Rusza sprawa wycieku danych osobowych z Urbancard
 Oceń wpis
   

uliczny terminal Wrocławskiej Karty Miejskiej (Urbancard)

Ogłoszenie parafialne: na dziś wyznaczono pierwszą rozprawę w sprawie wycieku danych osobowych ze zbioru Urbancard, w której -- obok oskarżonego Jana Ż. (z adwokatem) -- udział wziął niżej podpisany (w charakterze pokrzywdzonego i oskarżyciela posiłkowego) oraz kol. Rafał (nazwisko do wiadomości redakcji), który też nie daje sobie w kaszę dmuchać ;-)
... no i, jasna rzecz, sprawa spadła ;-)

W sumie ciekawe: prokuratura z sobie tylko znanych przyczyn doszła do przekonania, że przestępstwo polegające na zajumaniu danych osobowych może naruszać wyłącznie interes publiczny, bo... nie narusza interesu jednostek, których dane zostały zassane (sic!).
Do wprost przeciwnego stanowiska doszedł sąd, którego zdaniem oczywiście w sprawie o naruszenie danych osobowych dochodzi do naruszenia interesu tych osób -- a więc przysługuje im status pokrzywdzonego -- w związku z czym zdecydował się zlecić publikację w prasie ogłoszenia informującego wszystkich zainteresowanych o możliwości wzięcia udziału w postępowaniu. Niestety -- a może stety, bo dzięki temu będę mógł jakoś tam spróbować sądowi pomóc -- "Gazeta Wyborcza" ogłoszenie zgubiła (sic!), więc sądowi nie pozostało nic innego jak odroczenie.

sprawę o naruszenie przepisów dotyczących ochrony danych osobowych użytkowników Wrocławskiej Karty Miejskiej "Urbancard" prowadzi Sąd Rejonowy dla Wrocławia-Śródmieścia V Wydział Karny pod sygn. akt V K 693/11I teraz tak -- to jest clou dzisiejszego felietonu -- każdy pokrzywdzony, którego dane osobowe też pofrunęły z systemu Urbancard, wskutek czego dostał ten nieszczęsny wyborczy spam, może złożyć do sądu pismo informujące, że jest pokrzywdzonym w sprawie i oświadczenie o zamiarze wzięcia udziału w charakterze oskarżyciela posiłkowego (na razie nie będę się rozpisywał o tej instytucji, dość chyba rzec, że występuje on w procesie jako strona, a więc może m.in. składać wnioski dowodowe, przeglądać akta, wnosić o karę, a także choćby apelować od orzeczenia).

W tym celu należy -- napiszę to jeszcze raz: dotyczy to tylko tych osób, których dane osobowe wyciekły z systemu Urbancard (co jak sądzę najprościej poznać po tym, że się otrzymało spam wyborczy Komitetu Rafała Dutkiewicza) -- złożyć do sądu następujące pismo (wzór jest maksymalnie uproszczony, oczywiście można sobie to rozwijać, jeśli ktoś chce):


                                                                    Wrocław, 3 sierpnia 2011 r.

                                          Sąd Rejonowy dla Wrocławia-Śródmieścia
                                          V Wydział Karny

                                          ul. Podwale 30
                                          50-950 Wrocław


                                                       oskarżyciel posiłkowy: imię i nazwisko,
                                                       adres

sygn. akt V K 693/11

                                Pismo oskarżyciela posiłkowego

Działając w imieniu własnym oświadczam, że jako użytkownik Wrocławskiej Karty Miejskiej "Urbancard" moje dane osobowe także zostały wykorzystane w celu przesłania na mój adres poczty elektronicznej rzekomej reklamy wyborczej Komitetu Wyborczego Rafała Dutkiewicza, przez co jestem pokrzywdzonym w sprawie.
Stosownie do powyższego informuję, że zamierzam wziąć udział w sprawie w charakterze oskarżyciela posiłkowego.

[podpis]

Pismo (wraz z odpisem) posyłamy pocztą lub składamy osobiście w biurze podawczym (zaraz przy wejściu od Podwala 30).

