Punkt patrzenia
 Oceń wpis
   

Gienek Loska jak go wrocławska straż miejska ścigała na RynkuCoraz luźniej robi się wokół generała Krzysztofa Bondaryka: najpierw odwołano prokuratora, który myślał o postawieniu szefowi ABW zarzutów w związku z rzekomym (skreśliłem, bo sama transakcja nie jest rzekoma) kupnem samochodu po rzekomo okazyjnej cenie, a po paru dniach z posady leci szef białostockiego UKS -- bo też miał się interesować interesami Bondaryka.

Do służb specjalnych to wielkiego szczęścia raczej nie mamy. Nie dość, że pan generał skacze ze służb do sektora prywatnego (i nazad), a później chcą nam urzędowo cenzurować internet, a jak się nie uda, to sami wezmą się za łebków piszących głupoty w sieci; w tzw. międzyczasie wiceszef ABW weźmie sobie materiały z dziennikarskich podsłuchów do własnej sprawy cywilnej (i włos mu za to z głowy nie spadnie, bo "działał zgodnie z prawem")...
A na koniec (?) wiceminister finansów Andrzej Parafianowicz -- prywatnie kolega generała Bondaryka (i ze służb, i z PTC, co oczywiście nie ma w sprawie żadnego znaczenia) -- któremu też ledwie co mieli stawiać zarzuty, co było "decyzją przedwczesną" -- raczy negatywnie ocenić pracę owego dyrektora Urzędu Kontroli Skarbowej, który miał tego pecha, że się interesował Bondarykiem...

Oczywiście, nie można popadać w paranoję ani stać się wyznawcą rozmaitych spiskowych teorii... ale nie sposób też przejść obojętnie obok  a ż  t a k i c h  zbiegów okoliczności: w tych kręgach za łatwo wszystko się wszystkim udaje -- po fali niedoszłych zarzutów fala nieoczekiwanych dymisji...
Jasne, powie ktoś: ci panowie są tak skuteczni, że można ich skompromitować -- i pozbyć się z roboty -- tylko poprzez prowokacje kryminalne. 
Mnie się jednak wydaje -- to moje zdanie, bo mam prawo do mojej oceny -- że za dużo w tym wszystkim przypadków, a za mało twardości premiera, który wprawdzie mówi, że szef ABW musi być przezroczysty -- ale już na tym samym oddechu mówi, że dotychczasowe zarzuty były li tylko pomówieniami.

Takich służb -- sądzę, że warto to sobie uzmysłowić -- nie potrzebujemy, zaś premier powinien wreszcie uwzględnić opcję innego rodzaju: że szefem potężnej struktury, która interesuje się prawie wszystkim, co w Polsce myśli i mówi, nie powinien być człowiek, co do którego pojawia się taka ilość pomówień (vide sytuacja z ex-szefem CBA, którego też diabli wzięli -- i dobrze).
No chyba że punkt widzenia zależy od punktu patrzenia.

 

PS na zdjęciu kolejny przykład tego jak punkt widzenia może zależeć od punktu patrzenia. Oto 2,5 roku temu straszaki miejskie ganiały pewnego wrocławskiego publicznego grajka za to, że grał w Rynku bezprawnie na gitarze -- a dziś pewnie jak podskoczą to co najwyżej po autograf (i skąd ja bym wiedział, że tak sławną osobistość swego czasu mogę uwiecznić...?)

Komentarze (7)
Może wreszcie skończą się "osierocone podsłuchy"
 Oceń wpis
   

Ważna acz pominięta przeze mnie dotąd sprawa: od paru dni mamy w obrocie nowelizację przepisów kodeksu postępowania karnego (tj. ustawa 4 lutego 2011 r. o zmianie kpk, Dz.U. nr 53 poz. 273) ździebko utrudniającą -- tak, tak utrudniającą! -- życie organizatorom podsłuchów.

