Czy Marszałek Sejmu powinien skierować do TK ustawę o IPN?
 Oceń wpis
   

Dostałem od P.T. Czytelników ze 3 pytania o sprawę, która obecnie porusza szczyty władzy: czy Marszałek Sejmu, wykonujący obowiązki Prezydenta Rzeczypospolitej, powinien "wykonać wolę" Lecha Kaczyńskiego, który w sprawie zmiany ustawy o IPN zapowiadał wniosek do Trybunału Konstytucyjnego o zbadanie jej zgodności z konstytucją.

No to ja postaram się odpowiedzieć w 3 zdaniach.
Zgodnie z art. 122 ust. 3 konstytucji RP prezydentowi (wyłącznie prezydentowi) przysługuje uprawnienie do zawnioskowania do TK o zbadanie konstytucyjności uchwalonej acz niepodpisanej (i nieobowiązującej jeszcze) ustawy (tzw. kontrola uprzednia). Nie oznacza to jednak uprawnienia do skierowania do Trybunału pisma o treści "proszę zbadać czy ustawa jest zgodna z konstytucją" -- od prezydenta, podobnie jak od każdej innej strony działającej przed TK, wymaga się wyraźnego sformułowania zarzutów dotyczących niezgodności aktu z konstytucją oraz uzasadnienia wniosku (art. 32 ust. 1 pkt 3-4 ustawy o Trybunale Konstytucyjnym).

Oznacza to, że wnioskujący jest zobowiązany do przedstawienia swojego stanowiska wobec zaskarżonej ustawy, jeśli jednak nie wyłuszczyłby się w sposób przewidziany przepisami, czeka go wezwanie do uzupełnienia braków pisma, a w dalszej konsekwencji -- odmowa nadaniu wnioskowi dalszego biegu (art. 36 ustawy o TK).
Słowem głowa państwa musi mieć na sprawę przemyślany pogląd -- skoro wymaga się odeń uzasadnienia wniosku i wskazania przesłanek niezgodności zaskarżonego (dla Marszałka Sejmu działającego w warunkach art. 122 konstytucji nie robi wyjątku) -- to trudno oczekiwać zaskarżenia ustawy "dla zasady" bądź "dla wypełnienia woli Lecha Kaczyńskiego". W jaki zatem sposób Bronisław Komorowski -- poseł Platformy Obywatelskiej, która poparła nowelizację ustawy o IPN -- ma w sobie wykrzesać ów stan świadomości, pozwalający mu na podpisanie wniosku w sprawie zgodności jej przepisów do TK?

Nadzwyczajność sytuacji, na którą powołują się zwolennicy nakłonienia marszałka Komorowskiego do złożenia do Trybunału wniosku w sprawie ustawy o IPN, też nic tu nie zmienia. Komorowskiemu przyszło wejść w prawa i obowiązki Kaczyńskiego nie z własnej woli, nie wskutek przewrotu, lecz wyłącznie dlatego, że nasz ustrój przewiduje takie a nie inne rozwiązanie w sytuacji opróżnienia urzędu prezydenta.
Osobiście uważam, że są lepsze rozwiązania -- można przypuszczać, że przyjęcie jakichś zasad następstwa na urzędzie prezydenckim uchroniłoby nas przed tym niepotrzebnym sporem -- ale nie można zastępować jasnych reguł ustrojowych poczuciem konieczności wykonania czyjejkolwiek woli.

Komentarze (44)
Lustracja
 Oceń wpis
   
Takiego maratonu przed Trybunałem Konstytucyjnym jeszcze nie było. Trzy dni procedowania, wnioski o wyłączenie sędziów z orzekania, emocje, których nie powstydziłby się Sam Peckinpach. Aż chce się żyć, jak mawia mój kolega, lubujący się w takich smaczkach procesowych.

Wyrok - jakby na to nie patrzeć - nie może być zaskoczeniem dla nikogo. W zasadzie każda ze stron , zarówno przeciwnicy ustawy lustracyjnej jak i jej autorzy, mogą czuć się zarówno zwycięzcami jak i pokonanymi. Trybunał nie podważa zasadności i celowości przeprowadzenia lustracji. Jednak jako element oczyszczenia życia publicznego - to ważny element ustnego uzasadnienia - lustracja powinna być przeprowadzona w sposób zgodny z dzisiejszym prawem cywilizowanego państwa, nie zaś w oparciu o reguły totalitarnego reżimu.

