UOKiK o zakazie przepisywania preparatów homeopatycznych
 Oceń wpis
   

Balance

Niedowiarkom ku przestrodze: UOKiK uznał nałożony na lekarzy przez Naczelną Izbę Lekarską zakaz przepisywania leków homeopatycznych dostępnych wyłącznie na receptę za bezprawne ograniczenie konkurencji -- i zakazując stosowania niedozwolonej praktyki nałożył na NIL karę w wysokości prawie 50 tys. złotych.

Temat wziął się rzecz jasna ze sporu o wyższości Świąt Bożego Narodzenia nad Świętami Wielkiej nocy -- czyli: czy prędzej wykończy cię homeopatia, czy jednak zwykłe "chemiczne" lekarstwo. W toku (jeszcze w 2008 r.) awantury samorząd medyków potępił stosowanie homeopatii i różnych "pokrewnych nienaukowych metod" jako odmianę medycyny alternatywnej "która proponuje stosowanie bezwartościowych produktów o nie zweryfikowanym naukowo działaniu" -- bo oczywiście cała afera ze świńską grypą i szczepionką na H1N1 była stuprocentowo zweryfikowana -- działając rzecz jasna w interesie pacjentów (bo UOKiK działa tylko w interesie producentów tych bezwartościowych produktów -- czego rzecz jasna Izbie nikt by nie śmiał zarzucić ;-)

Mało tego: w ramach lobbowania przeciwko owym czarom-marom Naczelna Izba Lekarska zdecydowała się wystosować apel do parlamentu oraz ministerki zdrowia -- to już mnie naprawdę śmieszy, bo przecież z punktu widzenia NIL skandalem powinno być odkrycie penicyliny, zwłaszcza, że -- cytuję za Wikipedią -- nastąpiło ono przypadkiem, a to w taki sposób, że "w wyniku bałaganu w laboratorium, na resztkach pożywienia zaczęły wzrastać drobnoustroje" (dziś Fleming miałby postępowanie dyscyplinarne za brud w menzurkach i zagniatanie chleba z pajęczyną?)

Dość jednak rzec, że takie zachowanie związku przedsiębiorców jest zdaniem UOKiK (i niżej podpisanego) szczególnie niebezpieczne -- choćby dlatego, że przynależność do samorządu lekarzy jest obowiązkowa, zaś sankcje za naruszenie tej ich "etyki" -- bywają surowe.
Co istotne natomiast -- Urząd zastrzega to w komunikacie dla prasy -- w toku postępowania nie badano właściwości leczniczych tych preparatów: zadaniem UOKiK jest li tylko rozbijanie porozumień kartelowych i innych zmów, których celem jest ograniczanie dostępu do legalnie dopuszczonych do obrotu produktów.

Naczelna Izba Lekarska może się odwołać od decyzji Prezeski Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów (dla porządku: tu link do decyzji DOK-6/2011 z 25 lipca 2011 r.) -- ja zaś mam nadzieję, że to zrobią. Co nie znaczy, że mam nadzieję, że w odwołaniu odniosą sukces (co nie oznacza, że mam merytoryczne zdanie nt. wyższości bądź niższości homeopatii).
 

PS na obrazku: sympatyczna homeopatyczna gąsieniczka.

Komentarze (30)
Informacja o możliwości aborcji a dobra osobiste matki
 Oceń wpis
   

O ciekawym i z całą pewnością bardzo kontrowersyjnym -- chociaż utrzymanym w tonie wcześniejszego orzecznictwa -- wyroku Sądu Najwyższego pisze "Rzepa". Oto w rozstrzygnięciu z 6 maja 2010 r. (sygn. akt II CSK 580/09) sędziowie uznali, że prawo wyboru aborcji jest dobrem osobistym matki, zatem w przypadku bezprawnego naruszenia tego dobra, należeć się jej będzie zadośćuczynienie, zaś rodzicom -- po urodzeniu dziecka, którego ciąża spełniała warunki do zastosowania art. 4a ust. 1 ustawy o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży -- może przysługiwać odszkodowanie.

