7 z tygodnia (XII)
 Oceń wpis
   
  • Wreszcie: Sąd Najwyższy ma odpowiedzieć na pytanie czy dowody przestępstwa uzyskane "przy okazji" podsłuchu założonego innemu podejrzanemu -- "przy okazji", a więc w sytuacji, kiedy osoba "dodatkowo" podsłuchiwana nie była objęta kontrolą -- mogą posłużyć do skazania sprawców przypadkowo wykrytego przestępstwa.
    Przyznać trzeba, że temat nie jest prosty. Z jednej strony rozsądnie brzmi argument, iż skoro popełniono przestępstwo, to sprawca powinien zostać (za wszelką cenę?) ujęty i osądzony -- to się po prostu podskórnie wydaje sprawiedliwe i rozsądne. Ale jest też nie mniej rozsądna zasada owoców zatrutego drzewa, która mówi, że organy ścigania nie mogą -- nawet w celu zwalczania przestępczości -- łamać prawa: a więc jeśli nie było zgody na stosowanie podsłuchu jakiejś osoby, to później nie można wykorzystać materiałów z tego podsłuchu w postępowaniu przeciwko tej osobie;
  • podobny problem: pewien student Uniwersytetu Cambridge wykrył lukę w zabezpieczeniu bankowych systemów kart płatniczych (EMV), dzięki którym można w dość prosty sposób użyć skradzionej karty wklepując przy transakcji dowolny numer PIN. Po kilku miesiącach postanowił upublicznić wyniki swoich badań, jednak wówczas związek wydawców kart zażądał zachowania sprawy w tajemnicy i ocenzurowania jego dysertacji. Powód to oczywiście pewność i bezpieczeństwo naszych pieniędzy -- tyle, że rozumiane nie jako zastosowanie układów odpornych na różne dziwne techniki, lecz jako chowanie głowy w piasek.
    Tym razem próby nacisku na uczelnię spełzły na niczym, przede wszystkim dlatego, że naukowiec odpowiedzialny za prowadzenie badań zdecydował się dać publiczny odpór nieuczciwym naciskom. I owszem: istnieje jeszcze coś takiego (nawet w Polsce) jak wolność prowadzenia badań naukowych i publikowania wyników tych badań. Materiały zostaną opublikowane, banki będą musiały coś zrobić z wadliwym systemem chip&PIN -- a ja tak tylko dumam: czy starczyłoby odwagi przeciętnemu polskiemu "pracownikowi nauki"?
  • od wczoraj prawo stanu Kalifornia zakazuje podszywania się pod inne osoby w sieci, zwłaszcza tworzenia fikcyjnych profili w serwisach społecznościowych, w celu poniżenia czy niepokojenia tej osoby (za Arringtonem odsyłam zainteresowane osoby do serwisu ZDNet). Sprawcy takich wyczynów muszą liczyć się z grzywną w wysokości do tysiąca dolarów, a nawet z odsiadką -- do 1 roku za kratami.
    Oczywiście nie pozostaje teraz nic innego jak śledzić dalszy rozwój wypadków, tj. czy wprowadzenie kolejnego "nowoczesnego" przestępstwa do systemu karnego cokolwiek zmieni;
  • nieprawdopodobne: jeszcze w ubiegłym roku podwyższono dopuszczalną prędkość poruszania się na naszych (nielicznych) autostradach (140 km/h) oraz dwujezdniowych eSkach (120 km/h). To jest tak niesamowite, że aż nie wiem jak to skomentować -- dotąd uważało się, że maksimum bezpieczeństwa w ruchu wynikać może tylko z minimum prędkości (co na swój sposób jest logiczne, a zabójcza ta logika prowadzi nas do prostej konstatacji, że przy V=0 km/h ofiar też byłoby zero), a tu taka niespodzianka.