Z tych względów nie powinno dziwić wyłączenie spod obowiązku lustracji pewnych grup zawodowych. Nie powinni podlegać lustracji dziennikarze, rektorzy niepublicznych szkół wyższych, profesura i wydawcy prasowi. Nie można stosować dotychczasowego wzoru oświadczenia lustracyjnego - oznacza to powstanie luki w ustawie, przez co do momentu jej uzupełnienia przez parlament ustawa w znacznej części nie będzie mogła być stosowana. IPN nie będzie mógł publikować rejestru oświadczeń lustracyjnych w internecie.

Za niekonstytucyjne uznano - trzeba przyznać, że absurdalny do bólu zębów - obowiązek pozbawienia osoby, która złożyła fałszywe (lub nie złożyła) oświadczenie lustracyjne, funkcji publicznej z mocy prawa, a także zamknięcie drogi do złożenia skargi kasacyjnej od orzeczenia.
Nie podlega wreszcie lustracji współpraca z komunistyczną cenzurą (tu chyba powinien się ucieszyć także premier Jarosław Kaczyński) oraz Urzędem ds. Wyznań. W tym miejscu Trybunał stanął na racjonalnym stanowisku, iż skoro pewne obowiązki spoczywały na osobach dziś lustrowanych z mocy prawa, nie sposób dziś wyciągać na tej podstawie negatywnych konsekwencji.

Trudno komentować wyrok nie znając jego uzasadnienia (taka jest istota orzecznictwa TK, że najważniejsze rzeczy są w uzasadnieniach, nie w sentencji). Dopiero po zapoznaniu się z uzasadnieniem będzie można jednoznacznie ocenić jakie przesłanki stały za taką a nie inną oceną przepisów lustracyjnych.
Trzeba poznać motywację Trybunału, który uznał publikację spisów na stronie IPN za niezgodną z konstytucją, choćby dla oceny postulatu całkowitego otwarcia akt bezpieki. Jeśli sędziowie oparli się na konstytucyjnym prawie do prywatności - a rozpowszechnienie takiej listy może być oceniane z punktu widzenia tego prawa - to być może ryzykownym staje się (racjonalny z punktu widzenia przecięcia narośniętego wrzoda) postulat otwarcia akt komunistycznej bezpieki.

Na pewno można się cieszyć, że wyrok odniósł się do największych absurdów ustawy: lustracji dziennikarzy, obowiązku zwolnienia z pracy ex lege w przypadku niezłożenia oświadczenia, równocześnie podtrzymując wypracowaną w orzecznictwie definicję współpracy.
Z drugiej strony warto, aby radykalni zwolennicy lustracji zauważyli, iż Trybunał, wbrew ich najczarniejszym obawom, nie utrącił idei zbadania akt bezpieki w całości, wskazał jednak, że sposób jej przeprowadzenia musi być zgodny z ustawą zasadniczą.

Wyrok ma sygnaturę K 2/07 a jego sentencja jest tu.
Komentarze (3)
Ekskluzywny wywiad z Wojtkiem Orlińskim
 Oceń wpis
   
Drodzy moi Czytelnicy. Mam dziś dla Was rarytasik jaki mało: wywiad z Wojtkiem Orlińskim, dziennikarzem Gazety Wyborczej, znanym i uznanym blogerem (jego Ekskursje w dyskursie czytam codziennie, nawet jeśli nie ma tam nic nowego).
Zatem zobaczcie o co go zapytałem ekskluzywnie dla Was i co zechciał powiedzieć ekskluzywnie dla Was.
Wszystko oczywiście dotyczy tematów, dla których zaglądacie na "Lege Artis".


Lege Artis: Głośny w świecie blogosfery stał się Twój spór z Rafałem Ziemkiewiczem, który można streścić hasłem "Michnikowszczyzna to nieprawda".

WO w górachWojtek Orliński: Fragment "Michnikowszczyzny" raczej... Nie znam całej książki, znam tylko pasus przeklejony w Usenecie. Zawierał on jednak bezczelne kłamstwa, do zweryfikowania których wystarczy po prostu sięgnięcie po zszywkę.

