Władza musi ścierpieć nawet ostrą i błędną krytykę
 Oceń wpis
   

A 'newborn' frog walking

Mosiński bloger, któremu niecałe pół roku temu -- oczywiście z art. 212 kk -- zakazali pisania bloga może spać spokojnie: w apelacji został uniewinniony od większości zarzutów, a tam, gdzie go nie uwolniono -- zmienił mu kwalifikację i umorzył postępowanie ze względu na znikomą szkodliwość społeczną czynu.

To dobrze: przede wszystkim Łukasz Kasprowicz nie będzie musiał wystawiać swojego komputera na Allegro (przypomnijmy, że w drakońskim wyroku I instancji wlepili mu roczny zakaz wykonywania zawodu dziennikarza). Poza tym zawsze trzeba się cieszyć, jeśli złe i głupie prawo -- a przecież art. 212 kodeksu karnego jest zły i głupi -- po raz kolejny nie spełni swojego zadania.

Sąd wyszedł ze stanowiska, że oskarżony bloger -- bardzo zaangażowany w życie lokalne --  korzystał w ten sposób z prawa do krytykowania poczynań władz swojej gminy, zaś negatywna ocena władz publicznych może być czasem błędna, jednak osoby poddane krytyce muszą być uodpornione nawet na błędną i niesłuszną krytykę.

Tu 100% zgody, nie ma się co dziwić zatem, że wyrok zdecydowanie mnie cieszy -- natomiast dziwi mnie nieco przywoływane przez prasę zdanie, które sąd miał rzekomo wyrazić w ustnym uzasadnieniu.
Oto miało tam paść sformułowanie, że blogerzy mogą używać ostrzejszego języka, bo "jest oczywiste, że jak ktoś chce, w sposób prosty, zachęcić innych do czytania jego komentarzy, może w tym celu posunąć się do używania sformułowań dobitnych czy szokujących". Dziwi mnie to o tyle, że: albo ostrego języka powinien móc używać każdy, nie tylko bloger (bo niby dlaczego właśnie bloger ma mieć jakiegoś rodzaju "immunitet twórczy"? przecież to nie satyra ani kabaret!) -- albo też sąd w ogóle nie powinien formułować takich tez forujących jedną z form wyrazu.

(Co ciekawe równocześnie w dwóch przypadkach takiego ostrego języka -- to właśnie ta zmiana kwalifikacji z art. 212 kk (pomówienie) na art. 216 kk (znieważenie) -- Sąd Okręgowy wyszedł z założenia, że użyte słowa mogły narazić burmistrzynię Mosiny na utratę dobrego imienia, jednak właśnie w tym zakresie postępowanie umorzył.)

Pokrzywdzona i oburzona wyrokiem (sygn. akt IV Ka 266/11) "bo sąd daje zgodę na prostactwo, chamstwo i łobuzerię dziennikarską. Nie można bezkarnie kogoś obrzucać inwektywami" burmistrzyni zapowiada wniesienie kasacji. Ma takie prawo, jednak sądzę, że lepiej będzie, jeśli weźmie sobie do serca zdanie o krytyce władz.
 

PS na zdjęciu młoda żabka. Można pocałować, może się zmieni w piękną opinię o naszych polskich municypałkach.

Komentarze (13)
Co ma rejestracja czasopisma do legalizacji jumania
 Oceń wpis
   

Food Chain

[Wpis dla lamerów, stałych P.T. Czytelników uprasza się o poczytanie czegoś innego.]

Godzi się dwa zdania jeszcze poświęcić -- klepię ten temat wcale nie tak rzadko, ale chyba nie dość często jednak -- sposobom na ekstralegalne i bezpłatne korzystanie z czyjejś twórczości. Albo raczej mitom, które narosły wokół zagadnienia: jak się nie narobić, ale jakoś zarobić.

Temat "rejestracji portalu internetowego", co rzekomo ma pozwolić na bezpłatne rozpowszechnianie tekstów pozyskanych metodą CTRL+C, CTRL+V z innych serwisów, powraca w listach do redakcji z zadziwiającą częstotliwością. Bo podobno jest tak, że jak się już ma zarejestrowaną stronę, to można za darmo kopiować treści -- pod warunkiem tylko podania źródła.