Art. 4a o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży:
1. Przerwanie ciąży może być dokonane wyłącznie przez lekarza, w przypadku gdy:
  1) ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety ciężarnej,
  2) badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu,
  3) zachodzi uzasadnione podejrzenie, że ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego,
2. W przypadkach określonych w ust. 1 pkt 2 przerwanie ciąży jest dopuszczalne do chwili osiągnięcia przez płód zdolności do samodzielnego życia poza organizmem kobiety ciężarnej; w przypadku określonym w ust. 1 pkt 3 lub 4, jeżeli od początku ciąży nie upłynęło więcej niż 12 tygodni.
W dużym skrócie: lekarze prowadzący ciążę dopiero w 29 jej tygodniu zauważyli wadę płodu, która -- wykryta wcześniej -- uzasadniałaby decyzję o przerwaniu ciąży. Fakt ten przeoczyli podczas wcześniejszych badań (w 8 i 21 tygodniu, kiedy aborcja była jeszcze możliwa), jednak by "nie stresować matki", nie poinformowali jej o tym.

Po urodzeniu się chorego dziecka rodzice pozwali zakład opieki zdrowotnej, wskazując, iż urodzenie upośledzonego dziecka pozbawiło matkę prawa do dokonania legalnej aborcji, zarazem konieczność jego wychowywania wiąże się z dużymi kosztami.
Sąd przyjął, iż lekarze powinni byli wykryć nieprawidłowość płodu podczas wcześniejszego badania i nie dopełnili obowiązku poinformowania matki o możliwości przerwania ciąży. Ogółem zasądzono na rzecz rodziców dziecka 150 tys. złotych zadośćuczynienia oraz 88 tys. odszkodowania.

Pozwani wnieśli kasację, która została przez SN oddalona. Sąd przyjął, że działania pozwanych lekarzy naruszyło dobra osobiste matki -- prawo podjęcia decyzji o przerwaniu ciąży poprzez możliwość zastosowania art. 4a ust. 1 ustawy o planowaniu rodziny, przy czym nie ma konieczności (ani możliwości) ocenić jaki byłby wybór matki. SN podkreślił równocześnie, że czyn niedozwolony nie polega na dopuszczeniu do urodzeniu upośledzonego dziecka (to dość ważne stwierdzenie -- moim zdaniem przede wszystkim oznacza to, że sąd słusznie odmawia dyskusji na temat "jakości życia" jako przesłanki ewentualnej aborcji).

Wyrok, co warto zwrócić uwagę, nie odbiega od wcześniejszego orzecznictwa w sprawach tego rodzaju. I tak wyrokiem z 4 lipca 2008 r. Sąd Apelacyjny w Białymstoku stwierdził, że "W sytuacji, gdy badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu, rodzice mają prawo do świadomego podjęcia decyzji, czy chcą i mogą obciążyć siebie i swoją rodzinę skutkami urodzenia dziecka upośledzonego. Mają prawo w takiej sytuacji podjąć decyzję o przerwaniu ciąży. Uniemożliwienie rodzicom wykonania tych praw prowadzące do urodzenia, wbrew ich woli, dziecka upośledzonego, rodzi po stronie podmiotu odpowiedzialnego obowiązek zapłaty odpowiedniego zadośćuczynienia na podstawie art. 448 kc za doznaną w wyniku naruszenia ich dóbr osobistych krzywdę." Ten sam sąd, wyrokiem z 5 listopada 2004 r. przyjął, że "Nie może budzić wątpliwości prawo kobiety do swobodnego kształtowania swojego życia osobistego, jak też uprawnienie do planowania rodziny nie wyłączając przeprowadzenia zabiegu aborcyjnego. Naruszenie powyższych uprawnień należy postrzegać w kategoriach systemu ochrony dóbr osobistych - naruszenia wolności - dobra osobistego, o którym stanowi art. 47 Konstytucji oraz art. 23 kc Również w kategoriach naruszenia dóbr osobistych należy rozpatrywać uniemożliwienie przeprowadzenie badań, które zadecydowałyby o powstaniu prawnej możliwości uwzględnienia żądania przerwania ciąży." Natomiast Sąd Najwyższy w wyroku z 21 listopada 2003 r. (V CK 16/03) wyraził następujący pogląd "Nie może budzić wątpliwości prawo kobiety do swobodnego kształtowania swojego życia osobistego, jak też uprawnienie do planowania rodziny nie wyłączając przeprowadzenia zabiegu aborcyjnego. Naruszenie powyższych uprawnień należy postrzegać w kategoriach systemu ochrony dóbr osobistych - naruszenia wolności - dobra osobistego, o którym stanowi art. 47 Konstytucji oraz art. 23 kc Również w kategoriach naruszenia dóbr osobistych należy rozpatrywać uniemożliwienie przeprowadzenie badań, które zadecydowałyby o powstaniu prawnej możliwości uwzględnienia żądania przerwania ciąży."

