Koniec obowiązku meldunkowego. Już w 2014 roku.
 Oceń wpis
   

product placement...

cytat na dziś: "1. Od dnia 1 stycznia 2014 r. znosi się obowiązek meldunkowy.
2. Ilekroć w przepisach prawa jest mowa o zameldowaniu na pobyt stały lub zameldowaniu na pobyt czasowy, od dnia 1 stycznia 2014 r. należy przez to rozumieć miejsce zamieszkania, o którym mowa w art. 25 kc"
(art. 74 ustawy o ewidencji ludności)

Proszę Państwa, 1 stycznia 2014 roku -- jeśli wszystko dobrze pójdzie -- skończy się w Polsce obowiązek meldunkowy.
Rząd obiecywał, posłowie najsamprzód się wyparli (bo trzeba było zmienić 200 ustaw, co "spowodowałoby zbyt duży chaos i legislacyjny bałagan"), ale wiele wskazuje na to, że już za 3 lata (sic!) skasowane zostaną takie bohomazy jak ustawowy obowiązek donoszenia na rodzinę -- a nawet obowiązek zgłaszania wyjazdu i powrotu za granicę.
W nowej ustawie zostaje wprawdzie art. 36: "Obywatel polski, który wyjeżdża z kraju z zamiarem stałego pobytu poza granicami Rzeczypospolitej Polskiej, jest obowiązany zgłosić swój wyjazd. (...) Obywatel polski, który wyjeżdża poza granice Rzeczypospolitej Polskiej, bez zamiaru stałego pobytu, na okres dłuższy niż 6 miesięcy, jest obowiązany zgłosić swój wyjazd oraz powrót", ale wychodzi na to, że przepis wymrze w 2014 r. (doczekamy?) -- wskazuje na to choćby art. 76, zgodnie z którym od tego roku nie będzie się gromadziło szeregu danych o Polakach...

Cieszę się, że się udało. Nie rozumiem jednak -- naprawdę nie rozumiem -- dlaczego trzeba było aż tyle czasu, żeby popchnąć sprawy meldunku, no i dlaczego ostateczny krach systemu meldunkowego ma trwać kolejne 3 lata?

PS na zdjęciu -- leśny product placement. Nie widziałem w pobliżu protestujących przeciwko zaśmiecaniu lasów.

Komentarze (24)
Kto decyduje jakie mamy w Polsce prawo?
 Oceń wpis
   

The candidate that gave up billboards

Na marginesie sporu o to czy po wyborze Marszałka Izby Poselskiej (będę od dziś tak pisał w nadziei, że skoro mówi się o kolejnych nowelizacjach konstytucji, to może przypomną sobie także tradycyjną nazwę naszej legislatywy; przypominam, że tradycyjnie to Sejm dzieli się na Izbę Poselską i Senat, a nie Nie-Wiadomo-Co na Sejm i Senat!) na prezydenta następcy JE Bronisława Komorowskiego mogą wykonywać obowiązki prezydenta RP -- literalnie: nie mogą, ponieważ rzeczywiście art. 131 ust. 2 ustawy zasadniczej przydaje to uprawnienie "do czasu wyboru nowego Prezydenta Rzeczypospolitej" -- warto chyba poświęcić więcej uwagi problemowi, który osobiście uważam za znacznie istotniejszy.

Znacznie ważniejszą kwestią jest odpowiedź na pytanie: kto w Polsce decyduje o tym jakie mamy prawo?
Część co bardziej rozpolitykowanych Czytelników pomyśli, że znów będę jechał po lobbingu oraz umysłowości naszych deputowanych. Niektórzy mogą pomyśleć, że znów będę narzekał na Trybunał Konstytucyjny, który puszcza rzeczy dziwne, a nie przepuszcza -- oczywistych.
A ja mam na myśli zasady wykonywania inicjatywy ustawodawczej, którą -- poczytajcie ciekawy tekst o 89 projektach ustaw spoczywających w marszałkowskiej "zamrażarce" -- konstytucja opisuje w dość klarowny sposób, zaś ustawa o wykonywaniu mandatu posła i senatora nawet dopowiada, że uczestnictwo w podejmowaniu inicjatywy jest prawem parlamentarzysty -- ale w praktyce wychodzi na to, że i tak będzie jak marszałek chce.