Aha, temat został odroczony do 13 października, godz. 9.00, sala 21 -- ale tak czy inaczej nie warto czekać do samego końca ;-)

Komentarze (12)
Akt oskarżenia dot. wycierku danych osobowych z Urbancard
 Oceń wpis
   

Plakat Komitetu Wyborców Rafała Dutkiewicza

Afera z wyborczo-samorządowy wrocławskim agitspamem "ku chwale" prezydenta Dutkiewicza -- przypomnijmy, że za wyciek danych osobowych użytkowników wspaniałej Urbancard miał stać Jan Ż., ówczesny asystent Dutkiewicza, rzekomo zwolniony dyscyplinarnie, który w rzeczywistości wylądował na 4 łapkach w jednej z municypalnych spółeczek -- zmierza do pomyślnego finału: do sądu wpłynął akt oskarżenia.

art. 231 § 1 kk: Funkcjonariusz publiczny, który, przekraczając swoje uprawnienia lub nie dopełniając obowiązków, działa na szkodę interesu publicznego lub prywatnego,
podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
W tym miejscu od razu się przyznaję: chociaż mam w sprawie status oskarżyciela posiłkowego, nie interesowałem się tematem specjalnie -- prócz zeznawania na policji, ale to raczej policja się interesowała ;-) -- stąd nie umiem rozwiać wątpliwości: czy sprawcę łapią za przekroczenie uprawnień, jak chce tego "Gazeta Wrocławska", czy też jednak z ustawy o ochronie danych osobowych. Wierzę, że w pierwszym rzędzie chodzi jednak o bezpieczeństwo danych, zaś art. 231 kodeksu karnego może się kłaniać dopiero w następnej kolejności.

Dość rzec, że wyciągnięcie z systemu i zaspamowanie 15840 adresów poczty elektronicznej to niezły wyczyn, aczkolwiek jeśli prawdą jest, że Jan Ż. "nie miał świadomości, by były to dane objęte ochroną danych osobowych" to naprawdę -- można mieć wątpliwości co do kwalifikacji osób zajmujących stanowiska asystenckie przy włodarzach naszego miasta.

z ustawy o ochronie danych osobowych:
Art. 51. 1. Kto administrując zbiorem danych lub będąc obowiązany do ochrony danych osobowych udostępnia je lub umożliwia dostęp do nich osobom nieupoważnionym, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
2. Jeżeli sprawca działa nieumyślnie, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.
Art. 52. Kto administrując danymi narusza choćby nieumyślnie obowiązek zabezpieczenia ich przed zabraniem przez osobę nieuprawnioną, uszkodzeniem lub zniszczeniem, podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do roku.
Nie mniej interesujące wydają się potencjalne wątki, o których prasa w ogóle nie pisze, a organy ścigania też pewnie nie do końca się interesują -- bo to i pytania natury raczej politycznej i moralnej:

  • na ile w przypadku administratora danych osobowych użytkowników Wrocławskiej Karty Miejskiej (a więc po prostu prezydenta miasta) można mówić o niezachowaniu obowiązków w zakresie zabezpieczenia danych?
  • jakimi pieniędzmi zapłacił Jan Ż. za zamówione usługi reklamowe? słowem: czy zapłacił z własnej kieszeni, czy może jednak faktura poszła do komitetu wyborczego?
  • jak to jest, że sprawca takiego czynu zamiast wylecieć z pracy dyscyplinarnie ląduje na posadzie w spółce komunalnej -- gdzie ceni się jego profesjonalizm? a może jest to po prostu zwykły układ?
  • jakie są kryteria naboru do wrocławskiego urzędu miasta, a dokładnie: jakie należy mieć predyspozycje, by zostać asystentem prezydenta Dutkiewicza, skoro prominentna taka osoba może nie wiedzieć, że dane osobowe podlegają ochronie prawnej?

W zasadzie nie liczę by postępowanie rozwiało tego rodzaju wątpliwości. Mam jednak nadzieję, że cała afera da paru osobom do myślenia -- i to zarówno wśród municypałków, jak i mieszkańców naszego miasta.

Komentarze (7)
Przestępstwo jest podstawą do dyscyplinarnego zwolnienia
 Oceń wpis
   

W sprawie Jana Ż., ex-asystenta burmistrza Wrocławia -- o którym było głośno jesienią ze względu na posłanie do tysięcy użytkowników systemu "Urbancard"spamu wyborczego swego pryncypała -- a który jako Jan Żarski otrzymał (rzecz jasna ze względu na swoje kompetencje) posadę w municypalnej spółce pt. Agencja Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej SA (tu można poczytać o tym czym zajmował się poprzedni prezes ARAW) jest jeszcze jeden smutny element.

