O tajnych opiniach prawnych dotyczących nowelizacji OFE
 Oceń wpis
   

powiedz ZUSWracając jeszcze na chwilę do bezprawia.
Przeczytawszy parę dni temu o Leszku Balcerowiczu proszącym prezydenta o udostępnienie treści opinii prawnych na temat (nie)konstytucyjności planowanych zmian w systemie OFE (warto przypomnieć, że minister Nałęcz wyraził się wówczas, że się nie da) pomyślałem sobie, że może Balcerowiczowi nie dadzą, ale Polakowi-szarakowi, który wystąpi w trybie ustawy o informacji publicznej, to chyba nie odmówią?

Zwróciłem się zatem do Kancelarii Prezydenta z prośbą o udostępnienie treści w.w. opinii, powołując się na oczywisty moim zdaniem fakt, że dokumenty te spełniają warunki opisane w wiadomej ustawie, a to ze względu na fakt, że:

  • dotyczą zamierzonych działań władzy ustawodawczej oraz wykonawczej (art. 6 ust. 1 pkt 1 lit. a), oraz;
  • programów w zakresie realizacji zadań publicznych -- bo owo zabezpieczenie emerytalne jest chyba zadaniem publicznym? (art. 6 ust. 1 pkt 1 lit. c);
  • w dodatku stanowią dokument urzędowy (art. 6 ust. 1 pkt 4 lit a);
  • a nawet jeśli nie, to choćby są wyrazem stanowiska zajętego w sprawach publicznych przez organ władzy publicznej lub przez funkcjonariusza publicznego (art. 6 ust. 1 pkt 4 lit. b);
  • a nawet jeśli nie, to już na pewno zawierają treści ocen dokonanych przez organ władzy publicznej (art. 6 ust. 1 pkt 4 lit. c).

A jeśli ktoś miałby jeszcze jakieś wątpliwości, to nie powinien ich mieć, ponieważ opinie prawne także podlegają udostępnieniu na podstawie przepisów o informacji publicznej, a to dlatego, że (wybaczcie autocytat): "Udostępnieniu na podstawie przepisów o informacji publicznej podlegają wszystkie dokumenty, choćby zostały wytworzone przez prywatne podmioty -- np. kancelarie prawne -- jeśli tylko dotyczą ona sfery publicznej i służą wykonywaniu zadań publicznych. Nie ma przy tym znaczenia czy treść dokumentu powstała bezpośrednio w urzędzie, czy też autorem jest osoba trzecia i jej też przysługują ewentualne prawa autorskie." (tak ocenił NSA w wyroku z 13 stycznia 2011 r., I OSK 1855/10).

Minęło parę dni i oto dowiaduję się, że prezydent podpisał rzeczoną ustawę, mimo jak rozumiem licznych wątpliwości -- wątpliwości, co może podkreślę, natury prawnej, wręcz ustrojowej, niekoniecznie ekonomicznej; chociaż dla mnie nacjonalizacja emerytur jest klęską także ekonomiczną -- zgłaszanych nawet przez byłych sędziów Trybunału Konstytucyjnego.

Nie wiem czy i kiedy poznamy treść opinii, którymi dysponował Bronisław Komorowski, wierzę jednak, że -- skoro (bezprawnie) odmówiono ich ujawnienia -- to musiały być dla rządowego projektu druzgoczące. Czytam jednak, że posłowie PiS i PJN zapowiedzieli zaskarżenie nowych przepisów do TK (jezu, żeby umieli napisać wniosek!) -- a zresztą nawet jeśli im się nie uda, to wierzę, że sprawa wróci choćby za przyczyną skargi konstytucyjnej jakiegoś golonego wkurzonego emeryta in spe.
Wystarczy -- podpowiem -- po nieprzekazaniu całości składki (tj. 7,3%) przez ZUS zwrócić się o przesłanie do odpowiedniego OFE brakujących środków, a następnie -- po otrzymaniu decyzji odmownej -- przejść całą drogę odwoławczą. Będzie to trwało pieruńsko długo, ale kiedyś się skończy.