Nowelizacja dotyka przede wszystkim problemu materiałów, które często są produktem mniej lub bardziej przypadkowych albo wyrywnych działań organów ścigania: 

z kodeksu postępowania karnego w brzmieniu po 13 czerwca 2011 r.:
art. 237 § 2. W wypadkach niecierpiących zwłoki kontrolę i utrwalanie treści rozmów telefonicznych może zarządzić prokurator, który jest obowiązany zwrócić się w terminie 3 dni do sądu z wnioskiem o zatwierdzenie postanowienia. Sąd wydaje postanowienie w przedmiocie wniosku w terminie 5 dni na posiedzeniu bez udziału stron. W wypadku niezatwierdzenia postanowienia prokuratora sąd w postanowieniu wydanym w przedmiocie wniosku zarządza zniszczenie wszystkich utrwalonych zapisów. Zaskarżenie postanowienia wstrzymuje jego wykonanie.

§ 8. Wykorzystanie dowodu uzyskanego podczas kontroli i utrwalania treści rozmów telefonicznych jest dopuszczalne wyłącznie w postępowaniu karnym w sprawie o przestępstwo lub przestępstwo skarbowe, w stosunku do którego jest możliwe zarządzenie takiej kontroli.

Art. 237a. Jeżeli w wyniku kontroli uzyskano dowód popełnienia przestępstwa wymienionego w art. 237 § 3, popełnionego przez osobę, wobec której kontrola była stosowana, innego niż objęte zarządzeniem kontroli, albo popełnionego przez inną osobę, prokurator w czasie trwania kontroli albo nie później niż w ciągu 2 miesięcy od dnia jej zakończenia może wystąpić do sądu z wnioskiem o wyrażenie zgody na jego wykorzystanie w postępowaniu karnym. Sąd wydaje postanowienie w przedmiocie wniosku w terminie 14 dni na posiedzeniu bez udziału stron.

art. 238 § 3. Prokurator po zakończeniu kontroli wnosi o zarządzenie zniszczenia wszystkich utrwalonych zapisów, jeżeli w całości nie mają znaczenia dla postępowania karnego. Sąd orzeka w przedmiocie wniosku niezwłocznie, na posiedzeniu bez udziału stron.

§ 5. Z wnioskiem o zarządzenie zniszczenia utrwalonych zapisów, nie wcześniej niż po zakończeniu postępowania przygotowawczego, może wystąpić także osoba wymieniona w art. 237 § 4. Sąd orzeka w przedmiocie wniosku na posiedzeniu, w którym mogą wziąć udział strony oraz wnioskodawca.

  • po pierwsze prokurator będzie miał obowiązek zniszczyć materiały operacyjne pozyskane wskutek kontroli prowadzonej w przypadkach niecierpiących zwłoki, jeśli nie uzyskał następczej aprobaty sądu dla podjętych czynności -- dotąd bowiem najczęściej wyglądało to tak, że organy wychodziły z założenia, że te rzeczy mogą poleżeć i poczekać na lepszą okazję -- bo najwyraźniej art. 238 par. 3 kpk w dotychczasowym brzmieniu się nie przyjął (art. 237 par. 2 kpk) -- fajnie, że odpowiada to całkiem niedawnemu orzeczeniu Sądu Najwyższego;
  • po drugie jasne już jest, że dowód uzyskany w drodze stosowania podsłuchu może być wykorzystany tylko przeciwko sprawcy przestępstwa, co do którego można stosować takie techniki (art. 237 par. 8 kpk) -- wykluczone zatem będzie zarzucanie wędki na oślep i łapanie każdej rybki, która otrze się o haczyk;
  • ba, nawet wykorzystać dowody zdobyte w sprawie o inne przestępstwo, niż było podstawą założenia podsłuchu, albo którego sprawcą była inna osoba, będzie można wyłącznie po uzyskaniu zgody sądu (art. 237a kk) -- co ciekawe prokurator na złożenie takiego wniosku ma tylko 2 miesiące, zaś ów czyn nadal musi zawierać się w katalogu najcięższych przestępstw (tj. m.in. zabójstwo, porwanie, wymuszanie okupu, rozbój, szpiegostwa, łapownictwa, fałszowania pieniędzy, etc. etc.);
  • mało tego: po zakończeniu każdej kontroli prokurator ma obowiązek wnieść o zniszczenie materiałów, które nie są niezbędne dla postępowania -- ale to jeszcze nie wszystko: zniszczenia niepotrzebnych nagrań może żądać także podejrzany/oskarżony (tym bardziej jeśli niewinny), a także osoba, której rozmowy zostały przy okazji zarejestrowane (art. 238 par. 5 kpk).