LA: Co sądzisz o wolności słowa w mediach, czy twórcy powinni być skrępowani przepisami o odpowiedzialności karnej za słowo?

WO: Bardzo odpowiada mi kryterium wypracowane w historycznym werdykcie Sądu Najwyższego USA w sprawie Brandenburg vs Ohio - kryterium "imminent lawless action", czyli nieuchronnego działania bezprawnego.
Rzeczony Brandenburg był działaczem Ku Klux Klanu nawołującym do krwawej zemsty na "Żydach i czarnuchach". Został skazany przez sąd stanowy, ale bronił się pierwszą poprawką i wolnością słowa. Sąd Najwyższy w końcu go uniewinnił uznając, że "hate speech" powinien być ścigany tylko w sytuacjach, w których nie ma szans na to, by odpowiednie państwowe służby zapobiegły aktom przemocy. Czyli napisać "zabić Żydów" sobie można w gazetce, można tak powiedzieć na wiecu; nie wolno tak natomiast krzyknąć w agresywnym tłumie, który mógłby to próbować wcielić w życie zanim przybędzie policja. Jak widać, zgadzam się z kryminalizowaniem słowa tylko w bardzo wyjątkowych sytuacjach, poza tym wszystko powinno być moim zdaniem dozwolone przez prawo karne.
Osobną sprawą jest oczywiście prawo cywilne - uważam, że każdy pomówiony przez czyjeś wolne słowo powinien mieć prostą i szybką drogę do ewentualnej rekompenstaty (w teorii ma ją każdy, w praktyce egzekwowanie bywa trudne, a poza tym panuje u nas rodzaj kulturowej niechęci do takich rozwiązań, co jest moim zdaniem głupie).
Prywatnie ilekroć kogoś nazywam na blogu, Usenecie czy w zawodowej publicystyce "durniem", "nieudacznikiem" czy "kłamcą", zawsze sobie przy tym staram wyobrazić siebie broniącego tych słów w procesie cywilnym. Jeśli czuję, że sprawa byłaby trudna do obrony, wycofuję się przed kliknięciem na "wyślij" czy "zapisz". Byłoby zresztą dobrze, gdyby każdy o tym myślał. Rafale Aleksandrze Ziemkiewiczu, nie boję się dowodzenia swoich zarzutów o kłamstwo w sądzie, bimajfakingest.

LA: Jesteś autorem poczytnego bloga. Czy można powiedzieć, że pozwalasz sobie w nim na więcej, niż pozwoliłaby Tobie redakcja "Gazety"?

blog WOWO: To oczywiste, że pisząc tekst na ten sam temat - dajmy na to, filozofia serialu "Z Archiwum X" - napiszę go inaczej do "Telewizyjnej", inaczej do "kultury" w głównym grzbiecie, inaczej do "Wysokich Obcasów", inaczej do "Dużego Formatu", inaczej do "Świątecznej". A jeszcze inaczej na bloga.
Gdy profesjonalista coś pisze, zawsze zadaje sobie pytanie o docelowego czytelnika - czy ten czytelnik zna słowo takie jak "epistemologiczny", "heurystyczny", "horkheimerowski" czy "hentai". Zakładam np. że czytelnik mojego bloga jest osobą ogólnie bywałą w cyber- i popkulturze, więc wymagam od niego rozumienia słow takich jak właśnie hentai, trollować, goatse, tubgirl, rotflować, winylowa EP-ka, spam, moherkwaker, jutubka itd. W "Świątecznej" nie napisałbym (bez objaśnienia) o "jutubce", ale napisałbym "horkheimerowski", czego już bym nie zrobił w "Telewizyjnej". I tak dalej. Poza tym ogólnie do "Gazety" staram się pisać mniej o sobie, a więcej o temacie artykułu (w końcu zamawiający redaktor płaci nie za mnie tylko za temat); na blogu odwrotnie, tu mogę być osobisty, autolansacyjny, łechtać swoje ego i tak dalej. Jeśli to komuś przeszkadza to przyjmuję to rzecz jasna z pokorą i zrozumieniem, po czym bardzo uprzejmie sugeruję mu przekierowanie strumienia na dev/spaduwa.