Szkoda jednak, że jakkolwiek ma to wszystko wyglądać, na koniec i tak zawsze po kulach dostaniemy my tylko. Nawet jeśli TK uchyli niekonstytucyjne przepisy -- i może okaże się, że trzeba zwracać niedopłacone środki -- to przecież owe "odszkodowania" i tak będą zapłacone z naszych podatków.
Wszystko dlatego, że mamy rząd, który zamiast brać się do roboty myśli tylko od wyborów do wyborów.

Komentarze (32)
7 z tygodnia (XXV)
 Oceń wpis
   
  • Prezydent Komorowski nie widzi przeszkód przeciwko oskubaniu przyszłych emerytów z części ich oszczędności, więc mimo negatywnej opinii byłego prezesa Trybunału Konstytucyjnego zapewne podpisze ustawę "reformującą" OFE. Mnie jednak zaciekawiło coś innego: Leszek Balcerowicz miał zaapelować o ujawnienie opinii prawnych zebranych przez kancelarię głowy państwa, na co strasznie obruszył się minister Nałęcz -- że niby pewne rzeczy muszą pozostać tajemne (dla mnie zaś to znak, że muszą być druzgoczące dla ustawy).
    Różnica między skokiem na OFE a denominacją 1950 r. jest taka, że dziś przepisy o informacji publicznej idą do kąta, wówczas zaś Informacja pomyślnie zabezpieczała całą operację;
  • brednie jakich mało opowiada także Jarosław Kaczyński, tym razem oberwało się Ślązakom, bo bycie Ślązakiem to nic innego jak "odcięcie się od polskości" i "przyjęcie po prostu zakamuflowanej opcji niemieckiej". Owszem, można kpić, że prezes PiS spóźnił się o przeszło 40 lat z takim gadaniem, a "jechanie Gomułką" na nic mu się zda, jednak powiadam: czekajcie cierpliwie, przyjdzie dzień, że prezes od Gleiwitz do Hindenburg z worem pokutnym będzie szedł -- kończąc jak z "ruskim agentem" zatrudnionym na posadzie wicepremiera;
  • ruszyło się coś z korupcją wyborczą w Wałbrzychu -- w apelacji uchylono orzeczenie pierwszej instancji uznające, że nic się nie stało -- mnie się jednak wydaje, że w tym tempie prędzej dojdzie do restauracji księstwa Świdnickiego, niż prawomocnego rozstrzygnięcia wszystkich protestów wyborczych. To jest zresztą generalny feler naszego prawa: z założenia sądy drugiej instancji unikają orzeczeń merytorycznych i tylko odsyłają, odsyłają, odsyłają...
  • innego rodzaju sagi -- ale też sądowej -- można się spodziewać ze strony wdowy po Czesławie Niemenie (polecam ciekawy tekst w "Polityce", ale jako że nie występuje w sieci, to linkuję do Gazety). Jeśli temat się rozwinie tak, jak może się rozwinąć, to faktycznie może być ciekawe: na ile ochrona dóbr osobistych najbliższej rodziny zmarłego może mieć wpływ na sposób upamiętnienia owego -- jakby na to nie patrzeć stanowiącego "dobro ogólnospołeczne" -- człowieka?
  • z czego głównie składa się benzyna, którą lejemy do zbiorników naszych aut? Głównie z VAT akcyzy. Niestety, chciwy rząd nie patrzy na to, że drogie paliwa to nie tylko wyraźne zwiększenie kosztów życia -- co się przekłada na rosnące ceny owych zakupów w Biedronce -- ale i po prostu źródło przyspieszającej inflacji. Niestety, dla Sir Rostowskiego i jego poplecznika w rządzie ma to niewielkie znaczenie...
  • ten sam rząd chce wrócić do tego samego projektu ustawy medialnej -- różnica jest taka, że będzie nowy zespół, a w zespole ludź z MinKult i ludź z KRRiTV. Najgorsze jednak nie jest to, że być może znów będą chcieli nas oszukać -- najgorsze jest to, że bolączką rządu (i podobno naszą) powinno być to, że "nie została w pełni implementowana dyrektywa unijna" -- co jest makabrycznym dowodem potwierdzającym, że art. 4 ust. 1 konstytucji RP ("Władza zwierzchnia w Rzeczypospolitej Polskiej należy do Narodu") literalnie ewaporował. Nowy suweren zainstalował się między Brukselą a Sztrasburgiem i kwitnie jak pączek w maśle...
  • ... stąd generalnie brak mi wiary w pomyślność planów Jerzego Buzka, który deklaruje odważny zamiar wykorzenić korupcję z Parlamentu Europejskiego ("w związku z niewłaściwym zachowaniem niektórych europosłów należy podnieść standardy i poprawić przejrzystość działalności w Parlamencie Europejskim"). Przypominam, że to nie pierwsza afera tego rodzaju w tym półświatku -- parę lat temu był inny "przypadek korupcji na wielką skalę", zaś pod koniec ubiegłego stulecia do dymisji podała się cała ówczesna Komisja (zapamiętajcie to nazwiska: Jacques Santer i Edith Cresson) -- aczkolwiek oczywiście nie dlatego, że dopuścili się łapówkarstwa, lecz dlatego, że pozwolili się na korupcji złapać.
Komentarze (10)
Opinia prawna też jest informacją publiczną
 Oceń wpis
   

