Moc dowodowa prywatnych opinii w toku procesu
 Oceń wpis
   

"POLITYKĘ" lubię i czytam dość często od lat (chociaż czasem mnie drażni -- na szczęście rzadko nijakością, jak np. felietoniści "Wprost"), jednak za każdym razem pojawiający się tam błąd rzeczowy boli mnie wyjątkowo.

Niedawno (w nrze 37(2824) z 7 września 2011 r.) padło na tekst "Żyje z opinii" Piotra Pytlakowskiego (skądinąd jednego z najmocniejszych piór POLITYKI), w którym pochylił się on nad losem pokrzywdzonej przez medyków pacjentki, która zdecydowała się na wytoczenie im sprawy w sądzie -- przy współpracy jakiegoś tam Zakładu Usług Medycznych i Opinii Cywilnych Medicum – Opinia.
W dużym skrócie: dr Ryszard Frankiewicz, lekarz z Tarnowa, zobowiązał się do sporządzenia -- za pieniądze, na zlecenie powódki -- opinii na temat leczenia, którą ta przedstawiła sądowi w toku procesu. Ale sędzina -- na pewno jakaś niedobra sędzina -- "nie dopuściła opinii pozaprocesowej dr. Frankowicza. – Powiedziała, że dla niej to żadna opinia, nie ma związku ze sprawą. Pytała: A doktor Frankowicz jako kto ma tu występować?" Skutkiem tego pokrzywdzona sprawę przegrała, co pozwala Piotrowi Pytlakowskiemu na postawienie tezy, iż "w gruncie rzeczy klienci Doktora biorą udział w loterii. Jeśli wygrywają, to razem z dr. Frankowiczem. Jeśli przegrywają, to samotnie".z kodeksu postępowania cywilnego:
art. 230. Gdy strona nie wypowie się co do twierdzeń strony przeciwnej o faktach, sąd, mając na uwadze wyniki całej rozprawy, może fakty te uznać za przyznane.
art. 232. Strony są obowiązane wskazywać dowody dla stwierdzenia faktów, z których wywodzą skutki prawne. Sąd może dopuścić dowód nie wskazany przez stronę.
art. 233. § 1. Sąd ocenia wiarygodność i moc dowodów według własnego przekonania, na podstawie wszechstronnego rozważenia zebranego materiału.
§ 2. Sąd oceni na tej samej podstawie, jakie znaczenie nadać odmowie przedstawienia przez stronę dowodu lub przeszkodom stawianym przez nią w jego przeprowadzeniu wbrew postanowieniu sądu.
art. 244. § 1. Dokumenty urzędowe, sporządzone w przepisanej formie przez powołane do tego organy władzy publicznej i inne organy państwowe w zakresie ich działania, stanowią dowód tego, co zostało w nich urzędowo zaświadczone. (...)
art. 253. Jeżeli strona zaprzecza prawdziwości dokumentu prywatnego albo twierdzi, że zawarte w nim oświadczenie osoby, która je podpisała, od niej nie pochodzi, obowiązana jest okoliczności te udowodnić. Jeżeli jednak spór dotyczy dokumentu prywatnego pochodzącego od innej osoby niż strona zaprzeczająca, prawdziwość dokumentu powinna udowodnić strona, która chce z niego skorzystać.
Art. 245. Dokument prywatny stanowi dowód tego, że osoba, która go podpisała, złożyła oświadczenie zawarte w dokumencie.
Art. 278. § 1. W wypadkach wymagających wiadomości specjalnych sąd po wysłuchaniu wniosków stron co do liczby biegłych i ich wyboru może wezwać jednego lub kilku biegłych w celu zasięgnięcia ich opinii. (...)
Art. 282. § 1. Biegły składa przed rozpoczęciem czynności przyrzeczenie w następującym brzmieniu: "Świadomy znaczenia mych słów i odpowiedzialności przed prawem przyrzekam uroczyście, że powierzone mi obowiązki biegłego wykonam z całą sumiennością i bezstronnością". (...)

Niestety, wydaje mi się, że tym razem red. Pytlakowski dał się wpuścić zmartwionej kobiecie na manowce -- i nie do końca odrobił zadanie domowe z kpc.