z Konstytucji Rzeczypospolitej:
Art. 118. 1. Inicjatywa ustawodawcza przysługuje posłom, Senatowi, Prezydentowi Rzeczypospolitej i Radzie Ministrów.
2. Inicjatywa ustawodawcza przysługuje również grupie co najmniej 100.000 obywateli mających prawo wybierania do Sejmu. Tryb postępowania w tej sprawie określa ustawa.
3. Wnioskodawcy, przedkładając Sejmowi projekt ustawy, przedstawiają skutki finansowe jej wykonania.
Art. 119. 1. Sejm rozpatruje projekt ustawy w trzech czytaniach.
2. Prawo wnoszenia poprawek do projektu ustawy w czasie rozpatrywania go przez Sejm przysługuje wnioskodawcy projektu, posłom i Radzie Ministrów.
3. Marszałek Sejmu może odmówić poddania pod głosowanie poprawki, która uprzednio nie była przedłożona komisji.
4. Wnioskodawca może wycofać projekt ustawy w toku postępowania ustawodawczego w Sejmie do czasu zakończenia drugiego czytania projektu.
Art. 120. Sejm uchwala ustawy zwykłą większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów, chyba że Konstytucja przewiduje inną większość. W tym samym trybie Sejm podejmuje uchwały, jeżeli ustawa lub uchwała Sejmu nie stanowi inaczej.
art. 34 regulaminu Sejmu:
1. Projekty ustaw i uchwał składa się w formie pisemnej na ręce Marszałka Sejmu (...).
2. Do projektu ustawy dołącza się uzasadnienie, które powinno:
1) wyjaśniać potrzebę i cel wydania ustawy,
2) przedstawiać rzeczywisty stan w dziedzinie, która ma być unormowana,
3) wykazywać różnicę pomiędzy dotychczasowym a projektowanym stanem prawnym,
4) przedstawiać przewidywane skutki społeczne, gospodarcze, finansowe i prawne,
5) wskazywać źródła finansowania, jeżeli projekt ustawy pociąga za sobą obciążenie budżetu państwa lub budżetów jednostek samorządu terytorialnego,
6) przedstawiać założenia projektów podstawowych aktów wykonawczych,
7) zawierać oświadczenie o zgodności projektu ustawy z prawem Unii Europejskiej albo oświadczenie, że przedmiot projektowanej regulacji nie jest objęty prawem Unii Europejskiej.
3. Uzasadnienie powinno przedstawiać również wyniki przeprowadzanych konsultacji oraz informować o przedstawionych wariantach i opiniach, w szczególności jeżeli obowiązek zasięgania takich opinii wynika z przepisów ustawy.
(...)
7. Marszałek Sejmu może zwrócić wnioskodawcy projekt ustawy lub uchwały, jeżeli uzasadnienie dołączone do projektu nie odpowiada wymogom określonym w ust. 2 i 3.
(...)
Wszystko przez to, że konstytucyjne warunki stanowienia prawa zostały ograniczone -- o przepraszam, "doprecyzowane" -- w regulaminie Sejmu, który czyni marszałka Izby Poselskiej odpowiedzialnym m.in. za nadawanie biegu inicjatywom ustawodawczym (art. 10 ust. 1 pkt 8).
W ramach tego obowiązku -- oraz w ramach wykonywania uprawnień poselskich -- art. 34 regulaminu nakazuje wnosić projekty ustaw do laski marszałkowskiej wraz z uzasadnieniem, w którym projektodawca ma obowiązek rozpisać się m.in. na temat celu i potrzeby wydania ustawy, wykazać różnicę między stanem de lege lata i de lege ferenda, wskazać przewidywane skutki wejścia nowego prawa, a także wskazać źródła finansowania i przedstawić oświadczenie co do zgodności projektu z prawem EU.

Marszałek ma zaś uprawnienie ("Marszałek może") do kontroli jakości projektu -- nie tyle samego prawa, lecz na tego, w jaki sposób projektodawca odniósł się do obowiązków zakreślonych w art. 34 ust. 2-3 regulaminu Sejmu -- i w ramach tego uprawnienia marszałek może zwrócić wnioskodawcy projekt ustawy, jeśli jego uzasadnienie nie odpowiada regulaminowym wytycznym.