Udostępnieniu na podstawie przepisów o informacji publicznej podlegają wszystkie dokumenty, choćby zostały wytworzone przez prywatne podmioty -- np. kancelarie prawne -- jeśli tylko dotyczą ona sfery publicznej i służą wykonywaniu zadań publicznych. Nie ma przy tym znaczenia czy treść dokumentu powstała bezpośrednio w urzędzie, czy też autorem jest osoba trzecia i jej też przysługują ewentualne prawa autorskie.

Konkluzja ta wynika z wyroku NSA z 13 stycznia 2011 r. oddalającego skargę kasacyjną od wyroku Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Gliwicach z 1 czerwca 2010 r. wydanego ze skargi organizacji związkowej na bezczynność rektora jednego z uniwersytetów.
Członkowie związku zawodowego działającego na uczelni zwrócili się do rektora z prośbą o udostępnienie opinii prawnej w sprawie przeprowadzenia konkursu na jedno z kierowniczych stanowisk, ponieważ na podstawie tej opinii unieważniono wybory do komisji konkursowej.

wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego z 13 stycznia 2011 r., sygn. akt I OSK 1855/10 oddalający skargę kasacyjną od wyroku WSA w Gliwicach z 1 czerwca 2010 r. (sygn. akt IV SAB/Gl 20/10)

Związkowcy wystąpili do rektora o udostępnienie treści opinii, w odpowiedzi otrzymując pismo z informacją na temat uprawnień organizacji związkowych (sic!). Wnioskodawcy potraktowali to jako bezczynność organu i skierowali skargę do WSA.
W toku postępowania władze uczelni prezentowała dość interesujący tok myślenia, który -- chociaż nie dotyczy w całości clou tematu -- pozwolę sobie przytoczyć w całości:

  • rektor nie udzielił odpowiedzi, ponieważ wnioskujący nie użyli formularza dostępnego na stronie internetowej (przypomnijmy super-procedurę katowickiego magistratu i kuriozalne stanowisko Wydziału Informacji i Promocji);
  • wnioski nie zostały nazwane jako "w trybie informacji publicznej" i nie wskazywały podstawy prawnej, przeto organ nie wiedział jak się do nich odnieść (sic!);
  • opinia została sporządzona przez zewnętrzną kancelarię prawną i posłużyła wyłącznie do sprecyzowania stanowiska władz uczelni, zatem zdaniem rektora dopiero finalny dokument pochodzący od podmiotu wykonującego funkcje publiczne stanowi informację publiczną podlegającą udostępnieniu. Zaś wniosek organizacji związkowej nie miał związku z interesem publicznym, lecz wyłącznie interes skarżących, którzy w sporze zajmują stanowisko przeciwne władzom uczelni.