LA: A może czujesz się troszkę skrępowany, biorąc pod uwagę, że część Twoich Czytelników może patrzeć na Ciebie jako na przedstawiciela "Gazety"?

WO: Jeśli ktoś ma tym jakiś problem, to to problem tego kogoś, nie mój. Zawsze zresztą miło będzie polemicznie skopać jakiegoś matołersa od "acha, a więc Wyborcza przyznaje się do swojego popierania francuskiej grupy Nouvelle Vague"! - uwielbiam zapach flejma o poranku.

LA: Jesteś znanym miłośnikiem wszystkiego co z jabłuszkowym logo na opakowaniu, czy nie boisz się jednak, że restrykcyjna polityka dotycząca własności intelektualnej Apple (pisałem o tym m.in. tu i tu) może odstraszyć firmie klientów?

WO: To ich zmartwienie w sumie. Jak słusznie zauważyłeś, miłośnikiem to ja jestem wyrobów z logo na opakowaniu. Sama firma to zaś dla mnie taki sam kapitalistyczny koncern jak wszystkie inne - emocjonalnie mógłbym się martwić o Spółdzielnię Pracy imienia Alana Turinga, dawne Apple Inc. Ale czy swoją polityką Apple w końcu strzeli sobie w stopę - to już zmartwienie akcjonariuszy.

LA: Jakie zatem jest Twoje stanowisko jeśli chodzi o DRM? Czy nie sądzisz, że dostawcy muzyki nie piłują w ten sposób gałęzi, na której przecież siedzą?

WO: Możliwe, ale wszelkie dyskusje na ten temat wydają mi się o tyle niekonkretne, że i Ty i ja mamy za mało danych by to oceniać. Racja fonograficznych majorsów jest taka, że koncern typu EMI ma swoje korzyści z utrzymywania w Polsce swojej filii typu Pomaton.
W dniu, w którym iTMS zacznie sprzedawać muzykę bez DRM na cały świat, Pomaton można będzie od razu zamknąć bo straci rację bytu - po cholerę komu polska filia Sony Music, jeśli wszystko ściągasz po necie prosto z centrali.
Majorsi uważają, że straty związane z DRM wyrównują im korzyści związane z Pomatonami wszystkich krajów. Może mają rację, może się mylą, ale tak naprawdę jesteś w stanie to merytorycznie ocenić? Ajdontfakinfynksou. Ja w każdym razie nie jestem.

LA: No i ostatnie pytanie, którego nie mogę sobie odmówić. Dziś Trybunał Konstytucyjny miał wydać wyrok w sprawie znowelizowanej ustawy lustracyjnej, jednak postępowanie odroczył. Czy uważasz, że lustracja dziennikarzy jest niezbędna?

WO: W ogóle jestem przeciwnikiem lustracji, natomiast lustracja dziennikarzy wydaje mi się wyjątkowym idiotyzmem.
Definicja dziennikarza w prawie prasowym jest niejasna i spokojnie spełnia ją np. makler giełdowy komentujący co tydzień notowania albo rysownik komiksu. Spełnia ją nawet autor listu do redakcji! Nie wiadomo też jaka sankcja miałaby spaść za olanie lustracji na wydawnictwo i na dziennikarza. Zakaz pełnienia funkcji publicznych? To przecież śmieszne, ja i tak nie mam w planie pełnienia takowych. Zakaz pracy w zawodzie dziennikarza? Mogą mnie cmoknąć w moją kopię europejskiej konwencji praw człowieka. A na deser mogą jeszcze zaatakować Republikę Czeską, by polskie władze okupacyjne w Pradze odebrały koncesję czeskiemu nadawcy, dla którego regularnie przygotowuję pewien materiał dziennikarski, czyli swoje felietoniki w HBO Polska.
Głupcy, którzy układali tę nowelizację - piszę to cały czas pamiętając o tym, o czym pisałem powyżej, że być może będę kiedyś musiał w sądzie bronić tego, dlaczego "głupiec" wydał mi się właściwym określeniem - myśleli, że wciąż jeszcze mamy PRL, radiokomitet przy prezesie Kaczyńskim i RSW "Prasa Ksiażka PiS". Nie wiedzieli nawet, że to żadna sztuka zarejestrować polskie wydawnictwo w innym kraju unijnym, a wtedy całą lustrację mogą sobie wsadzić.