Wprowadzone do procedury karnej zmiany nie sprawią, że organy ścigania przestaną nadużywać prawa do pozyskiwania informacji o obywatelach z pogwałceniem podstawowych praw obywatelskich. Państwo policyjne ma i będzie miało się doskonale, zwłaszcza dlatego, że szereg powyższych obowiązków organów -- chociaż z punktu widzenia obywatela powinniśmy mówić o gwarancjach wolności -- zależeć będzie od postanowienia sądu, co do których publicznie już się mówi, że nie mają zwykle odwagi odmówić prokuratorowi zaaprobowania podjętych wcześniej czynności.

Komentarze (5)
7 z tygodnia (XV)
 Oceń wpis
   
  • tydzień temu pisałem o Tunezji, że jeszcze miesiąc wcześniej sytuacja wydawała się stabilnie beznadziejna. Minął kolejny tydzień, a tu następna wolta: Slim Ammamu, niepokorny bloger, który jeszcze w czasie, kiedy my bawiliśmy się na gdańskim forum blogowym, tkwił w łapach siepaczy Bena Alego (BTW ciekawe co o tym wszystkim myślą ci wszyscy "wolni i frywolni blogerzy", których marzeniem było sfinansować -- za kaskę zarobioną na reklamie ze swojego blogaska -- wycieczkę na tunezyjskie plaże...) -- a teraz Ammamu został ministrem w nowym rządzie.
    Zanim zaczniemy się zastanawiać czy następca Ben Alego nie okaże się takim samym skurczybykiem jak następca Burgiby -- przypomnijmy, że w 1987 r. ówczesny premier (właśnie Ben Ali) obalił ówczesnego prezydenta, zarzucająSlim Ammamuc mu m.in. korupcję i przyspawanie się do urzędu (Burgiba od 12 lat cieszył się statusem dożywotniego prezydenta Tunezji), zaś w więzieniach nadal gniją setki więźniów politycznych (ergo dzisiejsza sytuacja podobna jest do tej z 1987 r., która wyniosła Alego na urząd) -- możemy powróżyć z fusów: czy nadejdzie taki dzień, że oto pewien niepokorny polski blogopisacz też zostanie ministrem od Czegoś Bardo Ważnego? ;-)
  • blogerzy awansują także we Wrocławiu: Robert Pietryszyn, swego członek wysunięty z ramienia PiS na czoło Zagłębia Lubin (ściśle z ramienia KGHM, gdzie zawsze pierwsze i drugie skrzypce gra partia rządząca) -- późnej porzucił tonącą łajbę na rzecz Rafała Dutkiewicza -- teraz będzie wiceprezesem w spółce budującej stadion na Maślicach. Ten nasz magistrat to jest profesjonalizm w każdym calu;
  • kolejna nieoczekiwana (?) zmiana miejsc: prokuratura umorzyła postępowanie przeciwko Weronice Marczuk-Pazura, dla odmiany zajmie się jakobinami z CBA. Mnie -- wielkiego miłośnika tej instytucji -- wcale to nie dziwi (ale ciekawym jaką minę ma teraz "najzabawniejszy polski aktor", który po wybuchu ustawionej afery miał swojej ex-źonie za złe, że nadal nosi jego nazwisko -- natomiast jestem ciekaw kiedy ktoś się wreszcie odważy zrobić rzeczywisty porządek z Centralnym Biurem Antykorupcyjnym. Bo sprawa jest zdecydowanie śmierdząca: zwalczanie "korupcji", której by nie było, jakby nie nielegalne podżeganie agentów CBA...
  • jeśli ktoś myśli, że zabawa w agentów to tylko polska specjalność: przez ładnych kilka lat brytyjska policja infiltrowała organizacje ekologiczne. Wykorzystano do tego co najmniej kilku funkcjonariuszy działających pod przykrywką, którym udało się przeniknąć i zdobyć zaufanie śledzonych -- a nawet kierować niektórymi akcjami (nie mówiąc o tym, że ożenił się z jedną ze swoich "podopiecznych", a nawet miał z nią dzieci). Z tymi akcjami jest chyba podobnie jak z naszym CBA, bo teraz nie wiadomo, czy agent Mark Kennedy po prostu przeszedł na stronę swoich ofiar, czy jednak cały czas funkcjonował jako zwykły -- acz piekielnie skuteczny -- prowokator;
  • jeszcze na momencik zostańmy w Albionie: coraz szersze kręgi zatacza afera "News of the World", czyli murdochowskiego brukowca, którego naczelny -- dla zdobycia jeszcze lepszych informacji -- zdecydował się na podsłuchiwanie telefonów różnych osób, w tym pracowników dworu królewskiego, polityków, sir Aleksa Fergusona, a nawet innych dziennikarzy, etc. etc. I teraz robi się ciekawie: Andy Coulson ustąpił wprawdzie ze stanowiska na początku afery (ustąpił ale do więzienia nie trafił -- w przeciwieństwie do innych zaangażowanych w inwigilację) został później doradcą Davida Camerona (obecnego premiera rządu Zjednoczonego Królestwa) -- ale właśnie temat podsłuchów znów go dogonił;
  • i znów wracamy do świata arabskiego: jeśli jakiś Saudyjczyk będzie chciał coś publikować w sieci -- choćby i bloga -- będzie musiał wystąpić o stosowną e-licencję od rządu. Aby w ogóle pomarzyć o licencji trzeba spełniać następujące warunki: ukończone nie mniej niż 20 lat (wniosek: tam też są dzieci Neostrady), odpowiednie wykształcenie (ukończona high school -- aczkolwiek nie wiem w jakim rozumieniu) oraz wykazać się odpowiednią postawą. Informacja o udzieleniu licencji musi być ujawniona na stronie www.
    Zdaniem rządu nowe przepisy oczywiście nie oznaczają wprowadzenia licencji, lecz mają służyć usprawnieniu komunikacji między władzą a poddanymi króla, no i ułatwić nadzór. A jak ktoś się nie dostosuje, to zapłaci mandat -- a jego strona zostanie zablokowana (i tu akurat rząd Arabii Saudyjskiej może sobie podać ręce z pan-europejskim rządem brukselskim);
  • w kontekście ochrony nazwiska: warto poczytać jak organizatorzy Przeglądu Piosenki Autorskiej "zapraszali" na swoją imprezę Ewę Demarczyk. Już pomijam cyrk z "zaginięciem" artystki i "brakiem kontaktu" -- o takich numerach faktycznie można mówić w kontekście naruszenia dóbr osobistych -- ale doskonale pouczający jest passus "piosenek Ewy Demarczyk". Oto Konrad Imiela chciał dać koncertowi taki właśnie tytuł, ale nie wziął pod uwagę, że autorami utworów są inne osoby, zaś p. Demarczyk je li "tylko" wykonywała... Nic dodać nic ująć!
Komentarze (11)
Republika Wielkiego Brata
 Oceń wpis
   