Po pierwsze nigdzie w tekście nie jest powiedziane, iżby dr Frankiewicz przedstawiał się jako "biegły sądowy" i mamił swoją klientkę skutkami zamówionej i zapłaconej przez nią opinii medycznej jak identycznymi ze skutkami opinii biegłego sądowego. A więc przyjmuję za pewnik, że nic takiego nie miało miejsca -- i bardzo dobrze, bo zgodnie z procedurą cywilną to sąd powołuje biegłego, jeśli się na czymś nie zna ("w wypadkach wymagających wiadomości specjalnych" -- art. 278 par. 1 kpc), to sąd odbiera przyrzeczenie od biegłego przed wykonaniem przezeń czynności dowodowych (art. 282 par. 1 kpc) -- i to sąd płaci biegłemu (art. 288 i 291 kpc -- chociaż oczywiście na koniec rachunek wystawia się przegrywającemu).

Natomiast każda ze stron ma -- powinna! -- w toku postępowania wyrażać jakieś opinie na temat materii objętej sporem, komentować stanowisko zawarte przez przeciwnika (ze skutkiem jak w art. 230 kpc!) i podpierać prezentowane tezy własnymi dowodami (które sąd traktuje jak każdy inny dowód pochodzący od strony -- art. 232 kpc). Sąd jest związany wyłącznie treścią dokumentów urzędowych (art. 244 kpc), natomiast dokument prywatny -- że pozwolę sobie wprost zacytować art. 245 kodeksu postępowania cywilnego -- stanowi dowód tego, że osoba, która go podpisała, złożyła oświadczenie zawarte w dokumencie.
Znaczy się: składając jakikolwiek dokument do sprawy strona "mówi czego chce" -- a sąd ma za zadanie ocenić jej stanowisko. I taka ocena -- podobnie jak każdy dowód -- podlega dalszej ocenie procesowej, w tym znaczeniu, że sąd, który "źle myśli" i tak wydaje orzeczenia -- może spotkać się z reprymendą w postaci skutecznej apelacji.

I tak pojawienie się w sądzie cywilnym w sprawie dotyczącej błędu lekarskiego bez jakichkolwiek materiałów byłoby błędem maksymalnym -- przeto jak rozumiem powódka, która może i średnio sobie radziła ze sprawą -- odwołała się do mistrza często-gęsto wzmiankowanego przez "Angorę".
Ale oczywiście: za stanowiskiem prywatnym wynikającym z prywatnej opinii sporządzonej przez lekarza, powinien iść jeszcze dowód w postaci opinii biegłego sądowego.

Raczej nie mają i nigdy nie miały z tym problemy orzekające sądy. I tak w orzeczeniu Sądu Najwyższego z 29 września 1956 r. (III CR 121/56) pojawił się pogląd, iż "Nie może być traktowana jako dowód w procesie opinia biegłego, choćby nim był stały biegły sądowy, sporządzona na piśmie na polecenie strony i złożona do akt sądowych" -- a to dlatego, że "kodeks postępowania cywilnego nie zna dowodu z pozasądowych oświadczeń znawców. Nie może zatem być traktowana jako dowód w procesie opinia biegłego, choćby to był stały biegły sądowy, sporządzona na piśmie na polecenie strony i złożona do akt sądowych".

Jeśli jednak kogoś miałby zaboleć ów 1956 rok, to sięgnijmy do nieco świeższego wyroku: i tak 11 grudnia 1997 r. ten sam Sąd Najwyższy stwierdził, że "złożona przez skarżącego ekspertyza stanowiła tylko wyjaśnienie, oparte na wiedzy specjalistycznej, stanowiska skarżącego w sprawie" (I CKN 385/97), a zatem jakby sąd posiłkował się nią jak dowodem w rozumieniu kodeksu postępowania cywilnego, to "oparcie orzeczenia na tej ekspertyzie stanowiłoby uchybienie temuż przepisowi mogące być podstawą apelacji czy też kasacji".

I warto jeszcze zwrócić uwagę na jeszcze jedno, pachnące świeżością orzeczenie Sądu Najwyższego mówiące o doniosłości procesowej prywatnych opinii: "Przedstawianie przez strony prywatnych opinii, do których stosuje się art. 253 k.p.c. jest zjawiskiem procesowym coraz częstszym. Niewątpliwie nie będąc dowodem z opinii biegłego stanowią one element materiału procesowego i powinny być udostępnione stronie przeciwnej. Prywatne ekspertyzy opracowane na zlecenie stron przed wszczęciem procesu, czy w jego toku są wyjaśnieniem, z uwzględnieniem wiadomości specjalnych, ich stanowiska. Prywatna ekspertyza może stanowić przesłankę przemawiającą za koniecznością dopuszczenia przez sąd dowodu z opinii innego biegłego" (wyrok z 2 lutego 2011 r., II CSK 323/10).

