Od Unii Lubelskiej do Piątej Kolumny
 Oceń wpis
   

akt Unii LubelskiejTak sobie pomyślałem, że warto jeszcze na momencik wrócić do kolejnej bredni wypowiedzianej przez Jarosława Kaczyńskiego -- do tej śląskości, która ma być przejawem "zakamuflowanej opcji niemieckiej".
Bo przecież wiadomo, że w świecie PiS grozi nam żywioł germański, a na panteonie bohaterów narodowych mieszczą się tylko Wanda (co nie chciała Niemca), Drzymała i Janek Kos razem z Grigorijem Saakaszwilim (bo Gustlik to już raczej V Kolumna).

Niestety, straszenie ruchami decentralizacyjnymi -- a to polską Katangą (która, jak wiadomo, musi próbować się urwać), a to Bośnią, albo chociaż prawnicze szczególarstwo, które zdaje się uprawiać poseł Kalisz (którego nadal mam za bardziej trzeźwego posła, i to mimo, że on czerwony w sumie jakby) -- dowodzi beznadziejnej znajomości polskiej historii. Oraz strachu przed tą historią -- i to strachu najwyraźniej dręczącego tych, którzy najchętniej uciekliby pod sztandary polityki historycznej.
Jakby na to nie patrzeć w polskiej tradycji nie leży urawniłowka, nie było zatem w historii dotąd równie długiego okresu jednolitego ustroju prawno-państwowego, niż... okres od 1939 r. (GG) do dziś.

Pomińmy pierwsze 500 lat państwowości, przejdźmy od razu do Unii Lubelskiej 1569 roku, wynikiem której powstała z dzisiejszego punktu widzenia modelowe państwo konfederacyjne. Obok Korony i Wielkiego Księstwa Litewskiego, w skład Rzplitej wchodziły także (w różnym czasie) m.in.: Księstwo Kurlandzkie, Inflanty, Ks. Siewierskie czy Ziemia Spiska -- i jedno co terytoria te miały wspólnego, to zasadę, że mieszkały tam różne ludy (wyznające różne wiary), panowały tam różne systemy prawne i sądowe, różne też były formy związania tych prowincji z Rzeczpospolitą. Co ciekawe każdy monarcha szanował owe odrębności: pilnował lenna, czasem zebrał jakiś podatek (jak mu panowie szlachta pozwolili), ale w większość spraw się nie mieszał.
To właśnie dzięki tej -- prezes Kaczyński pewne byłby niepocieszony -- tolerancji dla odrębności etnicznych czy religijnych w XVI-wiecznej Rzeczpospolitej schronienie znaleźć mogli dysydenci z innych państw: protestanci uchodzący z krajów rządzonych przez katolickich monarchów, papiści, dla których nie było miejsca w państwach protestanckich, żydzi. Dzięki niej każdy mógł czuć się tu u siebie w domu (nie "jak u siebie", lecz "u siebie").

Odrębności te pozostały -- i pozostałyby, nawet mimo formalnego zniesienia unii polsko-litewskiej w konstytucji z 1791 r. -- na kolejne dziesięciolecia i wieki, aczkolwiek w znikomym stopniu przyczyną tego były rozbiory i podział państwa pomiędzy carską Rosję oraz Prusy i monarchię Habsburgów. Nawet politykę II Rzeczpospolitej cechował szacunek dla odrębności: federacyjne plany Piłsudskiego nie wynikały z umiłowania dla wizji państwa unitarnego, podobnie zgoda na autonomię Śląska -- w tym odrębny Sejm Śląski i Skarb Śląski -- nie była przejawem słabości państwa ani "łapówką" za powstania.

Niestety, począwszy od Hitlera i władz komunistycznych odrębności, regionalizmy i generalnie pojęta "inność" przestała pasować -- a dziś, niestety, pogląd ten przejęli i uznali za swój nawet politycy pełni demokratycznych frazesów.

