cytat na dziś: "[...], 21-latek z Wrocławia, ponad rok temu stworzył portal odsiebie.com. Dziś jego strona ma 3,5 mln odsłon dziennie i należy do najpopularniejszych serwisów w kraju", Gazeta Wyborcza, w tekście "Odsiebie.com -- kolejny wrocławski sukces", którego już w sieci nie uświadczycie.
Będzie najprościej jak umiem: czytając rewelacje o dzielnej policji skutecznie radzących sobie z groźnymi wrocławskimi piratami ("link może podżegać do przestępstwa") nie potrafię sobie wyobrazić przepisu karnego, z którego można postawić zarzuty administratorowi serwisu Odsiebie.com.
Po szumnych zapowiedziach -- które nazwałbym raczej pogróżkami -- oraz informacjach, że Łukaszowi Ć. grozić może kara pozbawienia wolności do lat 5, wnoszę, że ktoś myśli o zastosowaniu w sprawie art. 118 ust. 1 lub ust. 2 pr.aut. Póki co przepis brzmi:
Art. 118. 1. Kto w celu osiągnięcia korzyści majątkowej przedmiot będący nośnikiem utworu, artystycznego wykonania, fonogramu, wideogramu rozpowszechnianego lub zwielokrotnionego bez uprawnienia albo wbrew jego warunkom nabywa lub pomaga w jego zbyciu albo przedmiot ten przyjmuje lub pomaga w jego ukryciu,
podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
2. Jeżeli sprawca uczynił sobie z popełniania przestępstwa określonego w ust. 1 stałe źródło dochodu albo działalność przestępną, określoną w ust. 1, organizuje lub nią kieruje, podlega karze pozbawienia wolności od roku do lat 5.
Jak widać na załączonym obrazku przepis warunkuje odpowiedzialność sprawcy przestępstwa swoistego paserstwa intelektualnp-autorskiego od zaistnienia następujących okoliczności (będę się posiłkował komentarzem Zbigniewa Ćwiąkalskiego ze znanej i powszechnie szanowanej publikacji ogólnie znanej pod kryptonimem "Barta i Markiewicz"):
- penalizacji podlega wyłącznie nielegalny obrót przedmiotem będącym nośnikiem utworu. "Przedmiot" to wprawdzie coś innego niż "rzecz" (z art. 291-292 kk), natomiast "Niemniej zawsze chodzić będzie o konkretny "przedmiot", na którym nastąpiło utrwalenie. Nie spełnia tych wymagań wymieniona w przepisie czynność czasownikowa, która dotyczy czegoś, co ma charakter wirtualny (np. program komputerowy przekazany z komputera na komputer, utwór muzyczny przesłany Internetem" (Z. Ćwiąkalski). Oznacza to, iż utwory nie posiadające postaci materialnej nie podlegają ochronie wyrażonej w art. 118 pr.aut.;
- warunkiem ewentualnej odpowiedzialności jest zamiar osiągnięcia korzyści majątkowej w rozumieniu art. 115 par 4 kk (ten znów ma zastosowanie na podst. art. 116 kk). Ale co bardzo istotne: korzyść majątkowa musi być związana z samym czynem paserstwa, nigdy jednak z działaniami ubocznymi (organy próbują nas przekonać, że korzyścią jest oblepienie serwisu reklamami -- wybaczcie, ale w ten sposób każda gazeta, która ma proces o naruszenie dóbr osobistych poprzez rozpowszechnienie jakiegoś tekstu, obok którego wydrukowano reklamę, miałaby dodatkowy problem...);
- nie można zapominać także o tym, na czym ma polegać przestępcze działanie pasera: jest to wyłącznie "nabycie" lub "przyjęcie" przedmiotu -- co oznacza, że sprawca musi stać się posiadaczem przedmiotu, na którym zarejestrowany jest utwór -- bądź też "pomaganie w zbyciu" lub "pomaganie w nabyciu". Tymczasem w sprawie Odsiebie.com nie ma ani przedmiotu, ani jego nabycia czy przyjęcia przez administratora, nie mówiąc o pomaganiu w zbyciu czy nabyciu...
- w swoim komentarzu Zbigniew Ćwiąkalski podkreśla, iż "Poza świadomością celu działania (osiągnięcie korzyści majątkowej) sprawca musi mieć również świadomość, że przedmiot, który nabywa lub pomaga w jego zbyciu albo go przyjmuje lub pomaga w jego ukryciu, jest rozpowszechniany lub zwielokrotniony "bez uprawnienia albo wbrew jego warunkom". Nie jest natomiast istotne dla bytu przestępstwa, by sprawca wiedział, kto rozpowszechnił albo zwielokrotnił nielegalnie przedmiot będący nośnikiem utworu." I teraz wybaczcie: skoro można stawiać zarzut paserstwa konkretnego przedmiotu będącego nośnikiem -- nie zaś samą zasadę "a bo wszystkie wiedziały, że tam można pociągnąć jumane" -- to także w odniesieniu do konkretnego przedmiotu musi występować czynnik tejże świadomości sprawcy.
Na marginesie: od załatwiania spraw z "nielegalnymi plikami" jest art. 14 ust. 1 ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, zgodnie z którym usługodawca świadczący usługi hostingowe (Odsiebie.com to nic innego jak hosting plików, prawda?) nie będzie ponosił odpowiedzialności za ich udostępnienie, jeśli uzyskawszy wiarygodną bądź urzędową informację uniemożliwi dostęp do tych materiałów.
Tymczasem cytowany przez prasę przedstawiciel ZPAV twierdzi, że Odsiebie.com grało z nimi w kotka i myszkę, coś tam usuwali, ale najsmaczniejsze kąski w serwisie pozostały. No i bardzo dobrze, chciałoby się powiedzieć -- nawet jeśli tak, to nie oznacza to jeszcze, że popełniono jakiekolwiek przestępstwo, art. 14 ustawy nie definiuje żadnego przestępstwa, więc i nie może zwalniać od odpowiedzialności.