Jak się okazuje zdarza się -- i to wcale nie rzadko -- że marszałek korzysta ze swoich uprawnień w sposób dość wybiórczy i nie ponosi za to żadnej odpowiedzialności. Mógł zatem marszałek Dorn (zaiste, polecam zdjęcie kryjące się pod linkiem!) w poprzedniej kadencji wstrzymywać niewygodne projekty, mógł to samo robić marszałek Komorowski -- podobnie jak może teraz marszałek Schetyna wyciągnąć to wszystko z owej "zamrażarki" i puścić w obieg legislacyjny.

Nad jakością -- a także ilością -- tworzonego prawa ubolewam dłużej nawet, niż piszę tego blogaska. Jest dla mnie oczywiste, że Polska cierpi z powodu przerostu mocy i chęci prawodawczych (w ramach nowelizacji konstytucji proponuję, oprócz dodania wiceprezydenta (proszę bardzo, Nabieralski odważył się głośno powiedzieć o tym, o co ja nawet nie chciałem pytać...) ukrócenie tej radosnej twórczości: dłuższe vacatio legis, sesyjność obrad parlamentu, etc.). Zgadzam się też z tym, że posłowie powinni sami w sobie dbać o to, co można przeczytać w dziennikach ustaw. Ba, być może nawet faktycznie to marszałek izby powinien ponosić odpowiedzialność -- tak, ponosić odpowiedzialność, a nie tylko "móc" -- za jakość tej radosnej produkcji legislacyjnej.

Fajnie byłoby jednak, gdyby takie sprawy załatwiono jednak na innym poziomie, niż regulaminy izb parlamentarnych. Tak, wiem, że autonomia parlamentu rzecz święta -- sęk w tym, że wszakże zasady tworzenia prawa, w tym wykonywania inicjatywy ustawodawczej co do zasady określa konstytucja, zatem nie powinien akt niższego rzędu (no dobra, wiem, że regulamin nie jest niższy, lecz "boczny" -- por. postanowienie TK z 9 lipca 2002 r., K 1/02) aż tak silnie ingerować w owe zasady ustrojowe.

Komentarze (17)
Czy zamieszanie z "dozwolonym użytkiem" to zwykły lobbing?
 Oceń wpis
   

Business Software Alliance to skrzynka pocztowa i nic więcejW związku z niejasnym wezwaniem ws. kontroli legalności oprogramowania rozsyłanym przez nieistniejącą Business Software Alliance z siedzibą w skrytce pocztowej nr 31 -- tak mnie naszło raptownie ;-) ciekawe pytanie, a w zasadzie wątpliwość: na ile niejasność owego świstka jest wynikiem faktu, że podpisany pod wezwaniem Bartłomiej Witucki, koordynator vel rzecznik prasowy BSA jest... zarejestrowanym lobbystą!

Rewelację tę przynosi opublikowany w BIP Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji rejestr podmiotów wykonujących zawodową działalność lobbingową. Jak ktoś jest ciekaw szczegółów: zapraszam tutaj, na stronę 7: wpis nr 65 z dnia 28 sierpnia 2006 r., "Mecenart" B. Witucki.

Jest już późno więc nie chce mi się gonić za przypuszczeniami, ale popatrzcie sami:

Mądrzy ludzie mówią, że w takim przypadku nie ma przypadków. Mnie też się wydaje, że to jest lobbing czystej wody: Grupa Internet, przy pomocy policji, chce nas normalnie wziąć za pysk i wyciąć dozwolony użytek.
Spiskowa teoria dziejów? Może.

PS na stronie poświęconej lobbingowi piszą, że "W 2007 r. wobec Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji nie były podejmowane i prowadzone działania lobbingowe w procesie stanowienia prawa przez podmioty wykonujące działalność w tym zakresie."
To ja z głupia frant zapytam: a później? W 2009 r.? W 2010 r.? Czy słowa ministra Rapackiego nie są dowodem, że coś jest na rzeczy?

