O nieprawidłowym żądaniu danych użytkowników internetu
 Oceń wpis
   

got the Message

Tak się w sumie zastanawiam: co ma zrobić osoba, od której w toku postępowania karnego oczekuje się wydania dowodów, które i owszem, posiada -- jednak sąd nieprawidłowo oznacza podstawę prawną swojego żądania?

Zagadnienie może i wygląda na wrzutkę do akademickiej dyskusji (nie będę ukrywał, że patrząc na to, co się ostatnio w Polsce dzieje mam wrażenie, że wszystko staje się tematem akademickim), jednak wyobraźmy sobie następujący schemat:

z ustawy prawo telekomunikacyjne:
art. 180a. 1.  Z zastrzeżeniem art. 180c ust. 2 pkt 2, operator publicznej sieci telekomunikacyjnej oraz dostawca publicznie dostępnych usług telekomunikacyjnych są obowiązani na własny koszt:
1) zatrzymywać i przechowywać dane, o których mowa w art. 180c, generowane w sieci telekomunikacyjnej lub przez nich przetwarzane, na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, przez okres 24 miesięcy, licząc od dnia połączenia lub nieudanej próby połączenia, a z dniem upływu tego okresu dane te niszczyć, z wyjątkiem tych, które zostały zabezpieczone, zgodnie z przepisami odrębnymi;
2) udostępniać dane, o których mowa w pkt 1, uprawnionym podmiotom, a także sądowi i prokuratorowi, na zasadach i w trybie określonym w przepisach odrębnych;
(...)
Art. 180c. 1. Obowiązkiem, o którym mowa w art. 180a ust. 1, objęte są dane niezbędne do:
1) ustalenia zakończenia sieci, telekomunikacyjnego urządzenia końcowego, użytkownika końcowego:
a) inicjującego połączenie,
b) do którego kierowane jest połączenie;
2) określenia:
a) daty i godziny połączenia oraz czasu jego trwania,
b) rodzaju połączenia,
c) lokalizacji telekomunikacyjnego urządzenia końcowego.
(...)
Art. 180d. Przedsiębiorcy telekomunikacyjni są obowiązani do zapewnienia warunków dostępu i utrwalania oraz do udostępniania uprawnionym podmiotom na własny koszt, a także sądowi i prokuratorowi, przetwarzanych przez siebie danych (...).

  • administrator prowadzący forum internetowe, albo bloga, albo portal (wsio rawno) -- jakiś serwis wypełniany treścią przez użytkowników -- dostaje postanowienie w przedmiocie wydania dowodów na potrzeby toczącego się postępowania;
  • jako podstawę żądania wskazuje się przepisy prawa telekomunikacyjnego, dokładnie jeden z tych, co mówi się w nim, że przedsiębiorca telekomunikacyjny musi za darmo szpiegować swoich użytkowników i donosić na nich odpowiednim służbom (tj. art. 180a-180d ustawy prawo telekomunikacyjne);
  • równocześnie wspaniałomyślny sąd zwalnia owego administratora z obowiązku zachowania tajemnicy telekomunikacyjnej (art. 180 kpk) -- bo bez tego ujawnienie danych użytkowników mogłoby skończyć się nawet odsiadką (wie o tym człowiek, któremu -- to jedyny taki przypadek w życiu -- udało się załatwić wpis do KRK);
  • traf jednak chce (a Wysokiemu Sądowi sprawdzić się nie chce), że akurat adresat postanowienia nie jest przedsiębiorcą telekomunikacyjnym, zatem ani art. 180c, ani art. 180d PT, ani też art. 180 kpk (ponieważ nie chodzi tu o tajemnicę dziennikarską) nie mają zastosowania;
  • przedsiębiorcą telekomunikacyjnym jest bowiem ten, kto dostarcza publiczne sieci telekomunikacyjne albo świadczy inne usługi telekomunikacyjne (art. 2 pkt 27 prawa telekomunikacyjnego) -- jako żywo prowadzenie portalu czy forum, a nawet udostępnianie miejsca na serwerze na blogi się tam nie mieści;
  • prawidłowym natomiast byłoby zwykłe żądanie wydania danych (w tym przypadku: pełnego adresu IP użytkownika forum internetowego) w oparciu o standardową procedurę dowodową w takich przypadkach (tj. art. 217 w zw. z art. 236a kpk);
  • powiedzmy, że skutkiem tego nadzwyczajnego zbiegu okoliczności jest powstanie takiego dokumentu:

No i ja się teraz zastanawiam: czy adresat powinien wskazane dane udostępnić, biorąc pod uwagę, że treść żądania jest jasna i zrozumiała, podstawą do udzielenia odpowiedzi tak czy inaczej jest art. 217 i 236a kodeksu postępowania karnego, a nie dotyczą go inne, równie daleko idące jak PT przepisy o ochronie danych użytkowników sieci?
A może jednak -- skoro adres IP to dane osobowe -- udzielając sądowi odpowiedzi administrator popełni przestępstwo z art. 51 ust. 1 ustawy o ochronie danych osobowych? Więc lepiej byłoby odpisać sądowi, że owszem, chętnie, ale najsamprzód niechaj jednak poprawi postanowienie?

PS na zdjęciu dowód na to, że tajemnica telekomunikacyjna powinna być świętością, jak tajemnica spowiedzi. Niestety, nietrafne decyzje sądu sprawiają, że można stracić zaufanie -- nie tylko wobec sądu, ale i całego systemu.

Komentarze (13)
Nieuczciwa konkurencja a znaki towarowe w Google AdWords
 Oceń wpis
   

google adwords W sprawie zmian w regulaminie programu AdWords przyszło trochę korespondencji zaraz po tym jak Google zapowiedziało, że zamierza zezwolić na dowolny dobór słów kluczowych, nawet jeśli będzie to znak zastrzeżony na rzecz innej osoby -- oraz zaraz po tym, jak zmiany weszły w życie.
Miało się bowiem okazać, że być może w łeb wezmą moje wcześniejsze teksty poświęcone nieuczciwej konkurencji w reklamie kontekstowej (np. ten o tym co robiła Oferia albo ten o Konsylium24.pl).

Co więcej: niektórzy odnieśli wrażenie, że oto "można wszystko, piekła nie ma" i jeśli Google deklaruje, że przepuszcza wszystko, to przecież reklamodawca nie będzie mógł ponosić konsekwencji swojego działania -- bo mu przecież Google pozwoliło na wyświetlenie reklamy jego produktu w zestawieniu ze znakiem innego (konkurencyjnego) przedsiębiorcy.

art. 155 prawa własności przemysłowej:
1. Prawo ochronne na znak towarowy nie rozciąga się na działania dotyczące towarów ze znakiem, polegające w szczególności na ich oferowaniu do sprzedaży lub dalszym wprowadzaniu do obrotu towarów oznaczonych tym znakiem, jeżeli towary te zostały uprzednio wprowadzone do obrotu na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej przez uprawnionego lub za jego zgodą.
2. Nie stanowi również naruszenia prawa ochronnego na znak towarowy import oraz inne działania, o których mowa w ust. 1, dotyczące towarów oznaczonych tym znakiem towarowym, jeżeli towary te zostały uprzednio wprowadzone do obrotu na terytorium Europejskiego Obszaru Gospodarczego przez uprawnionego lub za jego zgodą.
3. Przepisów ust. 1 i 2 nie stosuje się, jeżeli przemawiają za tym uzasadnione względy, które pozwalają uprawnionemu sprzeciwić się dalszej dystrybucji towarów, w szczególności jeżeli po wprowadzeniu do obrotu zmieni się lub pogorszy stan towaru.
A wszystko to dlatego, że chyba nie tyle usługodawca nieprawidłowo ocenił skutki wyroku Trybunału Sprawiedliwości z 8 lipca 2010 r. (C558/08), ile zainteresowane osoby troszkę nie doczytały enuncjacji prasowych. Tak to bywa jak po dojściu do zdania "firma reklamująca się w Google w Europie będzie mogła używać słownych znaków towarowych innych firm jako swoich słów kluczowych" przestaje się dalej czytać -- i nie dochodzi się do zdania "Właściciel znaku towarowego, który uważa, że reklama innej firmy pojawiająca się przy jego słownym znaku towarowym wprowadza w błąd użytkowników (ponieważ nie mają oni pewności co do pochodzenia produktu czy usługi), może zgłosić skargę do Google. Jeśli Google potwierdzi, że ta konkretna reklama wprowadziła użytkowników w błąd, jej emisja zostanie wstrzymana".