    Trzeba jednak oddać sprawiedliwość kwękającym: Europa jest w szoku, bo przecież trynd jest taki, żeby dopuszczalną prędkość ograniczać (i to mimo tego, że mamy, jakby na to nie patrzeć, coraz bezpieczniejsze auta, a i drogi w sumie robi się coraz lepiej -- absurd? absurd);
  • Wrocław: już za chwileczkę, już za momencik -- czymże jest rok, skoro o sprawie mówi się od przeszło 10 lat -- będziemy mieć szybką kolej miejską (swojsko zwaną S-Bahn). Albo: obiecują, że będzie jeździło jakieś coś super-fajne między Długołęką a Siechnicami; super-fajne, bo na ok. 35 kilometrowej trasie przewiduje się... łącznie aż 8 przystanków (czyli średnio co 4 km!), ma to-to jeździć co 20-30 minut... -- po prostu super metropolitarny gadżet. Nowe przystanki zbuduje się po 2012 roku -- wiadomo, do tego czasu rękoma całej Polski musimy zbudować Kanał Biełomorski -- no chyba że się nie zbuduje, bo przecież na pewno planuje się rozwój (druga nitka) pod warunkiem, że ludzie będą chcieli z tego korzystać, a korzystać nie będą, bo czekać 30 minut na kolejkę, która między dworcem Głównym PKP a Brochowem nie będzie stawać ani razu...
    Wrocławianie, uczcie się nowego równania: 8 przystanków+4 wagoniki+1 linia=Wrocławska Kolej Metropolitarna (przyznam, że w piątkowej "Gazecie Wrocławskiej" opis był bardziej ku pokrzepieniu serc: 20 składów, 3 linie... komu wierzyć?);
  • albo będzie jeszcze lepiej, bo oto miasto zafunduje (sobie? nam?) inteligentny (ale co to znaczy?) system sterowania transportem, którym sterować będzie Centrum Zarządzania Ruchem, który zamawia... ZDiUM (co gwarantuje sukces operacji ;-) Znaczy się po pierwsze kontrolerzy "na wielkiej tablicy wizyjnej" będą mogli obserwować rozwój wypadków w całym mieście, po drugie będzie można zmieniać priorytety ruchu pojazdów (ale skąd wezmą ludzi, którzy to ogarną?), po trzecie ze świetlnych tablic pasażerowie dowiedzą się jak bardzo opóźniony jest tramwaj czy autobus (a ja, naiwny, myślałem, że dzięki super-systemowi nie będzie już opóźnień ;-) po czwarte już od kwietnia zacznie się uprzywilejowywać tramwaje na niektórych skrzyżowaniach...
    Wprawdzie już dziś na paru "węzłach" wiszą bajeranckie tabliczki -- które w przypadku generalnej awarii tramwajów (vide 2 grudnia) nie potrafią nawet wyświetlić informacji, że na tramwaj w ogóle nie ma co czekać -- ale co tam: teraz będzie system, będzie można robić co się chce, to nie będzie miało żadnego znaczenia;
  • i na zakończenie optymistyczny akcent: myślicie, że tylko u nas zima i śnieg potrafią wykończyć służby komunalne? Otóż nie tylko -- potężne opady śniegu na rozległych obszarach wschodniego wybrzeża USA naprawdę zdestabilizował życie nowojorczyków (i nie mam na myśli tylko zamkniętych lotnisk), aż się burmistrz musiał gęsto tłumaczyć (w Polsce rzadkość, bo u nas ogólnie zawsze jest super).
    Ale jaki tam był śnieg! Warto zobaczyć na tych zdjęciach.
Komentarze (6)
Internetowy pstryczek-elektryczek
 Oceń wpis
   

