I jeszcze jedna amerykańska ciekawostka via The New York Times: najemca pozwany o eksmisję przez wynajmującego pozwał swego landlorda do sądu o to, żeby jego nazwisko zniknęło z listy pozwanych najemców.
Rzecz w tym, że wynajmujący będący spółką z ograniczoną odpowiedzialnością (Ltd.) zażądał od najemcy cieszącego się regulowanym czynszem (to też ciekawa sprawa) opróżnienia mieszkania -- dla jednego z członków rodziny zarządu. Taki pozew wiąże się z jedną podstawową bolączką: nazwisko najemcy na długie lata trafia na Czarną Listę Pozwanych Najemców -- choćby nie wiadomo jak bardzo roszczenie było niesłuszne (i tak ma być w przedmiotowej sprawie: jak pisze NYT prawo żądania zwolnienia przedmiotu najmu ze względu na własne potrzeby przysługuje tylko osobom fizycznym -- nigdy spółkom) -- i nawet jeśli pozwany najemca wygra sprawę!
Dane z tej listy -- to już naprawdę bardzo ciekawe -- administracja sądu stanowego sprzedaje każdemu, kogo stać na zapłacenie 20 tys. dolarów za dodanie do wykazu adresatów plus 350 dolarów tygodniowej opłaty. Oznacza to, że nazwisko najemcy, który ma sprawę w sądzie ze swoim landlordem trafia do wszystkich zainteresowanych taką informacją -- a to po pierwsze utrudnia życie w przypadku innych planów mieszkaniowych (bo każdy landlord sprawdza wykazy problematycznych najemców przed wynajęciem mieszkania), a poza tym (to już moja własna asumpcja) może mieć wpływ na credit score takiego obywatela.
I teraz żeby się z takiej czarnej listy usunąć -- albo w ogóle na nią nie trafić -- pozwanemu nie zostaje nic innego jak złożenie swojego własnego pozwu, z żądaniem wykreślenia jego nazwiska.
A wszystko to dlatego, że w porządku prawnym Stanów Zjednoczonych nadal brakuje federalnego ustawodawstwa odnoszącego się do ochrony danych osobowych (zaś regulacje stanowe są nieliczne i wyrywkowe, a orzecznictwo jak np. sprawa Grisvold vs. Connecticut, nie odpowiada na każde pytanie).
PS na zdjęciu Manhattan z lotu ptactwa. Zdjęcie autorstwa Magnusa Nordstroma, na licencji CC BY-NC-ND 2.0)