Trudno o większą głupotę -- i trudno się dziwić, że na większość listeli pełnych tego rodzaju pytań w ogóle nie odpowiadam (zwłaszcza, że leniuszkom nie chce się nawet użyć szukajki). Zatem będzie po raz ostatni, zbiorczo, w punktach:

  • nie ma czegoś takiego jak obowiązek rejestracji portalu internetowego w sądzie, jest tylko obowiązek rejestracji dziennika lub czasopisma (durne lex sed lex);
  • z obowiązku tego -- które niektórym P.T. Czytelnikom jawi się jak jakieś cudne prawo -- "skorzystać" mogą nie tylko przedsiębiorcy prowadzący działalność gospodarczą. Jest to konsekwencją zasady, że mamy w Polsce wolność prasy -- nie zaś swobodę prowadzenia działalności gospodarczej w zakresie wydawnictwa prasy (na marginesie: co to za wolność prasy, skoro trzeba prasę tę rejestrować -- pod rygorem kary!?);
  • z faktu, że prowadzi się "zarejestrowany portal" nie wynikają żadne fakty w zakresie legalizacji jumania -- o tym co można i kiedy generalnie opowiadają: prawo cytatu, prawo przedruku i przegląd publikacji;
  • i tak, owszem, można sobie pozwolić na przedruk (choćby w sieci) aktualnych tekstów poświęconych tematyce gospodarczej czy politycznej, jednak pod warunkiem, że twórca/wydawca nie zastrzeże, że dalsze rozpowszechnianie jest zabronione;
  • i pod warunkiem, że się twórcy zapłaci normalne honorarium;
  • całkowicie za darmo można co najwyżej -- no właśnie, dla amatorów darmochy jest to "co najwyżej" -- korzystać z cudzej twórczości w zakresie własnej twórczości: tworzyć wyciągi i przeglądy publikacji lub używać cytatów we własnych artykułach (naprawdę, może jeszcze raz odeślę do tekstu, gdzie się dość dokładnie tą tematyką zająłem);
  • no dobrze, można jeszcze korzystać z utworów udostępnionych na jakiejś "wolnościowej" licencji (no i proszę, chciał ktoś mieć fajne zdjęcie psa -- i ma; chciał bloger mieć zdjęcie kataklizmu naturalnego -- i ma; potrzebował Wired zdjęcia aeroplanu -- i ma);
  • reasumując: choćbym wydał nie 40, ale 400 złotych na znaczki sądowe i napisał nie wiem jaki wniosek -- rejestracja czasopisma (nawet wydawanego w internecie) nic mi nie da jeśli chodzi o możliwość zgodnego z prawem cieszenia się cudzą twórczością na stronie mojego własnego serwisu internetowego.
Komentarze (6)
Kiepski żart w e-sklepie Play
 Oceń wpis
   

Play bzdury w informacji o wysyłce towaruNieczęsto zajmuję się tu zwykłym, codziennym narzekalnictwem konsumenckim. Czasem trafiają się jednak takie absurdy, że trudno zmilczeć.

Tym razem padło na Play -- tak, tego świetnego operatora, w którym jest tak tanio, bo o równość w nierówności dba Urząd (Komunikacji Elektronicznej). Który ma taki sklep internetowy, że mucha nie siada.

To, że w formularzu e-zamówienia nie da się wpisać adresu dostawy z frazą "pl." (od "plac"), można nawet przeboleć -- wystarczy, nie tracąc cierpliwości ni rezonu, po komunikacie "Wystąpiły następujące błędy: nieprawidłowy format pola Ulica" wpisać adres pełną nazwą (a więc nie "pl. Grunwaldzki", lecz "Plac Grunwaldzki"). Cóż, programista miał takie upodobania i już.

Ale wiadomość przesłana do szczęśliwego nabywcy po przyjęciu zamówienia przekracza ludzkie pojęcie: status przesyłki realizowanej przez kuriera UPS ("forma przesyłki") mamy sobie sprawdzać na stronie... www.dpd.com.pl (sic!).

Przeciętny klient -- a przecież, u licha, nie mamy obowiązku orientować się w niuansach i meandrach rynku kurierskiego -- nie wyczuje pomyłki. I może wpisywać numer listu przewozowego do później nocy...
... na bogackiego, czy oni naprawdę nie czytają tego, co wysyłają do swoich klientów?