Komentarze (12)
Słyszę ciszę czyli o odsłuchiwaniu nagrań z rozpraw
 Oceń wpis
   

Warto czasem sprawdzić z pierwszej ręki co o wymyślnych nowościach -- jak na przykład nagrywanie rozpraw -- myślą praktycy, tj. sędziowie, których owo nagrywanie ma odciążyć jeśli chodzi o dyktowanie protokolantkom (hmm napisawszy to widzę, że w zasadzie warto byłoby jeszcze spytać protokolantki, ale mniemam, że ich głos mógłby być naturalnie wypaczony).

No więc byłem parę dni temu w sądzie i po pięciominutowej części formalnej -- kiedy Wysoki Sąd nie był już wysokim sądem, lecz po prostu sędzią -- przeszliśmy do dowcipów.
Najsamprzód zapytano mnie czy to w tym portalu Money.pl kiedyś obsmarowano sąd za to, że źle działała elektroniczna wokanda. Zgodnie z prawdą powiedziałem, że nie pamiętam -- i dobrze powiedziałem, bo już w domu będąc przekonałem się, że nikt z redakcji za to nie odpowiada. To była moja robota, za co się kajam ;-)

Zachęcony w ten sposób przeszedłem do kontrofensywy. Zauważywszy przykręcone do kontuarów mikrofony (z kablami niknącymi w wywalonych w kaflach podłogowych otworach (ładnie to nie wygląda, a budynek w sumie ledwie co zasiedlony przez wymiar sprawiedliwości) pozwoliłem sobie zapytać czy to jest już przygotowanie pod nagrywanie rozpraw? A skoro tak, to jak sobie sąd wyobraża odsłuchiwanie owych nagrań -- czy jest już jakaś sala odsłuchań, no i co zrobić jeśli przyjdzie na raz 5 pełnomocników, a co jeśli 15?

I co się okazuje? Nikt niczego sobie nie wyobraża. Pierwszy orzech do zgryzienia to kwestia przesłuchania dowodów (tak mi się ładnie to nazwało) w apelacji; no i fakt: dotąd nawet po pięciu pięćdziesięcio pięcio minutowych rozprawach przed składem lądowało najwyżej 20 stron protokołów ze słuchania stron i świadków, co można było w miarę łatwo ogarnąć rozumem. A teraz będzie 275 minut nagrań, z czego 245 to bezwartościowy biały szum, zaś z pozostałej półgodziny -- rzecz jasna rozłożonej mniej-więcej po równo na każdą z rozpraw -- będzie trzeba sobie wyłowić to, co ważne.

Ale to jeszcze pikuś. Najlepsze jest to, że jak się okazuje zrobić taką reformę -- czyli napisać (i go zareklamować) projekt ustawy i ją przegłosować, a nawet promulgować -- jest bardzo łatwo. Można nawet kupić i zamontować mikrofony i magnetofon.
Ale ponoć w ogóle nie ma sprzętu do odsłuchiwania tych nagrań. O tym nikt nie pomyślał.

Komentarze (13)
"U nas ten przepis się nie przyjął"
 Oceń wpis
   

Właśnie mi się przytrafiło coś, o czym chciałem już kiedyś napisać. To napiszę teraz.

Od zawsze fascynują mnie przypadki różnych przepisów -- dodajmy, że przepisów ściśle "urzędowych", tj. takich, których adresatem nie jest Polak-szarak, lecz jakiś organ -- które w zależności od tego kto się nim zajmuje, funkcjonują tak albo siak, zwykle dlatego, że (jak ponoć kiedyś mawiali na jakiejś aplikacji "u nas ten przepis się nie przyjął"). Niby mamy państwo jednolite (żadnej konfederacji bądź choćby federacji) -- ale jak przychodzi do stosowania prawa, to się okazuje, że co sąd to obyczaj.

