Zdaniem NCK "Raport Hausnera" groźny jak Guantanamo?
 Oceń wpis
   

Dziś będzie bez zbędnych wstępów.
Napisawszy kilka dni temu parę zdań na temat tajemniczego "Raportu Hausnera" i podejścia Narodowego Centrum Kultury do dóbr, które -- wydawać by się mogło -- zgodnie z przepisami należą do domeny publicznej, postanowiłem pójść za tropem. Zadałem rzecznikowi NCK parę pytań:

- Zgodnie z art. 4 pkt 2 prawa autorskiego nie stanowią przedmiotu prawa autorskiego (a więc nie podlegają ochronie) urzędowe dokumenty, materiały, znaki i symbole. Jaki jest Pańskim zdaniem charakter prawny raportu wykonanego na zlecenie organu administracji rządowej? - Czy nie będzie on urzędowym materiałem, do którego stosuje się przepis, co oznaczałoby, że dokument z mocy prawa pozostaje w sferze tzw. "public domain"?kto jest formalnie podmiotem zamawiającym wykonanie przez prof. Jerzego Hausnera raportu?
- Czy organ publiczny nie powinien zadbać, w każdym przypadku, także w sytuacji, kiedy wykonawcą jest podmiot bądź osoba nie będąca formalnie związana z organem, o należyte nabycie autorskich praw majątkowych, tak, aby stało się zadość dyspozycji art. 4 pkt 2 prawa autorskiego?
- Czy biorąc pod uwagę powyższe, zasadnym było żądanie usunięcia raportu z serwisu Wrzuta.pl, nawet jeśli w przekonaniu NCK bądź MKiDN nie był on ukończony bądź jego publikacja była przedwczesna?
- Na stronie zatytułowanej "Logo i księga znaku" znajduję informację, iż korzystający ze znaku NCK powinien przestrzegać zasad określonych w księdze znaku, a ponadto konsultować każde użycie z Zespołem ds. Promocji. Tu znów pytanie o rozumienie art. 4 pkt 2 prawa autorskiego: czy zdaniem NCK pojęcie urzędowego znaku czy symbolu nie obejmuje logotypu NCK? Dlaczego NCK stosuje środki oraz nomenklaturę właściwą raczej prywatnej korporacji, niż publicznej instytucji? I wreszcie: czy wobec powyższego przetworzenie znaku NCK jak na załączonym pliku oraz opublikowanie takiego znaku w internecie jest bezprawne, zaś osoba naruszająca prawa NCK może spodziewać się stosownych zarzutów?

Po kilku dniach milczenia NCK upomniałem się o swoje i oto odpowiedź jaką dostałem dziś z Centrum:

W związku z nieobecnością spowodowaną urlopem rzecznika prasowego, pana Michała Laszczkowskiego, w nawiązaniu do Pana maila z dnia 27 lipca 2009 roku uprzejmie informuję, że tzw. „Raport Hausera” (to jest raport opublikowany na stronie Kongresu Kultury Polskiej, wcześniej ujawniony na portalu wrzuta.pl) powstał w wyniku wspólnego projektu, który był realizowany przez Narodowe Centrum Kultury i Uniwersytet Ekonomiczny w Krakowie w wykonaniu umowy o wspólnym przedsięwzięciu. W związku z powyższym w opisanej sytuacji strony w/w umowy o realizacji wspólnego przedsięwzięcia nie są dla siebie zleceniodawcami (ale parterami).

Pozostałe podniesione przez Pana zagadnienia nie maja charakteru pytań z zakresu informacji publicznej, zawierają liczne sugestie o charakterze prawniczym (dyrektywy postępowania), które oczywiście są uwzględniane w bieżącej działalności NCK.

Ponadto zwracam uwagę, że w treści Pańskiego maila (zapewne przez pomyłkę) znajdują się stwierdzenia nieścisłe lub niezgodne z rzeczywistością; np. Pańskie pytanie o „charakter prawny Raportu wykonanego na zlecenie organu administracji rządowej” zawiera błędną tezę jakoby NCK był organem administracji rządowej z równoczesnym zapytaniem o zagadnienie prawne nie pozostające w związku z treścią raportu. 