PS na ilustracji powyżej -- akt Unii Lubelskiej. Niechaj wżdy narodowie znają, że Polacy nie gęsi i swoje tradycje też mają.

Komentarze (15)
Nie jesteśmy gotowi na czarny scenariusz
 Oceń wpis
   

Sejm Rzeczypospolitej PolskiejSobotnia tragedia w Smoleńsku powinna być dobrym przyczynkiem do pomyślenia o nowych zasadach następstwa najważniejszych organów państwa. Tak aby podobne wydarzenie, które mogłoby mieć miejsce w znacznie jeszcze gorszych okolicznościach (tak, potrafię to sobie wyobrazić) nie zakończyło się jeszcze większą katastrofą.

  • podstawowa sprawa to nowe reguły sukcesji prezydenckiej. Nawet nie wyobrażam sobie jak trudno będzie zorganizować w cieniu tragicznego wypadku przedterminowe wybory w ciągu niespełna 3 miesięcy od śmierci Lecha Kaczyńskiego -- w jaki sposób dotknięte tragedią partie mają teraz wybrać kandydatów i zebrać niezbędne podpisy? jak odnosić się do ewentualnej konkurencji?
    Gdyby istniały przepisy pozwalające na dokończenie kadencji przez inną, wskazaną przez prezydenta, osobę -- doskonałym przykładem jest, powtórzę się, Presidential Succession Act -- wszystkie te niejasności odpadłyby;
  • dołóżmy do tego niewdzięczną sytuację, w jakiej znalazł się Bronisław Komorowski: co powinien czynić? jakich decyzji należy unikać? jak w tym momencie ubiegać się o urząd prezydenta? czy obsadzić wakujące stanowiska korzystając z przysługujących mu obecnie prerogatyw (a w zasadzie wykonać ciążącą na nim powinność), czy jednak poczekać do wyników przedterminowych wyborów?
    Jakby na to nie patrzeć -- jasne zasady stabilnego następstwa uchroniłyby Polskę przed potencjalnym sporem decyzyjnym (w radiu jeszcze w sobotę słyszałem dziennikarzy uderzających w ten ton);
  • w komentarzu pod poprzednim tekstem, w którym zasygnalizowałem temat, zwrócono uwagę, że prezydent nie jest kluczową postacią w państwie, zarazem funkcja prezydenta pro tempore wydaje się wystarczająco gwarantować stabilność kraju.
    No dobrze, ale co by było, gdybyśmy mieli do czynienia z aktem wrogim, wymagającym pewnego rodzaju działań? To prezydent mianuje (na wniosek Prezesa Rady Ministrów, o czym więcej poniżej) Naczelnego Dowódcę Sił Zbrojnych (art. 134 ust. 4 konstytucji). To głowa państwa, na wniosek premiera, zarządza mobilizację i użycie Sił Zbrojnych (art. 136). To prezydent postanawia -- w zastępstwie Sejmu -- o stanie wojny (art. 116 ust. 2) oraz o stanie wojennym (art. 229);
  • owszem, zgodnie z art. 131 ust. 2 konstytucji to Marszałek Sejmu tymczasowo -- to jest do czasów wyborów -- zastępuje prezydenta (zaś gdyby i jego zabrakło, rolę tę przejmuje Marszałek Senatu), jednak i tu tkwi pewne ryzyko niestabilności kraju. Tymczasowość pełnienia tej funkcji zakłada, że prędzej czy później powinno dojść do wyborów, te jednak -- czytajcie art. 228 ust. 7 konstytucji -- mogą odbyć się najwcześniej w 90 dni po zakończeniu stanu nadzwyczajnego.
    W wyjątkowo krytycznej sytuacji może się okazać, że wprawdzie Marszałek Sejmu wchodzi w rolę Prezydenta Rzeczypospolitej, ale nie ustępując równocześnie laski marszałkowskiej (konstytucja zakłada swoistą unię personalną tych urzędów) innemu posłowi nie pozwala na dalsze "uzupełnianie" tej linii sukcesji. A dalej to już nawet nie jest aż takie science-fiction: zabraknie marszałków izb, zdziesiątkowany parlament nie jest w stanie wybrać ich następców, nie ma mowy (konstytucyjnie i wskutek tego, co się dzieje) o zorganizowaniu przedterminowych wyborów...
  • zwraca się też uwagę, że na szczęście kluczową rolę w egzekutywie pełni Prezes Rady Ministrów. Niestety, jeśli chodzi o zastępowanie premiera w nagłych przypadkach jest jeszcze gorzej: zgodnie z art. 6 ust. 1 ustawy o Radzie Ministrów szef rządu może być zastąpiony przez wicepremiera, ale wyłącznie w razie jego nieobecności lub w innym przypadku "czasowej niemożności wykonywania przez niego obecności" (czasowej, a zatem wicepremier nie może po prostu zastąpić premiera!); mało tego -- ów wicepremier musi zostać uprzednio przez premiera wskazany;
  • gdyby Prezesa Rady Ministrów zabrakło, to wracamy do regulacji konstytucyjnych, czyli konieczności desygnowania premiera i powołania Rady Ministrów przez prezydenta, plus konieczność uzyskania wotum zaufania ze strony izby poselskiej (art. 154 ustawy zasadniczej). Jakby się nie udało, w kolejnym dopiero kroku, jest możliwość powołania czegoś na wzór rządu prezydenckiego (art. 155 ust. 1), który jednak też powinien uzyskać inwestyturę od posłów. Jak się nie uda -- prezydent zobowiązany jest skrócić kadencję parlamentu i zarządzić przedterminowe wybory (art. 155 ust. 2 konstytucji).
    No ale przecież w pewnych przypadkach organizacja wyborów nie jest dopuszczalna (art. 228 ust. 7)!

