Legislacyjny zamach stanu
 Oceń wpis
   

nazi against nicotynemotto na dziś: "Misją Rządowego Centrum Legislacji jest dbanie o spójność systemu polskiego prawa i prawidłowy przebieg procesu legislacyjnego" (ze strony Rządowego Centrum Legislacji)

motto na wczoraj: "Wola Führera -- najwyższym prawem" (Carl Schmitt)

motto na jutro: "Wysokie kary są zgodne z intencjami rządu" (Maciej Berek, szef RCL, podczas obrad komisji senackiej poświęconej dopalaczom)

 

To ostatni tekst poświęcony krucjacie przeciwko dopalaczom; temat już mnie zemdlił i zrobiło mi się naprawdę niedobrze.
Warto jednak poczytać opis procedury legislacyjnej zaaplikowanej przez RCL i senat w toku prac nad "ustawą dopalaczową".

Temat jest prosty: izba poselska wypluła z siebie akt prawny, który druzgoczącej krytyce poddało Biuro Legislacyjne Senatu (opinia z 13 października 2010 r. druk nr 984, warto poczytać). Legislator Michał Gil zarzucił dokumentowi m.in. wadliwość definicji "dopalacza", przede wszystkim przez to, że jeśli produkt przeznaczony np. do czyszczenia podłóg zostanie użyty doustnie, w celu odurzenia się, to producent poniesie odpowiedzialność karną za "wytworzenie lub wprowadzenie do obrotu środka zastępczego" (art. 52a ustawy). W ten sposób doprowadzono do sytuacji, w której definicja daje możliwość "stwierdzenia co nie jest środkiem zastępczym, ale nie odpowiada na pytanie, co nim jest".
Mało tego: sankcję za sprzedaż takich środków nie będzie stosować sąd, lecz PIS, według przepisów ordynacji podatkowej, z rygorem natychmiastowej wykonalności -- zaś wpływy z tej kary będą po prostu szły do budżetu (art. 52a ustawy).

opinia Biura Legislacyjnego Senatu w sprawie ustawy o zmianie ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii oraz ustawy o PIS, druk nr 984

(Interesujące: jak sensownie zauważają w opinii, maksymalna grzywna za narkotyki to 360 tys. -- złotych. Za dopalacze -- trzykrotnie więcej.)

To, co wydawać może się niuansem, jest o tyle istotne, że owa definicja -- stanowiąca clou dyspozycji normy -- decyduje o tym czy ktoś będzie płacił "karę pieniężną" w wysokości do 1 miliona złotych (a z punktu widzenia ustrojowego musi iść w parze z zasadą nullum crime sine lege). (Co ciekawe w opinii zwrócono też uwagę, że wskutek tego legalnie będzie można produkować i sprzedawać dopalacze będące np. kosmetykami.)

Biuro Legislacyjne Senatu wskazało także, że zakaz reklamy środków spożywczych sugerującej działanie podobne do substancji psychotropowych lub środków odurzających może uderzyć w reklamę... alkoholu, czekolady, kawy, herbaty i napojów energetycznych. Bo i owszem: skoro "ta kawa stawia mnie na nogi" -- to przecież nie dlatego, że z kubka wysunie się pomocna dłoń i pomoże mi się podnieść, prawda?
Nieistotne? Być może, zwłaszcza jeśli pominiemy art. 68 projektu, zgodnie z którym za taką reklamę można pójść na cały rok za kraty.

Wiemy już jakie uwagi pod adresem ustawy przesłanej przez izbę poselską mają senaccy prawnicy -- współodpowiedzialni za jakość tego naszego prawa powszechnego.
A jaką opinię ma na to Rządowe Centrum Legislacyjne, którego misja to "dbanie o spójność systemu polskiego prawa i prawidłowy przebieg procesu legislacyjnego"?
Jak pisze Gazeta.pl senatorzy przy dopingu prezesa RCL pozwolili sobie na następujące akcje i uwagi:

  • "Wiem, że opinia naszych prawników jest negatywna. Ale to sprawa tak ważna społecznie, a premier oczekuje, że ustawę uchwalimy bez poprawek" -- to senator Władysław Sidorowicz (PO), na którego miałem nawet przyjemność głosować;
  • "Senatorzy -- czterech na sali, przy ok. 20 gościach ze strony rządowej -- popędzali własnego prawnika, żeby szybciej uzasadniał zarzuty. Każdy jednomyślnie odrzucali. Niektóre zanim prawnik zdążył wypowiedzieć" (to cytat za dziennikarką Gazety);
  • "Ryzyko, że ktoś bez złych intencji wprowadzi na rynek coś, co mieści się w definicji środka zastępczego, choć nie jest dopalaczem, istnieje. Każdy to przyzna. Jednak ryzyko jest znikome" -- prezes RCL, na uwagę o tym, że definicja pozwala na ściganie producentów dopalaczy, które dopalaczami nie są;
  • "Wysokie kary są zgodne z intencjami rządu" -- to już w odpowiedzi na uwagę, że sankcja za sprzedaż narkotyków jest znacznie niższa, niż za dopalacze; co więcej, autorzy ustawy mieli podobne obawy, "ale nawet jeśli one są i ustawa będzie surowo oceniana, prosimy o jej akceptację. Państwo nie może pozostać bezradne".

A więc (tytułem komentarza): (i) po co nam senat i cały parlament, skoro wystarczy dekret Prezesa Rady Ministrów; (ii) po co nam (nieprawomyślni) prawnicy przy legislacji, my i tak mamy rację; (iii) nawet jeśli istnieje zagrożenie, że ukarany będzie ktoś, kto nie robi dopalaczy, to tego ryzyka nie ma (to tzw. żelazna logika zaprzeczenia); (iv) [dopisane po komentarzu P.T. Czytelnika: rząd ewidentnie wskazuje, że lepszy handlarz crackiem czy LSD, niż dopalaczami] ]a poza tym przecież każde dziecko -- a na pewno każdy urzędnik w RCL wie, że wola Premiera -- najwyższym prawem. Zatem jakiekolwiek wątpliwości, nawet co do zgodności nowej ustawy z konstytucją, muszą ustąpić pola.

Proszę Państwa, wszystko wskazuje na to, że 13 października 2010 r. doszło w Polsce do swoistego prorządowego legislacyjnego zamachu stanu. Parlament (a na pewno jego izba wyższa) chcą zrezygnować z realizacji swoich kompetencji (na razie uczyniła to komisja zdrowia, zobaczymy co będzie na plenarnym posiedzeniu), szef instytucji odpowiedzialnej za jakość prawa kapituluje, bo "tak chce premier".
Przypomnijmy, że Rzym padł między innymi dlatego, że osobnik przechwytujący władzę -- oczywiście dla dobra ogółu obywateli i przy ich aplauzie -- raczył jej nie oddać (oczywiście dla dobra ogółu obywateli i przy ich aplauzie). U nas serwuje się podobny model, oczywiście dla dobra i przy aplauzie obywateli.

Osobiście jako zwolennik wyraźnego trójpodziału władzy -- parlament prawo uchwala, rząd je wykonuje (osobiście odebrałbym rządowi i prezydentowi nawet prawo inicjatywy ustawodawczej oraz nakazał wybór -- albo mandat poselski, albo ministerstwo), co oczywiście wyklucza jakiekolwiek dekrety z mocą ustawy -- jestem przerażony.

Komentarze (35)
Kiedy rząd wypowie wojnę... Nie można odmówić udzielenia...
2 | 3 | 4 | 5 | 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 |

bezczelna reklama:

Firma Prawnicza Lege Artis
www.LegeArtis.org

O mnie
Olgierd Rudak
Jesteś na stronie czasopisma internetowego "Lege Artis", które ukazywało się od 17 listopada 2006 r. do 16 maja 2014 r.
Najnowsze komentarze
2017-10-13 06:09
Gina Acampora:
O ochronie wizerunku złodziei
Nazywam się Gina Acampora i rozmawiam dzisiaj jako najszczęśliwszy człowiek na całym dzikim[...]
2017-10-10 01:40
jance:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
Witam wszystkich, Nazywam się Ketesha Frank, jestem z Alabama, Stanów Zjednoczonych, jestem tu,[...]
2017-10-05 19:48
ArturZpl:
Rekordowe odszkodowanie za spam
Teraz to też my będziemy mogli starać się o odszkodowanie. Szukając informacji na ten temat -[...]
2017-10-02 10:03
CARO CATO:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
¿Necesita dinero para iniciar un negocio propio ...? ¿Necesita dinero también pagar[...]
2017-09-04 13:15
Walls:
Uważajcie na oszustów sprzedających samochody z UK
Dobry dzień,   Jesteśmy prawowitym, renomowanym rządowym pożyczkodawcą. Jesteśmy firma[...]