Komentarze (29)
Jak nie pisać wezwań z art. 14 ust. 1 UoŚUDE
 Oceń wpis
   

Kończąc już opisywanie anty-internetowej krucjaty mec. Romana Giertycha i Radosława Sikorskiego (ciekawym kto tu kogo napędza do działania?) warto pokazać w jakiż to sposób krzyżowcy biorą się za swoją robotę.

Oto przyszła do mnie na falach internetu -- to już chyba wiem dlaczego tenże internet powinien być zakazany -- kopia wezwania, które wyprodukowała kancelaria adwokata Romana Giertycha i przesłała do pewnego serwisu internetowego.

Roman Giertych wezwanie do usunięcia komentarzy z forum

Nie wiem czy pismo to powstało w związku z dyspozycją art. 14 ust. 1 UoŚUDE, czy też stanowi wyraz przekonań p. Giertycha, że administrator forum może mieć coś wspólnego z prasą -- dość rzec, że owo wezwanie nawet przez pół minuty nie leżało obok wiarygodnej wiadomości, o której mówi przepis: nie ma tu ani pół grama jakiegokolwiek uzasadnienia (choćby uprawdopodobnienia), ba -- nie wskazano też ani jednego komentarza. Czyli co: administrator ma je sobie samemu poszukać?

Widziałem różne wezwania oparte o art. 14 ust. 1 UoŚUDE -- nawet wczoraj miałem przyjemność zapoznać się z treścią jednego z nich (stoi za nim jeden z P.T. Czytelników Lege Artis -- acz sprawa nie dotyczy tego lubczasopisma) -- i chociaż równie lakoniczne "wezwania" też już widziałem, oczekiwałbym w tej jakże prestiżowej i medialnej sprawie większej skrupulatności.

 

(Z oczywistych przyczyn wszelkie dane umożliwiające identyfikację adresata pisma jak i osoby Mandanta zostały z pisma usunięte -- nie to jest bowiem jednak przedmiotem niniejszych badań.)

Komentarze (14)
Admin forum internetowego nie odpowiada jak wydawca prasy
 Oceń wpis
   

We wczorajszym programie Tomasza Lisa -- rzadko to oglądam, ale wczoraj było warto, choćby dla śpiewaczki Justyny Steczkowskiej i -- wygłoszonym do do Romana Giertycha -- exposé "nie da się ocenzurować internetu, ale można się starać, bardzo panu gratuluję i życzę sukcesu", czym bym się może i przejął, gdyby nie następne zdanie "w Polsce mieszka 44-45 milionów ludzi") -- mecenas Roman Giertych był łaskaw (nie po raz pierwszy) podpierać się całkiem świeżym wyrokiem Sądu Apelacyjnego w Lublinie, który miał stwierdzić, że "portale internetowe odpowiadają tak samo jak prasa za treść publikowanych komentarzy" oraz postawić "równość między listami do redakcji publikowanymi w prasie drukowanej, a komentarzami w gazetach internetowych".

Nieprawdy tej nie skontrował ani red. Lis (który także nie przyznał się, że forum Wprost24.pl zostało po prostu zamknięte), ani też poseł Kalisz, nie pozostaje więc nic innego jak -- skoro już zadałem sobie trud przeczytać dostępne informacje poświęcone rzeczonemu orzeczeniu (mowa o wyrok SA w Lublinie z 18 stycznia 2011 r., sygn. akt I ACa 544/10) -- zadać kłam tu, w tym maluśkim, miałkim i generalnie beznadziejnym blogasku.

Pozwolę sobie więc teraz wkleić poniżej to wszystko, co na ten temat ma do powiedzenia moja magiczna prawnicza baza danych (bez kryptoreklamy). Bez skrótów i uproszczeń, bez komentarza -- moje są tylko wytłuszczenia.
Ocenę pozostawiam P.T. Czytelnikom.

 

Wyrok Sądu Apelacyjnego w Lublinie z dnia 18 stycznia 2011 r. I ACa 544/10

Usługodawca nie ma obowiązku monitorowania sieci, co więcej nie ma też obowiązku podejmowania kroków w celu wdrożenia oprogramowania monitorującego. Jedyną sytuacją prowadząca bez wątpienia do odpowiedzialności usługodawcy jest istnienie po jego stronie stanu wiedzy o fakcie naruszenia, czy też bezprawnym charakterze naruszenia.