Trzy sprawy, jeden temat -- piekielnie istotny i raczej przez większość współzamieszkujących naszą planetę traktowany jako nieistotny -- na ile nasz usługodawca (jakikolwiek usługodawca) może uzurpować sobie prawo, aby "wiedzieć więcej". O nas.

Jakiś czas temu przeleciał przez media (i w korespondencji do LA) news, że warszawski Zarząd Transportu Miejskiego, niejako przy okazji wprowadzenia nowej, jeszcze lepszej karty miejskiej, zamierza zbierać o pasażerach dane, które jako żywo nie powinny go obchodzić.

Aby kupić kartę będzie trzeba podać, obok imienia i nazwiska oraz adresu zamieszkania, także numer PESEL. Po co? Nie wiadomo. Wiadomo jednak, że system będzie zbierał dość szczegółowe informacje o klientach: linie, jakimi pasażer podróżuje, godziny kasowania biletów, czas i miejsce kontroli, daty doładowania karty. Po co? Oczywiście dla wygody pasażerów, jak mówi rzecznik prasowy ZTM (ciekawe, że nie dla bezpieczeństwa, bo ta odpowiedź jest najczęstsza, gdy pytamy o przyczyny permanentnej inwigilacji stosowanej w miejscach publicznych).
A jak ktoś sobie nie życzy tej wygody? Proszę bardzo, zdaje się odpowiadać przedsiębiorstwo, dla was pozostaną tradycyjne, droższe bilety.
Czyli rezygnacja z części prywatności ma swoją cenę, a ściśle: pasażer będzie za to wynagradzany. Ciekawe.