Stanowiska tego nie podzielił WSA w Gliwicach. W uzasadnieniu orzeczenia podkreślono, iż przepis ustawy o dostępie do informacji publicznej nie nakazuje sporządzania wniosku na jakimkolwiek formularzu (przypomnijmy, że co do zasady nie musi on mieć formy pisemnej ani też nie ma obowiązku podpisania się pod wnioskiem). A jeśli nawet organ miał wątpliwości co do podstawy prawnej żądania, to jego obowiązkiem było wystąpić do organizacji związkowej o jego sprecyzowanie. Skoro tego nie uczynił, jak najbardziej można mówić o bezczynności.

Interesujące wydaje się stanowisko WSA w odniesieniu do -- toczącego się swego czasu na łamach Lege Artis -- sporu czy jeśli urzędu nie stać na własną robotę, ale stać na zamówienie prywatnych dokumentów, to te materiały także podlegają przepisom ustawy o dostępie do informacji publicznej.
I tu pozwolę sobie odpowiedzieć obszernymi (acz lekko przeredagowanymi -- wyłącznie dla łatwości czytania) cytatami z uzasadnienia wyroku sądu I instancji:

Kolejną istotną kwestią w niniejszej sprawie jest to, czy opinia prawna o udostępnienie której wystąpiła skarżąca stanowi informację publiczną w rozumieniu przepisów ustawy o dostępie do informacji publicznej. W przekonaniu Sądu w składzie orzekającym odpowiedź na to pytanie jest pozytywna. Materia informacji publicznej nie została w obowiązującym porządku prawnym uregulowana w sposób klarowny. Jednakże z reguły zamieszczonej w art. 61 Konstytucji, orzecznictwa unijnego oraz przepisów cytowanej ustawy, wywieść można szerokie rozumienie tego pojęcia. Art. 1 ust.1 ustawy definiuje informację publiczną jako każdą informację o sprawach publicznych, precyzując jej zakres w art. 6. Uwzględniając wszystkie te aspekty można stwierdzić, że informacją publiczną będzie każda wiadomość wytworzona lub odnoszona do władz publicznych, a także wytworzona lub odnoszona do innych podmiotów wykonujących funkcje publiczne w zakresie wykonywania przez nie zadań władzy publicznej i gospodarowania mieniem komunalnym lub mieniem Skarbu Państwa. Informacja publiczna dotyczy sfery faktów. Jest nią więc treść wszelkiego rodzaju dokumentów odnoszących się do organu władzy publicznej, związanych z nim bądź w jakikolwiek sposób dotyczących go. Są nią zarówno treści dokumentów bezpośrednio przez organ wytworzonych, jak i te, których organ używa do zrealizowania przewidzianych prawem zadań (także te, które tylko w części go dotyczą), nawet gdy nie pochodzą wprost od niego i nawet, gdy prawa autorskie należą do innego podmiotu (wówczas powstaje ewentualnie kwestia ograniczenia dostępu do żądanych informacji z uwagi na ochronę tajemnic ustawowo chronionych). Ważne natomiast jest to, by dokumenty takie służyły realizowaniu zadań publicznych przez organ i odnosiły się do niego bezpośrednio. Cytowana ustawa przyjęła zatem jako zasadę szeroki dostęp do informacji publicznej.

Zdaniem Sądu opinia prawna sporządzona na potrzeby organu jako dokument służący załatwianiu spraw i realizacji zadań organu -- co do zasady -- posiada walor informacji publicznej (dotyczy sfery faktów, jest wytworzony na potrzeby organu, dotyczy sfery jego działalności, zawiera informację o sposobie działania organów oraz sposobie załatwienia sprawy (spraw), itp., stanowi więc, zgodnie z art. 1 ust. 1 ustawy o dostępie do informacji publicznej, informację o sprawach publicznych, a tym samym podlega udostępnieniu w trybie i na zasadach w niej określonych (co wypełnia dyspozycję art. 61 Konstytucji RP). Bez znaczenia jest przy tym okoliczność, czy opinia została sporządzona przez podmiot zewnętrzny w ramach wykonywanej na rzecz organu obsługi prawnej, czy przez pracownika organu, skoro organ dokumentu tego używa przy realizacji przewidzianych prawem zadań.