Skład orzekający
 
Przewodniczący: Sędzia SA Zbigniew Grzywaczewski.
Sędziowie SA: Bożena Oworuszko (spr.), Ewa Popek.
 
Sentencja
 
Dnia 18 stycznia 2011 r. Sąd Apelacyjny w Lublinie, I Wydział Cywilny po rozpoznaniu w dniu 12 stycznia 2011 r. w Lublinie na rozprawie sprawy z powództwa Jana R. przeciwko Andrzejowi Ś. i Akademickiej Oficynie Wydawniczej Spółce z ograniczoną odpowiedzialnością w Lublinie o ochronę dóbr osobistych i zapłatę na skutek apelacji powoda od wyroku Sądu Okręgowego w Lublinie z dnia 25 czerwca 2010 r., sygn. akt I C 618/09
I. zmienia zaskarżony wyrok w następujący sposób:
1. zobowiązuje pozwanych Andrzeja Ś. i Akademicką Oficynę Wydawniczą Spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością w Lublinie do zamieszczenia na stronie internetowej WWW.forumakad.pl/archiwum/2004/11/22-zann-rzetelny_rektor.htm bezpośrednio pod treścią artykułu "Rzetelny rektor" w terminie 7 dni od daty uprawomocnienia się orzeczenia oświadczenia następującej treści:
"Redaktor Naczelny Forum Akademickiego i Akademicka Oficyna Wydawnicza Spółka z o.o. w Lublinie jako wydawca przepraszają dr hab. Jana R. za naruszenie jego dóbr osobistych poprzez nieuzasadnione nie usunięcie bez zbędnej zwłoki opublikowanych na stronie internetowej Forum Akademickiego nieprawdziwych i zniesławiających go komentarzy będących autorstwem osób trzecich";
2. zasądza od pozwanych Andrzeja Ś. i Akademickiej Oficyny Wydawniczej Spółki z ograniczoną odpowiedzialnością w Lublinie solidarnie na rzecz Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi w Laskach kwotę 5000 (pięć tysięcy) zł;
3. oddala powództwo w pozostałej części;
4. zasądza od pozwanych Andrzeja Ś. i Akademickiej Oficyny Wydawniczej Spółki z ograniczoną odpowiedzialnością w Lublinie solidarnie na rzecz powoda Jana R. kwotę 1810 (tysiąc osiemset dziesięć) zł tytułem kosztów procesu;
II. oddala apelację w pozostałej części;
III. zasądza od pozwanych Andrzeja Ś. i Akademickiej Oficyny Wydawniczej Spółki z ograniczoną odpowiedzialnością w Lublinie solidarnie na rzecz powoda Jana R. kwotę 1570 (tysiąc pięćset siedemdziesiąt) zł tytułem kosztów procesu za II instancję.
 
