udzielony "Gościowi Niedzielnemu", który -- jak pisze Kataryna -- najprawdopodobniej został źle zrozumiany: Radziszewska mówiła w czasie teraźniejszym o czymś, co jest ewentualnie przyszłością, ale co potraktowano jako jej opinie co do stanu obecnego.

Mnie jednak ta cała heca -- rzecz jasna -- śmieszy (i tumani): sęk w tym, że problemem oczywiście nie jest ministerka Radziszewska i jej opowieści, problemem jest utrzymywanie urzędu, który akurat przypadł w łupie (o przepraszam: w udziale) p. Radziszewskiej. To nie jest bowiem tak, że ta pani jest jakoś wyjątkowo niekompetentna do zajmowania zaszczytnego stanowiska Pełnomocnika Rządu do Spraw Równego Traktowania; Elżbieta Radziszewska nadaje się do tej roboty równie dobrze jak każda inna osoba (podobnie zresztą rzecz wygląda w przypadku 9/10 wszystkich urzędowych posad).
Oczywiście, trzeba się wówczas liczyć -- zawsze trzeba się z tym liczyć -- że będą pojawiały się inne, nie mniej atrakcyjne dla mediów -- wypowiedzi. Ale przecież równie gorąco byłoby po obsadzeniu na urzędzie pastora Szymona Niemca (nie dość, że klerykał, to jeszcze z LGBT) albo Bruno. No ale cóż -- skoro zaprasza się do telewizji ludzi tylko dlatego, że siedzą w różnych urzędach, to trzeba liczyć się z tego konsekwencjami...

Jeśli komuś jednak to nie pasuje, nie ma lepszego rozwiązania jak raz na zawsze zlikwidować nieszczęsną acz ciepłą posadę. Nie tylko oszczędzimy sobie w ten sposób niezłego cyrku (i sporo pieniędzy) i sprawimy, że niezła ponoć lekarka zajmie się tym, na czym zna się najlepiej (i na co wydaliśmy sporo publicznej kasy), ale może i przestaną przebierać nóżkami jej potencjalni następcy. Jak bowiem czytam biurokracja kosztuje nas rocznie 77,6 mld złotych (!) -- nie chce mi się szukać ile z tego idzie na ministerkę Radziszewską, a ile na różne Urzędy ds. Deregulacji Tego i Owego, ale tak czy inaczej warto wreszcie powiedzieć: basta!

(Na marginesie: jak to jest, że oczekuje się, by na tego rodzaju stanowiskach spoczywali zasłużeni dla idei równouprawnienia, jednak -- także dofinansowane z pieniędzy podatników -- równouprawnieniowe instytucje nie dbają u siebie o zachowanie parytetu: jeden gej, jedna zakonnica, jedna drag queen, jeden skin?)

Komentarze (9)
London Calling
 Oceń wpis
   
§ 1. Sobota, kawka, mam czas na Guardiana.
A tam piszą -- w tonie nieomal plotkarskim -- o rekordowym pozwie o odszkodowanie za dyskryminację w pracy ze względu na płeć. Londyńska prawniczka o imieniu Gill oraz (tak to się zawsze pisze) znajomo brzmiącym nazwisku Switalski wystąpiła przeciwko byłemu pracodawcy o odszkodowanie w wysokości 19 milionów funtów szterlingów. Przyczyna? 'Szef lubi towarzystwo facetów i woli pracować z facetami'.

Świtalska (pozwolę sobie spolszczyć nazwisko tej Pani) -- 51-letnia szefowa działu prawnego w firmie F&C Assets Management -- podpadła dyrektorowi o nazwisku Tonkin (czy z takim nazwiskiem można liczyć na powodzenie w biznesie?) po tym, jak zdecydowała się na pracę w systemie zadaniowym (uczyniła to ze względu na konieczność opieki nad chorymi synami). W konsekwencji spotkał ją szereg biurowych nieprzyjemności: najpierw zażądano aktu zgony matki (ze względu na pogrzeb Świtalska nie poleciała na jakieś rozmowy biznesowe), po tym jak odmówiła -- nie powołano jej do rady zarządzającej firmy.

Co więcej, pomimo zwyczaju wypadania z kolegami z pracy na lanczyk, szef ograniczył się wyłącznie do paru kanapek ze swoją podwładną. Podczas procesu podkreślono, że prawniczka była starsza wiekiem od swojego szefostwa, co mogło wywoływać swoisty dyskomfort u przełożonych.