Zgodzić się natomiast przyjdzie z poglądem, że nie każda opinia prawna, ze względu na cel jej opracowania, posiada walor informacji publicznej. W ocenie Sądu waloru informacji publicznej nie można przypisać opinii prawnej sporządzonej na potrzeby organu, jeżeli ma ona służyć w postępowaniu w konkretnej sprawie dotyczącej interesu prawnego podmiotu, który organ ten reprezentuje. Wniosek o udostępnienie treści takiej opinii nie może być bowiem środkiem służącym do dostarczenia informacji pozostałym stronom istotnych z punktu widzenia toczącego się postępowania. Sąd podziela tym samym stanowisko Naczelnego Sądu Administracyjnego zawarte w wyroku z dnia 6 czerwca 2009 r. sygn. akt I OSK 89/09, że w drodze ustawy o dostępie do informacji publicznej niedopuszczalne jest pozyskiwanie informacji, co do prawnych argumentów uzasadniających stanowisko przeciwnika procesowego. Takie działanie pozostaje bowiem bez związku z interesem publicznym, lecz służy wyłącznie indywidualnemu interesowi jednej ze stron postępowania sądowego. Natomiast w niniejszej sprawie opinia prawna, o udostępnienie której wystąpiła skarżąca, nie wiąże się z taką sytuacją. Dotyczy ona bowiem, co jest bezsporne, sposobu głosowania przeprowadzonego przez radę wydziału -- statutowy organ uczelni, w związku z wyborem komisji konkursowej dla przeprowadzenia konkursu na stanowisko kierownika jednostki organizacyjnej uczelni. Żądany dokument pozostaje zatem w ścisłym związku z obowiązkami Uczelni w zakresie realizacji zadań publicznych i został sporządzony na potrzeby związane z realizacją tych zadań. Stanowi on rodzaj informacji publicznej o trybie działania państwowych osób prawnych w zakresie wykonywania zadań publicznych.

Od wyroku pierwszej instancji rektor uniwersytetu wniósł skargę kasacyjną, ale Naczelny Sąd Administracyjny właśnie ją oddalił, i chociaż nie znamy jeszcze uzasadnienia, można z dużym spokojem przyjąć, że stanowisko WSA w Gliwicach przyjął za swoje.

Komentarze (9)
Nie można odmówić udzielenia informacji publicznej
 Oceń wpis
   

Celem ochłonięcia -- zmiana tematu. Będzie (krótko) o dostępie do informacji publicznej.

Pytanie: co ma zrobić interesant wnioskujący o udzielenie mu informacji na jakiś temat, jeśli kieruje pytanie do organu niewłaściwego w sprawie (lub instancyjnie, lub z jakiejkolwiek innej biurokratycznej przyczyny), jednak dysponującego żądaną informacją? Prawidłowa odpowiedź: ma otrzymać informację.
Ten jasny i oczywisty dla każdego, kto czytał ustawę o dostępie do informacji publicznej i doszedł przynajmniej do art. 4 ust. 3.

Po raz kolejny sądownictwo administracyjne musi tłumaczyć administracji proste sprawy. Jedna z zasad realizacji konstytucyjnego prawa uzyskania informacji o sprawach publicznych brzmi: obowiązek udostępnienia informacji publicznej spoczywa na "podmiotach publicznych" (piszę w cudzysłowie, bo wyliczanka z art. 4 ust. 1-2 dość szeroko zakreśla ten katalog), które są w posiadaniu takiej informacji.
Nie jest przy tym istotne, że organ nie jest właściwy rzeczowo/miejscowo/whatever w sprawie -- co w normalnym trybie administracyjnym kusi do przekazania sprawy do organu właściwego. Nie jest istotne, czy rzeczone dokumenty pochodzą od zapytanego organu (czy jest ich autorem), czy tylko wszedł w posiadanie informacji wskutek jakichś tam biurokratycznych zabiegów. Jeśli tylko wystąpiliśmy z żądaniem udzielenia informacji do podmiotu, który informacją taką dysponuje, to jego psim obowiązkiem jest dać odpowiedź -- i nie może przekazać sprawy do organu właściwego.

