
Zapowiada się interesująco: minister Sikorski zapowiedział pozwy przeciwko wydawcom "Pulsu Biznesu" i "Faktu" -- za antysemickie treści w komentarzach użytkowników pojawiających się na forach internetowych (część z nich miała dotyczyć małżonki ministra) i jeśli wszystko pójdzie tak, jak się zapowiada, za czas jakiś powinniśmy mieć trochę orzecznictwa odnoszącego się do odpowiedzialności e-usługodawcy za treści "społecznościowe", tj. pochodzące od jego użytkowników.
Informacja o wniesieniu przez Radosława Sikorskiego nie wzbudziła mojego większego zainteresowania (podobnie jak nie udało się przykuć mojej uwagi mec. Giertychowi, który ma reprezentować ex-kolegę z rządu Jarosława Kaczyńskiego). Jednak opisywane przez prasę działania wydawcy "PB" zaostrzyły mój apetyt: mogło się rozejść po kościach (z ewentualnym minusem dla pełnomocnika powoda), a tak -- zanosi się na radosną klęskę.
Przypomnijmy (pisałem o tym tak często, że w detale nie chce mi się znów wchodzić), że co do zasady art. 14 ust. 1 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną zwalnia usługodawcę za bezprawne treści dostarczone przez użytkowników, o ile nie wie o ich bezprawności, zaś po otrzymaniu wiarygodnej lub urzędowej informacji -- uniemożliwi dostęp do tych danych (co to znaczy "wiarygodne zgłoszenie" też pisałem -- także w kontekście planowanych zmian w przepisach).
Oznacza to, najprościej rzecz ujmując, że prawo zwalnia takiego usługodawcę z wszelkich konsekwencji rozpowszechnienia opinii pochodzących od czytelników, o ile w procesie redakcyjnej obróbki nie podlegały one jakiemukolwiek przejrzeniu czy zatwierdzeniu do publikacji. Co więcej, zgodnie z art. 15 UoŚUDE e-usługodawca nie ma obowiązku uprzedniego sprawdzania treści dostarczanych przez użytkowników. Może to robić (a więc forum moderowane jest dopuszczalne), ale nie musi (zdanie to dedykuję pewnemu redaktorowi naczelnemu, który niedawno do mnie pisał elaboraty w tej sprawie).
Tak też zresztą ocenił lubelski Sąd Apelacyjny w wyroku ze stycznia 2011 r. (to jedyne orzecznictwo przywołane w "Leksie" do tego przepisu), którego zdaniem usługodawca nie ma żadnych obowiązków w zakresie monitorowania sieci, będzie jednak odpowiadał, jeśli "istnieje po jego stronie stan wiedzy".
Usługodawca nie ma obowiązku monitorowania sieci, co więcej nie ma też obowiązku podejmowania kroków w celu wdrożenia oprogramowania monitorującego. Jedyną sytuacją prowadząca bez wątpienia do odpowiedzialności usługodawcy jest istnienie po jego stronie stanu wiedzy o fakcie naruszenia, czy też bezprawnym charakterze naruszenia -- z wyroku Sądu Apelacyjnego w Lublinie z 18 stycznia 2011 r., I ACa 544/10Takie też stanowisko przyjąć miał Axel Springer: "jest nam niezwykle przykro, że pan Radosław Sikorski i jego żona zostali obrażeni komentarzami opublikowanymi m.in. na forum fakt.pl i z osobistych powodów zdecydowali się wstąpić na drogę prawną. (...) Sądzimy jednak, że na gruncie polskiego prawa pozew pana Sikorskiego jest bezzasadny". "Fakt" nie musi sprawdzać komentarzy czytelników, nie było uprzedniego zgłoszenia, nie można zatem ciągać go za to po sądach. Kropka.
Fajniejszy chciał być "Puls Biznesu": przeprasza za swoich użytkowników i przypomina, że zgodnie z regulaminem za zamieszczone na forum komentarze odpowiadają internauci, jednak -- i tu wskazówka poziomu wtopy wychyla się na czerwone pole -- "jednocześnie staramy się sami moderować nasze forum. Niestety, system w niektórych przypadkach okazał się nieszczelny (...). Obraźliwe wpisy usunęliśmy".
Jak można rozumieć takie oświadczenie? W bardzo prosty sposób: wydawca "PB" nie korzysta z możliwości jaką daje mu art. 15 UoŚUDE, a zatem -- skoro generalnie moderuje swoje forum, a przyczyną pojawienia się bezprawnych treści była "nieszczelność systemu" -- to można przyjąć, że wie o treściach dostarczanych przez użytkowników -- a zatem nie może czekać na jakiekolwiek (wiarygodne bądź urzędowe) zgłoszenie. Co by oznaczało, że jest ugotowany.
Na marginesie, ale wcale nie takie nieważne: mimo tej niewątpliwej wpadki nie należy tracić nadziei, ponieważ nawet w przypadku ustalenia, że usługodawca sprawdzał treści dostarczane przez użytkowników, sąd będzie musiał rozstrzygnąć, czy owo "nie wie" z art. 14 ust. 1 UoŚUDE oznacza literalnie "brak wiedzy" (co by oznaczało, że jeśli mimo sprawdzania danych pod kątem bezprawności usługodawca n i e w i e d z i a ł o ich bezprawności, to można się uchylić od odpowiedzialności), czy też jednak z faktu wdrożenia systemu moderacji należy wnosić, że usługodawca powinien był dochować należytej staranności w badaniu treści -- a więc p o w i n i e n b y ł w i e d z i e ć.
W świetle cytowanego powyżej wyroku SA w Lublinie (sygn. akt I ACa 544/10) można przyjąć, że skoro usługodawca monitoruje forum i zatrudnia nawet w tym celu pracownika, to wie o bezprawności treści -- zatem będzie ponosił odpowiedzialność za ewentualne naruszenie dóbr osobistych. A to oznacza problem dla wydawcy "Pulsu Biznesu".
PS na zdjęciu powyżej dowód, że czasem lepiej nabrać wody w usta.