Bądź na bieżąco z przemyśleniami autora, czytaj złote myśli na Twitterze.Rzecznik ZTM obiecuje wprawdzie, że dane będą bezpieczne, że w żadnym przypadku nie posłużą one innym celom, niż tym, dla których przedsiębiorstwo decyduje się je gromadzić (BTW jestem ciekaw w jaki sposób ZTM zamierza dopełnić ustawowego obowiązku poinformowania pasażerów o fakcie przetwarzania danych osobowych?) -- ale ja w to nie wierzę. Nie wierzę i już.

Drugi temat, znacznie poważniejszy: BIK planuje wprowadzenie nowego, jeszcze lepszego programu zbierania informacji o klientach banków ("Fabryka Danych"... dlaczego mi się to kojarzy z "Fabryką małp"?!) Informacji, którymi -- bagatela, system będzie agregował  takie rzeczy jak miejsce zatrudnienia (plus ewentualne zmiany) i zamieszkania, zaciągane kredyty, ale i nasze przyzwyczajenia: gdzie i co kupujemy, ile wydajemy kasy i w jakich sklepach, jaki jest nasz czynsz za mieszkanie, a nawet -- last but not least -- jakim cudem nas na to wszystko stać.

Dlaczego? Odpowiedź jest prosta: mamy kryzys, więc banki boją się, a jak ktoś się boi, to musi wykazywać zainteresowanie (hmm czyżby te banki były jak zazdrosna kochanka?)
Abstrahując od tego, że kryzys nie powinien być pretekstem do każdego chorego pomysłu: wszystko ładnie pięknie, ale mnie w sprawie niepokoi parę niuansów:

  • o ile dobrze rozumiem inwigilacją "Fabryki Danych" objęci będą wszyscy klienci banków (osoby, które mają historię w BIK?), zaś dostęp do informacji będą miały wszystkie banki, z usług których korzystam? Czyli jako zadowolony klient Aliora (karta kredytowa) i wkurzony klient MultiBanku (rachunki... jeszcze...) będę podlegał obserwacji ze strony BRE? Mi się to nie podoba!
  • jaką podstawę prawną wskazałby BIK oraz banki, które już zacierają łapki, do wprowadzenia takiego programu inwigilacji klientów? Rozumiem, że niezbędne będzie dość "pojemnościowe" traktowanie art. 105 ust. 1 pkt 1 prawa bankowego, zgodnie z którym bank udziela informacji objętych tajemnicą bankową m.in. innym podmiotom w zakresie niezbędnym do wykonywania czynności bankowych?
  • czy klienci banków będą powiadomieni o tym, że BIK będzie gromadził i przekazywał bankom tego rodzaju informacje na ich temat? Czy klient, który występując o produkt kredytowy odmówił zgody na "sprawdzenie i dopisanie do BIK" (w zakresie jaki nie wynika z ustawy) ma z głowy "Fabrykę Danych"?
  • i drobnostka już: dlaczego o sprawie nie ma słowa wzmianki na stronie BIK? Google na frazę "fabryka danych" na stronie bik.pl znajdują tylko ten wywiad... więc jak to jest?

Ja powiem tak: to jest jakaś totalitarna masakra, a gadanie, że "Pamiętajmy, że te kredyty pochodzą z depozytów innych klientów, a bank ma przede wszystkim dbać o bezpieczeństwo tych depozytów, czyli dbać o to, czy kredyty są spłacane, czy nie" wynika wyłącznie z patrzenia na temat od strony banków.
Owszem, bank ma dbać o bezpieczeństwo depozytów (i o pomnażanie powierzonych pieniędzy), ale nawet ów szczytny cel nie powinien i nie musi wiązać się z pogwałceniem podstawowych zasad ochrony prywatności klientów banków.

Dla zrozumienia, przykład: załóżmy, że byłem dziś rano w sklepie, kupiłem 4 piwa, butelkę wódki, chleb i jakieś kobiece produkty. Załóżmy, że od 2 miesięcy nie kupowałem pasty do zębów. I że za wszystko płacę kartą. To ja się u licha pytam: co bank obchodzi czy piwo zapijam wódką, mam kochankę, a w dodatku nie myję zębów? Doniesie na mnie do sanepidu?