Zgodnie z orzeczeniem Trybunału będącego podstawą zmian w regulacjach AdWords nie ma bowiem mowy o zgodzie na to, by żerować na cudzych znakach towarowych.
Przede wszystkim jest tam wyraźnie powiedziane, iż:

Właściciel znaku towarowego jest uprawniony do zakazania rekla­modawcy zamieszczania, według słowa kluczowego identycznego ze wspomnianym znakiem lub do niego podobnego, które ów rekla­modawca wybrał bez zgody właściciela w ramach usługi odsyłania w Internecie, reklamy towarów lub usług identycznych z towarami lub usługami, dla których rzeczony znak został zarejestrowany, jeżeli reklama ta nie pozwala lub z trudnością pozwala przecięt­nemu internaucie na zorientowanie się, czy reklamowane towary lub usługi pochodzą od właściciela znaku lub z przedsiębiorstwa powiązanego z nim gospodarczo, czy też przeciwnie, od osoby trzeciej.

co oznacza, iż -- oczywiście: Google nie ma obowiązku badania czy jakaś reklama w bezprawny sposób narusza prawa osób trzecich (wynika to przecież z tej samej zasady, na której usługodawca usługi świadczonej elektronicznie nie odpowiada za treści pochodzące od użytkowników -- art. 14 ust. 1 UoŚUDE się kłania; podobnie zresztą wydawca prasy nie ponosi odpowiedzialności za zlecone reklamy -- pisałem o tym w kontekście krytycznie odebranego wyroku SA z Lublina) -- ale jeśli dostanie od uprawnionego podmiotu wezwanie do usunięcia reklamy, która bezprawnie żeruje na zastrzeżonych na jego rzecz znaków towarowych, to jego obowiązkiem jest daną reklamę usunąć.

(Na marginesie, ale to warto podkreślać, bo zdarza mi się odbierać wezwania podpisywane nawet przez adwokatów, radców prawnych, a ostatnio nawet przez rzecznika patentowego w kontekście właśnie reklamy rzekomo żerującej na znaku towarowym: art. 15 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną zwalnia usługodawcę z obowiązku badania treści pochodzących od użytkowników.)

Mało tego: niczym nowym nie jest przecież wyrażony w wyroku zakaz zakazywania (czyli, mówiąc wprost, dopuszczalność korzystania z cudzych znaków towarowych nawet bez zgody uprawnionego) posługiwania się znakiem towarowym w reklamie towarów, jeśli towarzyszy ona "dalszej sprzedaży towarów używanych, wytworzonych i wprowadzonych do obrotu w EOG przez owego właściciela lub za jego zgodą".
W polskim prawie mamy o tym art. 155 prawa własności przemysłowej, który wyraźnie zezwala każdemu, kto sprzedaje rzeczy, które już wcześniej zostały przeznaczone do sprzedaży na danym obszarze (czy to Polski, czy to Europejskiego Obszaru Gospodarczego) na korzystanie z zastrzeżonych znaków towarowych w celu reklamy towarzyszącej tej sprzedaży. Jakby było inaczej to np. diler Renault nie mógłby chwalić się w reklamach, że sprzedaje auta tego producenta (bo praw do znaku Renault na pewno nie ma), albo mógłby wyłącznie w zakresie, w jakim producent by mu zezwolił w jakiejś umowie (i to być może odpłatnie).

Ba, zarówno w ustawie (art. 155 ust. 3), jak i w wyroku (pkt 3 sentencji) jest nawet mowa o odstępstwach od tej zasady. I tak polskie prawo zezwala jednak na zakazanie posługiwania się znakiem towarowym w reklamie "legalnego towaru" nawet przez redystrybutora, jeśli przemawiają za tym ważne przyczyny, a wyrok mówi, że zakaz posługiwania się znakiem towarowym w reklamie będzie dopuszczalny np. w przypadku naruszenia renomy znaku towarowego.