Przypomnijmy -- sporo ludzi trafia tu na frazę "dostęp do informacji publicznej" -- że organy dysponujące informacją publiczną powinny stosować się także do następujących zasad:

  • informacja publiczna to każda wiadomość wytworzona przez szeroko rozumiane władze publiczne oraz osoby pełniące funkcje publiczne, a także inne podmioty, które tę władzę realizują, bądź gospodarują mieniem komunalnym lub majątkiem Skarbu Państwa w zakresie swych kompetencji;
  • informację publiczną stanowi treść wszelkiego rodzaju dokumentów odnoszących się do organu władzy publicznej, związanych z nim bądź w jakikolwiek sposób dotyczących go. Są nią zarówno treści dokumentów bezpośrednio przez organ wytworzonych, jak i te, których używa się przy realizacji przewidzianych prawem zadań (także te, które tylko w części go dotyczą), nawet gdy nie pochodzą wprost od niego;
  • nie można uzależniać poważnego potraktowania wniosku o dostęp od podania danych osobowych żądającego (mamy prawo do anonimowej informacji publicznej), i to nawet jeśli jest się sądem czy policją;
  • ba, przepisy ustawy o dostępie do informacji publicznej odnoszą się także do wyroków sądowych;
  • nie można pobierać opłat za dostęp do informacji publicznej;
  • zaś na obrady rady gminy można nie tylko wejść i słuchać, ale nawet nagrywać -- i to bez najmniejszej potrzeby proszenia się o czyjąkolwiek zgodę.
Komentarze (22)
SO w Lublinie odpowiada nt. prawa do informacji publicznej
 Oceń wpis
   

Jak sygnalizowałem w tekście poświęconym interesującej wypowiedzi rzecznika prasowego Sądu Okręgowego w Lublinie, zwróciłem się do SSO Artura Ozimka z pytaniem o to jak należy rozumieć jego słowa w kontekście konstytucyjnego prawa do dostępu do informacji publicznej.

Oto jaką otrzymałem odeń odpowiedź:

Szanowny Panie
W odpowiedzi na Pana maila uprzejmie informuję, iż nie było moją intencją odmówienie odpowiedzi na pytanie czytelnika.
Rzecz bowiem w tym, że pytanie czytelnika o informację publiczną zostało skierowane do niewłaściwego podmiotu. Pragnę zauważyć, iż nie jestem organem sądu, tylko pełnię funkcję rzecznika prasowego. A zatem odpowiadam wyłącznie za kontakty z prasą i dlatego też moje pytanie do czytelnika dotyczyło tylko tej kwestii.
Reasumując, że nie jestem osobą uprawnioną do udzielania tego typu informacji. Takie informacje, co zresztą wielokrotnie się zdarzało, są udzielane przez organy sądu, czyli krótko mówiąc prezesa sądu lub wiceprezesów /art. 4 ust. 1 pkt 1 ustawy o dostępie do informacji publicznej/. W związku z tym czytelnik o taką informację winien się zwrócić do organów sądu, których adresy widnieją na stronie internetowej a nie do rzecznika prasowego. A zatem uznanie mojego maila do czytelnika jako naruszenie prawa do informacji publicznej było chybione.
W razie jakichkolwiek wątpliwości proszę o kontakt.
Z poważaniem sędzia SO Artur Ozimek - rzecznik prasowy SO w Lublinie

Cóż, wydaje mi się, że poprzedni listel można uznać za wypadek przy pracy.