Uzasadnienie faktyczne
 
Wyrokiem z dnia 25 czerwca 2010 r. Sąd Okręgowy w Lublinie oddalił powództwo Jana R., który domagał się zobowiązania pozwanych Andrzeja Ś., jako redaktora naczelnego "Forum Akademickiego" i Akademickiej Oficyny Wydawniczej spółki z ograniczoną odpowiedzialnością w Lublinie do zamieszczenia oświadczenia o przeproszeniu powoda za naruszenie jego dóbr osobistych zarówno na stronie internetowej, jak i w papierowej wersji "Forum Akademickiego", bezpośrednio pod treścią artykułu "Rzetelny rektor" poprzez dopuszczenie do opublikowania na stronie internetowej "Forum Akademickiego" nieprawdziwych i zniesławiających go komentarzy. Nadto domagał się zasądzenia na rzecz Towarzystwa Opieki nad Ociemniałymi w Laskach kwoty 10.000 zł.
Podstawą powyższego rozstrzygnięcia były następujące ustalenia faktyczne i prawne:
W nr 11/2004 "Forum Akademickiego" opublikowany został artykuł "Rzetelny rektor". Pod internetowym wydaniem "Forum Akademickiego" funkcjonuje ogólnodostępne forum, na którym użytkownicy mogą zamieszczać swoje komentarze. Po dokonaniu wpisu pojawia się on na forum. Wpisy są kontrolowane i istnieje możliwość ich usunięcia. Na forum tym zamieszczone zostały komentarze: z dnia 21 stycznia, 2006 r., w którym powód opisany został jako "oblech, świńsko oblizujący się alkoholik"; z dnia 14 stycznia 2007 r., w którym zarzucono powodowi korupcję, oszukiwanie i plagiaty. Wpisy te zostały usunięte po wezwaniu powoda o dokonanie powyższego. Nie nastąpiło jednak przeproszenie powoda. W dniu 30 listopada 2008 r. ukazał się natomiast wpis zarzucający powodowi alkoholizm i nieporadność w nauczaniu. Tego samego dnia wpis ten został usunięty. W tym stanie faktycznym Sąd I instancji doszedł do przekonania, że powództwo oparte na dyspozycji art. 23 k.c. i art. 24 § 1 k.c. w zw. z art. 448 k.c. nie jest uzasadnione. Rozważając kwestię bezprawności działania pozwanych doszedł do przekonania, że należy jej upatrywać w art. 14 i 15 ustawy z dnia 18 lipca 2002 r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną (Dz. U. Nr 144 poz. 1204). W świetle tych regulacji nie ponosi odpowiedzialności za przechowywane dane ten, kto udostępniając zasoby systemu teleinformatycznego w celu przechowywania danych usługobiorcę nie wie o bezprawnym charakterze danych lub związanej z nimi działalności, a w razie otrzymania urzędowego zawiadomienia lub uzyskania wiarygodnej wiadomości o bezprawnym charakterze danych lub związanej z nimi działalności niezwłocznie uniemożliwi dostęp do tych danych. Zatem dla przypisania pozwanym jako usługodawcom odpowiedzialności koniecznym jest świadomość usługodawcy o bezprawnej działalności usługobiorcy, a po otrzymaniu zawiadomienia - brak usunięcia tych treści. Jednocześnie Sąd I instancji wskazał, że stosownie do art. 15 cyt. wyżej ustawy usługodawca nie ma obowiązku monitorowania sieci, który to obowiązek polegałby na stałym sprawdzaniu treści przesyłanych danych.
Reasumując Sąd Okręgowy doszedł do przekonania, że dochowali aktów staranności i po otrzymaniu zawiadomienia o bezprawnym charakterze wpisów niezwłocznie je usunęli. Jednocześnie wskazał też, dlaczego i z jakich przyczyn nie sposób przypisać pozwanym odpowiedzialności w oparciu o inne regulacje prawne (np. prawo prasowe).
Apelację od tego wyroku wniósł powód Jan R. zaskarżając wyrok w całości i zarzucając:
1. bezpodstawne przyjęcie, że pozwani zwolnieni byli z obowiązku usunięcia bezprawnych wpisów na forum internetowym niezwłocznie po ich ukazaniu się, pomimo zobowiązania się do ich moderowania;
2. błędne przyjęcie, że podstawą rozstrzygnięcia w niniejszej sprawie był art. 14 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, pomimo bezspornego faktu, że pozwani opierali swoje działania na przepisach prawa prasowego.
Wskazując na powyższe skarżący domagał się zmiany wyroku i uwzględnienia powództwa w zakresie żądanego przeproszenia i zasądzenia kwoty 10.000 zł na cel społeczny.
 