Ostatnia sprawa, w sumie nic świeżego, ale nadal mnie denerwuje (miałem już jakiś czas temu o tym pisać, ale jakoś nie szło): służby, policja, organy ścigania coraz chętniej sięgają po dane z logowania telefonów komórkowych dla celów prowadzonych postępowań. Pal licho, jeśli w celu łapania przestępców -- chociaż opis środków podjętych przez prokuraturę w sprawie "40 piętra hotelu Marriot" jest wstrząsający ("Kolejne sprawdzenia logowania wykazały, iż w tym samym czasie zalogował się w tym samym miejscu telefon komórkowy ministra spraw  wewnętrznych i administracji pana Janusza Kaczmarka. Ustalenia wykazały, że telefonem, z którego przed północą dzwoniono do Woszczerowicza, posługuje się pan Ryszard Krauze. Ustalono, że apartamenty o numerach 4020 i 4018 zajmowane są przez pana Ryszarda Krauzego. (...) W hotelu był na pewno o 23.11, albowiem telefon używany przez prokuratora – przepraszam – wtedy ministra spraw wewnętrznych i administracji Janusza Kaczmarka zalogował się do przekaźnika BTS w Alejach Jerozolimskich, a następnie do BTS zlokalizowanego w hotelu Marriott o 23.13, a następnie 00.01. Po tej godzinie opuścił pan Kaczmarek hotel i udał się do swojego miejsca zamieszkania na ul. Grzesiuka, gdzie jego telefon komórkowy zalogował się do stacji BTS o godz. 00.11.")

z ustawy prawo telekomunikacyjne (wchodzi w życie 6 lipca):
Art. 180a. 1.  Z zastrzeżeniem art. 180c ust. 2 pkt 2, operator publicznej sieci telekomunikacyjnej oraz dostawca publicznie dostępnych usług telekomunikacyjnych są obowiązani na własny koszt:
1) zatrzymywać i przechowywać dane, o których mowa w art. 180c, generowane w sieci telekomunikacyjnej lub przez nich przetwarzane, na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, przez okres 24 miesięcy, licząc od dnia połączenia lub nieudanej próby połączenia, a z dniem upływu tego okresu dane te niszczyć, z wyjątkiem tych, które zostały zabezpieczone, zgodnie z przepisami odrębnymi;
2) udostępniać dane, o których mowa w pkt 1, uprawnionym podmiotom, a także sądowi i prokuratorowi, na zasadach i w trybie określonym w przepisach odrębnych;
(...)
Art. 180c. 1. Obowiązkiem, o którym mowa w art. 180a ust. 1, objęte są dane niezbędne do:
1) ustalenia zakończenia sieci, telekomunikacyjnego urządzenia końcowego, użytkownika końcowego:
a) inicjującego połączenie,
b) do którego kierowane jest połączenie;
2) określenia:
a) daty i godziny połączenia oraz czasu jego trwania,
b) rodzaju połączenia,
c) lokalizacji telekomunikacyjnego urządzenia końcowego.
(...)
Art. 180d. Przedsiębiorcy telekomunikacyjni są obowiązani do zapewnienia warunków dostępu i utrwalania oraz do udostępniania uprawnionym podmiotom na własny koszt, a także sądowi i prokuratorowi, przetwarzanych przez siebie danych (...).

Gorzej, że tropienie śladów logowań do BTS umożliwia także uzyskanie informacji o ruchach dziennikarzy, co ułatwia pozyskanie danych, na temat których normalnie dziennikarz mógłby odmówić udzielenia organom informacji. Operatorzy telekomunikacyjni, jakby na to nie patrzeć, nie korzystają z dobrodziejstw tajemnicy dziennikarskiej; ba, nawet mając świadomość, że dany numer jest w użyciu dziennikarza, nie mogą odmówić policji udzielenia informacji o położeniu karty SIM w konkretnym czasie.
W ten sposób można ominąć właśnie przepisy o tajemnicy dziennikarskiej. Zapytany przez śledczego "czy widział się pan z Ygrekiem w piątek o 16.16?" dziennikarz Iksowski może milczeć, ale mając dane od operatorów, że telefony Iksowskiego i Ygreka były zalogowane w tym samym czasie do BTS obsługującego ten sam obszar (a jeszcze lepiej: że obie karty przemieszczały się równocześnie przez te same sektory), śledczy ma poszlaki, których normalnie by nie zdobył za chiny ludowe.
I to bez konsekwencji. Powtarzam: bez konsekwencji.