Nie znam uzasadnienia orzeczenia, trudno zatem oceniać przesłanki takiej a nie innej decyzji sądu. I chociaż rozumiem, że sędziowie oparli się bezpośrednio na ustawowym uprawnieniu do podjęcia przez matkę decyzji o przerwaniu ciąży jeśli przeprowadzone badania uprawdopodobniają ciężkie i nieodwracalne upośledzenia płodu albo nieuleczalną chorobę zagrażającą jego życiu, to jednak jestem zdania, że pośrednio pozwala to na wysnucie wniosku, iż możliwe jest ważenie jakości tego życia.
Nie będę ukrywał, że na swój sposób kontrowersyjne także wydaje się zasądzenie odszkodowania pokrywającego koszty utrzymania chorego dziecka. Owszem, dając matce możliwość podjęcia decyzji -- której konsekwencją byłoby uniknięcie tych wydatków -- lekarze zwolniliby się z odpowiedzialności -- jednak zastanawiam się czy w dalszej konsekwencji może to oznaczać, że także lekarz wykonujący skomplikowany zabieg w beznadziejnej sytuacji (to ważne zastrzeżenie!) będzie musiał się zastanawiać co do konsekwencji utrzymania pacjenta przy życiu -- jednak w takim stanie, który wymaga stałej, kosztownej opieki.

(Od razu zastrzegam: tak, wiem, że nie ma u nas przepisów zobowiązujących lekarzy do dokonania eutanazji bądź "podpowiedzenia rodzinie takiej możliwości", więc paralela nie przebiega dostatecznie precyzyjnie -- jednak świat kręci się ostatnio tak szybko, że wszystko jest możliwe...)

Komentarze (5)
Obowiązkowe badania kobiet -- a prywatność, Mesdames??!
 Oceń wpis
   

Na portalu dla kobiet aż się zagotowało: rząd chce zmusić wszystkie pracujące panie do przymusowych badań cytologicznych (i mammografii). I -- jak łatwo się domyśleć -- Panie się podzieliły: dobrze to czy źle, a może to dyskryminacja kobiet niepracujących/ze wsi/nieśmiałych/innych.

Na temat piersi kobiecych zawsze wypowiadam się chętnie, więc i tym razem dorzucę swoje trzy grosze: a prawo do prywatności, Mesdames?

Nie tak dawno ministrzyca od pigułek wysunęła dość kontrowersyjny postulat rejestracji ciężarnych kobiet (oczywiście dla ich dobra), dość szybko jednak zrezygnowała z pomysłu, zarzakając się przede wszystkim, że nie było jej zamiarem tworzyć rejestru kobiet w ciąży.
I słusznie: ciąża -- fakt bycia w ciąży, fakt nie bycia w ciąży -- to prywatna sfera kobiety, jej partnera. I tak jak za nieprzyzwoite uznajemy nagabywanie pracodawcy przy rekrutacji ("to ma pani dzieci? a chce pani mieć?"), tak samo za nieprzyzwoite powinniśmy uznać nagabywanie przez urzędników.

Nie widzę powodów, dla których inaczej mielibyśmy traktować jakiekolwiek inne badania, nawet jeśli ich cel jest 1000% godziwy, sens słuszny a korzyści olbrzymie.

Od strony technicznej sprawa jest niesamowicie prosta: ustawa o ochronie danych osobowych zezwala na przetwarzanie danych wrażliwych (a więc np. dotyczących stanu zdrowia) m.in na podstawie upoważnienia ustawowego. Z legislacyjnego punktu widzenia wystarczy uchwalić ustawę aby zagnać wszystkie kobiety do lekarza. Raz na 3 lata, raz do roku, 3 razy w roku. Obojętne.
(Przypomnę, a może co młodszym Czytelnikom LA wyjaśnię, że władze PRL już kiedyś miały ten pomysł -- bodajże 10 lat temu uchylono chamski przepis nakazujący każdemu wykonywanie prześwietleń płuc. A wszystko to dla dobra i zdrowia obywatela.)