LA: Dziękuję, Wojtku za rozmowę.

WO: Dziękuję i pozdrawiam czytelników "Lege Artis".
Komentarze (26)
Lustracja dziennikarzy
 Oceń wpis
   
Przyszedł dziś do mnie red.nacz. naszego portalu. Z ogniem w oczach, bo naczytał się, że skoro dziennikarze podlegają lustracji według nowej ustawy to wychodzi na to, że dziennikarze zatrudnieni w Money.pl - portal jest zarejestrowany w rejestrze czasopism prowadzonym przez Sąd Okręgowy we Wrocławiu - to trzeba się sprawą zainteresować.
Od razu wiedziałem: mam temacik na blogaska.

Faktycznie, w temacie lustracji posłowie poszli ostro po bandzie.
Po pierwsze rozbawiło mnie zakwalifikowanie dziennikarzy (oczywiście "w rozumieniu ustawy" - już wcześniej myślałem o wpisie o tego rodzaju definicjach, które mnie irytują ponad granice rozsądku) jako funkcji publicznej (art. 4 ust. 1 pkt 22 ustawy). No i teraz jest tak, że "zwykły Kowalski" może poprosić IPN o informację o danych zgromadzonych w aktach, ale osoba ubiegająca się o pełnienie funkcji publicznych, jeśli dane jej było narodzić się przed 1 sierpnia 1972 r. - zrobić to musi.

Powiem wprost: wychodzi na to, że biorąc pod uwagę, że dane mi było urodzić się na samiuśkim początku 1972 r., skoro publikuję czasem coś w dziale Prawo i jestem etatowym pracownikiem spółki Money.pl, ze stosownym wnioskiem do IPN będę musiał wystąpić. O wynikach kwerendy będę musiał powiadomić naczelnego (już go widziałem jak się cieszył ;-) )
Ba, stosowne wnioski będą musieli złożyć nasi współpracownicy - na ręce redaktora, który kwalifikuje ich felietony do rozpowszechniania (art. 5 ust. 6 pkt 22 lit. c ustawy). Jeśli taki freelancer współpracuje z 10 redakcjami - będzie musiał zawracać głowę 10 redaktorom naczelnym. Dobre? Dobre - bo polskie.

Po drugie rozbawiło mnie podejście do osób, które już "są umoczone", tj. pełnią te całe "funkcje publiczne" od jakiegoś czasu. Zgodnie z art. 56 ust. 1 osoba taka ma obowiązek wystąpienia ze stosownym wnioskiem do IPN w ciągu 3 miesięcy i poinformować o tym redaktora naczelnego.
I teraz najlepsze: jeśli dziennikarz nie powiadomi o fakcie złożenia wniosku do IPN, obowiązek taki przechodzi na naczelnego, który a) składa wniosek w jej imieniu, b) informuje o tym IPN, c) może zwolnić krnąbrnego drania z pracy.

No to zwrócę Państwa uwagę na następny bubel: art. 56 ust. 4 mówi, że niedopełnienie tego obowiązku "może stanowić samodzielną przesłankę do rozwiązania umowy o pracę". Ja się na prawie pracy pracy troszeczkę znam, więc z głupia frant zapytam: chodzi o zwykłe wypowiedzenie (art. 30 par. 4 kp) czy o dyscyplinarkę (art. 52 par. 1 pkt 1 kp)?

Słówko komentarza: taka ustawa to jest bubel proszę Państwa. Robienie z zawodu żurnalisty - przy całym szacunku oraz przy świadomości, że część dziennikarzy mogła współpracować - nie wiadomo kogo to jest jakiś cyrk. Nie wiem dlaczego zdaniem posłów całą masę ludzi trzeba zmusić do całej tej biurokratycznej gmatwaniny, dlaczego obciążać naczelnych takimi bzdurnymi zadaniami.