darth vaderMarzy się P.T. Czytelnictwu zasadniczo niekontrolowana sieć, zwłaszcza bez żadnych RSiUN-ów czy różnych pstryczków-elektryczków, które umożliwiłyby waadzy na wyliczankę "entliczek-pętliczek, zielony stoliczek, dzisiaj odcięty od sieci będziesz ty"?

Co innego marzy się Polskiej Izbie Informatyki i Telekomunikacji, która w swojej opinii dotyczącej planowanych zmian w zasadach ochrony danych osobowych postuluje (podkreślenia moje):

Uważamy też, że UE powinna zreorganizować sieć Internetu na swoim obszarze jako sieć intranetu z własnymi serwerami DNS. Sieć ta byłaby połączona z resztą Internetu poprzez kontrolowane we/wy. W takim przypadku kontrola czy wyłączenie sieci w innych regionach świata nie powinno naruszać stabilności tej sieci UE (...)

Jeśli ktoś myśli, że postulat "wewnętrznego internetu" z własnym pstryczkiem-elektryczkiem -- który, co oczywiste, działać będzie w obie strony (tj. nasz ów intranet będzie można całkiem chwacko odizolować od zewnętrznych bezeceństw) -- jest autorskim pomysłem PIIT, to jest w grubym błędzie. Oto nad podobnym pomysłem obraduje parlament Wenezueli (chodzi o zmiany w ustawie o Społecznej Odpowiedzialności Radia i Telewizji, Ley de Responsabilidad Social en Radio y Televisión), a proponowany art. 212 stanowić będzie:

Z uwagi na strategiczne znaczenie sektora Państwo utworzy punkt wzajemnych połączeń lub dostępu do sieci dostawców usług internetowych działających w Wenezueli w celu obsługi ruchu wychodzącego i przychodzącego, w celu bardziej efektywnego wykorzystania krajowej sieci.

Jeśli zapytacie mnie "a skąd oni mają takie pomysły?" -- odpowiem: nie wiem, ale mogę się domyślać. Przypadek Wenezueli jest prosty: Chavez to nowy Enver Hodża, ale PIIT?
W PIIT takie pomysły biorą się pewnie z tego samego, z czego 7 lat temu powstał projekt ustawowego uregulowania zasad wykonywania zawodu informatyka, który był (jest?) niezbędny, ponieważ szeregu zawodów nie sposób wykonywać bez nadzoru samorządowo-korporacyjnego, zaś w przypadku rynku informatyków panuje wolna konkurencja, a zatem pracować może każdy...

Cytowany przeze mnie fragment pochodzi z opinii dotyczącej planowanych zmian w zasadach ochrony danych osobowych. Czytam ten dokument (drugi kwiatek: "Należy przyjąć, że dane osobowe obywateli UE mogą być przechowywane wyłącznie na ternie UE. Inaczej mówiąc ani FBI ani Google ani żadne inne instytucje nie mogą przechowywać tych danych poza terenem (fizycznym) UE" -- to jak, zabronią mi rejestrować się w amerykańskich serwisach?!?!?) i włos mi się na głowie jeży.
 

PS temat podesłał kol. Sergiusz Pawłowicz, za co niniejszym dziękuję :)

PS już po zatwierdzeniu tekstu do publikacji sprawdziłem RSS, a tam tekst Pawła Krawczyka ("PIIT chciałby europejskiego internetu za "żelazną kurtyną?") i wyjaśnienia Wacława Iszkowskiego, szefa PIIT, które może nie byłoby potrzebne, gdyby treść opinii nie była zamotana.

Komentarze (13)
O tym, że internet dolatuje na cały świat i co z tego wynika
 Oceń wpis
   

Winter forest II

Interesujący dla wszystkich przedsiębiorców oferujących usługi przez internet wyrok wydał dziś Trybunał Sprawiedliwości EU: aby przyjęcia, że usługi są kierowane do innych państw wspólnoty, nie wystarczy prowadzić sprzedaży za pośrednictwem strony internetowej. Przedsiębiorca musi wyraźnie oznajmić wolę wejścia w stosunki handlowe z klientami z innych państw (wyrok z 7 grudnia 2010 r. w połączonych sprawach C-585/08 i C-144/09).

Wyrok wydano w sprawach dotyczących sporów między niezadowolonymi konsumentami z przedsiębiorcami, w których zaistniał spór co do tego kiedy ewentualny proces może toczyć się przed sądem właściwym miejscowo ze względu na państwo zamieszkania konsumenta.
A ściśle: w sprawie C-585/08 pewien mieszkaniec Austrii pozwał przed austriacki sąd niemieckiego pośrednika sprzedającego dalekomorskie podróże frachtowcami, zaś w sprawie C-144/09 dla odmiany klient z Niemiec został pozwany przed austriackim sądem przez Austriacki hotel.
Z przepisów o ochronie konsumentów wynika bowiem, że sprawy przeciwko konsumentom -- o ile przedsiębiorca kieruje ofertę do państwa konsumenta -- mogą być kierowane wyłącznie przed sądy miejsca zamieszkania konsumenta, zaś konsument ma wybór i może pozwać przedsiębiorcę albo przed "swoim" sądem, albo przed sądem miejsca wykonania świadczenia (art. 15-16 rozporządzenia WE 44/2001 z 22 grudnia 2000 r. w sprawie jurysdykcji i uznawania orzeczeń sądowych oraz ich wykonywania w sprawach cywilnych i handlowych).

