Podatek od internetu dla artystów, lewa kasa dla żony
 Oceń wpis
   

Was rozbawiła -- i słusznie -- próba określenia siedziby Internetu (nie, ja nigdy nie zaakceptuję pisania słowa "internet" Wielką Literą), mnie zaś -- a na resztę środy -- dwa cytaty, oba wesołe.

§1. "Rozwiązaniem jest obciążenie opłatami nie tylko urządzeń kopiujących i środków umożliwiających kopiowanie, lecz także urządzeń umożliwiających dostęp do internetu i samych opłat za korzystanie z dostępu do internetu [podkreślenie moje - OR]. Szerokie ujęcie podstawy opłat pozwoli, z jednej strony, pełniej związać opłaty ze skalą eksploatacji, z drugiej, umożliwi ukształtowanie ich na relatywnie niskim poziomie." -- prof. Jan Błeszyński, zapytany przez Gazetę Prawną o sposób zagwarantowania interesu twórców, których utwory są rozpowszechniane w internecie.

Powiedziałbym, że pomysł jest dość stary, ale przemilczę, bo szkoda lasów na kolejne akty oskarżenia.

Ciekawe ilu internautów -- w tym premier Jarosław Kaczyński, który ma swojego człowieka od internetu -- przyklaśnie pomysłowi, aby obłożyć komputery, rutery i co tam jeszcze, a także opłaty abonamentowe za dostęp do sieci -- dodatkowym podatkiem "na artystów"? Podkreślam: wszystkie komputery i każdy abonament, nie tylko tych, którzy jumią, ale i tych jak niżej podpisany, który w wielu rzeczach z premierem Kaczyńskim się niezgadza, ale na pewno w jednym są podobni: ich noga na żadnych torrentach nigdy nie postała, zaś w przedmiocie oprogramowania stawiają na programowo bezpłatne narzędzia.

Osobiście skomentuję to w przyzwoity, acz dosadny sposób: mi się ten pomysł, Panie Profesorze, nie podoba. Odpowiedzialność zbiorowa nie jest sposobem na rozwiązanie jakiegokolwiek problemu.

 

§ 2. "Proszę o przygotowanie dla żony umowy-zlecenia na kwotę odpowiadającą tym ok. 22 tys. co niby ja mam pensji. Proszę jej wymyślić prowizję z jakiegoś dużego kontraktu lub coś podobnego. Te wyliczone ok. 22 tys. proszę przelać na konto" -- takiego listela miał ponoć wysłać wiceprezes giełdowej spółki Cash Flow SA.

Wiceprezes twierdzi, że listel nie jego jest, że to zwykła fałszywka, ponieważ od 22 grudnia 2008 roku ma zablokowany dostęp do systemów informatycznych spółki (rozumiecie: urzędujący wiceprezes zarządu) -- a cała afera ma być pokłosiem sporu pomiędzy akcjonariuszami -- jednak abstrahując od tego co jest prawdą (bo ja tego nie wiem) przyszła mi do głowy myśl natury ogólnej: oto i kolejny dowód na słabość "demokratycznego kapitalizmu", w którym rekiny finansjery obracają miliardami nie swoich złotówek, inwestując w nie swoje interesy, (nie)ryzykując nie swoje pieniądze... a taki drobny ciułacz de facto nie ma nic do powiedzenia na temat tego komu i na co powierzane są jego pieniądze.

Jakiż ten świat byłby prostszy, gdyby zamiast fikcyjnego rynku, fikcyjnych inwestycji -- i często fikcyjnych karier zbudowanych na bazie fikcyjnych sukcesów -- przedsiębiorstwami kierowali prawdziwi kapitaliści. Ze swoim kapitałem. Albo z powierzonym, ale z możliwością rozliczenia ich.

Czego sobie i Państwu życzę.

 

PS oba cytaty są do siebie niepokojąco podobne -- czy tylko mi się tak wydaje?

Komentarze (9)
UOKiK do Domeny.pl: co dwa grzyby w barszczu, to nie jeden
 Oceń wpis
   

Polecam uwadze Czytelnictwa -- w szczególności startutopistom, w których wiara nigdy nie zagaśnie -- ciekawy tekst opublikowany na łamach DI: "Domeny.pl ukarana przez UOKiK".