Uzasadnienie prawne
 
Sąd Apelacyjny ustalił i zważył, co następuje:
Apelacji nie można odmówić słuszności, o ile zarzuca pominięcie istotnych okoliczności faktycznych oraz brak należytego rozważenia płynących zeń skutków, których uwzględnienie przemawia w ocenie Sądu odwoławczego za zmianą, - co do samej zasady - zaskarżonego rozstrzygnięcia.
Uzupełniając, zatem ustalenia dokonane przez Sąd I instancji wskazać należy, że poza sporem w sprawie jest, że strona internetowa prowadzona przez pozwanych, na której działa ogólnodostępne forum zawiera informację o jej moderowaniu, z zastrzeżeniem o możliwości usuwania wpisów. Nie ulega też wątpliwości, że "Forum Akademickie" zatrudnia pracownika, którego zadaniem jest stałe przeglądanie treści wpisów, internautów i usuwanie tych, które są niezgodne z obowiązującym prawem i normami zachowań. Faktycznie też wpisy tego rodzaju jak zakwestionowane przez powoda były usuwane, jako naruszające dobra osobiste powoda, z tym, że miało to miejsce dopiero na interwencję powoda w odniesieniu do pochodzących ze stycznia 2006 r. i 2007 r. oraz natychmiast (tego samego dnia) w odniesieniu do wpisu z dnia 30 listopada 2008 r. Zarówno w powszechnym odbiorze, jak i zdaniem pozwanego redaktora naczelnego kwestionowane wpisy były uwłaczające, nieprzystające poziomem do rangi czasopisma i poruszanego w artykule "Rzetelny rektor" tematyki.
Okoliczności powyższe, jako pochodzące bezpośrednio od strony pozwanej (zeznania pozwanego A. Ś. k. 60v - 61, 102v) nie nasuwają zastrzeżeń, co do ich prawdziwości i wiarygodności.
Oceniając je natomiast w kontekście żądania pozwu i zarzutów apelacji oraz rozważań Sądu I instancji należy dojść do wniosku, że Sąd ten potraktował je marginalnie, nie nadając im większego znaczenia i marginalizując w kontekście brzmienia art. 15 ustawy z dnia 18 lipca 2002 r. o świadczeniu usług drogą elektroniczną.
Tego rodzaju stanowisko nie jest uzasadnione i nie może być zaakceptowane. Treść przepisów powoływanej ustawy w świetle przytaczanych już regulacji art. 14 i 15 wyraźnie wskazuje, jak to zasadnie przyjął i wyłożył Sąd Okręgowy, że odpowiedzialność pozwanych jako usługodawców zależy od istnienia pozytywnej wiedzy na temat bezprawnego charakteru treści i dowód ten w istocie obciąża powoda. Oczywistym jest też, na co słusznie wskazał Sąd I instancji, że w[y]łączenie odpowiedzialności pozwanych nie jest uzależnione od zachowania aktów staranności, w szczególności polegających na kontrolowaniu przechowywanych danych. Wskazać należy, że przy takim brzmieniu przepisów cyt. wyżej ustawy ustalenie odpowiedzialności usługodawcy jest relatywnie trudne. Nie ma on, bowiem obowiązku monitorowania sieci, a co więcej nie ma też obowiązku podejmowania kroków w celu wdrożenia oprogramowania monitorującego. Jedyną, więc sytuacją prowadząca bez wątpienia do odpowiedzialności usługodawcy jest istnienie po jego stronie stanu wiedzy o fakcie naruszenia, czy też bezprawnym charakterze naruszenia (por. J. Gołaczyński, K. Kowalik - Brańczyk, A. Majchrowska, M. Świerczyński Ustawa o świadczeniu usług drogą elektroniczną. Komentarz, Oficyna 2009 r., G. Rączka "Prawne zagadnienia hostingu", Przegląd Prawa Handlowego, kwiecień 2009 r.).
Tego rodzaju interpretacja przepisów ustawy o świadczeniu usług droga elektroniczną nie pozostaje też w sprzeczności z postanowieniami dyrektywy 2000/31/EC handlu elektronicznym (Dz. Urz. Z 17 lipca 2000 r. OJL178/1). Co prawda cyt. wyżej art. 14 ustawy nie czyni rozróżnienia między reżimem odpowiedzialności cywilnej i karnej, jak to ma miejsce w przypadku postanowień dyrektywy, jednak również i one wymagają w odniesieniu do odpowiedzialności cywilnej istnienia świadomości faktów lub okoliczności wskazujących w oczywisty sposób na tę bezprawność. Zastosowane w prawie polskim rozwiązanie nie budzi, zatem wątpliwości, co swej zgodności z ustawodawstwem unijnym (G. Rączka, tamże)