Komentarze (8)
O zakazie posiadania symboliki totalitarnej
 Oceń wpis
   

Olgierd w dziwnej koszulceO pomyśle, by karze podlegało posiadanie przedmiotów będących "nośnikiem symboliki faszystowskiej, komunistycznej lub innej totalitarnej" już pisałem. Wydaje mi się jednak, że warto o sprawie wspomnieć jeszcze raz, a to dlatego, że Miłościwie nam Panujący Sejm RP raczył rozpoznać uwagi Senatu do ustawy z 25 września 2009 r.  -- wychodzi więc na to, że zostaje już tylko czekać na podpis prezydenta.

Postawionych trzy miesiące temu argumentów przeciwko prawu zakazującemu wkładania przysłowiowych koszulek z Che powtarzać w zasadzie nie muszę. Czytelnicy znają moją mantrę, którą można skwitować prostym zdaniem: nawet jeśli coś mi się nie podoba, nie uważam, żeby rozsądne było zakazywanie tego. Czyli: nie lubię narkotyków, ale uważam, że wojna z dragami czyni więcej szkody, niż pożytku; papierosów nie palę, ale wpychania palaczy do gett też nie pochwalam; antysemityzmem czy totalitaryzmami gardzę, ale przepisy, na mocy których sprawca "złego słowa" może iść do więzienia uważam za nie mniejsze zło; "Mein Kampf" mnie nie interesuje, ale nie chcę, żeby moje państwo decydowało za mnie, czy wolno mi to przeczytać, czy nie.

Ustawa z 25 września 2009 r. o zmianie ustawy – Kodeks karny, ustawy – Kodeks postępowania karnego, ustawy – Kodeks karny wykonawczy, ustawy – Kodeks karny skarbowy oraz niektórych innych ustaw. Przepisy wejdą w życie 6 miesięcy po ogłoszeniu. Podzielam zatem stanowisko posłów SLD, których zdaniem przepisy są nie tylko głupie, ale i niezgodne z ustawą zasadniczą. Koszulki z Che bym wprawdzie raczej nie założył -- niektórzy raczą zapominać, że na rękach tego faceta jest krew niewinnych.
Tadeusz Iwiński i Sławomir Kopyciński niewątpliwie mają rację: norma jest tak nieostra i niejasna, że trudno będzie jednoznacznie ocenić jaki czyn wypełnia znamiona przestępstwa, a co jest li tylko -- dozwolonym -- działaniem artystycznym, edukacyjnym, kolekcjonerskim lub naukowym.

art. 256 kk po zmianach (nowości kursywą):
§ 1. Kto publicznie propaguje faszystowski lub inny totalitarny ustrój państwa lub nawołuje do nienawiści na tle różnic narodowościowych, etnicznych, rasowych, wyznaniowych albo ze względu na bezwyznaniowość,
podlega grzywnie, karze ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2.
§ 2. Tej samej karze podlega, kto w celu rozpowszechniania produkuje, utrwala lub sprowadza, nabywa, przechowuje, posiada, prezentuje, przewozi lub przesyła
druk, nagranie lub inny przedmiot, zawierające treść określoną w § 1 albo będące nośnikiem symboliki faszystowskiej, komunistycznej lub innej totalitarnej.
§ 3. Nie popełnia przestępstwa sprawca czynu zabronionego określonego w § 2, jeżeli dopuścił się tego czynu w ramach działalności artystycznej, edukacyjnej,
kolekcjonerskiej lub naukowej.
§ 4. W razie skazania za przestępstwo określone w § 2 sąd orzeka przepadek przedmiotów, o których mowa w § 2, chociażby nie stanowiły własności sprawcy.

Martwi mnie też troszkę, że parlamentarzyści Sojuszu wydają się troszczyć wyłącznie o los obnaszających się z emblematami moskiewskich i promoskiewskich totalitarystów, zapominając o prawach osób, które z sobie tylko znanych przyczyn preferują ryt bawarsko-austriacki.
W czym bowiem miałby być dr Józef Goebbels gorszy od Andrieja Wyszynskiego, "Lis Pustyni" od Lwa Trockiego czy Heinrich Himmler od Herszela Jehudy?
Bo chyba nikt nie chce udowadniać, że totalizm w wersji czerwonej był gorszy bądź lepszy od totalizmu brunatnego?