Nie chcę mieszać do dyskusji naszej konstytucji, która w art. 47 gwarantuje prawną ochronę życia prywatnego oraz decydowania o życiu osobistym. Bardzo możliwe, że ustawa nakładająca na kobiety obowiązek przeprowadzania jakichkolwiek badań byłaby uznana za zgodną z konstytucją (tak jak nie wierzę, aby udało się ustrzelić obowiązek przeprowadzenia badań wstępnych przy przyjmowaniu się do pracy z powołaniem się na prawo do prywatności).

Chciałbym jednak zwrócić uwagę, że jeśli nie zaczniemy sami szanować swojej własnej prywatności -- a wołając "nałóżmy na nas jeszcze więcej obowiązków! i kar za ich nieprzestrzeganie!" dobrowolnie rezygnujemy z jej części (z jej ważnej części -- informacji o stanie zdrowia) -- to niezwykle trudno będzie za jakiś czas powiedzieć: wara od moich spraw.
Dlaczego nikt nie mówi o ryzyku, że system nie będzie dość wydolny, aby prawidłowo zabezpieczyć zgromadzone w ten sposób dane, że pod rejestry będą się podłączać różne pasożyty -- od firm ubezpieczeniowych (zgadnij Kotku, dlaczego chętnie zapłacą za takie informacje?), do pracodawców, dla których też będzie to nie lada gratka?

A co będzie, jeśli do danych takich dostęp uzyska np. partner czy mąż kobiety; rozumiem, że jest super, jeśli się facet interesuje takimi sprawami, ale mogę też sobie wyobrazić sytuację, w której kobieta nie będzie szczególnie tym zachwycona. (Jeśli zawodzi mnie moja wyobraźnia -- proszę mnie sprostować.)
Że nie są to tylko czcze rozważania, niechaj potwierdzi cytat z literatury przedmiotu: "Ochrona najważniejszego w istocie dobra osobistego, jakim jest życie i zdrowie przyszłych małżonków, jest dopuszczalna także kosztem uchylenia ochrony zdecydowanie mniej istotnego dobra, którym jest wzgląd na ochronę prywatności. Każda ze stron ma prawo do wiedzy o stanie zdrowia przyszłego współmałżonka" (Sokołowski Tomasz, "Zawarcie małżeństwa przez chorego na ciężką chorobę zakaźną", Gdańskie Studia Prawnicze, 2003/10/7) -- czy chcecie, Drogie Panie, aby tak samo zaczęto pisać o cytologii, mammografii i wszystkich innych badaniach, które chce się Wam obowiązkowo zafundować?!

Reasumując: badajcie się, dla swojego zdrowia, ile chcecie. Żądajcie refinansowania, dofinansowania, edukacji -- czego tam jeszcze zechcecie.  Ale na litość boską -- bez dodatkowych ustawowych obowiązków.
Informacja o stanie zdrowia to jeden z filarów prywatności.

PS zdjęcie jumnięte z sieci. Ładne, to niech wisi ;-)

 

Komentarze (46)
Wynagrodzenie lekarzy za dyżury i nadgodziny
 Oceń wpis
   
Ciekawe orzeczenie zapadło wczoraj w Izbie Pracy, Ubezpieczeń Społecznych i Spraw Publicznych Sądu Najwyższego: zgodnie z uchwałą siedmiu sędziów Lekarzowi pełniącemu dyżury medyczne w okresie do dnia 1 stycznia 2008 r. nie służy roszczenie o dodatkowe wynagrodzenie w razie nieudzielenia przez pracodawcę odpowiednich okresów nieprzerwanego odpoczynku (art. 132 i 133 k. p.) niezależnie od wynagrodzenia wypłaconego z tytułu dyżuru; nie wyłącza to możliwości dochodzenia roszczeń o odszkodowanie lub zadośćuczynienie na zasadach ogólnych.