Reasumując ani wyrok, ani Google nie odkryły Ameryki. Teza, że teraz już będzie można wszystko jest kompletnie nieuprawniona. Nie dość, że z AdWords będą nadal usuwane -- na żądanie uprawnionego podmiotu -- reklamy żerujące na cudzych znakach towarowych, to nie zmienią się także zasady odpowiedzialności za nieuczciwą konkurencję.
Wyrok zmienił tylko tyle, że skończyły się (nieuprawnione) marzenia o wyciągnięciu kasy na odszkodowanie od Google.

Komentarze (2)
Case study: jak dochodzić swego (na przykładzie iBOOD.pl)
 Oceń wpis
   

ibood zwrot za niedostarczony towarDobre: kupowanie w internetowych sklepach z okazjami wydaje się ludziom całkiem ryzykowne -- opisany przeze mnie przypadek dowodzi, że jak się wie co się chce, to przynajmniej się nie straci.

Otóż mój (disklajmer) kolega zdecydował się kilkanaście dni temu nabyć w sklepie iBOOD.pl nawigację samochodową. Zapłacił mTransferem z firmowego konta, dał dane do faktury (zakup był związany z prowadzoną przezeń działalnością gospodarczą.
Minęło parę dni, towar nie przyszedł, zaniepokojony wysłał zatem zapytanie "gdzie mój GPS?" 
Odpowiedź przyszła błyskawicznie, acz jej treść była lekko szokująca:

Pragniemy poinformować, iż płatność za złożone przez Panią zamówienie została zaksięgowana w systemie po kilku godzinach od wygenerowania zamówienia. Płatność Pani wpłynęła nie tylko po upływie wydłużonego czasu rezerwacji produktu, ale także po wyprzedaniu się całego zapasu magazynowego.
Nasz system, jak i system płatnosci.pl, w żaden sposób nie może przyspieszyć komunikacji pomiędzy bankami i szybkości autoryzacji przelewów. W naszym dobrze pojętym interesie jest przyjęcie i zrealizowanie jak największej liczby zamówień, jednakże w wypadku, kiedy zapas magazynowy zostaje wyprzedany, wysyłka dodatkowych produktów jest fizycznie niemożliwa.
W związku z zamiarem przeprowadzania procedury zwrotu pieniędzy przesyłamy w załączniku fakturę korektę w formacie pdf. (...) Zgodnie z obowiązującymi przepisami nie możemy zaakceptować faktury w formie elektronicznej (faks, skan) dlatego też uprzejmie prosimy przesłać ją w formie papierowej. Naturalnie przy zwracaniu kosztów zamówienia zwrócimy również koszty przesyłki odesłania faktury. (...) Informujemy również, że pieniądze możemy zwrócić dopiero w momencie otrzymania podpisanej faktury korekty (kopia). Im szybciej odeślą Państwo do nas fakturę tym szybciej dokonamy zwrotu.

Bzdura wielokrotna: kolega nie stał się przez te parę dni "Panią", przelewy via mTransfer idą online, nie czekając na sesje Elixir (zatem zaksięgowanie płatności po kilku godzinach mogło nastąpić wyłącznie z winy sklepu iBOOD.pl), zaś -- co w sumie najistotniejsze -- skoro sprzedawca wymaga dostarczenia faktury korygującej, to musiał wystawić fakturę sprzedażową (nabywca jej nie otrzymał) -- a więc, skoro została wystawiona faktura, to z całą pewnością doszło do zawarcia umowy sprzedaży, więc jak najbardziej można żądać wydania towaru.
Co więcej produkowanie "pustych" faktur to chyba przestępstwo karnoskarbowe -- podobnież produkowanie pustej faktury korygującej przez nabywcę (który, przypomnijmy, nie otrzymał faktury sprzedażowej).

Takie też wyjaśnienie poszło do iBOOD -- spokojne i rzeczowe (wiem, bo czytałem). Ale tym razem obsługa tego kramu wspięła się na wyżyny dialektyki (cytuję bez skrótów, ale podkreślenia moje):