Mając nadzieję, że niniejsza odpowiedź czyni zadość Pańskim oczekiwaniom, dziękując jednocześnie za zainteresowanie okazane działalności prowadzonej przez Narodowe Centrum Kultury pozostaję z poważaniem.

Jan Kowalski 

Nie będę ukrywał, że mam silne wrażenie, że ktoś chce mnie -- a pośrednio i P.T. Czytelników zainteresowanych tym na co wydawane są ich podatnicze pieniądze -- zrobić w balona. A ja bardzo nie lubię jak ktoś chce mnie robić w balona.

O opracowaniu zleconym przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego pisał już kilka dni temu Piotr Waglowski. Ba, do zapoznania się z 15 raportami sporządzonymi na zlecenie MKiDN zachęca oficjalny serwis Kongresu Kultury Polskiej; podobne sformułowanie pada na stronie NCK
Ba, o zamawiającym wprost piszą autorzy dwóch opracowań, które pozwoliłem sobie otworzyć -- o tańcu współczesnym (WTF??) oraz o wzornictwie.

Ale, ale: nawet gdyby było jednak tak, że NCK wykonałoby jakieś opracowanie wspólnie z Uniwersytetem Ekonomicznym w Krakowie, to jego obowiązkiem -- jako instytucji publicznej -- jest udostępnienie materiałów w sposób określony przepisami prawa. Podobny obowiązek ciąży na MDKiN, i to także niezależnie od tego, czy dokumenty tworzą urzędnicy w godzinach pracy, czy też ich wykonanie powierzone jest w ramach outsourcingu podmiotom zewnętrznym (a może poprosimy Piotra, żeby w komentarzu napisał czy w jego umowie jest klauzula, na podstawie której przeniósł prawa do swojego raportu na MKiDN?)

Więc pytam się jeszcze raz: kto zamawiał raport i dlaczego w oficjalnych informacjach mówi się o Ministrze Kultury, jednak na wycieknięte materiały w serwisie Wrzuta.pl polowało już NCK? 

Druga sprawa: oczywiście, że częściowo pytania te nie mają nic wspólnego z zakresem informacji publicznej. Ale ja nie zadawałem tych pytań na podstawie tejże ustawy: pytania padły na podstawie art. 4 ust. 1 prawa prasowego, zatem "Organy państwowe, przedsiębiorstwa państwowe i inne państwowe jednostki organizacyjne" mają obowiązek udzielić mi na te pytania odpowiedzi.
Czy pytanie o kontekst art. 4 pkt 2 prawa autorskiego jest tak trudny, że trzeba się zasłonić beztreściowym zdaniem o "licznych sugestiach o charakterze prawniczym (dyrektywach postępowania)"??! Przecież pytałem właśnie o pogląd NCK dotyczący praw do opracowań -- co zatem ma oznaczać myśl, iż są one "oczywiście uwzględniane w bieżącej działalności NCK"??

Tak czy inaczej zdecydowałem się zadać p. Kowalskiemu jeszcze jedno pytanie (dla uproszczenia), a brzmi ono: 

Czy zdaniem NCK do dokumentów, znaków i innej twórczości powstałej w związku z wykonywaniem przez NCK powierzonych zadań, bez względu na to, czy wytworzył je NCK własnymi siłami, czy też wspólnie z innymi podmiotami bądź na zlecenie NCK wytworzyły je inne osoby, ma zastosowanie art. 4 pkt 2 ustawy o prawie autorskim i prawach pochodnych regulujący instytucję tzw. "public domain"? 