Sprawa jest pokłosiem głośnej (i nadal odbijającej się czkawką) dyrektywy o 48-godzinnym czasie pracy, która została zaimplementowana w naszym porządku prawnym od stycznia tego roku (2003/88/WE z 4 listopada 2003 r.), na bazie której ustawą z 24 sierpnia 2007 r. o zmianie ustawy o zakładach opieki zdrowotnej oraz ustawy - Prawo o szkolnictwie wyższym (Dz.U. nr 176 poz. 1240) zmieniono m.in. art. 32g i art. 32i, a także dodano kluczowe art. 32ja i art. 32jb ustawy o zakładach opieki zdrowotnej (tekst jednolity Dz.U. nr 14 poz. 89 z 2007 r. z późn. zm.).

Sens wprowadzonych zmian był prosty i wydawało się, że wszyscy zdawali sobie z tego sprawę:
  • czas dyżuru lekarskiego wlicza się do czasu pracy (art. 32j ust. 2), co ciekawe wyłączeniu w odniesieniu do dyżurujących ulegają przepisy zwalniające pracodawcę z obowiązku wypłaty za nadgodziny kierownikom (art. 151(4) kp) ale i limit 150 nadgodzin w roku (art. 151 par. 3 kp),
  • każdemu lekarzowi po dyżurze przysługuje 11 godzin nieprzerwanego odpoczynku (art. 32jb ust. 1 i 2), niedopuszczalna jest zatem - występująca wcześniej i dość patologiczna sytuacja - kiedy lekarz po 24-godzinnym dyżurze zostawał w pracy i "normalnie pracował" (tu dygresja: ta zmiana najbardziej nie spodobała się... samym lekarzom... pracowałem ongiś w szpitalu i kumam o co chodzi),
  • pracownik szpitala może (ale nie musi) wyrazić zgodę na pracę powyżej 48 godzin w tygodniu, w przyjętym okresie rozliczeniowym (art. 32ja ust. 1).
To co proste w teorii, w praktyce sprawiło niemało problemów.
Po pierwsze wysypała się koncepcja dodatkowych nadgodzin za zgodą lekarzy, którzy po prostu nie zgodzili się na dłuższą pracę, a ściśle: zgodzili się warunkowo, zaś jako warunek postawili podwyżki wynagrodzenia (ja się im nie dziwię).

z kodeksu pracy
art. 132 § 1. Pracownikowi przysługuje w każdej dobie prawo do co najmniej 11 godzin nieprzerwanego odpoczynku, z zastrzeżeniem § 3 oraz art. 136 § 2 i art. 137.
§ 2. Przepis § 1 nie dotyczy:
  1)   pracowników zarządzających w imieniu pracodawcy zakładem pracy,
  2)   przypadków konieczności prowadzenia akcji ratowniczej w celu ochrony życia lub zdrowia ludzkiego, ochrony mienia lub środowiska albo usunięcia awarii.
§ 3. W przypadkach określonych w § 2 pracownikowi przysługuje, w okresie rozliczeniowym, równoważny okres odpoczynku.

Art. 133 § 1. Pracownikowi przysługuje w każdym tygodniu prawo do co najmniej 35 godzin nieprzerwanego odpoczynku, obejmującego co najmniej 11 godzin nieprzerwanego odpoczynku dobowego.
(...)
Po drugie nie każdy lekarz lubi wypoczywać. W moim przekonaniu pracoholizm trzeba leczyć (lepiej leczyć przyczyny teraz, niż skutki później), aczkolwiek - pracowałem w szpitalu parę lat i widziałem parę spraw "od środka" - zdaję sobie sprawę z tego, że niekoniecznie nazywać to trzeba pracoholizmem. Sęk w tym, że niektórym pracownikom szpitali pasował dotychczasowy układ: nieograniczone czasowo, dobrze płatne dyżury, po których robiło się normalną dniówkę. To se ne vrati.

Po trzecie zostały stare sprawy, sprzed zmiany przepisów (stąd postanowienie dotyczy dyżurów sprzed 2008 r.), kiedy lekarze siedzieli na dyżurach dniami i nocami, ale godzin dyżurowania nie wliczało im się do czasu pracy, ani też nie otrzymywali dodatkowego wynagrodzenia za nadgodziny. Z tamtych czasów zostało troszkę złogów, które - powołując się wprost na dyrektywę - pracownicy szpitali zaczęli wyjaśniać.
Począwszy od głośnej sprawy Czesława Misia, który pozwał zakład w Nowym Sączu o wolne za pracę w nadgodzinach oraz o wypłatę za nadgodziny... a później poszło już łatwo (z tego co kojarzę po fali spraw z "ustawy 203" obecnie sądy powoli są zawalane właśnie sprawami o dyżury).