Cała sprawa jest odpryskiem afery wokół rejestratora domen działającego pod firmą Domeny.pl sp. z o.o. -- nomen omen chyba nie przez przypadek kojarzy się to z Dymamy.pl -- z siedzibą w Krakowie. Co tam się działo, szkoda przepisywać, wystarczy zajrzeć do historii choroby. Było tam i tworzenie promocji, których regulaminów nikt nie rozumiał, strasznie klientów rejestrami dłużników (o czym lojalnie uprzedzał KRD), aby następnie straszyć Dziennik Internautów sądem za wpisy na forum.

Treść decyzji UOKiK z 31 grudnia 2008 r. w sprawie Domeny.pl sp. z o.o. (DDK 37/2008) można pobrać stąd.

Jak to mówią: nosił wilk razy kilka, ponieśli i wilka, albo: gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą. W sprawie Domeny.pl jest jednak pewnien ciekawy wątek, który daje dużo do myślenia na temat tego, co ludzie potrafią wymyśleć.

Otóż decyzją z dnia 31 grudnia 2008 r. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów uznał za praktykę naruszającą zbiorowe interesy konsumentów -- i zakazał jej stosowania -- klauzulę w regulaminie, zgodnie z którą

Domeny.pl Sp. z o.o. zastrzega sobie prawo dokonania zmian niniejszego regulaminu. Zmiany te obowiązują od chwili udostępnienia nowej wersji Regulaminu na stronie www.domeny.pl.W dużej ogólności chodzi o to, że zgodnie z art. 384(1) kc w przypadku umów ciągłych "Wzorzec wydany w czasie trwania stosunku umownego o charakterze ciągłym wiąże drugą stronę, jeżeli zostały zachowane wymagania określone w art. 384, a strona nie wypowiedziała umowy w najbliższym terminie wypowiedzenia." Co należy rozumieć w ten sposób, że jeśli usługodawcy przyjdzie do głowy zmieniać regulamin świadczenia usług -- przypomnijmy, iż taki regulamin jest częścią umowy -- klientowi powinno dać się troszkę czasu do namysłu oraz podjęcia ewentualnej decyzji o jej wypowiedzeniu. Zmiana nie może wchodzić w życie z dnia na dzień.

Sprawa nie byłaby może warta tekstu na Lege Artis -- w końcu dziś dymisja Ćwiąkalskiego i zaprzysiężenie Baracka Obamy na stopniach Kapitolu, dziś też rocznica koronowania Władysława Łokietka na króla Polski, o czym przecież warto wspomnieć -- ale w sprawie zastanawia mnie jedno.

Otóż Domeny.pl miała już podobną sprawę, której efekt można nawet znaleźć w rejestrze klauzul abuzywnych. Jak bowiem dowiadujemy się z treści decyzji w dniu 26 marca 2008 r. wydany został przez Sąd Okręgowy – Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wyrok (sygn. akt XVII AmC 265/07) w którym to Sąd uznał za niedozwolone postanowienie i zakazał stosowania w obrocie z konsumentami między innymi postanowienia wzorca umowy o treści

Domeny.pl Sp. z o.o. zastrzega sobie prawo dokonania zmian niniejszego regulaminu. Zmiany te obowiązują od chwili udostępnienia nowej wersji Regulaminu na stronie www.domeny.pl.

Nie, to nie jest zabawa w "znajdź 3 szczegóły". To klauzule z regulaminu poważnego przedsiębiorcy, który mimo wydanego w jego własnej sprawie wyroku podjął ryzyko dalszego stosowania postanowień wzorca uznanych za niedozwolone, aby następnie przekonywać UOKiK, że  "teraz to trzeba inaczej rozumieć"... -- bezcenne.

A na koniec uwaga natury ogólnej dla wszystkich tworzących serwisy internetowe, w których pamiętacie o tym, że jeśli zamierzacie świadczyć usługi -- nawet nieodpłatnie -- to regulamin musi być: zmieniajcie sobie postanowienia tego regulaminu dowolnie często, na w zasadzie dowolne treści. Ale: po każdej zmianie użytkownik musi mieć czas na rezygnację z usług (żadnych "wchodzi w życie z dniem ogłoszenia"), no i warto jednak przejrzeć rejestr klauzul niedozwolonych UOKiK.

Komentarze (10)
Internet z siedzibą w Warszawie
 Oceń wpis
   

Na horyzoncie rysuje się kolejna ciekawa sprawa z zakresu art. 212 kodeksu karnego. Dla mnie o tyle ciekawsza, że to kolejny wątek w sprawie, o której już pisałem -- i która skończyła się jak się skończyła... (No dobra, bo zaraz i tak posypią się pytania: chodzi o tekst "Trolle grasują w sieci", opublikowanego w "Przekroju" w listopadzie 2007 roku).