Pod wpływem tych wszystkich uciążliwości Pani Świtalska zaczęła tracić zdrowie, przeszła dwie operacje i od września ubiegłego roku nie pojawiła się w pracy, tracąc w ten sposób stanowisko, które przynosiło jej 140 tysięcy funtów szterlingów rocznie (i teraz musi sobie radzić za pieniądze męża, który zarabia poniżej 30 tysięcy funciaków...)...

O dyskryminacji ze względu na płeć w miejscu pracy już kiedyś pisałem. Przyznam, że nie potrafię wczuć się w rolę dziewczyny, którą w pracy wszyscy podrywają (nie jestem dziewczyną i nikt w pracy mnie nie podrywa). Nie potrafię też wczuć się w rolę osoby, z którą nikt nie chce gadać.

Z jednej strony niewątpliwie draństwem jest rzucanie komuś kłód pod nogi tylko dlatego, że życie zmusza go do wybrania bardziej elastycznego systemu pracy. Od dawna mi się wydaje, że reżim 8/40 jest po prostu reliktem prekapitalistycznej mentalności -- neokapitalizm, któremu hołduję, głosi: powinieneś pracować ile lubisz, a resztę czasu spędzać na wydawaniu zarobionych pieniędzy na przyjemności (i w ten sposób napędzać koniunkturę tym przedsiębiorcom, którzy robią kasę na organizowaniu czasu wolnego).

Także osiągnięcie wieku 51 lat -- bez względu na to, czy mówimy o szefowej działu prawnego czy o obsłudze sekretariatu -- nie wydaje mi się racjonalną przyczyną do pogryzania człowieka. Z własnego doświadczenia (ściśle: z obserwacji) wiem, że młodzieńcze ura-bura nie zawsze idzie w parze z niezbędną dojrzałością i wyważeniem w podejściu do spraw biznesowych, a tzw. rzutkość oznacza wyłącznie chęć zamaskowania niepewności i zżerających nerwów.

Z drugiej strony nie chciałbym być w skórze pracodawcy, który chce się umawiać z podwładną na lanczyk, zaczepia ją, kusi wspólnym kotletem przy saksofonie, a nawet -- to ponoć zdarza się w niektórych większych firmach -- promuje na stanowiska w nadziei, że... albo nie, nie powiem co to za nadzieja. Mogłoby się bowiem wówczas okazać, że 19 milionów funtów szterlingów to pikuś, bo gdyby urażona takim zachowaniem kobieta poszła do sądu szukać ochrony, to żądania byłyby znacznie, znacznie wyższe...


§ 2. I jeszcze jeden ciekawy news: przed londyńskim sądem rozpoczął się proces jaki Borys Bieriezowski -- zamieszkały w Londynie były przyjaciel Borysa Jelcyna, który musiał uchodzić z Moskwy po dojściu do władzy Putina -- wytoczył Romanowi Abramowiczowi -- rosyjskiemu biznesmenowi, który robi interesy w Londynie.

Rzecz dotyczy udziałów w kompanii naftowej Sibneft oraz w telewizji ORT, które Bieriezowski sprzedał -- zmuszony przez obecnych protektorów Abramowicza -- swojemu byłemu koledze, a dzisiejszemu bywalcowi magazynów plotkarskich -- za bezcen. Obecnie wycenia swoje straty na 2 miliardy funtów szterlingów.

Pożiwiom, uwidim.
Komentarze (1)
Dyskryminacja chrześcijan przez Google
 Oceń wpis
   
Brytyjski Instytut Chrześcijański (The Christian Institute) wystąpił do sądu przeciwko Google, zarzucając kalifornijskiemu gigantowi dyskryminację ze względów religijnych.

Sprawa dotyczy antyaborcyjnego ogłoszenia, które Instytut chciał umieścić w systemie AdWords (zrzut ogłoszenia obok). Po zapytaniu wyszukiwarki o hasło 'abortion' użytkownik miał zostać przeniesiony na stronę christian.org.uk -- gdzie mógł spodziewać się raczej informacji o charakterze pro-life.

W listelowej odpowiedzi Google AdWords Team -- powołując się na swój regulamin świadczenia usług -- odmówił przyjęcia zlecenia reklamowego, wskazując, że niezgodne z polityką firmy jest przyjmowanie zgłoszeń od organizacji religijnych bądź odnoszących się do skrobanek. W uprzejmej korespondencji pełnej kłamstw ('Google believes strongly in freedom of expression and therefore offers broad access to content across the web without censoring search results') zaproponowano... zmianę słowa kluczowego na inne.
sec. 45(1) Equality Act, 2006
A person (“A”) discriminates against another (“B”) for the purposes of this Part if on grounds of the religion or belief of B or of any other person except A (whether or not it is also A’s religion or belief) A treats B less favourably than he treats or would treat others (in cases where there is no material difference in the relevant circumstances).