Obie sprawy trafiły do austriackiego Sądu Najwyższego, który powziął wątpliwość, czy jeśli nawet przedsiębiorca oferuje swoje usługi przez internet (jakby na to nie patrzeć normalna dziś sprawa), może to być interpretowane jako zamiar kierowania usług do klientów z jakiegoś konkretnego (innego) państwa.

Zdaniem Trybunału kwestia oferowania usług na rynki państw trzecich jest prosta w przypadku reklamowania usług na tamtych rynkach, czy to w prasie i radiu, czy też sprzedaży realizowanej poprzez akwizytorów.
Co innego jednak, jeśli przedsiębiorca po prostu prowadzi sprzedaż i reklamę przez internet, ponieważ siłą rzeczy taki przekaz kierowany jest na cały świat, niezależnie od tego, czy zamiarem przedsiębiorcy jest prowadzenie sprzedaży także poza swoim krajem. Nie oznacza to jednak, że dostępność strony internetowej na całym świecie może być rozumiana jako zamiar kierowania sprzedaży do całego świata, a to dlatego, że istnienie takiej strony nie może być automatycznie rozumiane jako "kierowanie oferty".

Dopiero po wykazaniu, iż istnieją oznaki, iż zamiarem przedsiębiorcy było skierowanie sprzedaży do innych państw, można rozważać możliwość zastosowania art. 15-16 rozporządzenia nr 44/2001 -- aczkolwiek oznaką taką nie może być na przykład podanie numerów telefonów bez zastosowania międzynarodowego formatu[1] albo wyraźne wskazanie adresu przedsiębiorcy, choćby dlatego, że udostępnienie tych informacji jest często ustawowym obowiązkiem przedsiębiorców świadczących usługi. Mogą być to natomiast -- i tu już posłużę się cytatem z wyroku Trybunału:

Następujące elementy, których lista nie jest wyczerpująca, mogą stanowić oznaki pozwalające na uznanie, że działalność przedsiębiorcy jest kierowana do państwa członkowskiego, w którym konsument ma miejsce zamieszkania, a mianowicie międzynarodowy charakter działalności, podanie tras z jednego lub kilku państw członkowskich do miejsca, gdzie przedsiębiorca ma siedzibę, użycie języka lub waluty innych niż używane zwyczajowo w państwie członkowskim, w którym przedsiębiorca ma siedzibę, z możliwością rezerwacji i potwierdzenia rezerwacji w tym innym języku, podanie numerów telefonicznych z międzynarodowym numerem kierunkowym, zaangażowanie środków w usługę odsyłania w Internecie u operatora wyszukiwarki w celu ułatwienia konsumentom zamieszkałym w różnych państwach członkowskich dostępu do strony przedsiębiorcy lub pośrednika, używanie domeny pierwszego poziomu innej niż domena państwa członkowskiego, w którym przedsiębiorca ma siedzibę, oraz wzmianka o międzynarodowej klienteli złożonej z klientów zamieszkałych w różnych państwach członkowskich.

Tak sobie pomyślałem, że warto parę zdań skrobnąć, bo zwłaszcza w korespondencji startutopistów planujących rozwój na wszystkie rynki pojawia się wiele pytań i wątpliwości dotyczących tego, że internet zasadniczo dolatuje na cały świat.

 

[1] prawdę mówiąc nie wiem dlaczego sędziowie aż tak bardzo przywiązali się do tego międzynarodowego prefiksu w numerze telefonu czy też wyboru domeny. Moim zdaniem magiczny plusik i jakieś "48" przed numerem telefonu czy "dziwna" domena internetowa też jeszcze nic nie wskazuje -- to pierwsze może być skutkiem "bajeru", a wybór "dziwnej" domeny albo efektem braku podobnych w zasobie "mniej dziwnym", albo też chęcią zastosowania swoistego tricka.

Komentarze (3)
O społeczeństwie informacyjnym na podstawie WikiLeaks
 Oceń wpis
   

Julian Assange, WikiLeaks, at New Media Days 09

O zorganizowanym przez WikiLeaks wycieku amerykańskich depesz dyplomatycznych  mówi się wiele -- głównie w kontekście politycznych konsekwencji niegodnego czynu "przestępcy" i "terrorysty" Juliana Assange -- mało kto jednak wydaje się dostrzegać pewien drobny acz ciekawy niuans.