Jak już informowaliśmy płatność za złożone prze Pana zamówienie została zaksięgowana w systemie po kilku godzinach od wygenerowania zamówienia, a znaczy to dokładnie tyle, iż płatność Pańska wpłynęła nie tylko po upływie wydłużonego czasu rezerwacji produktu, ale także po wyprzedaniu się całego zapasu magazynowego.
Platforma iBOOD.pl jest stale rozwijającym się systemem, dzięki między innymi sugestiom użytkowników przeprowadzone zostały zmiany związane z rezerwacją towarów dla klientów posługujących się kartami kredytowymi. Jednakże wszystkie zmiany mają swoje ograniczenia. Z przykrością informujemy, że nie możemy blokować idei działania sklepu, czyli zakupów na żywo w całej Europie, z powodu niewydajnie działającego systemu płatności, ze który nie możemy ponosić odpowiedzialności.
Nasz system, jak i system płatnosci.pl, w żaden sposób nie może przyspieszyć komunikacji pomiędzy bankami i szybkości autoryzacji przelewów, co więcej obarczanie któregokolwiek z w/w systemów za działania bankowe wykonywane przez programy od nas niezależne było by skrajną niesprawiedliwością.
W naszym dobrze pojętym interesie jest przyjęcie i zrealizowanie jak największej liczby zamówień, jednakże w wypadku, kiedy zapas magazynowy zostaje wyprzedany, wysyłka dodatkowych produktów jest fizycznie niemożliwa.
Jest nam niezmiernie przykro, jednak w tej sprawie jedynym możliwym rozwiązaniem jest zwrot wpłaconej należności. Dodatkowo, jesteśmy dotknięci próbami zastraszania, ponieważ wprowadziliśmy w życie wszelkie możliwe usprawnienia, które zabezpieczają przed takim zdarzeniami, niestety nie zabezpieczają one przed szybkością polskiego systemu bankowego. Jeśli natomiast czuje Pan nieodpartą potrzebę upustu złości w takiej formie, jakiej Pan opisał nie jesteśmy tego w stanie zmienić i pozostaje nam tylko nad tym ubolewać.
Dziękujemy za wszelkie sugestie, z naszej strony chcielibyśmy polecieć płatności.pl on-line bezpośrednio z konta na konto, które (jeżeli polski (Pana) bank działa w weekendy) realizowane są przeciętnie w czasie 10 minut.

Słowem: zero odniesienia się do istoty problemu, ba, nie raczyli nawet zauważyć, że kupujący skorzystał z płatności online -- natomiast można odnieść wrażenie, że treść pochodzi po prostu z jakiegoś szabloniku (iBOOD musi mieć sporo takich reklamacji, nie dziwię się zatem, że mają zrobione gotowce na każdą okazję).

Teraz już poszło z górki. Do nieuczciwego sprzedawcy zostało wysłane wezwanie (poleconym, ZPO) w prostym tonie: żądam wydania towaru, za który zapłaciłem, a jeśli sklepik nie jest w stanie wywiązać się z zawartej umowy, to żądam zwrotu zapłaconej ceny, przelewem na wskazany rachunek bankowy. Pod rygorem.
Trzy dni później pieniądze były na koncie (skanik na początku tekstu) -- bez żadnych faktur, korekt itp. historii. Dokładnie tak, jak powinno się to załatwiać.

Morał z tego taki: jeśli trafia się wam taki przypadek, nie załamywać rąk, nie płakać, nie pisać do premiera, nawet niekoniecznie trzeba straszyć UOKiKiem i prokuraturą (akurat w tym przypadku UOKiK i tak nic by nie zdziałał -- to nie była sprzedaż konsumencka). Trzeba dążyć do rozwiązania problemu najkrótszą i najskuteczniejszą drogą, nawet jeśli wydaje się, że przesprytny kontrahent jest uzbrojony w parę bajtów tekstu na każdą okoliczność.

Komentarze (18)
Nieistniejąca oferta
 Oceń wpis
   

przedłużenie prenumetaty National GeographicŚmiesznostka: jako prenumerator "National Geographic" (półki już mi od tego pękają -- mam prawie każdy numer od 1991 roku, a i kilkanaście wcześniejszych) otrzymałem z najnowszym numerem magazynu specjalną ofertę przedłużenia prenumeraty. Za jedyne 119 złotych na cały kolejny rok.

Zajrzałem zatem do internetowego klubu prenumeratora National-Geographic.pl, gdzie przywitało mnie podobne przypomnienie: "Witaj olgierd, posiadasz prenumeratę NG ważna do 31.10.2010, przedłuż" ("Travelera" nie przedłużę -- cienizna straszna). Jako że lubię kupować i zamawiać online, postanowiłem kliknąć w owo "przedłuż", a tam -- mały zonk: nie ma oferty prolongaty subskrypcji, jest tylko możliwość zamówienia nowej prenumeraty np. za 149 zł.