Mniejsza z tym, de gustibus... etc.

Na marginesie sprawy: otrzymałem jednak ciekawe postanowienie sądu, z którego wynika, iż "siedziba (...) Internetu znajduje się w Warszawie", co pozwoliło sądowi na uznanie się niewłaściwym do rozpatrzenia sprawy i przekazanie jej do rozpoznania sądowi ze stolicy.

I co na to Mądrość Zbiorowa Czytelników tego lubczasopisma?

Komentarze (28)
Bombaj: policja edukacyjna uczy jak zabezpieczać hotspoty
 Oceń wpis
   

No i proszę, życie dopisało dalszy ciąg do naszych dyskusji na temat przepisu penalizującego nieuprawniony dostęp do systemów informatycznych, w tym sieci wifi.
CruchGear donosi, że policja z miasta Bombaj (dla niepoznaki zwanego Mumbajem) podjęła kroki w celu objaśnienia ludziom jak groźne dla bezpieczeństwa publicznego są ogólnodostępne sieci bezprzewodowe.

Wprawdzie żaden z przepisów nie nakazuje zabezpieczania hotspotów -- nie znalazłem też nigdzie wzmianki, iżby prawo Indii karało za wardriving -- jednak policja zdecydowała się na podjęcie kampanii uświadamiającej, albowiem:

Policja będzie edukować użytkowników na temat aspektów bezpieczeństwa sieci wifi. Funkcjonariusze odwiedzą domy, szkoły, uczelnie i urzędy, aby sprawdzić niezabezpieczone sieci.

Policji tłumaczy swoje zainteresowanie listopadowymi zamachami terrorystycznymi, w których zginęło około 200 osób. Okazało się bowiem, że zamachowcy chętnie korzystali z dobrodziejstw nowoczesnej techniki, w tym z internetu, telefonów komórkowych, o przebiegu operacji informowali się na bieżąco z telewizji, zaś w przygotowaniach opierali się na danych pochodzących z Google Maps i Google Earth (władze Indii zażądały zresztą usunięcia danych dotyczących niektórych obiektów).

O tym, że każda władza chętnie wykorzysta każdy pretekst, aby ograniczyć naszą wolność w imię naszego bezpieczeństwa -- i proszę sobie nie dać wmówić, że jest to regułą "faszystowsko-prawicowych" reżimów, tak samo funkcjonują również lewicowi demokraci -- przekonywać chyba już nikogo nie trzeba (polecam ciekawy tekst Czy USA są państwem policyjnym? -- szkoda, że zaburzony niedorzecznym oskarżeniem agencji rządowych, które jakoby miały dopuścić się wrześniowych zamachów, na co autor zna "druzgocące argumenty").
Proszę zwrócić uwagę na ciekawy mechanizm: nie zapowiedziano żadnych represji, nie będzie nowego prawa, które miałoby nakazywać zabezpieczania sieci internetowych; policja po prostu będzie odwiedzać różnych ludzi i ich edukować.

To tak głupie, że aż możliwe tylko w największej demokracji świata.

Komentarze (3)
Jesień średniowiecza czyli o ujednolicaniu terminologii IT
 Oceń wpis
   

Poproszono mnie niedawno o ocenę ustawy z dnia 4 września 2008 r. o zmianie ustaw w celu ujednolicenia terminologii informatycznej (Dz.U. nr 171 poz. 1056). Wypowiedź miała mieć charakter głęboko merytoryczny -- nie takie pitu-pitu jak na łamach owego parszywego lubczasopisma -- przyłożyłem się zatem do lektury jak rzadko.

(Nadmienić w tym miejscu muszę, że onegdaj, w zamierzchłych czasach, kiedy odwoływano Pana Jana, a studenci prawa wysiadywali w "Chmielu" czy "Smaku", miast kisić gałki oczne w promieniowaniu emitowanym przez jakieś nonglare, i kiedy nie śniły się im nawet ustawy o ochronie baz danych, nie mówiąc o innych nowomyślnych wynalazkach -- no więc chciałem powiedzieć, że w tamtych czasach znacznie częściej zdarzało mi się czytać akty prawne od deski do deski; a to z prostej przyczyny: były one krótsze i napisane znacznie prostszym językiem.
Dziś prawie każda ustawa to wielostronicowy elaborat, typowy przejaw dyktatury aktów prawnych. Dołóżmy jeszcze do tego produkcję EU oraz rozporządzenia, o których rzadko można powiedzieć coś sensownego... -- Memling w grobie się przewraca...
Moje ulubione porównanie to ustawa o partiach politycznych: porównajcie sobie ustawę z lipca 1990 roku z aktem uchwalonym 7 lat później... zimny pot mnie oblewa na samą myśl jak dziś legislatura napisałaby ten akt...)