Ale nie będę ukrywał, że jestem raczej czarnowidzem. Ministerstwo Kultury najwyraźniej traktuje ten cały cyrk z raportami jak dochodzenie w sprawie Guantanamo, albo -- minister Zdrojewski też chce mieć swoje tajemnice (może pozazdrościł Gradowi zamieszania wokół sprzedaży stoczni?)
A z tępym uporem urzędników wygrać jest jednak trudno. Łatwiej szło mi pisanie felietonów ;-)

Komentarze (17)
Tajny raport Hausnera. Ktoś się dobrze bawi za naszą kasę.
 Oceń wpis
   

Kolejny ciekawy temat z cyklu: ktoś się dobrze bawi za nasze pieniądze, a nam nic do tego. Chodzi o kolejną doskonałą zabawę rządu, który tym razem zlecił prof. Jerzemu Hausnerowi wykonanie "Raportu o stanie kultury", a następnie -- w iście bondowskim stylu -- utajnił efekt jego pracy.

Sam w sobie raport mnie ani ziębi ani grzeje. Ot, kolejne marnotrawienie publicznej kasy na przelewanie z próżnego w puste; źe aż znów chce się przypomnieć Kisiela, który mawiał, że ludzie zapomnieli, że herbata robi się słodka nie od samego mieszania.

Natomiast niezwykle interesujące jest podejście urzędników administrujących naszą kulturą do tego czym ów raport jest i co z tego w zasadzie wynika.
Zaczęło się od wycieku nieujawnionego wcześniej raportu do sieci (pojawił się w serwisie Wrzuta, o czym pisał m.in. Vagla sugerując, że mógł to być wyciek). Sugestie okazały się trafne -- na stronie inicjatywy Indeks 73 można przeczytać o polowaniu, jakie Narodowe Centrum Kultury i Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego urządzili na "nielegalne" kopie raportu.

A dziś czytam w Wyborczej słowa rzecznika prasowego NCK, p. Michała Laszczowskiego, który miał powiedzieć, że to administracja ma prawa autorskie do raportu, więc administrator Wrzuta.pl musiał dane te usunąć.

Przypomnijmy, że zgodnie z art. 4 pkt 2 prawa autorskiego nie stanowią przedmiotu prawa autorskiego urzędowe dokumenty, materiały, znaki i symbole. Dokumentem urzędowym jest to, co pochodzi od organów państwa i jest efektem wykonywania przezeń obowiązków nałożonych przepisem prawa. Urzędowym materiałem będzie natomiast -- cytuję mój ulubiony komentarz, który cytuje wyrok NSA w Krakowie z 19 lutego 1997 r. (I SA/Kr 1062/96) -- "wszystko, co nie będąc "dokumentem", jest "urzędowe", zaś "cechę tę materiał może uzyskać wówczas, gdy pochodzi od urzędu albo dotyczy sprawy urzędowej, bądź wreszcie dlatego, że powstał w rezultacie procedury urzędowej" (Zakamycze 2005, s. 135).

Najprościej mówiąc: wolą ustawodawcy jest, iżby cała twórczość urzędowa -- czytajcie dokładnie: nie tylko dokumenty, ale i materiały, a ponadto znaki i symbole -- nie mogła być, pod żadnym pozorem, zawłaszczona przez żadnego urzędnika, lecz wpadała z mocy prawa do domeny publicznej, tak, aby każdy mógł z dóbr tych korzystać bez skrępowania i bez konieczności odprowadzania jakichkolwiek tantiem.
To dość rozsądne, zwłaszcza biorąc pod uwagę okoliczność, że to przecież my -- podatnicy -- płacimy za tę całą twórczość.

Tymczasem zamawiający wykonanie raportu żądają jego usunięcia ze strony serwisu, gdzie każdy może nieodpłatnie korzystać z rozpowszechnionych danych, bo -- zacytujmy lapsus rzecznika prasowego NCK -- "mamy do nich prawa autorskie".