Co zatem powiedzieliby Wielce Czcigodni posłowie Sojuszu Lewicy Demokratycznej, gdybym zjawił w ich biurze w gustownej koszulce -- patrzcie, mam już taką -- ozdobionej konterfektem twórcy nowoczesnej propagandy? A gdybym zechciał powołać Towarzystwo Ochrony Prawa i Sprawiedliwości im. Andrieja Wyszynskiego? Jakbym postanowił ufundować którejś z nowych służb specjalnych -- niech będzie i CBA -- sztandar z wizerunkiem Jeżowa?
Czy w takim przypadku parlamentarzyści postmoskiewskiej lewicy staną na straży moich praw zagwarantowanych Europejską Konwencją Praw Człowieka? Czy będą walczyć o możliwość emisji w telewizji filmu "Der ewige Jude"?

Komentarze (45)
Big Chlebowski
 Oceń wpis
   

Big Lebowski -- JesusKończąc przydurny temat "afery Chlebowskiego" -- której największymi ofiarami okazują się misie pluszowe -- pozwolę sobie na dwa zdania odosobistej konstatacji.

Brzmi ona: wielka jest wiara ludu w moc sprawczą pojedynczych polityków (niechby i szefa klubu rządzącej partii), podobnie jak wielka jest wiara polityków w moc sprawczą ich własnych słów. Wielka i nieuzasadniona.
Przy okazji pozwoliłem sobie ukuć Paradoks Rudaka, który brzmi: gadatliwość polityka jest wprost proporcjonalna do poziomu jego nieróbstwa i odwrotnie proporcjonalna do jego wiarygodności. (Dowód: nawet Gowin, który wydawał się stać nieco z boku, wdał się w niepotrzebne połajanki.)

Robienie z lobbingu w sprawie ustawy hazardowej nieprawdopodobnej sensacji, podczas kiedy nie ma w Polsce prawa, które nie byłoby pisane pod mniejszym lub większym naciskiem (o przepraszam, to nie naciski, to wskazówki) zainteresowanych, to oczywiste dmuchanie tematu. Przeciwnicy Platformy mają swój dowód, że PO jest do kupienia; sympatyków stać co najwyżej na szukanie haków i na PiS. Małość.

Z drugiej strony rzadko się pamięta, że to po prostu sposób tworzenia prawa w Polsce jest genetycznie chory, nieprzejrzysty i prowadzący do pomyłek i nadużyć.
Vagla jak Katon przypomina o nierejestrowaniu prac podkomisji -- a to w podkomisjach najczęściej załatwia się najważniejsze sprawy -- oraz wypomina bajzel w treści aktów normatywnych, nad czym rzecz jasna nikt nie załamuje rąk.
Przykłady takich przepałów można mnożyć: a to poseł związany z izbami rzemieślniczymi planuje przepis dodający tymże izbom durnych kompetencji, a to inny deputowany, powiedzmy znający się na istocie pracy koncernów farmaceutycznych, robi wszystko, by przychylić im nieba.
O posłach-rolnikach, posłach-nauczycielach czy posłach-biznesmenach nie mówiąc.

Wychodzi na to, że wystarczy jeden -- byle przebiegły i umiejętnie dążący do celu -- przedstawiciel narodu, aby przedstawić projekt jakiejś ustawy, zdobyć pod nim wymaganą liczbę podpisów. Przypomnijmy, że inicjatywa ustawodawcza przysługuje już grupie 15 posłów, a to jest niewiele ponad 3% składu izby -- czyli za cały komitet projektodawczy ujdą trzy stoliki u Hawełki.
(Przypomnijmy też, że nadal mamy 460 posłów, co sprawia, że na oko 4/5 parlamentarzystów cieszy się miłą kieszeni kasą oraz przyjemną anonimowością -- równocześnie załatwiając swoje sprawy. Czy nadal trzeba powtarzać, że 99-mandatowa izba poselska to rozwiązanie i pod tym względem zdecydowanie lepsze?)

Tym razem padło na Chlebowskiego, jutro okaże się, że podobne sprawki załatwia ktoś inny. A my nadal będziemy wałkować pojedyncze historyjki, zamiast załatwić sprawę systemowo.