Ponieważ zawsze (co najmniej od 4 lat jak sądzę) opłacałem kolejne roczniki kartą, napisałem do biura obsługi klienta wydawnictwa GJ z pytaniem: gdzie schowała się opcja przedłużenia za 119 zł (albo w ogóle gdzie jest anonsowane w klubie prenumeratora przedłużenie prenumeraty online)? Odpowiedź przyszła rychło, ale wcale mnie nie ucieszyła -- nie ma takiej możliwości, a jeśli chcę mieć możliwość zapoznać się z kolejnymi dwunastoma numerami tego ciekawego miesięcznika, trzeba skorzystać z załączonego druku przelewu, przekazać pieniądze przelewem, zapłacić esemesem, etc.

Nie żebym się jakoś nadzwyczajnie czepiał (nawet nie czuję się zrobiony jakoś szczególnie w balona) -- ale przygotowanie czaderskiego klubu prenumeratora, z linkiem obiecującym możliwość przedłużenia prenumeraty -- bez możliwości przedłużenia prenumeraty... jakoś dziwnie wygląda.

Komentarze (8)
Kolejny lep na głupich frajerów
 Oceń wpis
   

pobierz Harry PotterNa ciekawy serwis internetowy zwrócił wczoraj mą uwagę kolega Szymon.

Oto chętni na darmowe e-booki (Szymon nie lubi darmowych e-booków, on je woli sprzedawać ;-) -- np. Harry Potter i Książę Półkrwi mogą skorzystać z oferty serwisu ebooki-pobierz.pl, gdzie po zarejestrowaniu można pociągnąć różne ciekawe rzeczy (z tagami "chomikuj", "megaupload" czy też "rapidshare").

Niestety, aby skorzystać z tej niewątpliwie interesującej oferty należy najsamprzód się zarejestrować -- formularz rejestracyjny (wybaczcie, żadnych linków) przekierowuje do innego ciekawego serwisu nowyfload.pl -- poprzez wysłanie wysokopłatnego esemesa na numer 91968 (albo, w promocji, zapłacić 1,22 zł przez MoneyBookers).
I tu robi się pierwsza ciekawostka: Szymon mówi, że przez Mojumane darmowe ebookineyBookers zapłacić się nie da (brak linka w serwisie), natomiast wszystko co zostaje to ów wysokopłatny esemes, który -- pamiętajmy, że mowa o serwisie dla frajerów -- oczywiście nie chwali się swoją wysokopłatnością. Więc frajer go pośle, licząc, że za złotówkę i dwadzieścia dwa grosze będzie miał dostęp do różnych fajnych rzeczy.

(Ciekawostka: za Nowyflood.pl stoi spółka Business Concept sp. z o.o. z/s w Warszawie -- i takie coś faktycznie istnieje.)

Ale najlepsze jest ponoć jeszcze później. Szymon mówi, że po rejestracji w ebooki-pobierz.pl nie otrzymuje się dostępu do żadnych tych interesujących książek. Wszystko co tam jest do obejrzenia to jakieś głupie porno.

Wydaje mi się, że to w sumie może być ciekawa inicjatywa różnych koalicji antypirackich: naiwnych frajerów naciąć na dwie dyszki za esemeska, a następnie pokazać figę z makiem. Drugi raz się zastanowi zanim skusi się na jumane.

PS z góry odpowiadam na pytania P.T. Czytelników LA: nie mam zniżkowych zaproszeń na to głupie porno ;-)