Otóż politycy odżegnujący autorów wycieku od czci i wiary ("komunistyczna bojówka" -- brawa dla tego pana!) oraz grożący twórcy organizacji WikiLeaks różnorakimi konsekwencjami (albo dla odmiany twierdzący, że przecież nic się nie stało) jak jeden mąż (stanu) posługują się zmodyfikowanym prawem Kalego: jak państwo podsłuchowywać, to dobrze, ale jak państwa podsłuchowywać, to niedobrze.

Z niejasnych dla mnie przyczyn przyjmuje się za pewnik, że państwo -- jego szeroko pojęte służby -- mogą mieć swoje interesy i swoje sprawy (niekoniecznie tożsame z interesami i sprawami jego obywateli), od których szarakom zdecydowanie wara. Szarak ma wyłącznie jedno zadanie: ma płacić za to wszystko, za te limuzyny i gabinety, za te klatki przeciwpodsłuchowe, za te Blackberry, które najpierw MSZ sobie kupuje, aby następnie się dowiedzieć, że wszystko idzie przez Kanadę. W żadnym przypadku nie wolno mu rezonować.

Tymczasem moim skromnym zdaniem organizacja WikiLeaks (ja przepraszam wszystkich żurnalistów, ale to nie "portal", to jakieś stowarzyszenie) od samego początku odwala kawał dobrej roboty -- i nie inaczej jest tym razem. Różnica bierze się chyba z tego, że wcześniej mierzyli w pojedyncze banki, w jakieś skorumpowane afrykańskie rządy (najbardziej na pieńku mają chyba z Kenią), w firmy-trucicieli, udaremniali naciski uciszające prasę... -- co nie zmienia faktu, że już prawie 3 lata temu ujawniono dokumenty dowodzące, że kontrwywiad USA planował skompromitowanie WikiLeaks -- zaś od paru miesięcy bezczelnie walą w największy rząd na świecie (najpierw materiały dotyczące operacji w Iraku, a teraz depesze dyplomatyczne).

Rzecz w tym -- może będę mówił jak komunista, a na pewno sam wyczuwam w moich słowach tony anarchistyczne -- że obywatele demokratycznych państw chyba naprawdę mają prawo wiedzieć co te pieprzone rządy knują przeciwko nam. Że dyplomatom zleca się uzyskanie danych biometrycznych szefa ONZ (ciekawe po co?), że Waszyngton jest przyciskany w sprawie Iranu nie tylko przez Izrael, ale także przez rzekomo sprzyjające Teheranowi państwa arabskie, że podatnik buli ciężką forsę "na Afganistan", chociaż administracja Obamy doskonale wie, że tamtejszy rząd jest do cna skorumpowany, etc. etc.
Oczywiście, nikt, w tym żadna władza nie lubi jak ktoś ujawnia tajne sprawy, w tym kuchnię dyplomacji polityki światowej -- jednak na szczęście my nie mamy obowiązku dopieszczać tej władzy w tym zakresie, ani też ulegać jej opiniom o tych, którzy w czynny sposób patrzą władzy tej na ręce.

 

PS na zdjęciu demoniczny Julian Assange, fotografia za New Media Days, obrazek dostępny na licencji CC-BY-SA 3.0.

Komentarze (19)
Allegro: znów wtopa z bezpieczeństwem naszych danych
 Oceń wpis
   

logo allegroTo już jest naprawdę kompromitacja: ledwie co przebrzmiały pierwsze echa wycieku danych osobowych z systemu Wrocławskiej Karty Miejskiej, a tu się okazuje, że -- grubą wtopę z bezpieczeństwem danych zaliczył serwis Allegro.