Zaczynam się zastanawiać: jakie wyobrażenie o obowiązującym prawie autorskim ma rzecznik prasowy instytucji, na której -- zobaczcie sami na stronie -- spoczywa aż tyle powinności w zakresie upowszechniania dóbr kultury?!
Ale co tam raport. Jak zauważyliście lubię ilustrować każdy wpis jakimś obrazkiem, zwykle jest to coś na 300 pix szerokości, w lewym górnym rogu, najchętniej jakieś logo, czasem coś jumanego. Ten wpis postanowiłem zilustrować logiem Narodowego Centrum Kultury. Poszukałem, a tu taki zonk:

Identyfikacja graficzna NCK

Pro­si­my o sto­so­wa­nie za­pi­sów za­war­tych w "Księ­dze znaku". Lo­go­ty­py i "Księ­ga" znaj­du­ją się w za­kład­ce "Ma­te­ria­ły".

Każde uży­cie lo­go­ty­pu NCK na­le­ży kon­sul­to­wać z Ze­spo­łem ds. Pro­mo­cji.

Czyli co? Art. 4 pkt 2 wymienia wśród urzędowych rzeczy należących do public domain także "urzędowe znaki i symbole", jest także przecież cały kawałek ustawy poświęcony dozwolonemu użytkowi, ale NCK wymaga ode mnie, abym każde użycie logotypu konsultował z Zespołem ds. Promocji?!?!

Niestety, proszę mi wybaczyć -- godzina już późna, nie mogłem się dodzwonić do nikogo z zespołu promocji, więc pozwoliłem sobie twórczo przetworzyć logo NCK (uwaga: remix ów został rozpowszechniony na licencji "a bierzcie i korzystajcie") we własnym zakresie, bez pytania, bez zgody.

Komentarze (13)
Bezpłatna reklama (Catholic School Girls Rule)
 Oceń wpis
   
§ 1. W ramach odchamiania czytelników tego blogaska, idąc na fali wczorajszego wpisu o konferencji Kultura 2.0, postanowiłem zareklamować najnowszy (już siódmy) numer magazynu Histmag.

Przychodzi mi to o tyle prościej, iż możecie znaleźć w nim moje dywagacje nt. państwa przyjaciela. Ogólnie nie odbiegają one zasadniczo od tego, co chcę przekazać Państwu przy pomocy tego - i innego - przekaziora, ale zawsze warto zobaczyć co Wasz Ulubiony Autor ma do powiedzenia i czy może nie kręci pisząc w innych miejscach, prawda?

Zatem: klikajcie i czytajcie. Komentować możecie u mnie, z przyjemnością.


§ 2. A ponieważ idzie nam kolejny długi weekend i nie wiem na ile będzie mi pod rękę klepać w klawiaturę przez te wszystkie dni, na osłodę chciałem Państwu zapodać pewien fajny kawałek z jutjubki. Tego tworu korporacji telekomunikacyjnych, które chcą Wam w ten sposób wcisnąć ten cały broadband.

A zatem zapraszamy na scenę The Red Hot Chilii Peppers i "Catholic School Girls Rule", czyli dobry kawałek z czasów, kiedy ten zespół był jeszcze młody i naprawdę bezkompromisowy, nie to co dziś:


Komentarze (0)
Kultura przymiotnikowa
 Oceń wpis
   
Uwielbiam takie imprezki. Wrocławska konferencja Kultura 2.0 - część festiwalu Prix Visionica - utwierdziła mnie w przekonaniu, że mam dobry gust. Z tym się po prostu trzeba urodzić.

Zacznę od sprawy, która wzbudziła najwięcej kontrowersji - skoro pisze o tym Wojtek Orliński, to rzecz musi być kontrowersyjna, nawet gdyby taka nie była. Panel prowadzony przez WO, w którym udział wzięli Fisz (lubię) oraz Alexander Bard, szwedzki bard, znawca i producent muzyczki pop (nie znam i pewnie nie poznam - za popikiem nie przepadam).

Kontrowersja - chciałbym dodać cudzysłów, ale podaruję to sobie - polega na tym, że Bard, widząc, że publika nieco przysypia, postanowił ją nieco rozruszać, rzucił przeto kilka bon motów o tym jak to katolicyzm i Jan Paweł II przeszkadzają Polakom w byciu sexy - i opanowaniu przez to międzynarodowej sceny muzycznej. Cuda, cuda, ale weźmy poprawkę na to, że - skądinąd dowcipnego chyba człowieka - może cechować protestanckie podejście do papizmu (na marginesie: warto pamiętać, że Królestwie Szwecji katolicyzm jeszcze niedawno był karany śmiercią), podlane jego umiłowaniem do gejowskiej sceny popmuzycznej.