Na odpowiedź The Christian Institute -- a ściśle prawników z kancelarii Aughton Ainsworth (ciekawostka: kancelaria nastawiona jest na Polaków, pracuje w niej nawet Jarek Dabrowski) -- nie trzeba było długo czekać.
Zdaniem kancelarii odmowa dopuszczenia ogłoszenia do kampanii AdWords oznacza wyłącznie dyskryminację na gruncie religijnym. Dowodem ma być m.in. okoliczność, iż do systemu dopuszczona została grupa Reality Check (organizacja pro choice), kliniki aborcyjne oraz reklamy T-shirtów o treściach antyreligijnych (te ostatnie reklamują się na hasło 'secular').

Działania takie są w ich przekonaniu niezgodne z art.45(1) Equality Act z 2006 r., który zakazuje dyskryminacji ze względów religijnych, co uprawnia pokrzywdzonego do żądania zaprzestania dalszego naruszenia prawa oraz wypłacenia stosownego odszkodowania powiększonego o poniesione koszty. A ponieważ bezskutecznie upłynął wyznaczony 7-dniowy termin na ustosunkowanie się do roszczeń, prawnicy zdecydowali się na to, na co cywilizowany człowiek decyduje się w takim momencie -- poszli do sądu.

Osobiście muszę przyznać, że w odniesieniu do sprawy mam mieszane uczucia. Jak już pisałem w komentarzu do niedawnego tekstu: nie przepadam za dyskryminacją, a szczególnie obrzydliwa jest mi dyskryminacja państwowa, urzędowa, administracyjna. W odniesieniu do przedsiębiorstw prywatnych wolę, jeśli takie kwestie rozwiązywane są na gruncie dobrze sformułowanych regulaminów, do których ustawodawca powinien się niespecjalnie wtrącać. Dlatego też byłbym w stanie zaakceptować wytyczne wynikające z polityki reklamowej Google -- tj. ogólną zasadę "tych tematów nie bierzemy".

Z drugiej jednak strony nie sposób oprzeć się wrażeniu, że Google stosuje się nawet do własnych zasad raczej wybiórczo. Skoro The Christian Institute został poinformowany, że tematyka związana z przerywaniem ciąży nie jest mile widziana w systemie AdWords -- to dlaczego mogą tam się reklamować organizacje stojące po przeciwnej stronie barykady?
Komentarze (5)
Dyskryminacja w sexshopie
 Oceń wpis
   
Napisałem wczoraj, że nie ma o czym pisać, że świat się nie zmienia. Nazywają to wypaleniem zawodowym, postanowiłem więc coś zmienić w moim życiu. Żony nie zmienię (bo nie mam), zmienię więc pracę - pomyślałem sobie.

Najbliżej mam do seksszopu, ktoś mi podpowiedział, że szukają tam rąk ;-) do pracy. No dobra, idę oblukać temat (przy oblukiwaniu przyłapała mnie koleżanka, pozdrawiam!). Owszem, na witrynie wisi ogłoszenie o treści .ZATRUDNIMY SPRZEDAWCĘ (DZIEWCZYNĘ). Aż mnie się coś zagotowało wewnątrz ze złości.

Zacznijmy od art. 11(3) kp, zgodnie z którym "Jakakolwiek dyskryminacja w zatrudnieniu, bezpośrednia lub pośrednia, w szczególności ze względu na płeć (...) jest niedopuszczalna". Jakby ktoś nie zrozumiał to warto zapoznać się z wyrokiem Sądu Najwyższego z 24 marca 2000 r., zgodnie z którym "Kandydat do pracy zgłaszający się na ofertę pracodawcy dyskryminującą ze względu na płeć (art. 11(3) kp), który nie został zatrudniony, może dochodzić odszkodowania w granicach tzw. ujemnego interesu (culpa in contrahendo) na podstawie przepisów o czynach niedozwolonych (art. 415 KC)" (I PKN 314/99, OSNP 2001/15/480).

Rachunek jest prosty: w sekszopie wesoło się pracuje, można poznać dużo ciekawych ludzi, zarobić niezłą kasę, a nawet wynieść troszkę pracy do domu. No i skoro właściciel sklepiku odmawia prawa do podjęcia pracy panom - to mogę iść do sądu i go sprocesować.