Moim zdaniem wniosek jest prosty: polski ustrój nie jest przygotowany na żadne rozwiązania awaryjne, pozwalające na kontynuację prac władzy wykonawczej w przypadku zaistnienia naprawdę ekstremalnych zdarzeń. Zaś okazywana obecnie satysfakcja, że konstytucja obecnie się sprawdziła jest li tylko jeszcze jedną krótkowzrocznością.

 

Komentarze (46)
...bo każdy fotograf to terrorysta... [aktualizacja]
 Oceń wpis
   

photography is not terrorismCiekawe: wczoraj, w sobotę, tysiące brytyjskich fotografów wyległo na londyńskie ulice by zaprotestować przeciwko drakońskiemu prawu pozwalającemu na zatrzymanie każdej osoby tylko dlatego, że wygląda na terrorystę, czyli... chodzi z aparatem i robi zdjęcia na ulicy.

Protest jest jednym z elementów kampanii I'm a Photographer not a Terrorist (do poczytania na stronie photographernotaterrorist.org), która ma na celu także uchylenie przepisów pozwalających na wymierzenie kary 10 lat więzienia za... robienie zdjęć oficerom policji.
Przepisy te dają także służbom uprawnienie do przeszukania każdej osoby, która wygląda jak terrorysta na zwiadach -- przypomnijmy: wygląda jak terrorysta, bo robi zdjęcia -- oraz nakazania skasowania zawartości karty, zniszczenia rolki filmu (to dla tych, co jeszcze trwają przy taśmie 35 mm...).

zBiodra.wordpress.com -- team nieustraszonych szpiegów i terrorystów grasujących po ulicach naszych miastBa, jak pisze Independent w oparciu o te przepisy angielskiej policji zdarzyło się interesować osobami fotografującymi zabytki i inne atrakcje turystyczne, a nawet fastfódy typu fish&chip.
Polecam też parę zdjęć w serwisie Flickr: pstryczek z wczorajszej manifestacji, interwencję policjanta w Nottingham oraz nie mniej ciekawe ujęcie z Nowego Jorku.