Komentarze (17)
3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-02-09 02:39
100 lat:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
40 lat minelo jak jeden dzien: http://www.youtube.com/watch?v=7od4JA2Y274 100 lat...
2012-02-09 02:35
fgaf:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
"czy naprawdę chodzi o to, że tyrania może zostać wprowadzona, pod warunkiem, że wypowie się[...]
2012-02-08 23:45
GŁUPI JASIO ZE WSI:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
Olgierdzie, Regularnie ruszaj sobie skórką. To pozwala utrzymać równowagę hormonalną.[...]
2012-02-08 23:32
_MJK_:
Słowo od Wydawcy i Redaktora Naczelnego ;-)
Wszystkiego najlepszego z okazji 4 krzyżyka. A Bossowi cierpliwości, aby wytrzymał ze[...]
2012-02-08 21:53
olgierd:
"Słynne masło roślinne"
Odpoczywam :) Zaraz będzie nawet o tym tekst ;-) Nikt mnie nie zaprosił, na szczęście. Znów[...]
2012-02-05 11:27
tojaileśtamzrzędu:
"Słynne masło roślinne"
@Olgierd Troszkę offtopic. Olgierd zauważyłem ostatnio, że się zaniedbujesz, mało piszesz tych[...]
2012-02-04 16:01
ccichy:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Jezeli firma nie poinformowała o możliwości odstąpienia od umowy i nie zostawiła blankietu, to[...]
2012-02-04 15:48
ccichy:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Po polsku GŁUPI JASIU ZE WSI to się mówi -polska telekomunikacja. Jezeli odwrotnie to[...]
2012-02-04 11:51
Trzydziestoparolatek:
"Słynne masło roślinne"
Echh, wspomnienia. Uwielbialem ten smak w dziecinstwie. Rodzice cuda robili, zebym tego nie[...]
2012-02-02 10:50
howk:
Do 2 lat za podłączanie się do cudzych hotspotów
W sumie to wysyłanie niezabezpieczonego sygnału po za mury swojego mieszkania to to samo co[...]
2012-02-01 22:39
323dtrastfsc:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Ta firma jeszcze istnieje?
2012-02-01 10:34
smalcożerca:
"Słynne masło roślinne"
Polecam jeszcze ten artykuł http://wyborcza.pl/1,76842,6279638,Bambus_w_szynce.html
2012-02-01 10:08
smalcożerca:
"Słynne masło roślinne"
Wydaje mi się, że jak zostało to już wspomniane, nazwa "Masło roślinne" jest nazwą własną[...]
2012-01-31 20:56
kazn:
"Słynne masło roślinne"
@mmm777 Rozumiem, że tradycją handlową i zdroworozsądkową nazywasz po prostu oszustwa. @Lenon[...]
2012-01-31 17:13
kubia:
Opinie prawne ws. zmian w OFE to informacja publiczna
ciąg dalszy, czy dobrze rozumiem że nsa odwróciło wyrok?[...]
2012-01-31 15:06
Lenon Zawodowiec:
"Słynne masło roślinne"
Ja myślę, że geneza masła roślinnego jest nieco inna - masło to olej. Masło roślinne - to w[...]
2012-01-31 14:21
mmm777:
"Słynne masło roślinne"
@Piotr z Warszawy Bardzo byś chciał innych zanudzić... Jest to po prostu tradycja handlowa,[...]
2012-01-31 11:09
Piotr z Warszawy:
"Słynne masło roślinne"
Można sobie deliberować na temat masła roślinnego, lokat w złoto czy też innych świnek morskich[...]
2012-01-30 23:23
mmm777:
"Słynne masło roślinne"
Olgierdowi się nudzi.... Kotlety sojowe schabowe:[...]
2012-01-30 22:24
ktostamjakis:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
a pewnie, że odsyłają, przecież jak ktoś umieści jeden, dwa pliki a ściągnięcia są znikome lub[...]
2012-01-30 22:02
infolinka:
"Słynne masło roślinne"
Masło Roślinne za czasów mojego dzieciństwa, czyli jakieś 35 lat temu, moja ciocia emerytka[...]
2012-01-30 19:22
homo homini:
"Słynne masło roślinne"
Ale o co Sz.P. Olgierdowi chodzi właściwie? Jam człek na tyle wiekowy, że masło roślinne[...]
2012-01-30 16:57
bibong:
"Słynne masło roślinne"
A do tego piwo bezalkoholowe i schabowy z indyka. A Olgierd chyba czepia się użycia słów[...]
2012-01-30 14:51
PPM:
Tańczyć z diabłem przy świetle księżyca
niewinną umową dotyczącą obrzydliwego podrabiania przemysłowych znaków towarowych (i nie mającą[...]
2012-01-30 14:00
Daeris:
"Słynne masło roślinne"
Jak przez mgłę pamiętam, że gdy na studiach (Żywienie Człowieka na SGGW w Warszawie) mieliśmy[...]