W sumie nie po raz pierwszy dochodzę do wniosku, że minister czy gliniarz (były gliniarz) -- pojęcie o prawie ma niewielkie, a i gadać z sensem też nie zawsze musi. No ale co zrobiłby taki nieszczęsny domorosły felietonista gdyby nie strzały polityków, którzy mało wiedzą, ale dużo ględzą.
Jak donoszą media, a ja przepisuję za Vaglą, minister Adam Rapacki, ale nie ten od planu Rapackiego, lecz były generał policji, miał się wyrazić na temat obowiązującego prawa per:
"Chociażby Grupa Internet przygotowała kilka propozycji rozwiązań ustawowych, nad którymi będziemy za chwilę musieli się zastanowić, a między innymi wyeliminowanie tego dozwolonego użytku, który pozwala ściągać na przykład pliki muzyczne i przechowywać u siebie. To jest tak, jakbyśmy dali przyzwolenie na dokonywanie kradzieży raz w miesiącu... To można w podobny sposób porównywać ten dozwolony użytek, który dzisiaj jakby nie jest przestępstwem."
W sumie skandal, bo jak nazwać słowa urzędującego jeszcze (piszę "jeszcze", chociaż wiem, że w Polsce włos z głowy za taką wypowiedź nie spadnie) wiceministra Spraw Wewnętrznych i Administracji, który przestępstwem nazywa instytucję prawną zagwarantowaną ustawowo i w traktatach międzynarodowych, których Polska jest stroną?
Ustawodawca dozwolonemu użytkowi poświęcił kilkanaście artykułów w przepisach ustawy o prawie autorskim i prawach pochodnych -- a minister Rapacki i tak wie swoje.
Konwencja Berneńska o ochronie dzieł literackich swoje, Konwencja Rzymska o ochronie wykonawców, producentów fonogramów oraz organizacji nadawczych swoje (i wiele innych swoje) -- a minister Rapacki na to: "pomidor".
Jesteście ciekawi czego wiceminister SWiA nie wie o zjawiskach, które są przyzwoleniem na dokonywanie kradzieży raz w miesiącu, co dzisiaj jakby nie jest przestępstwem?
O na przykład tego, że:
Bez zezwolenia twórcy wolno nieodpłatnie korzystać z już rozpowszechnionego utworu w zakresie własnego użytku osobistego. (...) Zakres własnego użytku osobistego obejmuje korzystanie z pojedynczych egzemplarzy utworów przez krąg osób pozostających w związku osobistym (...) -- art. 23 pr.aut.
albo że:
Dozwolone jest przetaczanie cytatów z dzieła już legalnie udostępnionego odbiorcom, pod warunkiem że jest to zgodne z przyjętymi zwyczajami i w stopniu uzasadnionym przez zamierzony cel, a także cytatów z artykułów, zamieszczonych w dziennikach i czasopismach, w formie przeglądów prasy.
Ustawodawstwu (...) zastrzega się możliwość zezwolenia na publiczne rozpowszechnianie, za pomocą środków przekazu przewodowego, artykułów na aktualne tematy (...) -- art. 10-10bis Konwencji Berneńskiej
albo że:
Umawiające się Państwo może przewidzieć w przepisach swojego prawa krajowego wyłączenie z ochrony zagwarantowanej przez niniejszą konwencję w zakresie prywatnego użytku (...) -- art. 15 Konwencji Rzymskiej o ochronie wykonawców, producentów fonogramów oraz organizacji nadawczych
albo że:
Państwa Członkowskie mogą ustanowić ograniczenia praw określonych w rozdziale II w następujących przypadkach: dla użytku prywatnego (...) -- art. 10 dyrektywy 92/100/EWG w sprawie prawa najmu i użyczenia oraz niektórych praw pokrewnych prawu autorskiemu w zakresie własności intelektualnej
(i wiele, wiele innych, co zresztą dowodzi, że im więcej przepisów, tym ciemniej pod latarnią).
Myślę, że w ramach dokształtu departament prawny MKiDN mógłby podesłać MSWiA jakiegoiś bryka na temat prawa autorskiego ;-) zaś minister Rapacki mógłby na przyszłość zdecydowanie rozsądniej ważyć swoje wypowiedzi.
Wrzucając nas wszystkich -- korzystających z ustawowych uprawnień (a może jednak wolności? może faktycznie zasadą jest wolność dostępu do dóbr kultury, a odstępstwem ograniczanie tejże swobody koncepcją praw majątkowych?!) do jednego wora z jakimiś przestępcami, minister Rapacki naprawdę mnie uraził.