Idąc dalej należy podkreślić, iż działanie takie jest niezgodne z art. 18(3b) par. 1 pkt 1 kp w zw. z art. 18(3a) par. 1, a zatem zakaz różnicowania pracowników ze względu na płeć, jeśli różnicowanie to powoduje odmowę nawiązania lub rozwiązanie stosunku pracy. Jak widać ogłoszenie, które wisi na wystawie wyraźnie zaznacza, że szukają dziewczyny - co oznacza, że nie mam szans, co oznacza, że mogę (powinienem) czuć się zdyskryminowany.

No to teraz chyba ja powinienem spytać moich Wielce Czcigodnych Czytelników: co mam z tym zrobić?
Komentarze (21)
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-05-18 07:28
polokolo:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Hmmm.... a ciekawe czy strony prywatne też "podpadają" pod klauzule niedozwolone? Czy je też[...]
2012-05-16 16:07
Polak który ciężką :
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Ty kurwo!!!!!! Jak ktoś próbuje uczciwie zarabiać na chleb ale nie zna milionów przepisów to[...]
2012-05-15 17:07
fat:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
A dzisiaj nie można wypłacić pieniążków bo 'mają awarię systemu' ... nikt nie wie kiedy[...]
2012-05-15 11:38
jamto:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Raz jeszcze o Wedlu. Zapraszam do poczytania jak to Wedel klientów w @$#@# robi :)[...]
2012-05-07 16:29
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
I kamizelkę kuloodporną w razie zapuszczania się w tereny zalesione- zawsze może znaleźć się[...]
2012-05-07 15:56
handel emisjami:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
No ale obowiązek jazdy na rowerze w kasku mogliby wprowadzić, czemu nie? I w ochraniaczach na[...]
2012-05-04 23:29
2222:
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
moze zabrac
2012-05-03 10:53
robal_pl:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Akurat swiatla to na prawde powinien miec wlaczone jesli jedzie po drodze. I generalnie[...]
2012-04-30 17:57
rocket00:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Pani Rakieta? :)
2012-04-30 15:29
zjadacz_mleczka:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
rotfl dokladnie, pozwac - z banku mozna wydrzec miliony!!! A ja tam chromole wedla w p...e[...]
2012-04-30 14:35
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Dajże jakiegoś wpisa Olgierd bo ja (a domniemam że mógłbym użyć "my") czekam wyposzczony.
2012-04-27 14:41
QM music:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
problematic nie jest podstawiony, faktycznie Spółka QM music prowadzi wiele spraw zarówno[...]
2012-04-25 12:38
m852:
Jak pozwać Polbank i nie dać się zwariować ;-)
Mam do Pana pytanie. Zawarłam umowę ubezpieczenia komunikacyjnego z Axa Direct odddział w[...]
2012-04-24 21:13
Alabama:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
i jak sie to skonczylo?
2012-04-20 18:13
złość:
Zagraj to jeszcze raz na KOBIZE, Sam
dobrze, że tutaj można znaleźć wyjaśnienia Kobize, na oficjalnej stronie już ich nie ma! Jak[...]
2012-04-17 21:10
69motor@gmail.com:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Witam wszystkich Dzisiaj moja małżonka dostałą pismo z w/w "Stowarzyszenia". Podana jest[...]
2012-04-16 14:08
rtyrty:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
to lipa
2012-04-13 09:49
sodoma:
Internet z siedzibą w Warszawie
A do mnie dzwoniła Pani z TPSA i mówiła, że chce ze mną porozmawiać jako z właścicielem internetu :D
2012-04-12 22:02
bartoszcze.of.gazeta:
Internet z siedzibą w Warszawie
Widocznie to w Warszawie ten internet wydrukowali.
2012-04-11 17:02
huxxx:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
myślę, że "problematic" jest podstawiony do pisania takich bzdur!!!!
2012-04-10 20:14
Zołtar :
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
Pan Puczydłowski nie jest radcą prawnym czy adwokatem nie ma nawet wykształcenia prawniczego,[...]
2012-04-10 15:23
Mathev:
Ostatni dzień na zadbanie o własną prywatność w Google
U była włączona a nie bratam się z google. Samoistnie zadziałała. w każdym razie blog ma nowego[...]
2012-04-10 14:16
Morg_:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
@adam....z Może jakiś rowerzysta przejechał panu posłowi po palcach? ;-)
2012-04-09 20:28
problematic:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Mój dziadek, który płaci za internet w domostwie gdyż na niego był tel w TP dostał wezwanie na[...]
2012-04-07 01:29
adam....z:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Ale dlaczego tylko rowery? Przecież użytkownicy innych środków poruszania się też sprawiają[...]