PS obiecuję, że to ostatni temat poświęcony aferze hazardowej. Obiecuję też, że postaram się wytrwać w obietnicy.

Komentarze (7)
1 | 2 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-05-21 15:42
PAWEŁ W.:
e-Sąd: początek przygody (zakładanie konta w e-sad.gov.pl)
Błędy aż wstyd komentować dalej i poprawiać
2012-05-20 01:54
opinie:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Tak to jest jak poslami sa przypadkowe osoby... a pqrtii Palikota tak jest...
2012-05-20 01:42
opinie:
Pozew o odszkodowanie rozpaczliwą próbą ratowania frekwencji
Ale ten film nie jest wcale taki zły :)
2012-05-19 15:52
kaszuby:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Ach ten Wedel kiedy ta firma zajmie się powazniejszymi sprawami. Na swoje zyczenie negatywnie[...]
2012-05-19 15:45
kaszuby:
"Słynne masło roślinne"
Masło roślinne to w sumie olej roślinny. A więc wg mnie jedno można podciągnąc pod drugie..
2012-05-19 15:39
pozyczka:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
Ten bank o klienta jakością obsługi starał się tylko na początku, teraz to już na pewno nie[...]
2012-05-19 15:29
emerytury:
O zrównaniu wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn
Tylko problem jest taki, że część ludzi wogolę nie odkładałaby pieniądzy na emeryturę. Albo[...]
2012-05-18 07:28
polokolo:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Hmmm.... a ciekawe czy strony prywatne też "podpadają" pod klauzule niedozwolone? Czy je też[...]
2012-05-16 16:07
Polak który ciężką :
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Ty kurwo!!!!!! Jak ktoś próbuje uczciwie zarabiać na chleb ale nie zna milionów przepisów to[...]
2012-05-15 17:07
fat:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
A dzisiaj nie można wypłacić pieniążków bo 'mają awarię systemu' ... nikt nie wie kiedy[...]
2012-05-15 11:38
jamto:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Raz jeszcze o Wedlu. Zapraszam do poczytania jak to Wedel klientów w @$#@# robi :)[...]
2012-05-07 16:29
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
I kamizelkę kuloodporną w razie zapuszczania się w tereny zalesione- zawsze może znaleźć się[...]
2012-05-07 15:56
handel emisjami:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
No ale obowiązek jazdy na rowerze w kasku mogliby wprowadzić, czemu nie? I w ochraniaczach na[...]
2012-05-04 23:29
2222:
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
moze zabrac
2012-05-03 10:53
robal_pl:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Akurat swiatla to na prawde powinien miec wlaczone jesli jedzie po drodze. I generalnie[...]
2012-04-30 17:57
rocket00:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Pani Rakieta? :)
2012-04-30 15:29
zjadacz_mleczka:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
rotfl dokladnie, pozwac - z banku mozna wydrzec miliony!!! A ja tam chromole wedla w p...e[...]
2012-04-30 14:35
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Dajże jakiegoś wpisa Olgierd bo ja (a domniemam że mógłbym użyć "my") czekam wyposzczony.
2012-04-27 14:41
QM music:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
problematic nie jest podstawiony, faktycznie Spółka QM music prowadzi wiele spraw zarówno[...]
2012-04-25 12:38
m852:
Jak pozwać Polbank i nie dać się zwariować ;-)
Mam do Pana pytanie. Zawarłam umowę ubezpieczenia komunikacyjnego z Axa Direct odddział w[...]
2012-04-24 21:13
Alabama:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
i jak sie to skonczylo?
2012-04-20 18:13
złość:
Zagraj to jeszcze raz na KOBIZE, Sam
dobrze, że tutaj można znaleźć wyjaśnienia Kobize, na oficjalnej stronie już ich nie ma! Jak[...]
2012-04-17 21:10
69motor@gmail.com:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Witam wszystkich Dzisiaj moja małżonka dostałą pismo z w/w "Stowarzyszenia". Podana jest[...]
2012-04-16 14:08
rtyrty:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
to lipa
2012-04-13 09:49
sodoma:
Internet z siedzibą w Warszawie
A do mnie dzwoniła Pani z TPSA i mówiła, że chce ze mną porozmawiać jako z właścicielem internetu :D