Otóż po tym jak się okazało, że sprawcą wycieku danych był ówczesny asystent obecnego jeszcze prezydenta Dutkiewicza, w świat poszła informacja: ponieważ w urzędzie nie toleruje się takich rzeczy, Jan Żarski został dyscyplinarnie zwolniony z pracy.
Mija kwartał z okładem i oto portal TuWrocław.com dowiaduje się, że z Żarskim i owszem, wrocławski magistrat się rozstał -- za porozumieniem stron.

art. 52 kp
§ 1 Pracodawca może rozwiązać umowę o pracę bez wypowiedzenia z winy pracownika w razie:
1) ciężkiego naruszenia przez pracownika podstawowych obowiązków pracowniczych,
2) popełnienia przez pracownika w czasie trwania umowy o pracę przestępstwa, które uniemożliwia dalsze zatrudnianie go na zajmowanym stanowisku, jeżeli przestępstwo jest oczywiste lub zostało stwierdzone prawomocnym wyrokiem,
3) zawinionej przez pracownika utraty uprawnień koniecznych do wykonywania pracy na zajmowanym stanowisku.
§ 2 Rozwiązanie umowy o pracę bez wypowiedzenia z winy pracownika nie może nastąpić po upływie 1 miesiąca od uzyskania przez pracodawcę wiadomości o okoliczności uzasadniającej rozwiązanie umowy.
(...)
Zgodnie z art. 52 par. 1 pkt 2 kodeksu pracy "Pracodawca może rozwiązać umowę o pracę bez wypowiedzenia z winy pracownika w razie popełnienia przez pracownika w czasie trwania umowy o pracę przestępstwa, które uniemożliwia dalsze zatrudnianie go na zajmowanym stanowisku, jeżeli przestępstwo jest oczywiste lub zostało stwierdzone prawomocnym wyrokiem". Nie ma zatem potrzeby formalnego postawienia zarzutów, wniesienia aktu oskarżenia bądź nawet skazania (choćby nieprawomocnego) pracownika za popełnione przestępstwo -- wystarczy, że przestępstwo jest oczywiste.

Czy może być coś bardziej oczywistego, niż rąbnięcie przez urzędnika danych ze zbioru prowadzonego przez jego własny urząd?

Oczywiście nawet "zwykła" dyscyplinarka (art. 52 par. 1 pkt 1 kp) to dla każdego pracownika poważny problem; jeśli w świadectwie pracy pojawia się art. 52 par. 1 pkt 2 kp -- robi się faktycznie problem.

We wrocławskim magistracie nie robi się problemów, jeśli sprawcą przestępstwa, którego beneficjentem jest prezydent Dutkiewicz okazuje się asystent prezydenta Dutkiewicza. Podejrzany nie tylko (wbrew deklaracjom) może odejść z czystą kartą, zaś po przycichnięciu tematu ląduje w miejskiej spółce, w której każdy z członków zarządu ma za sobą etap w owym magistracie -- i w której najwyraźniej lekce się waży to, czy ktoś się generalnie (nie) kwalifikuje do zajmowania się pewnego rodzaju sprawami.

Prezydentowi Dutkiewiczowi, jego przeszłym, obecnemu oraz przyszłym asystentom oraz innym oficjelom, choćby zatrudnieni byli już w "segmencie prywatnym" dedykuję stare -- ale jare -- polskie porzekadło: kłamstwo ma krótkie nogi.

Komentarze (7)
Sprawca wycieku danych z Urbancard ląduje na czterech łapach
 Oceń wpis
   

spam UrbancardJeśli ktoś jeszcze pamięta jesienną aferę z wyciekiem danych osobowych ze zbioru Wrocławskiej Karty Miejskiej "Urbancard" -- przypomnijmy, że ówczesny asystent obecnego jeszcze prezydenta mojego miasta jumnął dane użytkowników tego bubla i puścił do nas prymitywny spam wyborczy -- to z pewnością zainteresuje go trudny los Jana Żarskiego.