Komentarze (5)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-05-18 07:28
polokolo:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Hmmm.... a ciekawe czy strony prywatne też "podpadają" pod klauzule niedozwolone? Czy je też[...]
2012-05-16 16:07
Polak który ciężką :
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Ty kurwo!!!!!! Jak ktoś próbuje uczciwie zarabiać na chleb ale nie zna milionów przepisów to[...]
2012-05-15 17:07
fat:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
A dzisiaj nie można wypłacić pieniążków bo 'mają awarię systemu' ... nikt nie wie kiedy[...]
2012-05-15 11:38
jamto:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Raz jeszcze o Wedlu. Zapraszam do poczytania jak to Wedel klientów w @$#@# robi :)[...]
2012-05-07 16:29
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
I kamizelkę kuloodporną w razie zapuszczania się w tereny zalesione- zawsze może znaleźć się[...]
2012-05-07 15:56
handel emisjami:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
No ale obowiązek jazdy na rowerze w kasku mogliby wprowadzić, czemu nie? I w ochraniaczach na[...]
2012-05-04 23:29
2222:
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
moze zabrac
2012-05-03 10:53
robal_pl:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Akurat swiatla to na prawde powinien miec wlaczone jesli jedzie po drodze. I generalnie[...]
2012-04-30 17:57
rocket00:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Pani Rakieta? :)
2012-04-30 15:29
zjadacz_mleczka:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
rotfl dokladnie, pozwac - z banku mozna wydrzec miliony!!! A ja tam chromole wedla w p...e[...]
2012-04-30 14:35
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Dajże jakiegoś wpisa Olgierd bo ja (a domniemam że mógłbym użyć "my") czekam wyposzczony.
2012-04-27 14:41
QM music:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
problematic nie jest podstawiony, faktycznie Spółka QM music prowadzi wiele spraw zarówno[...]
2012-04-25 12:38
m852:
Jak pozwać Polbank i nie dać się zwariować ;-)
Mam do Pana pytanie. Zawarłam umowę ubezpieczenia komunikacyjnego z Axa Direct odddział w[...]
2012-04-24 21:13
Alabama:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
i jak sie to skonczylo?
2012-04-20 18:13
złość:
Zagraj to jeszcze raz na KOBIZE, Sam
dobrze, że tutaj można znaleźć wyjaśnienia Kobize, na oficjalnej stronie już ich nie ma! Jak[...]
2012-04-17 21:10
69motor@gmail.com:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Witam wszystkich Dzisiaj moja małżonka dostałą pismo z w/w "Stowarzyszenia". Podana jest[...]
2012-04-16 14:08
rtyrty:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
to lipa
2012-04-13 09:49
sodoma:
Internet z siedzibą w Warszawie
A do mnie dzwoniła Pani z TPSA i mówiła, że chce ze mną porozmawiać jako z właścicielem internetu :D
2012-04-12 22:02
bartoszcze.of.gazeta:
Internet z siedzibą w Warszawie
Widocznie to w Warszawie ten internet wydrukowali.
2012-04-11 17:02
huxxx:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
myślę, że "problematic" jest podstawiony do pisania takich bzdur!!!!
2012-04-10 20:14
Zołtar :
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
Pan Puczydłowski nie jest radcą prawnym czy adwokatem nie ma nawet wykształcenia prawniczego,[...]
2012-04-10 15:23
Mathev:
Ostatni dzień na zadbanie o własną prywatność w Google
U była włączona a nie bratam się z google. Samoistnie zadziałała. w każdym razie blog ma nowego[...]
2012-04-10 14:16
Morg_:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
@adam....z Może jakiś rowerzysta przejechał panu posłowi po palcach? ;-)
2012-04-09 20:28
problematic:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Mój dziadek, który płaci za internet w domostwie gdyż na niego był tel w TP dostał wezwanie na[...]
2012-04-07 01:29
adam....z:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Ale dlaczego tylko rowery? Przecież użytkownicy innych środków poruszania się też sprawiają[...]