Jakby ktoś się ucieszył, że przecież nasza chata skraja i niech się Anglosasi wyrzynają, skoro lubią -- przypominam wcale nie tak dawną historię z warszawskiego Śródmieścia, gdzie gliniarze sprawnie zwinęli człowieka, który robił zdjęcia pudełkiem po butach, a także nieco starszą ale nie mniej straszną opowieść z wrocławskiego Dworca Głównego PKP, gdzie patrol policji zamiast zająć się porządkiem -- zajął się ludźmi z aparatami, aby z braku laku ścigać ich zaniemanie dowodu osobistego.

Ciekawe jak to wszystko się skończy. W ramach testowania wytrzymałości i oporu już biorę moją najnowszą szpiegowską maszynkę w kieszeń i idę na zwiady. Nie powinienem może zapowiadać tego, ale w ramach wykonywania dzisiejszych zadań zamierzam naruszyć teren komisariatu policji i udokumentować to kilkoma elektronami.

 

[aktualizacja, wieczorem] Melduję, że zadanie wykonane. W ramach działań operacyjno terrorystycznych udało mi się ująć:

ściśle tajny most na jakimś stawiku, przez który zapewne swego czasu miały z założenia wyruszać radzieckie tanki na podbój Wrocławia:
tajemniczy mostek

opóźnioną budowę mostu na obwodnicy autostradowej Wrocławia -- tak, to też ten Mostostal:
most na wrocławskiej AOW

a na zakończenie gratka nie lada -- zatoka, w której mieści się przystań wrocławskiego komisariatu rzecznego policji. Dla niepoznaki wpuściłem na lód psa i udawałem, że fotografuję właśnie moje zwierzątko. (Ciekawe: co robią w komisariacie rzecznym jak rzekę lód skuwa?)
przystań komisariatu rzecznego Wrocław

Komentarze (46)
Katowicki magistrat też już nie chce żadnych peseli ;-)
 Oceń wpis
   

Bywa, że nie możemy doczekać się odpowiedzi na zadane pytania. Czasem jest jednak tak, że liczba uzyskanych wyjaśnień przekracza nasze oczekiwania.

Kilkanaście dni temu zwróciłem uwagę na wymogi jakie Urząd Miasta Katowice stawia przed osobami zainteresowanymi dostępem do informacji publicznej. W skrócie: zgodnie ze wskazówkami na stronie internetowej niezbędne jest złożenie wniosku pisemnego, bądź przesłanego pocztą elektroniczną z tym nieszczęsnym e-podpisem, bądź też posłużenie się systemem SEKAP. W praktyce oznacza to, że katowicki magistrat nie przyjmuje wniosków anonimowych: e-podpis z definicji anonimowość wyklucza, zaś korzystać z SEKAP można wyłącznie po podaniu takich danych jak numer PESEL i danych dowodu osobistego.
Po kilku dniach urząd przesłał odpowiedź na zadane pytania, odpowiedź, która... odpowiedzią jednak nie była.

Jakież było zatem moje zdziwienie, gdy do mojej skrzyneczki wpadła dalsza korespondencja dotycząca dostępu do informacji publicznej. (Wyjaśnić muszę, że wiadomość z UM w Katowicach przyszła w piątek, ten sam piątek, kiedy bytowska policja przesłała wyjaśnienia kwestii związanych z dochodzeniem w sprawie znieważenia na YouTube, nie dziwcie się zatem, że nie od razu zająłem się nią w Lege Artis.)
Korzystając zatem ze spokojniejszej niedzieli pozwolę sobie poniżej przedstawić dalsze wyjaśnienia dotyczące sposobów wnioskowania o udzielenie informacji publicznej.