Po pierwsze jest śledztwo w sprawie przestępstwa z art. 51 UoODO i sprawca najprawdopodobniej będzie miał postawione zarzuty. Wiem to stąd, że mam w sprawie status pokrzywdzonego i w ubiegłym tygodniu zeznawałem w sprawie. I chociaż nie wiem czy organy ścigania badają sprawę jakimi pieniędzmi Jan Żarski zapłacił za usługę świadczoną przez Ideacto -- a moim zdaniem jest to wątek nie mniej ciekawy, niż sama kwestia skopiowania danych -- myślę, że z czasem i tego się dowiemy.

Po drugie sprawca dostał właśnie pracę w municypalnej spółce Agencja Rozwoju Aglomeracji Wrocławskiej SA (a nie mówiłem?!?!?!). "Wyborcza" nie pisze na jakimż to odpowiedzialnym odcinku pracować będzie p. Żarski, aczkolwiek biorąc pod uwagę, że ARAW SA jest jeszcze jedną wesołą spółką -- podobnie jak np. Inwestycje Wrocławskie -- służącą do przelewania z próżnego w puste (jakby na to nie patrzeć nie ma ani aglomeracji, ani rozwoju) -- należy przypuszczać, że robota będzie akuratna.

Interesująco natomiast wygląda argumentacja prezesa ARAW, którego zapytano o to dlaczego zdecydował się zatrudnić osobę, na której ciąży podejrzenie popełnienia przestępstwa urzędniczego. Oto zdaniem p. Dariusza Ostrowskiego "Nawet jeśli ktoś zrobił coś źle, to nie oznacza, że jest złym człowiekiem. Jeśli nawet dopuścił się jakiegoś działania nieetycznego, nie może to oznaczać, że ma on emigrować poza teren Wrocławia czy Polski".
To typowe odwracanie kota ogonem: po pierwsze nie mówimy o działaniu nieetycznym, lecz o przestępstwie -- i to przestępstwie popełnionym przez urzędnika, w związku z zajmowanym przezeń stanowiskiem! -- a w dodatku nikt nie mówi o jakiejkolwiek emigracji.

Wszystko zależy rzecz jasna od tego jakiego rodzaju stanowisko powierzono p. Żarskiemu. Jeśli ma być portierem, to nie widzę przeszkód. Jeśli jednak o zatrudnieniu przesądził wysoki poziom merytoryczny ex-asystenta prezydenta Dutkiewicza -- a wierzę, że tak jest -- to gratuluję spółce ARAW lekkości w ważeniu rodzaju przewin, które zarzuca się temu panu.

PS lepszy cytat ma TuWroclaw.com: "nas interesują kompetencje i efekty. Mężczyzna, o którym rozmawiamy, ma świetne kompetencje: nie tylko zna języki, ale co ważniejsze, posiada umiejętności z tak zwanego networkingu, czyli umie poruszać się w negocjacjach. Zatrudniając go oszczędzamy czas na szkolenia" (Tomasz Gondek, dyrektor z ARAW).
Zaiste, różnie można interpretować słowo "kompetencje", ale "efekty" zawsze będą takie same. Na przykład wrażenie, że we wrocławskich miejskich spółkach zatrudnia się osoby podejrzane o popełnienie przestępstw urzędniczych.

Komentarze (15)
Jak to z tym wyciekiem z Urbancard i agitspamem było
 Oceń wpis
   

Otrzymuję sporą liczbę listeli z pytaniami o rozwój wypadków po wycieku ze zbioru danych osobowych Wrocławskiej Karty Miejskiej -- skutkiem czego tysiące użytkowników Urbancard otrzymało spam agitacyjny -- oraz planowanymi przeze mnie krokami prawnymi. Postanowiłem zatem podzielić się z P.T. Czytelnikami tym, co udało mi się dotąd -- przy użyciu standardowych narzędzi prawnych -- ustalić.