Jeszcze niedawno mechanizm ten świetnie paraliżował część spółek, które -- zmuszone przez prawodawcę do zmiany kodów PKD -- występowały do KRS o wpisanie nowych danych, zaś ich wnioski były uwzględniane bądź odrzucane (po wezwaniu do uzupełnienia) -- wyłącznie w zależności od tego czy właściwy wydział mieści się w takim czy innym mieście.
Sęk w tym, że większość znanych mi wydziałów KRS wychodziła ze słusznego założenia, że skoro wymyślono takie prawo, że przedsiębiorca musi zmienić jakieś cyferki w rejestrze (i jeszcze zapłacić za to 650 złotych!), to nie można go zmuszać do odbycia walnego zgromadzenia udziałowców przed rejentem i wydawania dodatkowych pieniędzy. Operację tę przeprowadziłem w paru spółkach przed moim ulubionym Sądem Rejonowym dla Wrocławia-Fabrycznej VI Wydział Gospodarczy KRS -- i zawsze wyglądało to tak samo...

ale nie w Krakowie (i Warszawie), gdzie zdaniem referendarza zmiana PKD ma wpływ na przedmiot działalności spółki, zatem o nowe literki i cyferki można było wystąpić o tyle, o ile dokonało się zmiany umowy spółki. Za pieniądze, u rejenta.

Art. 782 kpc
§ 1. Klauzulę wykonalności nadaje sąd jednoosobowo na wniosek wierzyciela. Tytułowi wydanemu w postępowaniu, które zostało lub mogło być wszczęte z urzędu, sąd nadaje klauzulę wykonalności z urzędu.
§ 2. Nakazowi zapłaty sąd nadaje klauzulę wykonalności z urzędu niezwłocznie po jego uprawomocnieniu się.

§ 188 regulaminu urzędowania sądów
(...)
3. W razie nadania klauzuli wykonalności tytułowi egzekucyjnemu, przez sąd z urzędu, w adnotacji zamieszcza się wyrazy: "z urzędu".
4. W razie nadania klauzuli wykonalności nakazowi zapłaty, przez sąd z urzędu, tytuł wykonawczy pozostawia się w aktach sprawy, wydając go wierzycielowi jedynie na jego wniosek.
Drugi (dzisiejszy) przypadek brzmi: co sąd zrobi z prawomocnym i opatrzonym klauzulą wykonalności nakazem zapłaty wydanym w postępowaniu gospodarczym? Pośle do powoda? Będzie czekał na wniosek powoda?
Odpowiedź brzmi: zależy co to za sąd.

Większość znanych mi sądów (a ostatnio zapoznałem się z paroma wydziałami gospodarczymi) robi to, co (choćby w świetle postanowienia Sądu Najwyższego I CA 1/05) chyba należy robić: po uprawomocnieniu się orzeczenia nadawana jest magiczna klauzula i całość doręcza się powodowi. Nie trzeba się dowiadywać, prosić, wnioskować. Jest to konsekwencją art. 782 par. 2 kpc, zgodnie z którym "Nakazowi zapłaty sąd nadaje klauzulę wykonalności z urzędu niezwłocznie po jego uprawomocnieniu się" -- co SN słusznie zinterpretował w ten sposób, iż "Przepis art. 782 § 2 kpc nakłada na sąd obowiązek nadania nakazowi zapłaty klauzuli wykonalności z urzędu oraz doręczenia - także z urzędu -- tytułu wykonawczego wierzycielowi". Inaczej byłoby głupio: po co nadawać klauzulę z urzędu, a później wszywać dokument do akt i czekać na wniosek powoda?

Nie wszędzie jednak rozwiązania logiczne i zgodne z orzeczeniem Sądu Najwyższego zdołały się utrwalić -- co zresztą widać po lekturze owego wątku na forum pracowników sądów.
I tak dokładnie wczoraj przyszło mi dowiadywać się w wydziale gospodarczym krakowskiego SR o los pewnego nakazu zapłaty. Przemiła Pani w Sekretariacie odparła, że owszem, nakaz jest prawomocny, a jeśli chcę go otrzymać, to muszę wystąpić z piśmiennym wnioskiem -- tyle dobrego, że nie muszę go opłacać. Chcąc-nie-chcąc tak też uczyniłem, aby dziś się przekonać, że sąd był łaskaw wystosować postanowienie o nadaniu klauzuli prawomocności z urzędu, podając w uzasadnieniu, iż "z kolei wydanie tytułu wykonawczego następuje jedynie na wniosek wierzyciela (par. 188 ust. 4 rozporządzenia Ministra Sprawiedliwości z dnia 23.02.2007 r. -- regulamin urzędowania sądów powszechnych, Dz.U. 2007, nr 38, poz. 249".