W ten właśnie sposób rozpracowuje się sprawę rzekomego przecieku Kownackiego w sprawie raportu o zdarzeniach w Gruzji. Zamiast wziąć na spytki ministra (wiadomo: strach, bo może się okazać, że i prokuratorzy nie są z AK, a w dodatku władza się zmieni i co wówczas?), prokuratorzy wolą poprosić operatorów GSM o mapę logowań telefonów dziennikarzy.

To teraz rozumiecie dlaczego już od 6 lipca, zgodnie z nowelizacją prawa telekomunikacyjnego, operatorzy będą zobowiązani do gromadzenia danych o wszystkich -- nie tylko wykonywanych przez osoby objęte dochodzeniem, nie tylko dotyczących numerów telefonów, co do których sąd albo chociaż prokurator zlecił jakąś formę podsłuchu -- połączeniach, w tym o próbach dodzwonienia się, lokalizacji telefonu -- i do udostępniania tych informacji organom państwowym (w tym skarbówce, CBA, SKW i ABW)?

Drodzy Czytelnicy, czy się Wam to podoba czy nie podoba: żyjemy w pięknej, dostatniej, miłej, bezpiecznej, sympatyczej Republice Wielkiego Brata. (A paszporty z odciskiem palców to nic?) Tego oczekuje od nas Unia Europejska, taki trend jest w Parlamencie Europejskim, po prostu tak ma być.
I nie rezonować mi tu!

Komentarze (17)
Pokaż mi swoje DNA, a powiem ci kim będziesz
 Oceń wpis
   
Brytyjski Scotland Yard ma świetny pomysł na zwalczanie przestępczości. Przyszłej przestępczości, warto dodać.

Zdaniem Gary'ego Pugha w tym celu powinno się zbierać informacje dotyczące kodu DNA -- już pięciolatków, które zachowują się w sposób nasuwający przypuszczenie, że będą sprawiały problemy. Problemy w przyszłości, warto dodać.

Ten wysokiej rangi urzędnik Scotland Yardu twierdzi, że wiedza na temat kodu genetycznego potencjalnych przestępców będzie miała znakomity wpływ na zwalczanie przyszłej przestępczości oraz identyfikację sprawców zbrodni. Przyszłych zbrodni, pamiętajmy.

Guardian pisze, że policja jest świadoma zagrożeń jakie niesie tego rodzaju projekt -- stygmatyzacji niedoszłego/przyszłego przestępcy (skoro na komendzie jest próbka mojego DNA, to oczywiście zostałem "wytypowany" na przestępcę; cóż z tego, że ledwie przyszłego przestępcę), roli nauczycieli, którzy mogą się mylić w ocenie zachowań dzieciaków (hmm biorąc pod uwagę moje szczenięce lata byłbym wysoko na liście zainteresowań tego pana -- moje belfry z podstawówki zdziwiłyby się kim jestem, ponieważ wróżono mi szybki wyrok), a także problemu z uzyskaniem zgody rodziców.

Jednak w ocenie Pugha plusy oczywiście przeważają nad minusami -- "musimy znaleźć tych, którzy mogą prawdopodobnie stanowić największe zagrożenie dla społeczeństwa" (w oryginale "We have to find who are possibly going to be the biggest threat to society", jeśli się pomyliłem w tłumaczeniu to proszę, poprawcie mnie -- bo ja przecieram oczy i nadal nie mogę uwierzyć temu co czytam.)
Policja nie bawi się w niuanse jak np. możliwość wylania dziecka z genetyczną kąpielą oraz inne zagrożenia dla prywatności. Wiadomo bowiem, że indywidualny kod DNA nie zmieni się nigdy, zatem jeśli pozyskamy te dane już u małych dzieciach - jeśli zastraszymy ich rodziców wizją makabrycznej przyszłości - to pewne rzeczy będą łatwiejsze. W przyszłości, pamiętać trzeba koniecznie.

W mojej ocenie jesteśmy coraz bliżej chorej przyszłości zarysowanej w książce i filmie pt. Raport Mniejszości. Niepokojąca wizja świata, w którym policja zabezpiecza DNA dzieci jako dowód przyszłego przestępstwa to horror równy badaniom Józefa Mengele.
Nie dość, że jesteśmy śledzeni przez satelity, nasze komórki pozwalają na ustalenie naszej pozycji w dowolnym momencie, historia naszych kart kredytowych przemawia przeciwko nam, to teraz chce się nas odrzeć z resztek najbardziej osobistej prywatności.