Z taką też sytuacją mamy, zdaniem Sądu Apelacyjnego, do czynienia w okolicznościach rozpoznawanej sprawy. Po pierwsze pozwani, jako administratorzy strony internetowej tworząc ją i udostępniając celem prowadzenia dyskusji i wymiany poglądów nie tylko zamieścili ostrzeżenie o moderacji (ingerencji) i usuwaniu wpisów niespełniających określonych reguł, (choć bezsprzecznie nie ciążył na nich taki obowiązek w świetle ustawy), ale też zatrudnili w tym celu pracownika, którego zadaniem było przeglądanie tych wpisów na bieżąco pod tym właśnie kątem (pozwany k. 61). Skoro, zatem tak, a dowodem powyższego jest również szybka reakcja na wpis z dnia 30 listopada 2008 r. i usunięcie go już tego samego dnia (bezsporne), to nie sposób uznać, że nie mieli oni pozytywnej wiedzy o bezprawnym charakterze kwestionowanych wpisów.
W konsekwencji też ponoszą odpowiedzialność za brak ich usunięcia bez zbędnej zwłoki i uczynienie tego dopiero po wielu miesiącach, na żądanie powoda.
Zatem nie budzi wątpliwości sama treść tych wpisów, naruszająca dobra osobiste powoda w postaci godności, dobrego imienia i pomówienia go cechy i właściwości dyskredytujące go w życiu osobistym i zawodowym, (art. 23 k.c.). Ocena zachowań powoda prezentowana w kwestionowanych wypowiedziach internautów bezsprzecznie wykracza poza społecznie akceptowane standardy. Nastąpiły też, jak to wskazano wyżej okoliczności skutkujące przyjęciem odpowiedzialności pozwanych (brak wyłączenia ich odpowiedzialności w rozumieniu art. 14 i 15 cyt. wyżej ustawy). Zatem powództwo zmierzające do ochrony dóbr i usunięcia skutków naruszenia, co do samej zasady należy uznać za usprawiedliwione.
Z tych też wszystkich względów zaskarżone orzeczenie podlegało zmianie z mocy art. 386 § 1 k.p.c.
Żądanie przeproszenia winno jednak zostać zmodyfikowane tak, co do treści jak i zakresu w porównaniu z wnioskami apelacji. Po pierwsze pozwani mogą odpowiadać wyłącznie za swe zawinione zaniechanie, którym było zbyt późne usunięcie dyskryminowanych
[chyba inkryminowanych -- O.R.] wpisów. Nie ulega, bowiem wątpliwości, że administrator sieci nie ma możliwości ich uprzedniego zablokowania, zanim faktycznie zostaną zamieszczone. Nie ma też dalej idących możliwości ingerowania w ukazujące się wpisy. Koniecznym było też podkreślenie w treści przeprosin, że to nie pozwani są autorami obraźliwych wpisów i nie na tego rodzaju ich bezpośrednim działaniem zostały dobra osobiste powoda naruszone.
Biorąc pod uwagę, że do naruszenia dóbr osobistych powoda doszło na stronie internetowej prowadzonej przez pozwanych, taki też sposób i formę publikacji przeprosin Sąd Apelacyjny uznał za najwłaściwszy, kierując się przy tym utrwalonym w tym zakresie stanowiskiem Sądu Najwyższego, w świetle, którego osobie, której dobra osobiste naruszono przysługuje prawo do uzyskania przeprosin w takiej formule, w jakiej doszło do naruszenia (por. wyrok SN z 8 lutego 2008 r., I CSK 345/07).
Skoro zaś częściowo jedynie żądania skarżącego zostały uwzględnione, to i odpowiednia suma przeznaczona na cel społeczny (art. 24 § 1 k.c.) winna być niższa, co skutkowało uwzględnieniem apelacji do kwoty 5.000 zł.
W pozostałym zakresie powództwo i apelacja, jako pozbawione uzasadnionych podstaw podlegały oddaleniu, na zasadzie art. 385 k.p.c.
W szczególności nie ma racji skarżący, gdy odwołuje się do regulacji prawa prasowego, z tej jedynie przyczyny, że pozwani w oparciu o te regulacje prowadzą działalność. Podzielić w tej mierze należy, bez ponownego przytaczania, stanowisko Sądu I instancji, jako prawidłowe i uzasadnione.
O kosztach procesu za obie instancje orzeczono na zasadzie ich stosunkowego rozdzielenia, kierując się zasadą odpowiedzialności za wynik procesu (art. 100 k.p.c. w zw. z art. 391 § 1 k.p.c.).