No dobra, dość dygresji i przysrywania sejmokraturom, które uważają, że ten lepszy i bardziej pracowity jest, kto więcej ustaw uchwali.
Wracajmy do ustawy o ujednolicaniu.

Ustawa jak ustawa, niby bardzo ważna i w ogóle. Jej podstawowy cel wyłożono w art. 1, który dumnie głosi, iż

Ustawa wprowadza określenie: "informatyczny nośnik danych", "dokument elektroniczny", "system teleinformatyczny" oraz "środki komunikacji elektronicznej" wymienione w art. 3 pkt 1-4 ustawy z dnia 17 lutego 2005 r. o informatyzacji działalności podmiotów realizujących zadania publiczne (Dz. U. Nr 64, poz. 565, z 2006 r. Nr 12, poz. 65 i Nr 73, poz. 501 oraz z 2008 r. Nr 127, poz. 817) do innych ustaw.

Złośliwie można powiedzieć: doskonały prezent dla tych (prawników i nieprawników), którzy zapomnieli, że na kłopoty interpretacyjne najlepsza jest wykładnia i analogia, a nie mędrca szkiełko i oko (ups, znów nawiązuję do nieszczęsnego art. 267 par. 2 kk, gdzie jest mowa o "systemie informatycznym", podczas gdy mądre ustawy o informatyzacji -- w tym ustawa o ujednoliceniu terminologii, która zmienia słowa także w kodeksie karnym -- stale mówią o "systemie teleinformatycznym"... i gdzie to ujednolicenie??), więc przynajmniej w odniesieniu do 33 ustaw błędy i wypaczenia uległy naprawie.

Ale: pośród mojej polityki miłości znalazłem parę łyżek dziegciu (wiedzą o tym ci z Wielce Czcigodnych Czytelników, którzy doczytali do tego miejsca w oczekiwaniu "komu ten Rudak dziś dowali?" -- przecież clue tekstu to moje pretensje, marudzenie i utyskiwania).

Jak mówi sama definicja, ustawa o ujednolicaniu to jakby "wdrożenie" ustawy z 17 lutego 2005 r. o informatyzacji działalności podmiotów realizujących zadania publiczne. Hmm wdrożenie po 3,5 roku funkcjonowania przepisów -- nieźle, nieźle.
Nic to -- powiedział Pan Wołodyjowski -- i wskazał na art. 30-34 ustawy o ujednolicaniu, które poprawiają, wdrażają, przystosowują, implementują (jak zwał tak zwał) następujące akty prawne:

- ustawę z dnia 29 lipca 2005 r. o obrocie instrumentami finansowymi,
- ustawę z dnia 29 lipca 2005 r. o ofercie publicznej i warunkach wprowadzania instrumentów finansowych do zorganizowanego systemu obrotu oraz o spółkach publicznych,
- ustawę z dnia 9 czerwca 2006 r. o Centralnym Biurze Antykorupcyjnym,
- ustawę z dnia 18 października 2006 r. o wyrobie napojów spirytusowych oraz o rejestracji i ochronie oznaczeń geograficznych napojów spirytusowych,
- ustawę z dnia 29 czerwca 2007 r. o organizacji hodowli i rozrodzie zwierząt gospodarskich.

Śmiesznostka niby, ale dużo mówi o dbałości naszych deputowanych dla czystości prawa, języka aktów normatywnych, jednolitości pojęć, etc. -- każda z wyliczonych powyżej ustaw nosi datę późniejszą, niż ustawa o informatyzacji, która miała na celu zdefiniowanie takich pojęć jak "informatyczny nośnik danych", "dokument elektroniczny", "system teleinformatyczny" oraz "środki komunikacji elektronicznej" -- co jednak nie przeszkodziło nadal tworzyć przepisów, które posługiwały się inną terminologią.
Słowem: przez wiele miesięcy produkowano akty prawne, które później trzeba było -- jeszcze jedną, szumną ustawą -- ujednolicić.