Jak piszą w Niebezpieczniku wczoraj, przez dobrą godzinę, każdy mógł ściągnąć wszystkie dane (w tym hasło do serwisu) innych allegrowiczów. Zdaniem QXL Poland sp. z o.o. oczywiście nie ma problemu, ponieważ z "ludzkiej pomyłki" mógł skorzystać tylko użytkownik webAPI (i skorzystała tylko jedna osoba, która na szczęście użyła swej wiedzy wyłącznie w celu poinformowania o luce Niebezpiecznika), zaś ewentualnym amatorom pogrożono palcem, bo "przechowywanie oraz przetwarzanie danych pozyskanych nielegalnie jest przestępstwem zagrożonym karą więzienia do lat dwóch. Każdy kto wszedł w posiadanie takich danych powinien je należycie zabezpieczyć przed nieautoryzowanym dostępem oraz trwale usunąć".

Najlepsze (najgorsze) w sprawie jest jednak to, że Allegro nadal trzyma hasła w serwisie w "czystym tekście", czyli w sposób, który przy każdej takiej luce pozwala na zapoznanie się z każdym hasłem każdego użytkownika. Czym to grozi wiem nawet ja, jakby na to nie patrzeć -- lajkonik w tematach informatycznych.
Ot na razie grozi choćby tym, że po każdej takiej wtopie dostaję kolejnego listela od QXP Poland, w którym przekonuje się mnie, iż

W trosce o bezpieczeństwo Twojego konta, przeprowadzamy akcję zmiany haseł dostępu do Allegro.
Przy następnej próbie logowania, zostaniesz prawdopodobnie poproszony o zmianę hasła. Zmień je. Pozwoli to zachować wysoki poziom bezpieczeństwa w serwisie.
Zbyt proste i popularne hasło stanowi potencjalne zagrożenie dla Twojego konta. Pamiętaj, aby po zmianie hasła uaktualnić dane we wszystkich zewnetrznych aplikacjach i programach, używanych do obsługi konta w Allegro.

co oznacza, że Allegro znów "zepsuło" moje hasło i znów muszę wymyślać coś nowego -- ciesząc się, że w tzw. międzyczasie ktoś nie wywinął mi tam niezłego psikusa.

Piszę "znów", bo przecież Allegro zaliczyło podobny strzał w kolano niecałe półtora roku temu!! Już wówczas zwrócono uwagę na potencjalne skutki lekceważenia elementarnych zasad bezpieczeństwa danych tego serwisu, już wówczas praktykę taką krytykowali eksperci od bezpieczeństwa danych, już wówczas w wypowiedzi dla Dziennika Internautów mówiłem (wybaczcie autocytat), iż:

Wróżąc z fusów, można jednak powiedzieć, że serwis może mieć poważny problem z prawidłowym zabezpieczeniem integralności danych tam zgromadzonych, w szczególności z dopełnieniem obowiązku zapewnienia zastosowania środków bezpieczeństwa danych osobowych na poziomie wysokim (zgodnie z rozporządzeniem MSWiA z 2004 r.). W takim przypadku należy pamiętać, iż administrator danych ponosi odpowiedzialność zarówno ze względu na brak prawidłowego zabezpieczenia danych, jak i -- o czym często się zapomina -- może ponosić odpowiedzialność, jeśli wskutek nieuprawnionego dostępu do danych osoba trzecia wyrządzi szkodę osobie, której dane są przetwarzane.

Z drugiej strony dziwne, że Allegro odwraca uwagę od problemu, mówiąc -- skądinąd słusznie -- o problemie używania identycznych haseł do różnych serwisów. Mając świadomość, że niektórzy internauci postępują w tak nieroztropny sposób, Allegro powinno zachować szczególną ostrożność, jeśli chodzi o przechowywanie haseł w serwisie aukcyjnym.

Wniosek nasuwa się sam i jest on raczej prosty: niby cały czas panta rhei, ale pewne sprawy -- w tym podejście administratorów Allegro do bezpieczeństwa danych użytkowników -- raczej się nie zmienia.