(Na marginesie: jest już jeden naród, który już wcześniej upadł na głowę.)
Komentarze (9)
1 | 2 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-05-18 07:28
polokolo:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Hmmm.... a ciekawe czy strony prywatne też "podpadają" pod klauzule niedozwolone? Czy je też[...]
2012-05-16 16:07
Polak który ciężką :
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Ty kurwo!!!!!! Jak ktoś próbuje uczciwie zarabiać na chleb ale nie zna milionów przepisów to[...]
2012-05-15 17:07
fat:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
A dzisiaj nie można wypłacić pieniążków bo 'mają awarię systemu' ... nikt nie wie kiedy[...]
2012-05-15 11:38
jamto:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Raz jeszcze o Wedlu. Zapraszam do poczytania jak to Wedel klientów w @$#@# robi :)[...]
2012-05-07 16:29
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
I kamizelkę kuloodporną w razie zapuszczania się w tereny zalesione- zawsze może znaleźć się[...]
2012-05-07 15:56
handel emisjami:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
No ale obowiązek jazdy na rowerze w kasku mogliby wprowadzić, czemu nie? I w ochraniaczach na[...]
2012-05-04 23:29
2222:
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
moze zabrac
2012-05-03 10:53
robal_pl:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Akurat swiatla to na prawde powinien miec wlaczone jesli jedzie po drodze. I generalnie[...]
2012-04-30 17:57
rocket00:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Pani Rakieta? :)
2012-04-30 15:29
zjadacz_mleczka:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
rotfl dokladnie, pozwac - z banku mozna wydrzec miliony!!! A ja tam chromole wedla w p...e[...]
2012-04-30 14:35
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Dajże jakiegoś wpisa Olgierd bo ja (a domniemam że mógłbym użyć "my") czekam wyposzczony.
2012-04-27 14:41
QM music:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
problematic nie jest podstawiony, faktycznie Spółka QM music prowadzi wiele spraw zarówno[...]
2012-04-25 12:38
m852:
Jak pozwać Polbank i nie dać się zwariować ;-)
Mam do Pana pytanie. Zawarłam umowę ubezpieczenia komunikacyjnego z Axa Direct odddział w[...]
2012-04-24 21:13
Alabama:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
i jak sie to skonczylo?
2012-04-20 18:13
złość:
Zagraj to jeszcze raz na KOBIZE, Sam
dobrze, że tutaj można znaleźć wyjaśnienia Kobize, na oficjalnej stronie już ich nie ma! Jak[...]
2012-04-17 21:10
69motor@gmail.com:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Witam wszystkich Dzisiaj moja małżonka dostałą pismo z w/w "Stowarzyszenia". Podana jest[...]
2012-04-16 14:08
rtyrty:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
to lipa
2012-04-13 09:49
sodoma:
Internet z siedzibą w Warszawie
A do mnie dzwoniła Pani z TPSA i mówiła, że chce ze mną porozmawiać jako z właścicielem internetu :D
2012-04-12 22:02
bartoszcze.of.gazeta:
Internet z siedzibą w Warszawie
Widocznie to w Warszawie ten internet wydrukowali.
2012-04-11 17:02
huxxx:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
myślę, że "problematic" jest podstawiony do pisania takich bzdur!!!!
2012-04-10 20:14
Zołtar :
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
Pan Puczydłowski nie jest radcą prawnym czy adwokatem nie ma nawet wykształcenia prawniczego,[...]
2012-04-10 15:23
Mathev:
Ostatni dzień na zadbanie o własną prywatność w Google
U była włączona a nie bratam się z google. Samoistnie zadziałała. w każdym razie blog ma nowego[...]
2012-04-10 14:16
Morg_:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
@adam....z Może jakiś rowerzysta przejechał panu posłowi po palcach? ;-)
2012-04-09 20:28
problematic:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Mój dziadek, który płaci za internet w domostwie gdyż na niego był tel w TP dostał wezwanie na[...]
2012-04-07 01:29
adam....z:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Ale dlaczego tylko rowery? Przecież użytkownicy innych środków poruszania się też sprawiają[...]