Najlepsze jest to, że przepis funkcjonuje sobie w najlepsze od blisko 4 lat, praktyka jest jaka jest (czyli jest różna), petenci -- bo jak inaczej nazwać strony, które idą do sądu, by cośkolwiek z mozołem ustalić -- muszą uczyć się zwyczajów panujących w poszczególnych referatach...

Komentarze (12)
Jeszcze o zwrocie kosztów procesu nieprofesjonaliście
 Oceń wpis
   

Miesiąc po tym jak pisałem o problemie zwrotu kosztów procesu stronie reprezentowanej przez nieprofesjonalnego pełnomocnika -- wówczas P.T. Czytelnicy podpowiedzieli mi, bym zwrócił się o uzupełnienie wyroku w tym zakresie -- i oto jest odpowiedź... odmowna ;-) -- "sąd nie przyznał zwrotu kosztów postępowania, albowiem pozwany nie przedstawił (...) żadnego spisu wskazującego czy i jakie poniósł wydatki w rozumieniu art. 98 par. 2 kpc".

Moim zdaniem rzecz jasna postanowienie jest wadliwe: art. 98 par. 2 kpc nie nakłada na stronę nie reprezentowaną przez profesjonalnego pełnomocnika przedstawiania jakiegokolwiek spisu wydatków. Owszem, zgodnie z art. 109 par. 1 zd. 1 kodeksu postępowania cywilnego roszczenie o zwrot kosztów wygaśnie, o ile strona w odpowiednim czasie nie złoży spisu kosztów lub nie zawnioskuje o zasądzenie kosztów "według norm przepisanych" -- jednakże już zd. drugie tej normy wyraźnie różnicuje pozycję procesową: "Jednakże o kosztach należnych stronie działającej bez adwokata, radcy prawnego lub rzecznika patentowego sąd orzeka z urzędu".

Jest dla mnie zatem jasne, że w myśl art. 109 par. 1 kpc w przypadku strony reprezentowanej przez nie-profesjonalistę sąd powinien orzekać o kosztach niezależnie od tego, czy strona złożyła spis kosztów, czy też tego nie uczyniła; powinien o tym orzekać  z  u r z ę d u.
To logiczna konsekwencja zróżnicowania pozycji procesowej wynikającej z użycia frazy "jednakże". Jednakże z komentarzy pod poprzednim wpisem wnoszę, że przepis ten się po prostu nie przyjął ;-)

postanowienie o odmowie przyznania kosztów

Nie wiem jeszcze co z tym zrobię; na dziś mogę powiedzieć -- jak to mówią w telewizji -- iż rozważam zaskarżenie orzeczenia, a to z tego względu, że serce mnie boli, że w tym zakresie sąd nie podzielił stanowiska strony pozwanej.

Komentarze (28)
Nieprofesjonalny pełnomocnik a zwrot kosztów procesu
 Oceń wpis
   

I jeszcze raz (może ostatni...) o sprawie, którą zanudzam P.T. Czytelników od początku tygodnia: dutki, dutki. Bo przecież wszyscy wiedzą, że ludzie idą na prawo tylko dla kasy -- i nie jest inaczej nawet z tymi prawnikami, którzy po studiach decydują się na inną ścieżkę, niż aplikacja.

Dla takich ludzików jak ja -- to miło, że ustawodawca nie zapomniał o nas -- stworzono w kodeksie postępowania cywilnego przepis, dzięki któremu powinniśmy móc liczyć na coś więcej, niźli tylko słowa uznania. Mam na myśli art. 98 par. 2 kpc, który mówi, że strona prowadząca proces osobiście albo przez nieprofesjonalnego pełnomocnika powinna otrzymać -- oczywiście w przypadku wygranej sprawy -- zwrot kosztów procesu: koszty dojazdu do sądu oraz równowartość utraconych zarobków (ale już nie koszty ewentualnych odpisów z KRS, które sądy namiętnie sobie kolekcjonują). Przy czym ja nie muszę ani się prosić, ani też przedstawiać żadnych zestawień poniesionych kosztów -- zgodnie z art. 109 par. 1 kpc jeśli strona nie jest reprezentowana przez adwokata czy radcę prawnego, sąd powinien orzec o kosztach z urzędu.

