Jakie tematy zainteresowały naszą prokuraturę na tyle mocno, by wszcząć -- teraz, w połowie maja 2011 roku -- śledztwa? Temat pierwszy to tajemnicze pojawienie się pod Strzałkowem tablicy mówiącej o rzekomym zamordowaniu żołnierzy Armii Czerwonej w polskich obozach śmierci; temat drugi to śledztwo dotyczące internetowych komentarzy dotyczących ministra Sikorskiego.
W sprawie tablicy organy ścigania wspięły się na Everest swoich możliwości: z corpus delicti zebrano linie papilarne (trzeba wierzyć, że są to odciski sprawców), będą podjęte próby identyfikacji osób posługujących się tymi odciskami palców.
Nie gorzej rozwija się akcja w sprawie internowanych internetów: okazało się, że interes publiczny wymagał wszczęcia postępowania z art. 212 kk z urzędu (nadal się zastanawiam jakie są kryteria tego wspaniałomyślnego gestu), szef MSZ otrzymał status pokrzywdzonego. Teraz ustalane są adresy IP komputerów, z których wyszły rzeczone posty, a w dodatku "dosłownie w tej chwili siedzi adwokat-notariusz [ki diabeł?] który spisuje te wpisy po to, żeby móc je przedstawić sądowi".
Wpisywanie do kodeksów przestępstw polegających na stawianiu różnych pomników -- różnych od aktualnego zapatrywania lokalnych władz -- jest równie absurdalne jak łapanie aktorów za chodzenie w mundurach albo w majestacie prawa winnych opowiadania głupot. Wszystkie te straszne rzeczy są o wolności słowa, a -- ja się będę upierał choćby nie wiem co -- nie można sadzać ludzi do więzienia za opowiadanie niestworzonych rzeczy. Z punktu widzenia realizacji prawa do gadania głupot nie ma znaczenia czy mołojcy z Krasnoj Armii zostali zamordowani w obozach śmierci, czy też po prostu zmarli na tyfus, toteż marnowanie publicznego grosiwa na zbieranie odcisków palców z tablicy, na której głupoty te wypisano jest zbyteczne.
Jakby na to nie patrzeć radzieckie patrzenie na zbrodnię Katyńską także różni się od naszego -- jeszcze tego brakuje, żeby moskiewscy prokuratorzy występowali z listami gończymi za Polakami...
Nie inaczej samo zapatruję się na krucjatę ministra Sikorskiego; a zresztą: nawet jeśli chce mu się zmieniać świat, powinien robić to za swoje -- tymczasem z niejasnych dla mnie przyczyn w sukurs idzie mu aparat państwa, wszczynając postępowanie z urzędu. Że niby polski Minister Spraw Zagranicznych jest tak słaby, że głupawy anonimowy bluzg jest w stanie poniżyć go w opinii publicznej lub narazić na utratę zaufania potrzebnego dla danej działalności?!
I jeszcze jedno: nie wiem czego ma dowieść badanie odcisków zdjętych z tablicy, ale obawiam się, że prokuratorzy mogą zechcieć pójść -- podobnie jak w znanych mi przypadkach dotyczących pomówienia w sieci -- po linii najmniejszego oporu. Otóż po ustaleniu adresu IP organy ścigania nie wychodzą poza schemat: wystąpić do dostawcy internetu o dane abonenta usługi i... przedstawić zarzuty (albo nawet załadować wyrok nakazowy) na nazwisko owego abonenta! Utożsamianie osoby, która płaci za łącze internetowe z autorem wszystkiego, co się w internecie opublikuje z tego łącza jest nagminnym błędem organów ścigania -- i jest to jeszcze jedna przyczyna, dla której nie ufam reakcjom na krucjatę szefa MSZ.
(Na marginesie, bo mi się przypomniało: równie niepoważne jest poważne traktowanie dowodów na treść strony internetowej w postaci poświadczonych przez notariusza wydruków -- bo o tym chyba mówi minister Sikorski -- ponieważ zmanipulowanie treścią tego co zobaczy rejent jest wcale nie takie trudne.)
PS na zdjęciu grób Louise John (a raczej to, co z niego zostało) we wsi Peiskerwitz (a raczej tym, co z niej zostało). Nie róbmy ściemy, jest mnóstwo strasznie wstydliwych rzeczy pochowanych i zapomnianych wokół nas.