Komentarze (18)
2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-02-09 02:39
100 lat:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
40 lat minelo jak jeden dzien: http://www.youtube.com/watch?v=7od4JA2Y274 100 lat...
2012-02-09 02:35
fgaf:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
"czy naprawdę chodzi o to, że tyrania może zostać wprowadzona, pod warunkiem, że wypowie się[...]
2012-02-08 23:45
GŁUPI JASIO ZE WSI:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
Olgierdzie, Regularnie ruszaj sobie skórką. To pozwala utrzymać równowagę hormonalną.[...]
2012-02-08 23:32
_MJK_:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
Wszystkiego najlepszego z okazji 4 krzyżyka. A Bossowi cierpliwości, aby wytrzymał ze[...]
2012-02-08 21:53
olgierd:
"Słynne masło roślinne"
Odpoczywam :) Zaraz będzie nawet o tym tekst ;-) Nikt mnie nie zaprosił, na szczęście. Znów[...]
2012-02-05 11:27
tojaileśtamzrzędu:
"Słynne masło roślinne"
@Olgierd Troszkę offtopic. Olgierd zauważyłem ostatnio, że się zaniedbujesz, mało piszesz tych[...]
2012-02-04 16:01
ccichy:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Jezeli firma nie poinformowała o możliwości odstąpienia od umowy i nie zostawiła blankietu, to[...]
2012-02-04 15:48
ccichy:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Po polsku GŁUPI JASIU ZE WSI to się mówi -polska telekomunikacja. Jezeli odwrotnie to[...]
2012-02-04 11:51
Trzydziestoparolatek:
"Słynne masło roślinne"
Echh, wspomnienia. Uwielbialem ten smak w dziecinstwie. Rodzice cuda robili, zebym tego nie[...]
2012-02-02 10:50
howk:
Do 2 lat za podłączanie się do cudzych hotspotów
W sumie to wysyłanie niezabezpieczonego sygnału po za mury swojego mieszkania to to samo co[...]
2012-02-01 22:39
323dtrastfsc:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Ta firma jeszcze istnieje?
2012-02-01 10:34
smalcożerca:
"Słynne masło roślinne"
Polecam jeszcze ten artykuł http://wyborcza.pl/1,76842,6279638,Bambus_w_szynce.html
2012-02-01 10:08
smalcożerca:
"Słynne masło roślinne"
Wydaje mi się, że jak zostało to już wspomniane, nazwa "Masło roślinne" jest nazwą własną[...]
2012-01-31 20:56
kazn:
"Słynne masło roślinne"
@mmm777 Rozumiem, że tradycją handlową i zdroworozsądkową nazywasz po prostu oszustwa. @Lenon[...]
2012-01-31 17:13
kubia:
Opinie prawne ws. zmian w OFE to informacja publiczna
ciąg dalszy, czy dobrze rozumiem że nsa odwróciło wyrok?[...]
2012-01-31 15:06
Lenon Zawodowiec:
"Słynne masło roślinne"
Ja myślę, że geneza masła roślinnego jest nieco inna - masło to olej. Masło roślinne - to w[...]
2012-01-31 14:21
mmm777:
"Słynne masło roślinne"
@Piotr z Warszawy Bardzo byś chciał innych zanudzić... Jest to po prostu tradycja handlowa,[...]
2012-01-31 11:09
Piotr z Warszawy:
"Słynne masło roślinne"
Można sobie deliberować na temat masła roślinnego, lokat w złoto czy też innych świnek morskich[...]
2012-01-30 23:23
mmm777:
"Słynne masło roślinne"
Olgierdowi się nudzi.... Kotlety sojowe schabowe:[...]
2012-01-30 22:24
ktostamjakis:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
a pewnie, że odsyłają, przecież jak ktoś umieści jeden, dwa pliki a ściągnięcia są znikome lub[...]
2012-01-30 22:02
infolinka:
"Słynne masło roślinne"
Masło Roślinne za czasów mojego dzieciństwa, czyli jakieś 35 lat temu, moja ciocia emerytka[...]
2012-01-30 19:22
homo homini:
"Słynne masło roślinne"
Ale o co Sz.P. Olgierdowi chodzi właściwie? Jam człek na tyle wiekowy, że masło roślinne[...]
2012-01-30 16:57
bibong:
"Słynne masło roślinne"
A do tego piwo bezalkoholowe i schabowy z indyka. A Olgierd chyba czepia się użycia słów[...]
2012-01-30 14:51
PPM:
Tańczyć z diabłem przy świetle księżyca
niewinną umową dotyczącą obrzydliwego podrabiania przemysłowych znaków towarowych (i nie mającą[...]
2012-01-30 14:00
Daeris:
"Słynne masło roślinne"
Jak przez mgłę pamiętam, że gdy na studiach (Żywienie Człowieka na SGGW w Warszawie) mieliśmy[...]