Idąc od końca: wyciągnięcie z Freshmail informacji kto powierzył im do przetwarzania moje dane osobowe zajęło mi kilka godzin i wymianę paru listeli. W sumie początkowo, ze względu na tajemnice biznesowe, odmówiono mi tej wiedzy, jednak -- chcę wierzyć, że nie tylko ze względu na ryzyko sankcji karnej (art. 54 ustawy o ochronie danych osobowych) -- otrzymałem informację, że zlecającym wysyłkę była spółka Ideacto sp. z o.o. z siedzibą we Wrocławiu.
W kontekście wycieku danych i nieautoryzowanej agitacji politycznej Freshmail nie poczuwa się do odpowiedzialności -- i w sumie całkiem słusznie, zakładając rzecz jasna, że z powierzonymi do przetwarzania danymi osobowymi postępuje się tam jak należy (mam na myśli np. usunięcie całego zbioru, który został rzekomo przekazany wyłącznie do jednorazowej wysyłki).
Można natomiast mieć pewne zastrzeżenia do samej formy wiadomości: nie była to wprawdzie informacja handlowa w rozumieniu UoŚUDE, co nie zmienia jednak faktu, że nadawca powinien wyraźnie wskazać w jej treści kto ją wysłał i na czyje zlecenie.

(Na marginesie: ów Freshmail ma ogólny problem informacyjny: treść stronki kontakt kwalifikuje się na grzywnę ze względu na brak danych usługodawcy (tj. art. 23 w zw. z art. 5 ust. 2 pkt 2 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną) -- nie powinno być tak, byśmy się wszystkiego musieli dowiadywać ze strony GUS.)

Jako się już rzekło udało się ustalić, iż bezpośrednim zleceniodawcą wysyłki była wrocławska spółka Ideacto.W oparciu o ten sam art. 32 UoODO zwróciłem się do nich -- jako do procesora danych -- z żądaniem udzielenia informacji kto jest administratorem danych, który powierzył realizację wysyłki do określonego zbioru danych osobowych.
I tym razem uzyskanie odpowiedzi zajęło troszkę czasu (nie mam pojęcia dlaczego proste pytanie tak paraliżuje podmioty zaangażowane w przetwarzanie danych osobowych?!), jednak po paru godzinach dowiedziałem się, że wprawdzie spółka nie uważa, by art. 32 ustawy dotyczył procesora danych (błąd, procesora nie dotyczy art. 33 ustawy, ale art. 32 -- pozwalający przecież właśnie namierzyć podmiot, który inicjuje całą operację gromadzenia i przetwarzania naszych danych osobowych -- jak najbardziej określa obowiązki procesora; polecam także wiadomy komentarz BiM, str. 678, teza 1), jednak jako także pokrzywdzona w sprawie zdecydowała się na poinformowanie, iż zlecającym przeprowadzenie spamerskiej kampanii agitacyjnej był p. Jan Żarski.

(Tu kolejna dygresja, nieco poza tematem ochrony danych osobowych i tego co ja, jako pokrzywdzony, mogę: jakim cudem Ideacto mogło przyjąć od jakiegoś Pana Żarskiego, który jak sądzę nie mógł wyglądać jak administrator danych osobowych, zlecenie na przetwarzanie danych osobowych? Jakim cudem można zamówić wysyłkę takiego mejlingu, i zgodzić się, by zlecający przeprowadzenie kampanii ukrył się pod kryptonimem "Michał Kadyński"? Rozsądnemu człowiekowi w takich momentach chyba naprawdę zaświeciłaby się jakaś lampka ostrzegawcza... No i ostatnia ciekawostka: ciekawym jak wyglądała faktura wystawiona na p. Żarskiego -- i jak teraz on za to wszystko zapłaci?)

Tak czy inaczej, mając niezbędną wiedzę, mogłem wykonać dalsze kroki: do administratora danych posłałem (z kopią do procesora, stąd pewnie rzecznik prasowy Mennicy Polskiej ma mój adres poczty elektronicznej) żądanie zaprzestania przetwarzania niektórych danych osobowych zgromadzonych w zbiorze użytkowników Wrocławskiej Karty Miejskiej oraz udzielenia paru informacji, w tym o tym komu moje dane zostały przekazane. Zaś do Prokuratury Rejonowej Wrocław-Stare Miasto przesłałem wniosek ws. statusu pokrzywdzonego w sprawie (art. 49 kodeksu postępowania karnego) oraz zamiaru działania w charakterze oskarżyciela posiłkowego (art. 53 kpk) -- oczywiście zdaję sobie sprawę, że oświadczenie to składa się dopiero po wniesieniu aktu oskarżenia, ale wydaje mi się, że lepiej będzie, jeśli prokurator będzie miał świadomość, że oto pokrzywdzony zamierza dość czynnie brać udział w sprawie.