OZ.K.0565-18/09

  W odpowiedzi na Pana zapytanie z dnia 23 listopada 2009r. w sprawie ograniczenia prawa do składania wniosków o udzielenie informacji publicznej poprzez niepodanie w karcie usługi na platformie SEKAP informacji dotyczącej możliwości złożenia takiego wniosku drogą elektroniczną, a ograniczenia tej drogi tylko do skrzynki kontaktowej PeUP, wyjaśniam, że wskazane w przedmiotowym formularzu formy stanowią otwarty katalog istniejących w tym zakresie możliwości, adekwatny dla użytkowników korzystających z platformy SEKAP. Ponadto adres poczty elektronicznej Urzędu podany jest w lewym górnym rogu formularza, z  którego skorzystał Pan kierując swoje zapytanie do Urzędu Miasta. Stąd postawiony przez Pana zarzut ograniczenia prawa do składania wniosków drogą elektroniczną jako niezgodny z przepisami ustawy z dnia 6 września 2001r. o dostępie do informacji publicznej (Dz. U. z 2001r. Nr 112, poz.1198) nie wydaje się zasadny, tym bardziej, że w przedmiotowym formularzu nie podano informacji, że wnioski składane inną drogą nie będą załatwiane, czy też wskazane możliwości stanowią jedyne dopuszczalne formy złożenia tego rodzajów wniosków.

     Jednocześnie informuję, iż brak wskazania tej konkretnej enumeratywnej alternatywy nie oznacza, że podania o udostępnienie informacji publicznej składane drogą elektroniczną bez wykorzystania kwalifikowanego podpisu pozostawia się bez rozpatrzenia.

     Niemniej jednak, biorąc pod uwagę Pana sugestie, w najbliższym czasie podjęte zostaną działania mające na celu uzupełnienie informacji zawartych w karcie usługi dotyczącej udostępniania informacji publicznej na platformie SEKAP.

     Dziękując za przekazane informacje dotyczące orzecznictwa powstałego na gruncie przepisów ustawy o dostępie do informacji publicznej i Pańskie uwagi, wyrażam przekonanie, że przedstawione informacje wyjaśnią Pana wątpliwości, a w przyszłości przyczynią się do sprawniejszej i skuteczniejszej komunikacji Urzędu z interesantami oraz podniesienia jakości świadczonych usług publicznych.

Zamiast komentarza pozwolę sobie na trzy drobne uwagi:

  • po pierwsze pytanie o procedurę stosowania przepisów o dostępie do informacji publicznej nie będzie raczej objęte samą ustawą o DIP, zatem tłumaczenie, że moje pytanie nie pozostało bez odpowiedzi, co ma dowodzić, że także wnioski niepodpisane elektronicznie też są obsługiwane, nie jest zasadne;
  • po drugie uprzednie wyjaśnienie (de facto: skan tekstu opublikowanego w "IT w administracji") przyszedł dopiero po tym, jak przesłałem odnośnik do mojego krytycznego tekstu na adres rzecznika prasowego katowickiego magistratu, i to w trybie art. 251 kodeksu postępowania administracyjnego (a zatem z definicji innego, niż z ustawy o dostępie do informacji publicznej);
  • po trzecie: naprawdę nie uważam, że "brak wskazania tej konkretnej enumeratywnej alternatywy" nie może być przez interesantów rozumiany jako zapowiedź, że inaczej się nie da.
    Ale może już zaczynam się czepiać.
Komentarze (5)
Czas na restaurację
 Oceń wpis
   

czy Donald Tusk będzie królem Polski?Gdym posłyszał o pomyśle premiera Tuska na reformę ustrojową kraju, pierwszą myślą było: ten człowiek oszalał.  Niewątpliwie trzeba być szalonym, by zaproponować -- 20 lat po tym, jak Polacy uzyskali swobodnego możliwość wyboru głowy państwa -- by o wyborze prezydenta decydował jakiś magiczny konwentykl złożony z 560 mniej lub bardziej przypadkowych osób.