z kodeksu postępowania cywilnego:
Art. 98. § 1. Strona przegrywająca sprawę obowiązana jest zwrócić przeciwnikowi na jego żądanie koszty niezbędne do celowego dochodzenia praw i celowej obrony (koszty procesu).
§ 2.  Do niezbędnych kosztów procesu prowadzonego przez stronę osobiście lub przez pełnomocnika, który nie jest adwokatem, radcą prawnym lub rzecznikiem patentowym, zalicza się poniesione przez nią koszty sądowe, koszty przejazdów do sądu strony lub jej pełnomocnika oraz równowartość zarobku utraconego wskutek stawiennictwa w sądzie. Suma kosztów przejazdów i równowartość utraconego zarobku nie może przekraczać wynagrodzenia jednego adwokata wykonującego zawód w siedzibie sądu procesowego.
(...)
Art. 109. § 1.  Roszczenie o zwrot kosztów wygasa, jeśli strona najpóźniej przed zamknięciem rozprawy bezpośrednio poprzedzającej wydanie orzeczenia nie złoży sądowi spisu kosztów albo nie zgłosi wniosku o przyznanie kosztów według norm przepisanych. Jednakże o kosztach należnych stronie działającej bez adwokata, radcy prawnego lub rzecznika patentowego sąd orzeka z urzędu.
(...)
Nie oznacza to, rzecz jasna, że jakieś pieniądze dostanie się na 100%. Sąd bierze pod uwagę przede wszystkim celowość i niezbędność poniesionych wydatków, no i łączna wysokość zasądzonych kosztów procesu nie może przekroczyć wysokości ewentualnego wynagrodzenia profesjonalnego pełnomocnika.
Może też się okazać, że sąd -- myślę, że zwłaszcza w sytuacji, kiedy strona nie musi daleko podróżować, a sprawa nie była długotrwała (nie powodując przez to absencji w pracy) -- w ogóle nie przyzna kosztów.

Zawsze powinno jednak dojść do rozstrzygnięcia o kosztach  z  ur z ę d u, nawet jeśli wygrywającym jest tylko jakiś magisterek w lichej marynareczce Pierre Cardin. Orzeczenie może brzmieć "a tym razem nic a nic się nie należy" -- ale powinno znaleźć swój ślad w wyroku.

Tymczasem sądy nagminnie zapominają o nałożonym na nie obowiązku. Bez względu na to, czy się przypomnieć i zaproponować nawet symboliczną kwotę, czy pozostawić rzecz do uznania w całości wymiarowi sprawiedliwości -- na zobowiązanie przegrywającej strony do zwrotu poniesionych wydatków nie ma co liczyć. Nie ma przy tym znaczenia, czy wygrywający był w sprawie powodem, a zatem miał niewątpliwie dobry powód do tego, by iść do sądu -- czy też został niesłusznie pozwany (jak w sprawie, o której pisałem w poniedziałek).

Nie ma także znaczenia czy przegrywającym jest bardzo duże przedsiębiorstwo, nieuczciwy kontrahent, czy przewrażliwiony czytelnik prasy -- tak jak przez moje ręce przewinęły się setki spraw tego rodzaju, tak koszty naocznie widziałem trzy razy: z czego dwa razy ewidentnie wpisane omyłkowo, bo tak było w szablonie (jak się dostaje 2400 zł przy nakazie zapłaty, to musi to być pomyłka) i raz, lata temu, kiedy dopiero po zażaleniu na koszty, po przedstawieniu spisu poniesionych wydatków, sąd pracy zasądził od przegrywającej -- wyjątkowo przebiegłej -- powódki śmieszne 50 złotych.

Prawdę mówiąc rozważam w sprawie wniesienie -- dla zasady -- zażalenia na koszty (art. 394 par. 1 pkt 9 kpc), bo przecież to, że chlebodawca poniósł wydatki związane z moim wyjazdem do Krakowa, nie oznacza, że nikt mu tych wydatków nie musi zwracać.