Komentarze (9)
1 | 2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-02-09 02:39
100 lat:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
40 lat minelo jak jeden dzien: http://www.youtube.com/watch?v=7od4JA2Y274 100 lat...
2012-02-09 02:35
fgaf:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
"czy naprawdę chodzi o to, że tyrania może zostać wprowadzona, pod warunkiem, że wypowie się[...]
2012-02-08 23:45
GŁUPI JASIO ZE WSI:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
Olgierdzie, Regularnie ruszaj sobie skórką. To pozwala utrzymać równowagę hormonalną.[...]
2012-02-08 23:32
_MJK_:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
Wszystkiego najlepszego z okazji 4 krzyżyka. A Bossowi cierpliwości, aby wytrzymał ze[...]
2012-02-08 21:53
olgierd:
"Słynne masło roślinne"
Odpoczywam :) Zaraz będzie nawet o tym tekst ;-) Nikt mnie nie zaprosił, na szczęście. Znów[...]
2012-02-05 11:27
tojaileśtamzrzędu:
"Słynne masło roślinne"
@Olgierd Troszkę offtopic. Olgierd zauważyłem ostatnio, że się zaniedbujesz, mało piszesz tych[...]
2012-02-04 16:01
ccichy:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Jezeli firma nie poinformowała o możliwości odstąpienia od umowy i nie zostawiła blankietu, to[...]
2012-02-04 15:48
ccichy:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Po polsku GŁUPI JASIU ZE WSI to się mówi -polska telekomunikacja. Jezeli odwrotnie to[...]
2012-02-04 11:51
Trzydziestoparolatek:
"Słynne masło roślinne"
Echh, wspomnienia. Uwielbialem ten smak w dziecinstwie. Rodzice cuda robili, zebym tego nie[...]
2012-02-02 10:50
howk:
Do 2 lat za podłączanie się do cudzych hotspotów
W sumie to wysyłanie niezabezpieczonego sygnału po za mury swojego mieszkania to to samo co[...]
2012-02-01 22:39
323dtrastfsc:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Ta firma jeszcze istnieje?
2012-02-01 10:34
smalcożerca:
"Słynne masło roślinne"
Polecam jeszcze ten artykuł http://wyborcza.pl/1,76842,6279638,Bambus_w_szynce.html
2012-02-01 10:08
smalcożerca:
"Słynne masło roślinne"
Wydaje mi się, że jak zostało to już wspomniane, nazwa "Masło roślinne" jest nazwą własną[...]
2012-01-31 20:56
kazn:
"Słynne masło roślinne"
@mmm777 Rozumiem, że tradycją handlową i zdroworozsądkową nazywasz po prostu oszustwa. @Lenon[...]
2012-01-31 17:13
kubia:
Opinie prawne ws. zmian w OFE to informacja publiczna
ciąg dalszy, czy dobrze rozumiem że nsa odwróciło wyrok?[...]
2012-01-31 15:06
Lenon Zawodowiec:
"Słynne masło roślinne"
Ja myślę, że geneza masła roślinnego jest nieco inna - masło to olej. Masło roślinne - to w[...]
2012-01-31 14:21
mmm777:
"Słynne masło roślinne"
@Piotr z Warszawy Bardzo byś chciał innych zanudzić... Jest to po prostu tradycja handlowa,[...]
2012-01-31 11:09
Piotr z Warszawy:
"Słynne masło roślinne"
Można sobie deliberować na temat masła roślinnego, lokat w złoto czy też innych świnek morskich[...]
2012-01-30 23:23
mmm777:
"Słynne masło roślinne"
Olgierdowi się nudzi.... Kotlety sojowe schabowe:[...]
2012-01-30 22:24
ktostamjakis:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
a pewnie, że odsyłają, przecież jak ktoś umieści jeden, dwa pliki a ściągnięcia są znikome lub[...]
2012-01-30 22:02
infolinka:
"Słynne masło roślinne"
Masło Roślinne za czasów mojego dzieciństwa, czyli jakieś 35 lat temu, moja ciocia emerytka[...]
2012-01-30 19:22
homo homini:
"Słynne masło roślinne"
Ale o co Sz.P. Olgierdowi chodzi właściwie? Jam człek na tyle wiekowy, że masło roślinne[...]
2012-01-30 16:57
bibong:
"Słynne masło roślinne"
A do tego piwo bezalkoholowe i schabowy z indyka. A Olgierd chyba czepia się użycia słów[...]
2012-01-30 14:51
PPM:
Tańczyć z diabłem przy świetle księżyca
niewinną umową dotyczącą obrzydliwego podrabiania przemysłowych znaków towarowych (i nie mającą[...]
2012-01-30 14:00
Daeris:
"Słynne masło roślinne"
Jak przez mgłę pamiętam, że gdy na studiach (Żywienie Człowieka na SGGW w Warszawie) mieliśmy[...]