Przedstawiony przez Donalda Tuska projekt jest dokładnym przeciwieństwem tego, o czym mówię od kilkunastu lat: powszechne wybory nie są rozwiązaniem idealnym (autentycznie lepsze byłyby chyba dwustopniowe wybory pośrednie -- dokładnie takie, jak robią to za Oceanem), ale głosowanie w Zgromadzeniu Narodowym to wizja fatalna. (Dziś feler jest taki, że byle wycieruch ma jeden głos, i Czytelnik Lege Artis ma jeden głos -- ale jakby się Tuskowi udało, głosować mogłoby najwyżej pół tuzina P.T. Czytelników, ale i po jednym głosie mieliby na ten przykład Gołojuch Kazimierz, Durka Zenon czy Błądek Antoni -- i zasadniczo tylko oni.)

Podobnie fatalnie oceniam postulat osłabienia prezydenckiego weta (które i tak zgodnie z konstytucją z 1997 r. jest łatwiejsze do przełamania, niż wcześniej) -- premier oczywiście ma rację mówiąc, że prerogatywa ta daje pałacowi dużą siłę w hamowaniu planów legislacyjnych rządu (a przecież parlament z woli ludu pochodzi), ale zapomina, że prezydent także ma -- jeszcze silniejszy nawet -- mandat pochodzący z tak samo dobrych, a zwykle nawet poważniej traktowanych wyborów.

Im głębiej jednak się w pomysł na kanclerski model rządów wmyślałem, tym wyraźniej dostrzegałem drugie dno. Tak: Donald Tusk szykuje nas na wprowadzenie monarchii konstytucyjnej, zatem odarcie głowy państwa z kompetencji i przesunięcie ich w kierunku kancelarii jest jak najbardziej słuszne!
Jest bowiem oczywiste, że po restauracji władca nie będzie prowadził aktywnej polityki zagranicznej (wyjąwszy część najbardziej paradnych obowiązków dyplomatycznych), nie będzie zajmował się oceną konstytucyjności ustaw (formalnie pozostawi mu się prawo do podpisywania ustaw -- wszakże prawo to będzie stanowione w jego imieniu), nie będzie też w żaden sposób zwalczał swojego rządu (bo każdy rząd będzie jego).

Osobną i najmniej istotną sprawą jest: kto miałby objąć tron. Owszem, swego czasu podzieliłem się publicznie pewnym pomysłem (tym, którzy nie wiedzą albo zapomnieli: uważam, że powinniśmy zaproponować to księciu Henrykowi Karolowi Albertowi Dawidowi Mountbatten-Windsor z Walii -- człowiekowi młodemu, stanu wolnego, z rodu królewskiego, z niewielkimi szansami na tron u siebie, innowierca (nie będą go oskarżać o jakieś rydzykowe sprawy), ale nawet jeśli Donald Tusk zlecił już uszycie gronostajowego płaszcza na swoją miarę -- pozostaje mi tylko trzymać kciuki za każdego przyszłego pomazańca.

PS fotka zajumana z Money.pl, a oni pociągnęli z KPRM.gov.pl. Czy widzicie ten stygmat na głowie kanclerza Tuska?

