Warto czasem sprawdzić z pierwszej ręki co o wymyślnych nowościach -- jak na przykład nagrywanie rozpraw -- myślą praktycy, tj. sędziowie, których owo nagrywanie ma odciążyć jeśli chodzi o dyktowanie protokolantkom (hmm napisawszy to widzę, że w zasadzie warto byłoby jeszcze spytać protokolantki, ale mniemam, że ich głos mógłby być naturalnie wypaczony).
No więc byłem parę dni temu w sądzie i po pięciominutowej części formalnej -- kiedy Wysoki Sąd nie był już wysokim sądem, lecz po prostu sędzią -- przeszliśmy do dowcipów.
Najsamprzód zapytano mnie czy to w tym portalu Money.pl kiedyś obsmarowano sąd za to, że źle działała elektroniczna wokanda. Zgodnie z prawdą powiedziałem, że nie pamiętam -- i dobrze powiedziałem, bo już w domu będąc przekonałem się, że nikt z redakcji za to nie odpowiada. To była moja robota, za co się kajam ;-)
Zachęcony w ten sposób przeszedłem do kontrofensywy. Zauważywszy przykręcone do kontuarów mikrofony (z kablami niknącymi w wywalonych w kaflach podłogowych otworach (ładnie to nie wygląda, a budynek w sumie ledwie co zasiedlony przez wymiar sprawiedliwości) pozwoliłem sobie zapytać czy to jest już przygotowanie pod nagrywanie rozpraw? A skoro tak, to jak sobie sąd wyobraża odsłuchiwanie owych nagrań -- czy jest już jakaś sala odsłuchań, no i co zrobić jeśli przyjdzie na raz 5 pełnomocników, a co jeśli 15?
I co się okazuje? Nikt niczego sobie nie wyobraża. Pierwszy orzech do zgryzienia to kwestia przesłuchania dowodów (tak mi się ładnie to nazwało) w apelacji; no i fakt: dotąd nawet po pięciu pięćdziesięcio pięcio minutowych rozprawach przed składem lądowało najwyżej 20 stron protokołów ze słuchania stron i świadków, co można było w miarę łatwo ogarnąć rozumem. A teraz będzie 275 minut nagrań, z czego 245 to bezwartościowy biały szum, zaś z pozostałej półgodziny -- rzecz jasna rozłożonej mniej-więcej po równo na każdą z rozpraw -- będzie trzeba sobie wyłowić to, co ważne.
Ale to jeszcze pikuś. Najlepsze jest to, że jak się okazuje zrobić taką reformę -- czyli napisać (i go zareklamować) projekt ustawy i ją przegłosować, a nawet promulgować -- jest bardzo łatwo. Można nawet kupić i zamontować mikrofony i magnetofon.
Ale ponoć w ogóle nie ma sprzętu do odsłuchiwania tych nagrań. O tym nikt nie pomyślał.



Do laski marszałkowskiej wpłynął 