Wojtek Orliński wpada w zachwyt - pomijając całkowicie to, co miał do powiedzenia Fisz - a moim zdaniem właśnie jego słowa były o wiele ciekawsze i bardziej obrazoburcze. Sęk w tym, że buntownik Bard jest tak naprawdę przedstawicielem popkulturowego mainstreamu (mainstream lubi swoje smaczki), tymczasem to właśnie Waglewski ma coś do powiedzenia o przyszłości kultury.
Fisz mówi prosto: niezależne wytwórnie są bardziej elastyczne bo opierają się na pomyśle, nie na kosztownym fokusowaniu targetu (nawet Brathanki i Ich Troje działają poza "wielką czwórką"), a zanim wielkie labele wyczują rytm - muzyka goni dalej.
Mnie się to podoba, ponieważ w tym sporze Dawida z Goliatem kibicuję wyłącznie Dawidowi.

Alexander Bard - wspominam z reporterskiego nawyku - ograniczył się w swojej wypowiedzi do kilku haseł, które można ładnie rozwinąć w esejach. Raz, że "user generated content" to marketingowy szum wymyślony przez telekomunikacyjne korporacje, które w ten sposób chcą opchnąć abonentowi szerokopasmowy dostęp do internetu. Zapytałbym zatem trawestując Lenina - YouTube jako opium dla ludu?

Dwa, że "television is dead" bo wszystko jest w sieci. No tak, telewizja miała zabić kino - nie zabiła, a od gdybania czy internet zatłucze stary model informacji na tacy bolą mnie zęby. Wiąże się to, zdaniem szwedzkiego gościa, z upadkiem dobrego gustu. Skoro w internecie każdy jest twórcą, to oczywiście musi to prowadzić do obniżenia poziomu przekazu.

Trzy, że zdaniem Barda - wprost nie deklarującego się jako przeciwnika koncepcji Web 2.0, ale chyba był blisko - nie można mówić o wolnej/darmowej informacji i kulturze. Jego zdaniem przekaz należy do tego, kto go tworzy: przecież za newsami stoją wielkie redakcje, zaś dobra muzyka wymaga drogiego studia, sesji u najlepszych fotografów i całej tej oprawy, która po prostu kosztuje. (Tu dla kontrastu Fisz, który wspomniał, że jego skądinąd ciekawe teledyski kosztują grosze, ponieważ hobbystycznie robią mu je jego przyjaciele, którzy chcą się w ten sposób zrealizować artystycznie.)

Tyle o najciekawszej IMHO części imprezy, którą jej moderator - w swojej notce - sprowadził do politycznej połajanki szwedzkiego protestanta pod adresem polskiej "dzieciatej, katolickiej underclass".

A poza tym w konferencji udział wzięli: Derrick de Kerckhove (interesujący acz dość akademicki wykład, w którym najfajniej zabrzmiało zestawienie "point-of-view" starej kultury odtwórczej z "point-of-being" kultury, w której odbiorca jest twórcą i uczestnikiem); Grażyna Torbicka i Krzysztof Zanussi (czułem się troszkę jak inż. Mamoń tłumaczący dlaczego tak bardzo szanuje polskie filmy) oraz parę innych osób, które miały sporo do powiedzenia o zjawiskach ogólnie zwanych Kulturą 2.0.

Szkoda, że sama w sobie imprezka ostro pachiała kulturą 0.99. Barokowe wnętrze Auli Leopoldyńskiej na takie okazje jest OK, ale brak dźwięku w filmie puszczanym przez
de Kerckhove jest niewybaczalny.
No i ta plansza mrugająca z boku tymi samymi reklamami imprezy. Brrr...