Komentarze (45)
1 | 2 | 3 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-02-08 21:53
olgierd:
"Słynne masło roślinne"
Odpoczywam :) Zaraz będzie nawet o tym tekst ;-) Nikt mnie nie zaprosił, na szczęście. Znów[...]
2012-02-05 11:27
tojaileśtamzrzędu:
"Słynne masło roślinne"
@Olgierd Troszkę offtopic. Olgierd zauważyłem ostatnio, że się zaniedbujesz, mało piszesz tych[...]
2012-02-04 16:01
ccichy:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Jezeli firma nie poinformowała o możliwości odstąpienia od umowy i nie zostawiła blankietu, to[...]
2012-02-04 15:48
ccichy:
Jak rozwiązać umowę zawartą we własnym domu?
Po polsku GŁUPI JASIU ZE WSI to się mówi -polska telekomunikacja. Jezeli odwrotnie to[...]
2012-02-04 11:51
Trzydziestoparolatek:
"Słynne masło roślinne"
Echh, wspomnienia. Uwielbialem ten smak w dziecinstwie. Rodzice cuda robili, zebym tego nie[...]
2012-02-02 10:50
howk:
Do 2 lat za podłączanie się do cudzych hotspotów
W sumie to wysyłanie niezabezpieczonego sygnału po za mury swojego mieszkania to to samo co[...]
2012-02-01 22:39
323dtrastfsc:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Ta firma jeszcze istnieje?
2012-02-01 10:34
smalcożerca:
"Słynne masło roślinne"
Polecam jeszcze ten artykuł http://wyborcza.pl/1,76842,6279638,Bambus_w_szynce.html
2012-02-01 10:08
smalcożerca:
"Słynne masło roślinne"
Wydaje mi się, że jak zostało to już wspomniane, nazwa "Masło roślinne" jest nazwą własną[...]
2012-01-31 20:56
kazn:
"Słynne masło roślinne"
@mmm777 Rozumiem, że tradycją handlową i zdroworozsądkową nazywasz po prostu oszustwa. @Lenon[...]
2012-01-31 17:13
kubia:
Opinie prawne ws. zmian w OFE to informacja publiczna
ciąg dalszy, czy dobrze rozumiem że nsa odwróciło wyrok?[...]
2012-01-31 15:06
Lenon Zawodowiec:
"Słynne masło roślinne"
Ja myślę, że geneza masła roślinnego jest nieco inna - masło to olej. Masło roślinne - to w[...]
2012-01-31 14:21
mmm777:
"Słynne masło roślinne"
@Piotr z Warszawy Bardzo byś chciał innych zanudzić... Jest to po prostu tradycja handlowa,[...]
2012-01-31 11:09
Piotr z Warszawy:
"Słynne masło roślinne"
Można sobie deliberować na temat masła roślinnego, lokat w złoto czy też innych świnek morskich[...]
2012-01-30 23:23
mmm777:
"Słynne masło roślinne"
Olgierdowi się nudzi.... Kotlety sojowe schabowe:[...]
2012-01-30 22:24
ktostamjakis:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
a pewnie, że odsyłają, przecież jak ktoś umieści jeden, dwa pliki a ściągnięcia są znikome lub[...]
2012-01-30 22:02
infolinka:
"Słynne masło roślinne"
Masło Roślinne za czasów mojego dzieciństwa, czyli jakieś 35 lat temu, moja ciocia emerytka[...]
2012-01-30 19:22
homo homini:
"Słynne masło roślinne"
Ale o co Sz.P. Olgierdowi chodzi właściwie? Jam człek na tyle wiekowy, że masło roślinne[...]
2012-01-30 16:57
bibong:
"Słynne masło roślinne"
A do tego piwo bezalkoholowe i schabowy z indyka. A Olgierd chyba czepia się użycia słów[...]
2012-01-30 14:51
PPM:
Tańczyć z diabłem przy świetle księżyca
niewinną umową dotyczącą obrzydliwego podrabiania przemysłowych znaków towarowych (i nie mającą[...]
2012-01-30 14:00
Daeris:
"Słynne masło roślinne"
Jak przez mgłę pamiętam, że gdy na studiach (Żywienie Człowieka na SGGW w Warszawie) mieliśmy[...]
2012-01-30 12:53
sędzia - ona:
"Słynne masło roślinne"
Może i Olgierd się czepia, ale ma rację, bo nazwa "masło" jest zastrzeżona dla produktów -[...]
2012-01-30 11:34
raj001:
"Słynne masło roślinne"
Moge tylko potwierdzic wpisy innych komentujących, że sie czepiasz. Może Tobie akurat ta nazwa[...]
2012-01-30 09:52
Piotr z Warszawy:
"Słynne masło roślinne"
@olgierd Czepiasz się :). Tak samo jak "masło śmietaknowe" ma zawartość tłuszczu ok 60%[...]
2012-01-30 09:43
masło roślinne:
"Słynne masło roślinne"
Przecież jest wyraźnie napisane, że roślinne i nie sądzę, aby ktokolwiek się pomylił i wziął to[...]