2011-03-27 17:02
- Takiej uchwały Sądu Najwyższego nie wolno przegapić: dowody z podsłuchów mogą posłużyć wyłącznie przeciwko osobie, co do której istnieje zgoda sądu na inwigilację przez służby specjalne. Poszło rzecz jasna o coś, co można nazwać "podsłuchem okazyjnym" -- CBA podsłuchiwała jednego podejrzanego, "przy okazji" podsłuchano rozmowy dwóch innych osób -- i mimo braku sądowej legalizacji takich działań, nie tylko kontynuowano ów proceder, ale i w oparciu o pozyskane tak dowody zbudowano akt oskarżenia.
Na szczęście sądy czasem nie dają się takim zabiegom: osoby, co do których nie było zezwolenia na stosowanie podsłuchu zostały uniewinnione -- tak powinno zawsze być w państwie rzeczywiście praworządnym -- od czego zaczęła się odwoływać prokuratura. Jednak w ustnym uzasadnieniu uchwały siedmiu sędziów SN przypomniano, że praca organów ścigania i służb specjalnych nie może polegać na łapaniu każdego, albowiem: "kontrola operacyjna to wkroczenie w konstytucyjnie chronioną sferę wolności obywatelskich i prawa do prywatności, więc każde wątpliwości w tej materii powinno się badać restryktywnie"; - byłbym niesprawiedliwy zarzucając generalną nadaktywność formacjom powołanym do ochrony naszego bezpieczeństwa. Najwyraźniej istnieją w Polsce pewne obszary, na których jurysdykcja służb tego państwa nie sięga: na pewno można powiedzieć w ten sposób o Dolinie Pięciu Stawów Polskich, gdzie policja nie podejmuje czynności, nawet jeśli mowa jest o ewentualnym zabójstwie, a to dlatego, że "nie poszliśmy, bo nie mamy takich umiejętności, by prowadzić czynności w Tatrach".
To znakomita informacja dla wszystkich planujących bezstresowe pozbycie się jakiejś osoby: wystarczy wywabić ją w Tatry i upewnić się, by ciało nie przedostało się w niższe partie gór -- policja na pewno palcem nie kiwnie. Ba, nawet jeśli narwany obywatel zechce się wykazać i spróbuje pomóc policji, też może liczyć na spławienie: nie przyjęto dowodów w postaci fotografii wykonanych przez ojca zaginionej, ponieważ... były one zbyt dużego formatu.
Zaniepokojonych, że coś w tej naszej policji nie gra spieszę uspokoić. Podtatrzańscy śledczy tłumaczą, że "tak postępuje się we wszystkich tego typu przypadkach, bo policjanci nie są przeszkoleni do wędrówek w niedostępne Tatry Wysokie"; - są jednak policjanci, którzy jak chcą, to potrafią. Do aresztu na 3 miesiące trafił szef (!) komisariatu z warszawskiej Białołęki, któremu zarzuca się zabójstwo 52-letniego biznesmena. Przedsiębiorca, który miał swego czasu pożyczać pieniądze policjantowi zaginął prawie dwa miesiące temu, a niedawno pod Legionowem odkryto jego poćwiartowane ciało.
Jak widać wysokogórskie wycieczki to za dużo dla policji, ale do lasu z kolegą zawsze można skoczyć; - wracając na chwilę do tematyki podsłuchów: ta sprawa może być naprawdę ciekawa. Oto do prokuratury wpłynęło zawiadomienie od dziennikarza "Rzeczpospolitej", który zarzuca innym prokuratorom bezprawne naruszenie tajemnicy dziennikarskiej, a to poprzez znany trick z billingami: chcąc ustalić kto jest źródłem informacji dla dziennikarza, prokuratorzy po prostu wzięli sobie wykaz rozmów z jego komórki i dawaj je sprawdzać i odpytywać kogo to dziennikarz zna, a z kim rozmawiał.
Ja się nawet organom nie dziwię: po co się pocić wspinaczką przez Zawrat albo Kozią Przełęcz, po co brudzić sobie ręce mokrą robotą -- przecież zawsze można sobie siedzieć za biureczkiem i wystąpić do telekomów o wykaz połączeń... - za biureczko trafiło też w ciągu ostatnich 4 lat -- tylko w dolnośląskim urzędzie marszałkowskim -- blisko 500 osób, przez co zatrudnienie poszło w górę z 520 do... 1007 osób (sic!). Winna temu jest, a jakże, Unia E., bo zatrudniano głównie w działach zajmujących się rozdysponowaniem środków unijnych (tj. pracę znalazła tam ok. połowa nowozatrudnionych -- reszta zajmuje się czymś znacznie ciekawszym). Muszę przyznać, że tempo mają niezłe, ale co tu się dziwić: spieszcie się obejmować posady, tak szybko odchodzą...
Nawiasem mówiąc oprócz zwykłego marnotrawstwa -- każdy urząd oznacza marnowanie kasy, a zwiększenie zatrudnienia o 100% zwykle wiąże się z co najmniej potrojeniem wydatków -- można także zaobserwować przykry zwyczaj wysysania przyzwoitych dziennikarzy (i blogerów): jak rozumiem w skład owego batalionu urzędników wchodzi także były dziennikarz PRW (i nie tylko) oraz jeden z założycieli (zamarłej już) "Piątej Władzy" -- obecnie "Pełnomocnik Zarządu Województwa ds. Rozwoju Społeczeństwa Informacyjnego" (tak kończą wszystkie panki); - to też jest dobre: Rzeczniczka Praw Obywatelskich pochyliła się nad losem użytkowników serwisu Nasza Klasa (!) i zatroskana zmianami w regulaminie zwróciła się do szefowej UOKiK o przyjrzenie się jego postanowieniom. "GaPa" pisze, że "wątpliwości RPO budzi stosowana przez serwis formuła odgórnie narzucająca nowe, niekorzystne dla użytkowników warunki umowy. I podkreśla, że użytkownicy nie mieli wpływu na nowe postanowienia regulaminu" -- a ja się zastanawiam jakiż to usługodawca kiedykolwiek negocjował z klientami zmiany tego rodzaju? -- więc poprosiła o zbadanie, czy NK nie ukryła gdzieś tam klauzul niedozwolonych.
Nie mam pojęcia czy ombudsmanka planuje niedługo start w jakichś wyborach, ale mam silne wrażenie, że wychodząc z taką inicjatywą RPO przekroczyła swoje ustawowe i konstytucyjne kompetencje. Jakby na to nie patrzeć powołaliśmy ten urząd do ochrony wolności i praw zagrożonych przez działania organów władzy publicznej (art. 80 konstytucji RP), także jako strażnik konstytucyjnych wolności i praw człowieka i obywatela (art. 208 ust. 1 ustawy zasadniczej) urząd Rzecznika nie powinien mieszać się do -- choćby i dyskusyjnych -- kwestii związanych z działalnością prywatnych podmiotów; - i na zakończenie: nie udał się spisek "właścicieli połowy Katowic", którzy pod pozorem nabycia akcji -- o kolekcjonerskiej raczej wartości -- spółki Giesche SA próbowali "odzyskać" jej majątek. Opowieść o cudownie odratowanym przedsiębiorstwie warto przeczytać, a ja mam nadzieję, że uczyni to zarówno jakiś zdolny scenarzysta, jak i producent, który zechce sfinansować stworzenie z pewnością fascynującego filmu opowiadającego o sprawie (byle nie był to film polski).
Komentarze (10)
Kategoria
zdanie odrębne