Ponieważ część moich wpisów kończy się wesołymi filmami, dziś pozwolę sobie państwu oszczędzić tej błazenady. Zacytuję natomiast art. 5 ust. 3 ustawy, który rzecze, iż:

Treść urzędowego potwierdzenia, o którym mowa w ust. 2, uwzględnia się przy ocenie kwalifikacji moralnych - w szczególności takich jak: nieskazitelność charakteru, nieposzlakowana opinia, nienaganna opinia, dobra opinia obywatelska, bądź przestrzeganie podstawowych zasad moralnych - wymaganych dla zajmowania funkcji publicznych. Wynik tej oceny może stanowić podstawę do rozwiązania umowy o pracę, odwołania z zajmowanego stanowiska lub wszczęcia postępowania dyscyplinarnego

Dobrze chociaż, że ja się już zautolustrowałem. Jakoś mi lżej, że mam sprawę z głowy.
PS miało być wesoło a jest jakoś żałośnie.
Komentarze (9)
"Mamy durnia za prezydenta"
 Oceń wpis
   
No i stało się. Wprawdzie za osławionym raportem tow. Maciarenkowa nie poszły wnioski do prokuratury - autorzy raportu zamiast wskazać przestępców zajęli się ujawnieniem sposobu ulokowania agentury (tutaj możecie się Państwo zapoznać z moją oceną polityczną zjawiska) - to jest już jeden wniosek do prokuratury.
Przyjaciółka Pana Premiera i bliski współpracownik Pana Prezydenta złożyli doniesienie na Lecha Wałęsę, bo ten powiedział w telewizji, iż "mamy durnia za prezydenta". Sadzali Wałęsę komuniści, chce posadzić i obecna ekipa. A co, mają być gorsi?

Moje zdanie na temat karania ludzi za słowa - wytaczania armat przez organy ścigania, nasyłania policji - Moi Najwierniejsi Czytelnicy znają. Obrażony ma prawo wezwać obrażającego na ubitą ziemię (jeśli bliski jego sercu jest Polski Kodeks Honorowy) albo wytoczyć mu powództwo cywilne (jeśli ma troszkę więcej czasu), ale niedopuszczalne jest otaczanie palisadą prawa karnego jakichkolwiek osób, nawet jeśli są to najbardziej zasłużone dla Narodu Polskiego osobistości - jak Lech Aleksander Kaczyński.

Pisałem już kiedyś o tym na moim hadkorowym blogasku (tu i tu) i nie zamierzam zmienić zdania za żadne skarby świata: nawet jeśli nie podoba mi się palenie flagi albo mówienie o dygnitarzach per "idiota", to - nie wdając się w to, czy vox populi aktualnie wyniósł do Pałacu profesora czy debila - niech urażony idzie sam do sądu a nie uruchamia aparatu represji. (OK, zaraz usłyszę, że to nie Pan Prezydent się uniósł, lecz dwójka posłów - tak samo mówiło się przy sprawie Huberta z Dworca - na wszelki wypadek już pękam ze śmiechu.)
Od tej reguły nie powinno być wyjątków. Skoro jesteśmy równi wobec prawa, to dlaczego za znieważenie prezydenta grozi wyższa kara niż za znieważenie Olgierda Rudaka? Dlaczego w sprawie prezydenta będzie interweniować prokurator a w mojej pies z kulawą nogą się nie ruszy?

Osoby sprawujące władzę nie powinny podlegać szczególnej ochronie. Władza może być krytykowana nawet w ostry, nieprzyjemny dla niej sposób, zwłaszcza, jeśli ocena ta polega na swobodnej opinii (jak w tym przypadku), a nie polega na rozpowszechnianiu nieprawdziwych informacji (hłe hłe, właśnie sobie wyobraziłem dowód prawdy w tej sprawie...) Takie jest moje zdanie, nie musicie Państwo jego podzielać.
Dopóki do tego nie dojrzejemy,  dopóki nie pojmie tego posłanka Szczypińska i poseł Karski, nie ma co mówić o wolności słowa w Polsce.