Lekarze są oburzeni wyrokiem, ja zaś mam mieszane uczucia.

Najogólniej: troszkę się dziwię, że SN z naruszenia art. 132 i 133 kp - jeśli to naruszenie polegało na świadczeniu pracy w nadgodzinach - nie wywodzi bezpośredniego prawa do wynagrodzenia za nadgodziny, wskazując równocześnie możliwość dochodzenia odszkodowania lub zadośćuczynienia na zasadach ogólnych (sic!)

Ten sic! wziął się z tego, że w ten sposób Sąd Najwyższy odsyła w tym zakresie do przepisów o deliktach, tymczasem szczególnie w ostatnim czasie orzecznictwo zmierza raczej do tego, aby umożliwić dochodzenie odszkodowania na podstawie kodeksu cywilnego ponad to należne z przepisów prawa pracy - por. wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 27 listopada 2007 r., SK 18/05 - ciekawe jak TK odniósłby się do poglądu SN, który owszem, pozwala sięgnąć do kc, ale zamyka drogę do postępowania przed sądem pracy?

z ustawy o ZOZ:
Art. 32j 1. Lekarze oraz inni posiadający wyższe wykształcenie pracownicy wykonujący zawód medyczny, zatrudnieni w zakładzie opieki zdrowotnej przeznaczonym dla osób, których stan zdrowia wymaga udzielania całodobowych świadczeń zdrowotnych, mogą być zobowiązani do pełnienia w tym zakładzie dyżuru medycznego.
2. Czas pełnienia dyżuru, o którym mowa w ust. 1, wlicza się do czasu pracy.
(...)

Art. 32ja 1. Lekarze oraz inni posiadający wyższe wykształcenie pracownicy wykonujący zawód medyczny, zatrudnieni w zakładzie opieki zdrowotnej przeznaczonym dla osób, których stan zdrowia wymaga udzielania całodobowych świadczeń zdrowotnych, mogą być, po wyrażeniu na to zgody na piśmie, zobowiązani do pracy w zakładzie opieki zdrowotnej w wymiarze przekraczającym przeciętnie 48 godzin na tydzień w przyjętym okresie rozliczeniowym. Przepisu art. 151 § 3 Kodeksu pracy nie stosuje się.
(...)
Art. 32jb 1. Pracownikowi przysługuje w każdej dobie prawo do co najmniej 11 godzin nieprzerwanego odpoczynku.
2. Pracownikowi pełniącemu dyżur medyczny okres odpoczynku, o którym mowa w ust. 1, powinien być udzielony bezpośrednio po zakończeniu pełnienia dyżuru medycznego.
3. Pracownikowi przysługuje w każdym tygodniu prawo do co najmniej 35 godzin nieprzerwanego odpoczynku, obejmującego co najmniej 11 godzin nieprzerwanego odpoczynku dobowego.
(...)

Z jednej strony, faktycznie, zgodnie z art. 132 par. 2 pkt 2 kp prawo do 11-godzinnego odpoczynku dobowego nie dotyczy "przypadków konieczności prowadzenia akcji ratowniczej w celu ochrony życia lub zdrowia ludzkiego" (zgodnie z par. 3 w takim przypadku pracownik ma prawo do równoważnego okresu wypoczynku), ale powiedzmy sobie szczerze - dyżury lekarskie nie są klasycznym przypadkiem działań ratunkowych, to przecież wynikający z ustawy obowiązek pracownika szpitala. Tu sobie można wszystko zaplanować, oszacować.

Sęk w tym, że stanowisko takie określam jako niekonsekwentne. Skoro przepis pozwalał na zaoranie lekarzem ponad miarę (i zobowiązywał wyłącznie do udzielenia mu w tym zakresie wolnego), to trzeba udzielić mu wolnego - i chwatit'.