Komentarze (25)
1 | 2 | 3 |
O mnie
Olgierd Rudak
Olgierd Rudak, redaktor naczelny i wydawca czasopisma internetowego "Lege Artis". Prawnik, miłośnik ożywionej przyrody, gór, fotografii i psów; posiadacz "prawie" owczarka belgijskiego malinois o imieniu Boss. Z przekonania libertarianin, z wyboru stary kawaler ;-)
Najnowsze komentarze
2012-05-21 15:42
PAWEŁ W.:
e-Sąd: początek przygody (zakładanie konta w e-sad.gov.pl)
Błędy aż wstyd komentować dalej i poprawiać
2012-05-20 01:54
opinie:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Tak to jest jak poslami sa przypadkowe osoby... a pqrtii Palikota tak jest...
2012-05-20 01:42
opinie:
Pozew o odszkodowanie rozpaczliwą próbą ratowania frekwencji
Ale ten film nie jest wcale taki zły :)
2012-05-19 15:52
kaszuby:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Ach ten Wedel kiedy ta firma zajmie się powazniejszymi sprawami. Na swoje zyczenie negatywnie[...]
2012-05-19 15:45
kaszuby:
"Słynne masło roślinne"
Masło roślinne to w sumie olej roślinny. A więc wg mnie jedno można podciągnąc pod drugie..
2012-05-19 15:39
pozyczka:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
Ten bank o klienta jakością obsługi starał się tylko na początku, teraz to już na pewno nie[...]
2012-05-19 15:29
emerytury:
O zrównaniu wieku emerytalnego kobiet i mężczyzn
Tylko problem jest taki, że część ludzi wogolę nie odkładałaby pieniądzy na emeryturę. Albo[...]
2012-05-18 07:28
polokolo:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Hmmm.... a ciekawe czy strony prywatne też "podpadają" pod klauzule niedozwolone? Czy je też[...]
2012-05-16 16:07
Polak który ciężką :
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Ty kurwo!!!!!! Jak ktoś próbuje uczciwie zarabiać na chleb ale nie zna milionów przepisów to[...]
2012-05-15 17:07
fat:
Alior Bank: fałszowanie regulaminów, kłamstwa i bałagan
A dzisiaj nie można wypłacić pieniążków bo 'mają awarię systemu' ... nikt nie wie kiedy[...]
2012-05-15 11:38
jamto:
O ptasim mleczku i Ptasim Mleczku® raz jeszcze
Raz jeszcze o Wedlu. Zapraszam do poczytania jak to Wedel klientów w @$#@# robi :)[...]
2012-05-07 16:29
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
I kamizelkę kuloodporną w razie zapuszczania się w tereny zalesione- zawsze może znaleźć się[...]
2012-05-07 15:56
handel emisjami:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
No ale obowiązek jazdy na rowerze w kasku mogliby wprowadzić, czemu nie? I w ochraniaczach na[...]
2012-05-04 23:29
2222:
O Pro Bono i jego pełnomocnictwach, wezwaniach, ugodach...
moze zabrac
2012-05-03 10:53
robal_pl:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Akurat swiatla to na prawde powinien miec wlaczone jesli jedzie po drodze. I generalnie[...]
2012-04-30 17:57
rocket00:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
Pani Rakieta? :)
2012-04-30 15:29
zjadacz_mleczka:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
rotfl dokladnie, pozwac - z banku mozna wydrzec miliony!!! A ja tam chromole wedla w p...e[...]
2012-04-30 14:35
rozek12:
O obowiązkowych przeglądach technicznych rowerów
Dajże jakiegoś wpisa Olgierd bo ja (a domniemam że mógłbym użyć "my") czekam wyposzczony.
2012-04-27 14:41
QM music:
Jeszcze o wezwaniach wysyłanych przez Hapro Media
problematic nie jest podstawiony, faktycznie Spółka QM music prowadzi wiele spraw zarówno[...]
2012-04-25 12:38
m852:
Jak pozwać Polbank i nie dać się zwariować ;-)
Mam do Pana pytanie. Zawarłam umowę ubezpieczenia komunikacyjnego z Axa Direct odddział w[...]
2012-04-24 21:13
Alabama:
Świat wg ACTA (ptasie mleczko tango down)
i jak sie to skonczylo?
2012-04-20 18:13
złość:
Zagraj to jeszcze raz na KOBIZE, Sam
dobrze, że tutaj można znaleźć wyjaśnienia Kobize, na oficjalnej stronie już ich nie ma! Jak[...]
2012-04-17 21:10
69motor@gmail.com:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
Witam wszystkich Dzisiaj moja małżonka dostałą pismo z w/w "Stowarzyszenia". Podana jest[...]
2012-04-16 14:08
rtyrty:
Stowarzyszenie Lexus i jego prokonsumenckie pozwy
to lipa
2012-04-13 09:49
sodoma:
Internet z siedzibą w Warszawie
A do mnie dzwoniła Pani z TPSA i mówiła, że chce ze mną porozmawiać jako z właścicielem internetu :D