Ciekawym Państwa opinii. Czekając na setki komentarzy pozwalam sobie puścić filmik pokazujący co Lech Wałęsa powiedział o Lechu Kaczyńskim.


yle="left: 0px ! important; top: 12px ! important;">

PS tytuł wpisu dałem w cudzysłowie, żeby było, że to cytat, a nie moja opinia. Chcę jeszcze troszkę dla Państwa popisać, nie tylko na zwitkach papieru przemycanych w spleśniałym chlebie.
Komentarze (30)
1 | 2 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-05-21 15:42
PAWEŁ W.:
e-Sąd: początek przygody (zakładanie konta w e-sad.gov.pl)
Błędy aż wstyd komentować dalej i poprawiać
2012-05-20 01:54
opinie:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Tak to jest jak poslami sa przypadkowe osoby... a pqrtii Palikota tak jest...
2012-05-20 01:42
opinie:
Pozew o odszkodowanie rozpaczliwą próbą ratowania frekwencji
Ale ten film nie jest wcale taki zły :)
2012-05-19 15:52
kaszuby:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Ach ten Wedel kiedy ta firma zajmie się powazniejszymi sprawami. Na swoje zyczenie negatywnie[...]
2012-05-19 15:45
kaszuby:
"Słynne masło roślinne"
Masło roślinne to w sumie olej roślinny. A więc wg mnie jedno można podciągnąc pod drugie..
2012-05-19 15:39
pozyczka:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
Ten bank o klienta jakością obsługi starał się tylko na początku, teraz to już na pewno nie[...]
2012-05-19 15:29
emerytury:
O zrównaniu wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn
Tylko problem jest taki, że część ludzi wogolę nie odkładałaby pieniądzy na emeryturę. Albo[...]
2012-05-18 07:28
polokolo:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Hmmm.... a ciekawe czy strony prywatne też "podpadają" pod klauzule niedozwolone? Czy je też[...]
2012-05-16 16:07
Polak który ciężką :
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Ty kurwo!!!!!! Jak ktoś próbuje uczciwie zarabiać na chleb ale nie zna milionów przepisów to[...]
2012-05-15 17:07
fat:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
A dzisiaj nie można wypłacić pieniążków bo 'mają awarię systemu' ... nikt nie wie kiedy[...]
2012-05-15 11:38
jamto:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Raz jeszcze o Wedlu. Zapraszam do poczytania jak to Wedel klientów w @$#@# robi :)[...]
2012-05-07 16:29
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
I kamizelkę kuloodporną w razie zapuszczania się w tereny zalesione- zawsze może znaleźć się[...]
2012-05-07 15:56
handel emisjami:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
No ale obowiązek jazdy na rowerze w kasku mogliby wprowadzić, czemu nie? I w ochraniaczach na[...]
2012-05-04 23:29
2222:
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
moze zabrac
2012-05-03 10:53
robal_pl:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Akurat swiatla to na prawde powinien miec wlaczone jesli jedzie po drodze. I generalnie[...]
2012-04-30 17:57
rocket00:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Pani Rakieta? :)
2012-04-30 15:29
zjadacz_mleczka:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
rotfl dokladnie, pozwac - z banku mozna wydrzec miliony!!! A ja tam chromole wedla w p...e[...]
2012-04-30 14:35
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Dajże jakiegoś wpisa Olgierd bo ja (a domniemam że mógłbym użyć "my") czekam wyposzczony.
2012-04-27 14:41
QM music:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
problematic nie jest podstawiony, faktycznie Spółka QM music prowadzi wiele spraw zarówno[...]
2012-04-25 12:38
m852:
Jak pozwać Polbank i nie dać się zwariować ;-)
Mam do Pana pytanie. Zawarłam umowę ubezpieczenia komunikacyjnego z Axa Direct odddział w[...]
2012-04-24 21:13
Alabama:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
i jak sie to skonczylo?
2012-04-20 18:13
złość:
Zagraj to jeszcze raz na KOBIZE, Sam
dobrze, że tutaj można znaleźć wyjaśnienia Kobize, na oficjalnej stronie już ich nie ma! Jak[...]
2012-04-17 21:10
69motor@gmail.com:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Witam wszystkich Dzisiaj moja małżonka dostałą pismo z w/w "Stowarzyszenia". Podana jest[...]
2012-04-16 14:08
rtyrty:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
to lipa
2012-04-13 09:49
sodoma:
Internet z siedzibą w Warszawie
A do mnie dzwoniła Pani z TPSA i mówiła, że chce ze mną porozmawiać jako z właścicielem internetu :D