 

PS powyżej reprodukcja centralnego panelu "Sądu Ostatecznego" Hansa Memlinga. Mogę jumać, bo Memling od dawna nie tworzy, prawa autorskie do jego twórczości zatem wygasły. Jakże ja bym chciał, żeby przyszedł ten facet z koncerzem i zrobił naszym prawotwórcom z czterech liter jesień średniowiecza.

Komentarze (14)
4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 | 13 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-05-18 07:28
polokolo:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Hmmm.... a ciekawe czy strony prywatne też "podpadają" pod klauzule niedozwolone? Czy je też[...]
2012-05-16 16:07
Polak który ciężką :
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Ty kurwo!!!!!! Jak ktoś próbuje uczciwie zarabiać na chleb ale nie zna milionów przepisów to[...]
2012-05-15 17:07
fat:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
A dzisiaj nie można wypłacić pieniążków bo 'mają awarię systemu' ... nikt nie wie kiedy[...]
2012-05-15 11:38
jamto:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Raz jeszcze o Wedlu. Zapraszam do poczytania jak to Wedel klientów w @$#@# robi :)[...]
2012-05-07 16:29
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
I kamizelkę kuloodporną w razie zapuszczania się w tereny zalesione- zawsze może znaleźć się[...]
2012-05-07 15:56
handel emisjami:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
No ale obowiązek jazdy na rowerze w kasku mogliby wprowadzić, czemu nie? I w ochraniaczach na[...]
2012-05-04 23:29
2222:
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
moze zabrac
2012-05-03 10:53
robal_pl:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Akurat swiatla to na prawde powinien miec wlaczone jesli jedzie po drodze. I generalnie[...]
2012-04-30 17:57
rocket00:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Pani Rakieta? :)
2012-04-30 15:29
zjadacz_mleczka:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
rotfl dokladnie, pozwac - z banku mozna wydrzec miliony!!! A ja tam chromole wedla w p...e[...]
2012-04-30 14:35
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Dajże jakiegoś wpisa Olgierd bo ja (a domniemam że mógłbym użyć "my") czekam wyposzczony.
2012-04-27 14:41
QM music:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
problematic nie jest podstawiony, faktycznie Spółka QM music prowadzi wiele spraw zarówno[...]
2012-04-25 12:38
m852:
Jak pozwać Polbank i nie dać się zwariować ;-)
Mam do Pana pytanie. Zawarłam umowę ubezpieczenia komunikacyjnego z Axa Direct odddział w[...]
2012-04-24 21:13
Alabama:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
i jak sie to skonczylo?
2012-04-20 18:13
złość:
Zagraj to jeszcze raz na KOBIZE, Sam
dobrze, że tutaj można znaleźć wyjaśnienia Kobize, na oficjalnej stronie już ich nie ma! Jak[...]
2012-04-17 21:10
69motor@gmail.com:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Witam wszystkich Dzisiaj moja małżonka dostałą pismo z w/w "Stowarzyszenia". Podana jest[...]
2012-04-16 14:08
rtyrty:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
to lipa
2012-04-13 09:49
sodoma:
Internet z siedzibą w Warszawie
A do mnie dzwoniła Pani z TPSA i mówiła, że chce ze mną porozmawiać jako z właścicielem internetu :D
2012-04-12 22:02
bartoszcze.of.gazeta:
Internet z siedzibą w Warszawie
Widocznie to w Warszawie ten internet wydrukowali.
2012-04-11 17:02
huxxx:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
myślę, że "problematic" jest podstawiony do pisania takich bzdur!!!!
2012-04-10 20:14
Zołtar :
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
Pan Puczydłowski nie jest radcą prawnym czy adwokatem nie ma nawet wykształcenia prawniczego,[...]
2012-04-10 15:23
Mathev:
Ostatni dzień na zadbanie o własną prywatność w Google
U była włączona a nie bratam się z google. Samoistnie zadziałała. w każdym razie blog ma nowego[...]
2012-04-10 14:16
Morg_:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
@adam....z Może jakiś rowerzysta przejechał panu posłowi po palcach? ;-)
2012-04-09 20:28
problematic:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Mój dziadek, który płaci za internet w domostwie gdyż na niego był tel w TP dostał wezwanie na[...]
2012-04-07 01:29
adam....z:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Ale dlaczego tylko rowery? Przecież użytkownicy innych środków poruszania się też sprawiają[...]