Po drugie: wnosząc powództwo o odszkodowanie oraz zadośćuczynienie za krzywdę - zgodnie ze stanowiskiem SN - lekarz będzie musiał wykazać, iż poprzez naruszenie przepisów kodeksu pracy o wypoczynku pracowniczym doszło do wyrządzenia szkody i krzywdy.

Na pozór wydaje się to proste - krzywdą jest przemęczenie, niemożność widzenia się z rodziną, etc. - ale jak to mówią: diabeł tkwi w szczegółach. I tym szczegółem może być np. to, że lekarze się zabijali za ówczesnymi dyżurami, a dzisiejsze zreformowane zasady wcale im się nie podobają.

Bo przecież volenti non fit iniuria. Przynajmniej ja bym tak argumentował.

Dużo będzie zatem zależało od tego czy lekarze zdecydują się wytoczyć powództwa przed sądami cywilnymi (tu jest próg opłaty oraz ryzyko zwrotu kosztów w przypadku przegranej).
Sądy pracy niewątpliwie się ucieszyły - obecnie będą mogły raz-dwa poprzekazywać zawisłe już sprawy do właściwych sądów cywilnych (i być może chodziło także o odciążenie "czwórek"?)

No, ciekawe jak to się skończy. Bo ja wiem, że nieprędko.

PS uchwała składu 7 sędziów z 13 marca 2008 r. (sygn. akt I PZP 11/07).
Komentarze (0)
Lewizna w todze (sprawa Edyty Terki)
 Oceń wpis
   
Ciekawa sprawa z mojego ukochanego miasta (Chochołowego także): wczoraj zapadł wyrok w głośnej sprawie Edyty Terki, młodej dziewczyny, która po zabiegu usunięcia tarczycy zapadła w śpiączkę.

Sąd uznał winę jednego z lekarzy i skazał go na sześć miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata (drugiego lekarza uniewinnił).
Ku zdumieniu matki pokrzywdzonej sąd odmówił jednak zasądzenia od szpitala odszkodowania, wskazując na jej nieudolność pełnomocnika procesowego: według doniesień prasowych adw. Małgorzata Niemiec-Zorko (więcej do poczytania w Piątej Władzy: 1, 2). Po prostu strona pokrzywdzona (mówmy sobie ściśle: profesjonalistka w todze) w wytoczonym powództwie adhezyjnym nie wykazała poniesionej szkody. Jak donoszą media, pani mecenas nie wystąpiła także o nawiązkę... porażka...

Obecnie sprawą pani mecenas (bo obok sprawy Edyty Terki mamy już chyba do czynienia ze sprawą nieudolnego pełnomocnika procesowego) zajmuje się Stowarzyszenie Pomocy Ofiarom Przestępstw im. Ireny Rajkowskiej (mam nadzieję, że zajmować się będzie nią lepiej niż "sprawami bierzącymi", które straszą na stronie www stowarzyszenia...). Planują złożenie skargi do Okręgowej Rady Adwokackiej we Wrocławiu (hłe-hłe-hłe)...

Dla mnie w sprawie ciekawa jest pewna oczywista oczywistość (Quake znów napisze, że ja ciągle swoje Ceterum censeo Carthaginem esse delendam). Nie, nie chodzi mi o to, że powództwo adhezyjne to problem dla sądu karnego, nie mam nawet na myśli pouczać kogoś, żeby nie próbował namawiać adwokatki od urzędówek na porywanie się na odszkodowania.

Rzecz w tym, że sprawa dowodzi - po raz n-ty - iż nie aplikacja, lecz chęć szczera uczyni z Ciebie dobrego pełnomocnika procesowego. Dlatego zbyteczne są nam kolejne potworki prawne jak doradcy prawni (które to projekty już skrytykowałem) oraz mityczne reformy systemu robienia kariery w zawodzie (które to projekty też już skrytykowałem).

O tym, że odsiew pt. aplikacja i różne egzaminy jest wyłącznie mydleniem oczu wiedzą zarówno ci, którzy o aplikacji marzą, jak i ci, którzy na aplikacji są lub byli, a nawet ja (niezaliczający się do żadnej z wcześniej wymienionych grup). Zadziwiające, że w rozważaniach o przyszłości zawodu nie łączy się tego rodzaju faktów z pomysłami na reformę systemu szkolenia.

