Mądrzy ludzie czasem piszę, że rant na blogu ma dużą moc sprawczą. Tom sobie pomyślał, że może jak sobie ponarzekam publicznie, to ktoś od nich to przeczyta i sprawę załatwi.
Otóż jest tak: od wczoraj nie można się do mnie dodzwonić na komórkę. Po prostu dziady z Orange wyłączyły możliwość zadzwonienia pod mój numer ("przepraszamy, nie możemy zrealizować tego połączenia").
Wiążę ten niewątpliwy sukces z pochopnym udziałem w testach usługi "Ekstra Numer" (podkusiło mnie...) -- po prostu wczoraj rano zdecydowałem się wymiksować z usługi, co spowodowało właśnie odcięcie połączeń przychodzących (esemesy przychodzą, podobnie ja mogę sobie gdzieś zadzwonić).
Błędy się zdarzają, zwłaszcza przy testowaniu usług (chociaż tego rodzaju zdarzyć się nie powinien), dlatego też po przetestowaniu innych rozwiązań (restart telefonu, zmiana lokalizacji -- bo może jakiś BTS źle pracuje) zdecydowałem się na kontakt z Biurem Dezinformacji Klienta.
Przyjemność ta kosztuje 1 zł brutto za połączenie, niby niedrogo, ale biorąc pod uwagę jakość świadczonych tam usług -- każde połączenie z BOK sieci Orange to pieniądze wyrzucone w błoto.
Konsultantka pierwszego kontaktu ograniczyła się do sprawdzenia: czy są środki na koncie (są, mam telefon na abonament, więc środki się nie kończą...) i przełączenia mnie do konsultantki drugiego stopnia. A tam... jazda po całości. Otóż konsultantka drugiego stopnia -- jak rozumiem osoba kompetentna w rozumieniu standardów PTK Centertel -- potrafiła udzielić dwóch wyjaśnień:
- skoro coś nie działa, to trzeba włączyć i wyłączyć telefon (ich tam chyba zatrudniają po weekendowych kursach obsługi Windows XP), a skoro już to zrobiłem, to powinienem zrobić to jeszcze raz;
- skoro mogę wykonywać połączenia to wszystko jest OK i nie powinno być sytuacji, że ktoś nie może się do mnie dodzwonić (tak, wiem, że nie powinno -- kwestią dialektyki jest zatem jak rozumiemy ową powinność).
Prawdę mówiąc pierwszy raz udało się jakiejkolwiek dezinformacji wyprowadzić mnie z równowagi -- zwykle unikam wdawania się w spór z różnego rodzaju telefonistkami, bo to i tak nie ma sensu -- jednak uważam, że udzielanie porad w rodzaju "włącz i wyłącz telefon" a poza tym "uważam, że wszystko pracuje prawidłowo" wykazuje poziom niekompetencji dalece przekraczający poziom Wisły pod Sandomierzem.
Wszystko co dezinformacja drugiego stopnia umie to "odebrać zgłoszenie" i "przekazać do działu technicznego", który zajmie się sprawą w ciągu... 48 godzin. Co uważam za kpinę w żywe oczy, zaś taki sposób załatwiania reklamacji za zwykłe zbywanie klienta (jestem przekonany, że większość klientów po takich tekstach skwapliwie by się rozłączyła i zaczęła jednak szukać problemu po swojej stronie -- co dla dezinformacji jest już plusem, bo nie trzeba udawać, że się słucha co klient ma do powiedzenia).
Reasumując: uważajcie na biuro obsługi klienta Orange. Ich porady nie są warte nawet złamanej złotówki.