W jeszcze głębszy stan zdumienia wprawiają mnie deklaracje, iż "Przedstawiciele prokuratury wyrazili także stanowisko, że nawet samo pobieranie materiałów chronionych prawem autorskim stanowi naruszenie prawa przy jednoczesnym odnoszeniu korzyści majątkowych z tytułu niepłacenia tantiem" (tak wynika z informacji opublikowanej w Dobreprogramy.pl). Na litość boską, w prawie autorskim, między art. 115 a art. 123 nie ma na ten temat słowa.
Owszem, karalne jest rozpowszechnianie utworów wbrew zezwoleniu (art. 116 pr.aut.), jednak jeśli już to zarzut nielegalnego rozpowszechniania można stawiać wyłącznie osobom, które wrzucają pliki na serwis. (Na marginesie: zgodnie z art. 278 par. 2 kk przestępstwem jest jednak nieuprawnione nabycie programu komputerowego w celu osiągnięcia korzyści majątkowej oraz paserka programami -- art. 293 kk. Podkreślam: programu komputerowego, nie pliku z jakimś filmem. No i znów kłania się korzyść majątkowa...)
Jeszcze zabawniejsza (no tak, mi jest do śmiechu, ale użytkownicy portalu mogą nie podzielać mojego rozbawienia) jest opinia przedstawiciela FOTA, iż przestępstwem jest także samo posiadanie na własny użytek pirackiej płyty czy oprogramowania, albowiem "unikanie płacenia należnych tantiem jest przecież osiąganiem korzyści majątkowej".
Ba, według dobreprogramy.pl FOTA ma stać nawet na dalej idącym stanowisku: "już samo udostępnienie linku do treści objętych ochroną praw autorskich może kwalifikować się jako pomocnictwo w popełnieniu przestępstwa".
Ja powiem tak: ludzie, nie opowiadajcie niedorzeczności, nawet jeśli chce się "walczyć" o lepszą ochronę praw autorskich (deklaracje na stronie Fundacji Ochrony Twórczości Audiowizualnej brzmią jak opis jakiejś prywatnej milicji: "eksperci Fundacji, wśród których znajdują się m.in. byli pracownicy biura kontroli Komitetu Kinematografii, informatycy oraz byli funkcjonariusze wydziałów d/w z przestępczością gospodarczą Policji, na co dzień ściśle współpracują z organami ścigania i szeroko pojętym wymiarem sprawiedliwości, pomagając weryfikować zabezpieczony materiał dowodowy" oraz "Udział pracowników Fundacji w postępowaniach karnych polega na uczestnictwie w czynnościach zabezpieczania dowodów rzeczowych, weryfikacji tego materiału, wydawaniu opinii o stanie prawnym zabezpieczonych dowodów, wskazaniu pokrzywdzonego oraz zapewnieniu jego udziału w czynnościach procesowych." -- to ja bardzo przepraszam: czy w Polsce można równocześnie być biegłym (bo z tym kojarzą mi się "opinie" i wspierać pokrzywdzonego??!), to nie wolno opowiadać dyrdymałów, które łacno można zweryfikować z ustawą w ręku.
Na litość boską:
- nie jest przestępstwem już samo posiadanie pirackiej płyty (nawet art. 117 pr. aut. mówi o utrwaleniu lub zwielokrotnieniu utworu "w celu rozpowszechnienia"),
- nie jest żadnym przestępstwem, nawet przestępstwem pomocnictwa, udostępnienie linku do "pirackich utworów" -- bo żeby było pomocnictwo, musi być przestępstwo "pierwotne", a tego też brak.
I na zakończenie: prztyczek w nos wolnych mediów, które się zachwycają, choć zachwycać się nie wolno, więc usuwają swoje zachwyty. W sierpniu Gazeta Wyborcza pisała w samych superlatywach o Odsiebie.com i jego twórcy ("Portal służy m.in. studentom, którzy przed sesją ambitnie kolekcjonują notatki z wykładów, imprezowiczom dzielącym się zdjęciami z prywatek, melomanom poszukującym ulubionych piosenek, a nawet starszej internautce, która dzięki serwisowi pokazuje znajomym swoją działkę, chwaląc się najnowszym okazem kabaczka.").
Niestety, jak rozumiem pod wpływem niedawnych zdarzeń okazało się, że temat jest passé, więc... tekst został usunięty. Ostało się tylko zdjęcie ilustrujące tekst.
W sumie wstyd -- no bo jak: kabaczki i notatki z wykładów, czy pliki z serialami i przebojami? -- jednak na szczęście nie wahały się go w swoim czasie zajumać inne serwisy ;-) i dzięki temu co Wyborcza miała do powiedzenia o Odsiebie.com możemy poczytać np. na Lubin.Miasta.pl.
A tak to wygląda dziś na stronie Gazeta.pl:

Reasumując: jak na mój gust cała akcja pt. "złapaliśmy piratów z Odsiebie.com" to jest jedno wielkie przegięcie. Jeśli nie uda się wykazać, że Łukaszowi Ć. sam udostępniał w swoim serwisie "pirackie nagrania", to podstaw do podejmowania jakichkolwiek kroków prawnych wobec niego najprawdopodobniej nie było.
Nie ma także podstaw do grożenia konsekwencjami karnymi użytkownikom, którzy ściągali pliki z serwisu. Takie działanie z pewnością jest naruszeniem zasad dozwolonego użytku -- jednak kwalifikuje się to wyłącznie (co najwyżej) do odpowiedzialności cywilnej -- odszkodowawczej.