A przecież powinno być tak, żeby w todze mógł paradować każdy magister prawa, niech go zweryfikuje rynek i klienci, ale niech żadna korpo nie chroni łobuza, jeśli nieudolnie poprowadzi sprawę klienta.
Komentarze (4)
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-05-21 15:42
PAWEŁ W.:
e-Sąd: początek przygody (zakładanie konta w e-sad.gov.pl)
Błędy aż wstyd komentować dalej i poprawiać
2012-05-20 01:54
opinie:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Tak to jest jak poslami sa przypadkowe osoby... a pqrtii Palikota tak jest...
2012-05-20 01:42
opinie:
Pozew o odszkodowanie rozpaczliwą próbą ratowania frekwencji
Ale ten film nie jest wcale taki zły :)
2012-05-19 15:52
kaszuby:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Ach ten Wedel kiedy ta firma zajmie się powazniejszymi sprawami. Na swoje zyczenie negatywnie[...]
2012-05-19 15:45
kaszuby:
"Słynne masło roślinne"
Masło roślinne to w sumie olej roślinny. A więc wg mnie jedno można podciągnąc pod drugie..
2012-05-19 15:39
pozyczka:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
Ten bank o klienta jakością obsługi starał się tylko na początku, teraz to już na pewno nie[...]
2012-05-19 15:29
emerytury:
O zrównaniu wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn
Tylko problem jest taki, że część ludzi wogolę nie odkładałaby pieniądzy na emeryturę. Albo[...]
2012-05-18 07:28
polokolo:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Hmmm.... a ciekawe czy strony prywatne też "podpadają" pod klauzule niedozwolone? Czy je też[...]
2012-05-16 16:07
Polak który ciężką :
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Ty kurwo!!!!!! Jak ktoś próbuje uczciwie zarabiać na chleb ale nie zna milionów przepisów to[...]
2012-05-15 17:07
fat:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
A dzisiaj nie można wypłacić pieniążków bo 'mają awarię systemu' ... nikt nie wie kiedy[...]
2012-05-15 11:38
jamto:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Raz jeszcze o Wedlu. Zapraszam do poczytania jak to Wedel klientów w @$#@# robi :)[...]
2012-05-07 16:29
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
I kamizelkę kuloodporną w razie zapuszczania się w tereny zalesione- zawsze może znaleźć się[...]
2012-05-07 15:56
handel emisjami:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
No ale obowiązek jazdy na rowerze w kasku mogliby wprowadzić, czemu nie? I w ochraniaczach na[...]
2012-05-04 23:29
2222:
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
moze zabrac
2012-05-03 10:53
robal_pl:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Akurat swiatla to na prawde powinien miec wlaczone jesli jedzie po drodze. I generalnie[...]
2012-04-30 17:57
rocket00:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Pani Rakieta? :)
2012-04-30 15:29
zjadacz_mleczka:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
rotfl dokladnie, pozwac - z banku mozna wydrzec miliony!!! A ja tam chromole wedla w p...e[...]
2012-04-30 14:35
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Dajże jakiegoś wpisa Olgierd bo ja (a domniemam że mógłbym użyć "my") czekam wyposzczony.
2012-04-27 14:41
QM music:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
problematic nie jest podstawiony, faktycznie Spółka QM music prowadzi wiele spraw zarówno[...]
2012-04-25 12:38
m852:
Jak pozwać Polbank i nie dać się zwariować ;-)
Mam do Pana pytanie. Zawarłam umowę ubezpieczenia komunikacyjnego z Axa Direct odddział w[...]
2012-04-24 21:13
Alabama:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
i jak sie to skonczylo?
2012-04-20 18:13
złość:
Zagraj to jeszcze raz na KOBIZE, Sam
dobrze, że tutaj można znaleźć wyjaśnienia Kobize, na oficjalnej stronie już ich nie ma! Jak[...]
2012-04-17 21:10
69motor@gmail.com:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Witam wszystkich Dzisiaj moja małżonka dostałą pismo z w/w "Stowarzyszenia". Podana jest[...]
2012-04-16 14:08
rtyrty:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
to lipa
2012-04-13 09:49
sodoma:
Internet z siedzibą w Warszawie
A do mnie dzwoniła Pani z TPSA i mówiła, że chce ze mną porozmawiać jako z właścicielem internetu :D