PS dodam może jeszcze, że na zdjęciu na górze od lewej: Bard, Orliński i Waglewski.
Komentarze (3)
1 | 2 | 3 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-05-18 07:28
polokolo:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Hmmm.... a ciekawe czy strony prywatne też "podpadają" pod klauzule niedozwolone? Czy je też[...]
2012-05-16 16:07
Polak który ciężką :
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Ty kurwo!!!!!! Jak ktoś próbuje uczciwie zarabiać na chleb ale nie zna milionów przepisów to[...]
2012-05-15 17:07
fat:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
A dzisiaj nie można wypłacić pieniążków bo 'mają awarię systemu' ... nikt nie wie kiedy[...]
2012-05-15 11:38
jamto:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Raz jeszcze o Wedlu. Zapraszam do poczytania jak to Wedel klientów w @$#@# robi :)[...]
2012-05-07 16:29
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
I kamizelkę kuloodporną w razie zapuszczania się w tereny zalesione- zawsze może znaleźć się[...]
2012-05-07 15:56
handel emisjami:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
No ale obowiązek jazdy na rowerze w kasku mogliby wprowadzić, czemu nie? I w ochraniaczach na[...]
2012-05-04 23:29
2222:
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
moze zabrac
2012-05-03 10:53
robal_pl:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Akurat swiatla to na prawde powinien miec wlaczone jesli jedzie po drodze. I generalnie[...]
2012-04-30 17:57
rocket00:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Pani Rakieta? :)
2012-04-30 15:29
zjadacz_mleczka:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
rotfl dokladnie, pozwac - z banku mozna wydrzec miliony!!! A ja tam chromole wedla w p...e[...]
2012-04-30 14:35
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Dajże jakiegoś wpisa Olgierd bo ja (a domniemam że mógłbym użyć "my") czekam wyposzczony.
2012-04-27 14:41
QM music:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
problematic nie jest podstawiony, faktycznie Spółka QM music prowadzi wiele spraw zarówno[...]
2012-04-25 12:38
m852:
Jak pozwać Polbank i nie dać się zwariować ;-)
Mam do Pana pytanie. Zawarłam umowę ubezpieczenia komunikacyjnego z Axa Direct odddział w[...]
2012-04-24 21:13
Alabama:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
i jak sie to skonczylo?
2012-04-20 18:13
złość:
Zagraj to jeszcze raz na KOBIZE, Sam
dobrze, że tutaj można znaleźć wyjaśnienia Kobize, na oficjalnej stronie już ich nie ma! Jak[...]
2012-04-17 21:10
69motor@gmail.com:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Witam wszystkich Dzisiaj moja małżonka dostałą pismo z w/w "Stowarzyszenia". Podana jest[...]
2012-04-16 14:08
rtyrty:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
to lipa
2012-04-13 09:49
sodoma:
Internet z siedzibą w Warszawie
A do mnie dzwoniła Pani z TPSA i mówiła, że chce ze mną porozmawiać jako z właścicielem internetu :D
2012-04-12 22:02
bartoszcze.of.gazeta:
Internet z siedzibą w Warszawie
Widocznie to w Warszawie ten internet wydrukowali.
2012-04-11 17:02
huxxx:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
myślę, że "problematic" jest podstawiony do pisania takich bzdur!!!!
2012-04-10 20:14
Zołtar :
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
Pan Puczydłowski nie jest radcą prawnym czy adwokatem nie ma nawet wykształcenia prawniczego,[...]
2012-04-10 15:23
Mathev:
Ostatni dzień na zadbanie o własną prywatność w Google
U była włączona a nie bratam się z google. Samoistnie zadziałała. w każdym razie blog ma nowego[...]
2012-04-10 14:16
Morg_:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
@adam....z Może jakiś rowerzysta przejechał panu posłowi po palcach? ;-)
2012-04-09 20:28
problematic:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Mój dziadek, który płaci za internet w domostwie gdyż na niego był tel w TP dostał wezwanie na[...]
2012-04-07 01:29
adam....z:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Ale dlaczego tylko rowery? Przecież użytkownicy innych środków poruszania się też sprawiają[...]