Jak będę wiedział coś więcej, nie omieszkam poinformować P.T. Czytelników za pośrednictwem Lege Artis.

Komentarze (6)
1 | 2 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-05-18 07:28
polokolo:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Hmmm.... a ciekawe czy strony prywatne też "podpadają" pod klauzule niedozwolone? Czy je też[...]
2012-05-16 16:07
Polak który ciężką :
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Ty kurwo!!!!!! Jak ktoś próbuje uczciwie zarabiać na chleb ale nie zna milionów przepisów to[...]
2012-05-15 17:07
fat:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
A dzisiaj nie można wypłacić pieniążków bo 'mają awarię systemu' ... nikt nie wie kiedy[...]
2012-05-15 11:38
jamto:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Raz jeszcze o Wedlu. Zapraszam do poczytania jak to Wedel klientów w @$#@# robi :)[...]
2012-05-07 16:29
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
I kamizelkę kuloodporną w razie zapuszczania się w tereny zalesione- zawsze może znaleźć się[...]
2012-05-07 15:56
handel emisjami:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
No ale obowiązek jazdy na rowerze w kasku mogliby wprowadzić, czemu nie? I w ochraniaczach na[...]
2012-05-04 23:29
2222:
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
moze zabrac
2012-05-03 10:53
robal_pl:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Akurat swiatla to na prawde powinien miec wlaczone jesli jedzie po drodze. I generalnie[...]
2012-04-30 17:57
rocket00:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Pani Rakieta? :)
2012-04-30 15:29
zjadacz_mleczka:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
rotfl dokladnie, pozwac - z banku mozna wydrzec miliony!!! A ja tam chromole wedla w p...e[...]
2012-04-30 14:35
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Dajże jakiegoś wpisa Olgierd bo ja (a domniemam że mógłbym użyć "my") czekam wyposzczony.
2012-04-27 14:41
QM music:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
problematic nie jest podstawiony, faktycznie Spółka QM music prowadzi wiele spraw zarówno[...]
2012-04-25 12:38
m852:
Jak pozwać Polbank i nie dać się zwariować ;-)
Mam do Pana pytanie. Zawarłam umowę ubezpieczenia komunikacyjnego z Axa Direct odddział w[...]
2012-04-24 21:13
Alabama:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
i jak sie to skonczylo?
2012-04-20 18:13
złość:
Zagraj to jeszcze raz na KOBIZE, Sam
dobrze, że tutaj można znaleźć wyjaśnienia Kobize, na oficjalnej stronie już ich nie ma! Jak[...]
2012-04-17 21:10
69motor@gmail.com:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Witam wszystkich Dzisiaj moja małżonka dostałą pismo z w/w "Stowarzyszenia". Podana jest[...]
2012-04-16 14:08
rtyrty:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
to lipa
2012-04-13 09:49
sodoma:
Internet z siedzibą w Warszawie
A do mnie dzwoniła Pani z TPSA i mówiła, że chce ze mną porozmawiać jako z właścicielem internetu :D
2012-04-12 22:02
bartoszcze.of.gazeta:
Internet z siedzibą w Warszawie
Widocznie to w Warszawie ten internet wydrukowali.
2012-04-11 17:02
huxxx:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
myślę, że "problematic" jest podstawiony do pisania takich bzdur!!!!
2012-04-10 20:14
Zołtar :
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
Pan Puczydłowski nie jest radcą prawnym czy adwokatem nie ma nawet wykształcenia prawniczego,[...]
2012-04-10 15:23
Mathev:
Ostatni dzień na zadbanie o własną prywatność w Google
U była włączona a nie bratam się z google. Samoistnie zadziałała. w każdym razie blog ma nowego[...]
2012-04-10 14:16
Morg_:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
@adam....z Może jakiś rowerzysta przejechał panu posłowi po palcach? ;-)
2012-04-09 20:28
problematic:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Mój dziadek, który płaci za internet w domostwie gdyż na niego był tel w TP dostał wezwanie na[...]
2012-04-07 01:29
adam....z:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Ale dlaczego tylko rowery? Przecież użytkownicy innych środków poruszania się też sprawiają[...]